|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|||
![]() |
|||||||||||
Piotr Konieczny
konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik, |
|||||||||||
|
Czwartek, 28 lipca 2005 :: 13:38:36
Wystąp w książce Sapkowskiego!
Zostań bohaterem wojen husyckich!
Przedmiotem aukcji jest wystąpienie w powieści Lux perpetua, ostatnim tomie trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego.
Taka właśnie aukcja pojawiła się na Allegro. A cena całkiem spora: 2 326,00 zł.
Środa, 27 lipca 2005 :: 18:13:00
Prom Discovery modrercą!!!
Poniedziałek, 25 lipca 2005 :: 21:44:08
Rosja wygrała ze spamem.
Kolejny raz Rosja pokazała imperialnemu Zachodowi jak radzić sobie z zagrożeniem.
W niedzielę, największy rosyjski spamer został znaleziony w swoim mieszkaniu pobity na śmierć. http://mosnews.com/news/2005/07/25/spammerdead.shtml Autor: grzegorz/Apcohowe Stwory To chyba, jak dotychczas, najskuteczniejszy sposób walki ze spamerami, tylko patrzeć, aż inni pójdą w ślady Rosjan. Poniedziałek, 25 lipca 2005 :: 19:43:07
Wywiad z hakerem
BBC udostępniło na swoich stronach półgodzinny wywiad z scriptkiddie Garym McKinnonem.
Poniedziałek, 25 lipca 2005 :: 00:27:42
Nowy rodzaj ataku na Allegro: JPEG Injection
Złodziejem został nazwany użytkownik popularnego serwisu aukcyjnego Allegro. Jegomość o pseudonimie skynet76, nie dość, że jest na bakier ze znajomością prawa autorskiego (na sprzedaż wystawia darmowe CD z dystrybucją Linuksa Ubuntu), to również kiepski z niego webmaster...
Update: Dodałem screenshoty, ponieważ autor usunął skutki ataku ze strony, krótko po publikacji tego newsa -- może czyta joggera? :-) Niedziela, 24 lipca 2005 :: 16:49:17
Co z małżeństwem Opery i Bittorenta?Ough. Zauważyłem, że przez przypadek, trafiłem z poprzednim wpisem na Polską Planetę Opery... zatem, żeby odpokutować 90% nieoperowego postu, piszę co następuje:
Tworząc jednak tak odpowiedzialny produkt, jakim jest przeglądarka, należy mieć na uwadze kilka innych cech niż tylko splendor jakim cieszy się tandem Opera + Bittorrent.
Z newsów bieżących:
Niedziela, 24 lipca 2005 :: 15:53:13
Zwiedzaj świat z Google Maps!
To, że Google prowadzi serwis Maps Google jest już powszechnie wiadome. Można tam zobaczyć mapy (zarówno zwykłe, jak i satelitarne) Ameryki i Europy a nawet Księżyca (moon.google.com). Niedawno wprowadzono nawet możliwość nakładania zwykłych map na te satelitarne, przez co otrzymujemy jeszcze ciakwsze efekty.
Niedziela, 24 lipca 2005 :: 13:57:00
Apcohowe Stwory
Ruszył nowy, undergroundowy, l33t-hakerski portal internetowy, gdzie prezentowane są njusy ze świata, te opublikowane i te wyhakowane prosto z umysłów wielkich ludzi.
Sobota, 23 lipca 2005 :: 11:36:43
Polityka?Obiacałem sobie, że nie będę robił z joggera politycznej popłuczyny... Ale w końcu cytat, który zaprezentuje poniżej, to raczej humoreska :-)
Andrzej Lepper, który poprzednie kampanie wyborcze prowadził w rytmie typowego disco polo, postawił teraz na Michała Wiśniewskiego. Lider zespołu "Ich Troje" ułożył specjalnie dla Samoobrony piosenkę, którą będzie śpiewał w kampanii tej partii. Dla Samoobrony mają też grać Trubadurzy.
Ciągnie swój do swego, w moim przekonaniu... a dlaczego? Bo od dawna Leppera i Wiśniewskiego określam tym samym słowem :) Piątek, 22 lipca 2005 :: 15:39:57
OpenOffice ImpressZainstalowałem betę 2.0 Open Office'a, głównie po to, żeby zobaczyć jak się ma Impress i czy już jest dopracowany na tyle, żeby cokolwiek w nim zrobić prosto i wygodnie. Pomyślałem, że może w końcu się do niego przekonam... Jasne... OpenOffice 2beta uruchamia się jeszcze dłużej niż 1.4, natomiast -- Impress wygląda już prawie jak PowerPoint! Właściwie, to tylko GUI przeszło zmianę i doceni to każdy, kogo krew zalewała gdy przewijał slajdy klikając na te małe cwancyki u dołu. Teraz jest jak w PowerPoint, belka po lewej, kreatory po prawej. Super. Ucieszyłem się zatem wielce i zacząłem przeglądać nowinki. Mimo podniesienia bazowej użyteczności tego produktu, Impress dalej ssie, jeśli chodzi o efektywność pracy. Spróbujcie zmienić tło dla danego slajdu w czasie mniejszym niż minuta. (Dla najbardziej nieobytego usera PowerPointa, właśnie tyle czasu zajmuje zmiana tła, dostępna od razu pod PPM) Jak to jest, że ludzie wypuszczają na rynek tak nieintuicyjne oprogramowanie, które ma dodatkowo konkurować z najlepszym i jedynie słusznym pakietem biurowym? Jak to się dzieje, że najbardziej bazowa, jak mogłoby się wydawać funkcja zmiany tła na własne (czyt. z pliku) jest tak skrzętnie ukryta, że zdrowy człowiek nawet przypadkiem na nią nie wpadnie? Tak trudno do karty "backgrounds" dodać "import from file", trzeba to robić na około? Hint: File, Area, Bitmaps, Import. A dopiero potem to, co 100% ludzi i 90% szympansów intuicyjnie chce zrobić by ustawić tło. Impress jest jak GG wśród komunikatorów.
Piątek, 22 lipca 2005 :: 13:21:03
Wakacyjnie, mimo że deszczowo...
Ponieważ usilnie pracuję nad pewnym projektem, nie mam ostatnio zbyt wielu chwil na joggera. Zatem dziś wakacyjnie i krótko:
Środa, 20 lipca 2005 :: 15:06:32
Polska Wikipedia -- najdłuższe słowoŚroda, 20 lipca 2005 :: 12:10:24
Google na księżycuŻeby sprawdzić jak wygląda Księżyc wg Google'a, po prostu wejdź na http://moon.google.com ...i ustaw największe powiększenie :) Mniam! Środa, 20 lipca 2005 :: 11:25:33
Chroń swoje nerwyHelion sprzedaje książkę o tym, jak współpracować z palantami. Zaszaleli, jeśli chodzi o tłumaczenie tytułu... ;-) Mnie wszystko przypomina świetny film: Dzień Świra Wtorek, 19 lipca 2005 :: 22:18:54
Gdzie nie ma Opery?
Na Usenecie. Ostatnio, przeglądając grupę alt.pl.mozilla natknąłem się na zdesperowany OT użytkownika Opery -- nie wiedział biedak gdzie zawołać o pomoc :)
Update: Ponoć istnieje opera.polish, jednak na news.tpi.pl i innych, najpopuilarniejszych polskich serwerach jej nie widać. Jedyny na którym ją znalazłem, to news.icp.pl (ale to zły i dziurawy serwer, więc nie zamierzam z niego korzystać). Cel zostaje zatem zmieniony -- sprawić by grupa opera.polish stała się dostępna na popularnych, polskich serwerach NNTP.
Wtorek, 19 lipca 2005 :: 03:04:25
Nie dla idiotów? :>
Wczorajszy dzień pełen był kwiatków na stronach IDG. Być może nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie to, że od czasu pamiętnego (i szeroko komentowanego) artykułu zachęcającego do spamowania spamerów postanowiłem bliżej przyjrzeć się ,,tfurczości'' co poniektórych redaktorów.
Czarne scenariusze i ponure fantazje
[..] włamanie na komputery, w których przechowywane są kody źródłowe Firefoksa (...) mogłoby oznaczać koniec tej popularnej przeglądarki. Wprowadzenie do źródeł backdoora to dla wytrawnego hakera kwestia najwyżej minut - tymczasem na znalezienie tylnej furtki potrzebne byłyby tygodnie (jeśli nie miesiące!) wytężonych poszukiwań. IMHO to za daleko posunięta fantazja i zaryzykuję stwierdzenie, że w pierwotnej wersji tego artykułu, ów nagłówka: Czarne scenariusze i ponure fantazje -- nie było. Być może powstał po burzy jaka rozpętała się w komentarzach. Nie będę komentował fragmentu do którego mam zastrzeżenia po raz drugi, zainteresowanych odsyłam do komentarzy pod artykułem. Jedno co chciałem zrobić, to pomimo wszystko pochwalić Łukasza za podjęcie polemiki i próbę wybrnięcia z zaistniałej sytuacji. Na swoim blogu (bo przecież cytowany tekst jest przykładem idealnego blogowania :P) odpowiedział na ,,zarzuty'' stawiane artykułowi i przyznał się do popełnionego błędu. I jest to w pewnym sensie satysfakcjonujące, zarówno czytelników, jak i zapewne przełożonych... brawo za postawę! Co innego z redakcyjnym kolegą Łukasza... uparcie brnącym w nonsens Robertem Ścisłowskim (tym zachęcania by spam zwalczać spamem). Pomijając głupotę bijącą z jego artykułu, zauważoną przez kilkudziesięciu Internautów (patrz komentarze i mordplik) autor wystosował poniższy komentarz, jako odpowiedź na krytykę: Celem dziennikarzy jest przekazywanie informacji. Chcieliśmy poinformować naszych czytelników o istnieniu takiej aplikacji. Dołożyliśmy starań, aby wyraźnie zaznaczyć, iż nie jest to narzędzie do łamania prawa, ale niewłaściwie użyte może spowodować szkody.
Daliśmy program do ściągnięcia, daliśmy ostrzeżenie rodem z kiepskiego undergroundowego FAQ (vide: cele edukacyjne), nakłamaliśmy, że spamując jest się anonimowym i że ,,oko za oko, ząb za ząb'' a przepustowość w sieci mamy w gdzieś... Bzdury, bzdury, bzdury. I jakież do licha jest właściwe użycie tego programu? Ale to jeszcze nic, dziś zaglądam, a tu znów komentarz od redakcji:
Dostałem dziś takiego oto maila:
"Witam! Chciałbyś płacić płacić mniejszy ZUS ze swojej działalności gospodarczej i mieć dodatkowo ubezpieczenie na życie oraz dodatkową emeryturę (oszczędność miesięczna - 350 zł, roczna - 5.500zł, a po dwóch latach - 12.00zł)? Jeśli tak, wylij wiadomość zwrotną z nr telefonu. Oddzwonimy! Niniejsze rozwiązanie jest zgodne z prawem RP." Wykluczam działanie przypadkowe, ponieważ nazwa wysyłającego jest związana z treścią maila. W takim wypadku można odpowiedzieć namolnemu nadawcy... (za pomocą opisywanego programu -- przyp. piko) To już jest kretynizm. Przepraszam, ale nie znajduję innego słowa. Jestem dogłębnie poruszony. Mam nadzieję, że webec redaktora zostaną wyciągniete konsekwencje, albo przynajmniej podane lekarstwa -- bo jego zachowanie jest najdelikatniej mówiąc przejawem oburzającego inwalidztwa umysłowego. W sumie ciekawe ile Robert ma lat i czy jeszcze pracuje dla IDG? A co tam, Joggernauci, łączmy się, zaspamujmy go, dopiszmy do mailingów albo lepiej, użyjmy opisywanego przez niego Kałasza! :> (z naciskiem na emotkę) A teraz dowcipnie: W następnym artykule Juliusz Kornaszewski napisał o możliwości wykorzystania karty PCI-Express na slocie AGP. Po chwili jednak, z pomocą czytelników (hyhy) doszedł do wniosku, że tak naprawdę chodzi o karte AGP która może, za pomocą specjalnego reduktora, zostać wykorzystana w slocie PCI-E. Na pocieszenie, dopisał, że jego interpretacja też jest możliwa, ale nie jest dostepne urządzenie, które pozwala ją zrealizować... ;-) I kolejny kwiatek: Ludwik Krakowiak wraz z Microsoftem zaleca webmasterom (przez niego nazywanych deweloperami) przetestować swoje strony WWW (przez niego nazywane witrynami) pod kątem, cytuję: ,,dopracowania tzw. agenta użytkownika (przypomnijmy, że agenty te to systemy i aplikacje zdolne do odczytywania dokumentów języka HTML, które nie są przeglądarkami - np. silniki przeglądarek). Agent użytkownika jest wysyłany w nagłówku każdego zapytania HTTP, przekazując serwerowi informację o przeglądarce.'' czyli tak, żeby Internet Explorer 7 nie miał z nimi problemów. WTF? Na koniec po prostu bajeczny link do pojedynku przeglądarek: IE vs Opera. Już nawet nie chce mi się komentować... Podsumowywując. Czyżby większość pełnoetatowych redaktorów IDG pojechała na wakacje, że dzień za dniem IDG raczy nas ekhm, niekompetentnymi newsami? Z całym szacunkiem, jeśli dalej tak pójdzie, to subskrypcję ich kanału RSS przenoszę do kategorii: dowcipy. Na szczęście są jeszcze Ci, którzy trzymają poziom. A bawiąc się w Wujka Dobrą Radę: Panie redaktorze naczelny, zrób Pan ze trzy razy dziennie rundk^W jogging po joggerze i wyciągnij wnioski... Tak, lepiej mi teraz :-) PS: Np. taki Dziennik Internautów również jest wortalem/portalem o charakterze newsowym. I wiadomo, także im zdarzają się jakieś wpadki, dziennikarskie kaczki itp. -- bo to normalne przy działalności na taką skalę - ale Oni *zawsze* i *szybko* dają sprostowania, jeśli artykuł tego wymaga. Więc jednak się da. Wtorek, 19 lipca 2005 :: 01:07:00
Photoshop CafePowstała taka strona dla grafików korzystających z Photoshopa oraz sympatyków tegoż programu. Grafika IMHO nieodłącznie związana powinna być z estetyką. Więc krótka piłka: Czy wam się podoba grafika tej strony o grafice, która ponoć przez najstarszego hackera Photoshopa jest prowadzona? Niedziela, 17 lipca 2005 :: 23:50:49
Harry Potter and the Half-Blood PrinceMag postnął linka do najnowszej części przygód Harrego Pottera -- Half Blood Prince Nie czytałem/widziałem poprzednich części, powiem więcej, w ogóle mnie te klimaty nie interesują, ale może ktoś z Joggernautów chciałby sobie spira^W^W zapoznać się z materiałem przed zakupem. :> Niedziela, 17 lipca 2005 :: 00:14:24
Rumunia -- czyli jak uciekłem przed Wampirem (part 4)
To jest czwarta, ostatnia część mojego mini przewodnika-pamiętnika po Rumunii.
Część pierwszą, drugą i trzecią znajdziesz... niżej i lepiej dla Ciebie, żebyś zapoznał się z nią zanim zaczniesz czytać co następuje.
Sobota, 16 lipca 2005 :: 18:31:43
SpreadFirefox.com hacked.
Znana miłośnikom alternatywnych przeglądarek internetowych strona SpreadFirefox, mająca na celu koordynowanie akcji promującej przeglądarkę Firefox została już prawie tydzień temu z powodzeniem zaatakowana przez nieznanych włamywaczy.
Sobota, 16 lipca 2005 :: 16:59:37
Gitara. Rzecz o urządzeniu dostępowym.
Do komputera, oczywiście. Dlaczego? Bo klawiatury, myszki, koty, i łechtaczki są nudne ;-)
Sobota, 16 lipca 2005 :: 00:40:17
Rumunia -- czyli jak zostałem Milionerem (part 3)
To jest trzecia część mojego przewodnika po Rumunii. Zachęcam do przeczytania pierwszej i drugiej części, gdyż tylko czytane po kolei mogą być w pełni zrozumiane :-)
O samym kursie nie ma się co rozpisywać. Największą popularność zyskały wykłady dotyczące sposobów reklamowania produktów i całej psychologii, która za tym stoi. Nie ukrywam, że mnie, właśnie to interesowało najbardziej. W końcu od dawna zajmuje się reklamami, a wycinek mojej pasji możecie podziwiać na stronie poświęconej śmiesznym reklamom telewizyjnym. Z przedstawionych badań (dla lokalnego rynku rumuńskiego) wynikało, że tylko ,,wesołe'' reklamy przynoszą korzyści -- te zaś skierowane były do młodego pokolenia. U starszych Rumunów jakakolwiek telewizyjna forma reklamowania produktu nie wzbudzała zaufania, natomiast reakcja na śmieszne reklamy była neutralna. Cykl wykładów kończył się projektem. Zadaniem było wykonać reklamę telewizyjną. Produkt/Usługa: Hospicjum - Dom rekreacyjny dla starców. Slogany: Aktywny wypoczynek. Dla Twojego dobrego humoru. Przywrócenie chęci do życia. Odnowa ciała i ducha. Target: Starsi ludzie, anglojęzyczni. Pomysł mojej grupy (PL/PT/ES) opierał się na koncepcie katakumby -- jak go później nazwaliśmy :-) R.I.P -- skrót powszechnie znany opinii publicznej, wypisywany na grobach, znaczące Rest In Peace przeistoczyliśmy w główne hasło reklamowe. Ale myliłby się ten, kto pomyślał, że tak źle i niesmacznie życzymy naszemu targetowi. U nas R.I.P znaczył bowiem Reborn In Paradise, gdzie Paradise to nazwa reklamowanego hospicjum. Kręcenie reklamówki wyglądało następująco: Zaczailiśmy się z kamerą w jednym z głównych publicznych parków w Bukareszcie. Zaczailiśmy się to nieodpowiednie słowo, bo kamera była spora, a my wcale jej nie ukrywaliśmy -- jako obcokrajowcy, wyróżniający się wśród tubylców ubraniem i rysami twarzy zyskaliśmy niesamowity wręcz atut: nie byliśmy traktowani jako ekipa telewizyjna mająca za zadanie ukraść ludzką prywatność, ale jako grupka turystów zachwycająca się ,,okolicznościami przyrody'' ;-) Postanowiliśmy, że spot będzie składać się z 5 sceneshotsów. Zerowy, to po prostu napis R.I.P (dla zwiększenia zaintersowania poprzez szok odbiorcy ;-). Do pierwszych czterech miały pozować dzieci, niewinnie bawiące się w parku, czy to z rodzicami, czy wśród równieśników na huśtawkach i takich tam. Każde ujęcie było podobne: przez chwile pokazywane jest dziecko w trakcie zabawy, potem [fade-to-nextscene] i kolejna scena z kolejnym dzieckiem, a w tle, przy każdej ze scen spokojny głos trzydziestolatka: On kiedyś będzie stary. [nextscene] Ona kiedyś się zestarzeje. [nextscene] Jemu też stuknie pięćdziesiątka. [nextscene].
Reborn In Paradise :-) Czwarta scena to niemowlak, bądź zbliżone wiekiem maleństwo, wyciągające łapkę do kamery -- nie wiem czemu, ale dzieci zawsze są zainteresowane obiektywem. Cóż, skorzystaliśmy więc ze sprzyjających warunków -- nie trzeba było namawiać dzieciaków do wyciągnięcia rączki -- same to robiły :) W tle tejże sceny głos: W końcu i na Ciebie przyjdzie pora... [fade-to-black] Wtedy pojawiał się znów napis z pierwszej sceny i rozpoczynała się animacja. Litery ze skrótu R.I.P rozsuwały się w poziomie i pojawiały się (dopisywały) słowa Reborn In Paradise. W tle słychać było głos lektora: A kiedy nastanie ten czas, my przywrócimy Ci beztroskie lata młodości.. Następnie pod napis wskakiwała jedna z fotek hospicjum + jeden ze sloganów. Kilka wersji reklamy różniło się właśnie końcową fotką i sloganem. I koniec. Niestety, do tej pory, nie otrzymałem od Rumunów zapisu cyfrowego tejże reklamówki, nad czym boleję :( Tak wiem, odszedłem od tematu Rumunii, ale to prawie zboczenie zawodowe :) Wracając do tematu Bukaresztu -- miasto nie różni się za wiele od Polskich wielkich miast. Wyjątkiem jest to, że Rumuni głęboko w d. mają przepisy ruchu drogowego. Światło czerwone dla pieszego nie istnieje. Na szczęście, tylko dla pieszego :) Natomiast światło zielone kierowcom musi sprawiać jakiś ból, bo kiedy tylko się zapali, chcą być jak najdalej od niego. Piski opon -- tak. Klaksony O tak i to bardzo!
Typowe skrzyżowanie w Bukareszcie -- ciekawa i przydatna rzecz: wyświetlane są sekundy do zmiany światła. Zresztą słowo klakson i zasada jego użycia w Rumunii jest zupełnie odmienna od wszystkiego co dane mi było ujrzeć na Ziemskich drogach. Klakson i ruch drogowy to nierozłączne ze sobą elementy rumuńskiego folkloru. Na nieszczęście zakwaterowany zostałem w akademiku przy dość sporym skrzyżowaniu. Tak więc nie potrzebowałem żadnego budzika, bo kiedy rano, w okolicach 6am ludzie wsiadając w swoje Dacie (ta marka dominuje na Rumuńskim rynku -- popularna tak jak Fiat w Polsce) zwiększali ruch drogowy od razu BPM (Beep Per Minute -- liczba klaksonów na minute) wzrastała do 20-tu. Wyobrażacie to sobie? Średnio co trzy sekundy jakiś crazy-dacia-driver (tak ich nazywaliśmy) używał klaksonu.
Zepsuta Dacia to częsty widok, spotykany na poboczach co kilkaset metrów :-) Dacie to w ogóle fajne samochody. Praktycznie nie znajdzie się innej taksówki niż Dacia. Taksówki natomiast to opowieść na kolejny akapit. Po pierwsze: są cholernie tanie, NIEWYOBRAŻALNIE tanie. Za tzw. trzaśnięcie drzwiami się nie płaci! Stawka za kilometr to ok. 30 groszy. Jeśli podróżuje się grupą trzech osób i chce dojechać do cetrum, czy też wygodnie się po nim przemieszczać, warto jest wziąć taksówkę -- koszty po podzieleniu na trzy wyjdą znacznie mniejsze od biletu na środki transportu miejskiego. Teraz kilka słów o taksówkarzach. Rzadko który mówi po angielsku więcej niż: "good morning", "here" i "sorry can't find sorry". Jednocześnie Ci, którzy potrafią sklecić coś więcej, ochoczo wszczynają rozmowę łamaną angielszczyzną i pokazują zabytki na trasie, opisują okolice... zapewne po to, żeby zarobić na dobry, zagraniczny napiwek ;-) -- co się dziwić, podróż taksówką to naprawdę podróż za śmiesznie małe pieniądze. Nie wszyscy taksówkarze są jednak przyjaźni zagranicznym. Warto jest więc upewnić się, że taksówkarz włączył taksometr w czasie jazdy. Inaczej są w stanie podać nawet pięciokrotnie wyższą cenę!
Inny efektywnie pracujący Rumun, zdjęcie w przejściu podziemnym (przez szybę sklepową). Znałem kilka styli jazdy, np.:,,za pięć dwunasta'', ,,zimny łokieć''. Po wizycie w Rumunii doszedł jeszcze jeden. Na Rumuńskiego taksówkarza, charakteryzujący się ciągłym trzymaniem jednej ręki na klaksonie i kompletnym ignorowaniu znaków poziomych (co potęguje chwile grozy i przypomina krwistoczerwoną taksówkę z reklamy batonika KitKat). Niektórzy kolesie byli niesamowici. Nie dość, ze gnali przez miasto (pewnie stawka jest naliczana tylko za kilometr, a nie czas podróży), trąbili non stop, wymuszali pierwszeństwo siarczyście klnąc, nierzadko jechali pod prąd (!) a nawet nie zatrzymywali się na wezwania drogówki to wszystko to robili z uśmiechem. Rumuni zdają sobie sprawę ze swojego stylu jazdy i wiedzą jak bardzo jest on szokujący dla obcokrajowców. Żartują, że w takim razie, skoro liczba wypadków w ich kraju nie przekracza średniej światowej muszą być doskonałymi kierowcami, bo wychodzą cało z tak częstych, ekstremalnych dla zagranicznego obserwatora sytuacji drogowych bez szwanku i zawyżania statystyk :-) Jeśli już jesteśmy przy statystykach: podczas pięciominutowej podróży z centrum do akademika klakson w taksówce został użyty 90 razy. Przy następnych przejazdach, z innymi zawodnikami innych korporacji taksówkarskich, bite były zarówno rekordy prędkości, czasu jak i klaksonów. :) Poza podróżami taksówką ciekawe doświadczenia mam również z trolejbusami miejskimi. (Tak, w Bukareszcie są głównie trolejbusy!). Organizatorzy wyrobili nam tzw. bilet miesięczny, uprawniający do podróżowania trolejbusem. Co więcej, bilet ten miał moc legitymacji kontrolera biletów :-) Mogliśmy więc sprawdzać bilety każdemu pasażerowi i nakładać na niego kary, gdyby ów pasażer bez biletu zwykł podróżować :D. Ciekawe, co by było, gdyby i w Polsce byle bilet dwutygodniowy upoważniał do kontroli biletów. Raz tylko zdarzyło mi się podróżować trolejbusem w trakcie kontroli biletów. Mili panowie po okazaniu im mojego biletu, uśmiegneli się i uścisnęli mi rękę. :-) Ciekawe czy byli licencjonowanymi kontrolerami, czy po prostu dorabiali sobie jako posiadacze biletów miesięcznych? :D Knajpy. Jest ich mnóstwo, od ekskluzywnych klubów, poprzez klimatyczne zaułki, aż do przydrożnych fastfoodów. Alkohol jest tańszy niż w Polsce i to znacznie. Jedzenie na podobnym poziomie cenowym, natomiast smakowo... co tu dużo mówić, poza McDonaldem, KFC, BurgerKingiem, Pizzą -- ochydne. Sprzedawane na ulicy hamburgery czy kebaby zawijane są w coś podobnego do tortilli a do środka pakowane są zawsze ziemniaki pod postacią niedosmażonych frytek. I dobra rada, ostre/pikantne sosy są naprawdę ostre/pikantne. :-) Na szczęście osiągalna jest waniliowa coca-cola -- która znacząco poprawiała mi samopoczucie, mimo że zwolennikiem CC nie jestem :) Z lokalnych fastfoodów można polecić Sheriffa (chyba, że on nielokalny :P) -- tam, za cenę ok 4PLN dostaje się półmisek i wolny dostęp do sałatek, czyli obowiązuje zasada: nakładasz ile chcesz/zjesz/zmieści się . A sałatki Sheriff ma dobre, kelnerki natomiast mówią po angielsku i dają się zaprosić na wieczór do knajpy :)
Tak powinna wyglądać dobra, rumuńska kolacja...
A tak wyglądała: Jeden z uczestników kursu, Macedończyk i typowe jedzonko -- kukurydziana papka z obrzydliwym i śmierdzącym serem. Po minie widac, że mu smakuje :-) W knajpach prawie zawsze mozna poprosic o ...fajke wodną :-) Do palenia można użyć własnego tytoniu bądź zakupić jeden z aromatyzowanych. Fajeczka pełen bajer, nawet sterylny ustnik się do niej dostaje. Supermarkety. Lepiej nie wchodź na halę z plecakiem lub bagażem podręcznym. Przechowalni nie uświadczysz, a Twój podręczny zostanie zafoliowany -- wrzucają w taką wielką rurę, na końcu której nałożona jest folia, potem zgrzewanko i masz zaje#iście niewygodną rzecz do noszenia -- bo jeszcze nikt nie wymyślił, jak założyć zafoliowany plecak :-) Na półkach... prawie jak w Polsce, a właściwie zupełnie jak w Polsce -- oczy przetarłem z niedowierzania. Oni mają naszego Kubusia!!! Tylko u nich to Tedi, nawet milutko... Po chwili kolejny powód do zdumienia: Oni mają naszego Tymbarka! I widać słowo ,,Tymbark'' źle się kojarzy, bo zmienili je na Duo Fruo - ale na kapslu się uchowało ;-) Produkcja w Polsce, etykietka rumuńska. Smakuje tak samo. Potwierdzone.
Coś, co sprawiło, że poczułem się jak w domu... Konkurs: co znaczy ESCU napisane pod kapslem Tymbarka? Radzę również skorzystać z okazji i zakupić dużo tequilli (0,75l za 12PLN) oraz wina -- Rumunia chwali się winem, kiedy tylko może i jak tylko może. Tu pora na zabawną dykteryjkę. Pewien jegomość będąc już przy kasie, dierżąc w jednej dłoni zaje#iście niewygodny, zafoliowany plecak, w drugiej butelkę wina wpadł na pomysł, że winko dobre i jedna butelka nie wystarczy. Zostawił więc ów ZNP i winko znajomym, a sam pognał do działu win. Tam zdobył kolejną butelkę ukochanego trunku i zaczął truchcikiem oddalać się w strone kas, kiedy poślizgnął się na mokrej podłodze (nieoznakowanej :/), wywinął chałupca i zachaczając ręką o stojący nieopodal regał z winami, który to został przez przewrócony, osiadł na czterech literach. Tak, butelka się potukła, czerwone wino się rozlało. Sekunde później i regał pierdyknął i dużo więcej butelek poszło w ślady tej trzymanej do niedawna przez jegomościa. Ponieważ jegomość miał czerwone od wina spodnie sytuacja wyglądała dramatycznie. Horror narastał z każdą sekundą, a dodatkowe wrażenia spotęgowane zostały faktem, że cześć z czerwonych plam na spodniach jest jakaś bardziej czerwona niż fioletowa i wydobywa się strumieniem z palca jegomościa. Przytomnie zareagowały rumuństkie staruszki. Natychmiast otoczyły jegomościa i każda z nich wyciągnęła rękę z paczką husteczek, pokrzykując coś. Kiedy jegomość powiedział: I don't understand, don't speak romanian (ha, domyślacie się już kim był ów jegomość? :) usłyszał: first-aid, there. Niestety, nie dane mu było wdać się w dłuższą rozmowę z sympatycznymi, starszawymi paniusiami, bo zjawił się Duży, Nieczuły Pan Ochroniarz (czyżby ten niewielki brzdęk go zwabił?) i delikatnie, acz stanowczo, zasugerował, żeby udać się za nim. Zalany (krwią i winem) jegomość poprzedzierał się poprzez labirynt korytarzy, pojeździł chyba z trzema windami by zastukać do pokoju z czerwonym krzyżem na drzwiach. Oczywiście nikogo nie było w środku... Po chwili jednak, zjawiła się pielęgniarka (choć z dzisiejszej perspektywy nazwałbym ją sadystką) i przystąpiła do wykonywania swoich zadań. Jegomość tracił cenne litry krwi, kiedy został zagadnięty: nejm pliz. Po krótkim tłumaczeniu że plecak jegomościa, zafoliowany jak Pan Bóg przykazał znajduje się przy kasie zezwolone zostało podać nazwisko ustnie. I co z tego, skoro na ,,Konieczny'' zareagowano: ,,hę?'', a po przespellowaniu powstało: ,,kumaihchwi''. Normalnie zrobiła ze mnie Japończyka! Ta zniewaga krwi wymaga -- pomyślałem i już miałem siknąć na nią ostatkiem tego czerwonego płynu jaki mi został w prawej ręce... kiedy nagle (play tada.wav) ona wyjęła bandaż. Punkt pierwszej pomocy był chyba samoobsługowy, bo bandaż został mi podany, a niewiasta złapała za nożyce i stała nade mną, wyczekująco patrząc na mój palec. Amputacja? -- pomyślałem. -- O nie, nie dam Ci się dysgraficzna s#ko! Złapałem za bandaż i zapewniłem, że nic mi nie będzie, po czym przejął mnie goryl i odprowadził do drzwi. Do dziś jestem przekonany, że chciała mi odciąć palec i sprzedać jako parówkę w dziale mięsnym... Ochroniarz natomiast musiał się po rumuńsku skontaktować z managerem przez walkie-talkie, bo po wyprowadzeniu mnie na halę główną powiedział: You are free now. No to kamień spadł mi z serca, rodzinę jednak zobaczę... Zapewne bojąc się zaskarżenia za brak tabliczki: WARNING, WET FLOOR, doszli do wniosku, że nie dopiszą mi na paragonie tych circa 200 butelek winka. Ale na pralnie (przypominam, że *miałem* białe spodnie) też nie dostałem. ;-)
Marka wina, które wiele litrów krwii mnie kosztowało. Jest wyśmienite. Przemyciłem 10 butelek :)
Typowe zakupy w supermarkecie... Kina. Wybraliśmy się raz do wielkiego centrum handlowego (nie supermarketu ;P), a że kino tam było i ceny za bilet w granicach 7PLN to i na film się skusiliśmy. Mielismy tylko nadzieję, ze w Rumunii nie ma dubbingowanych filmów, a jedynie subtitlesy -- i na szczęście tak było. ;-) Tu przestroga dla kinomaniaków. Jeśli zdarzy się, że na Twoim miejscu ktoś już siedzi, zanim zaczniesz na niego pokrzykiwać, sprawdź ten sam rząd z drugiej strony... Nie wiem czemu, ale miejsca numerowane są tak: 1 2 3 4 5 ... 5 4 3 2 1 I kolejny raz wyszliśmy na wykłucających się zagranicznych idiotów :-) Architektura. Wspaniała. Mało się interesuję tą dziedziną, ale niektóre budyneczki były naprawdę fantazyjne i cudne. Czasem, spacerując niektórymi uliczkami, miałem wrażenie, że jestem w swoim Krakowie.
Jeden z ciekawszych budynków w Bukareszcie oraz skansen za pajęczyną.
Internet. Za godzinę ok 3PLN, Windows only, z jakimiś dziwnymi zabezpieczającymi skryptami, które można wyłączyć poprzez magiczne "msconfig". Na zgranie zdjęć z karty flasz, czy podpięcie aparatu via USB raczej nie ma co liczyć. Sterowników brak, a prowadzący nie ma instalacyjnego CD. ;-) Poczta. Tutaj duży minus. Skrzynek pocztowych jak na lekarstwo. Urzędów poczty też. Nieźle musiałem się naszukać, żeby znaleźć dziurkę na listy :( Z innych ciekawostek Bukaresztu: Nie polecam wymiany pieniędzy w tzw. automatach rumuńskiego narodowego banku -- pobierają największą prowizję. No i to tyle na dzisiaj, oczy od niskiego odświeżania przy tym monitorze bolą mnie strasznie -- pora kończyć. W ostatnim odcinku opowieści na temat podróżowania po Rumunii umieszczę fotoreportaż z wyprawy do Zamku Draculli, jakieś wspominki i opis drogi powrotnej do Polski ;-) Znalazłem jeszcze jedno zdjęcie do poprzedniego wpisu:
Tak wyglądają rumuńskie pieniądze Koniecznie zobacz następną część zapisków z Rumunii (ostatnią). Piątek, 15 lipca 2005 :: 16:20:42
ROR: Radeon, Opera, Rumunia - szybki wpis.
Pisze w warunkach 640x480, 16 kolorów, odświeżanie 50Hz -- tak, padła mi karta graficzna. Na szczęście dobrze jest babrać się w sektorze IT i mieć X komputerów w domu. Z jednego starego grata (rocznik 88') wyciągnąłem kartę graficzną Herkules na ISA, a wsadziwszy ją do swojego gatewey'a, otrzymałem wzamian już nowszy model Herculesa -- na PCI :). Ten powędrował do mojego desktopa dając mi te niezwykle komfortowe warunki pracy... Zaraz jadę do serwisu zobaczyć czy udało im się wskrzesić mojego Radka. Raz, od ponad trzech tygodni wyłączyłem komputer na noc, całkowicie (nie tylko monitor :P) i już Radeusz nie wstał :/
Czwartek, 14 lipca 2005 :: 23:14:14
Rumunia -- czyli jak zostałem Milionerem? (part. 2)
To jest druga część mojego opowiadania o wyprawie do Rumunii i ciekawym w niej pobycie. Pierwsza część przedstawia podróż z Polski do Rumunii oraz wyjaśnia, dlaczego piszę, to co piszę.
Z pomocą przyszedł znajomy Rumun, kierowca PKSu, wracający z pobliskiego sklepu, z kanapką w łapie. -- Gdzie teraz? -- Do Bukaresztu. -- Autogara, za 10 min. ... i jak w bajce o Kopciuszku, jako rzekł, tako było. Głupiś Piotrze, że wcześniej na to nie wpadłeś. A i cena znacznie korzystniejsza od cen podróży pociągiem. Niestety, kart ISICa nie akceptowali :/ ale i tak zniżke 50% wywalczyłem. Jeśli myślicie, że w środku PKSu z Suveavy do Bukaresztu było gorzej niż w tym Egipskim cudzie techniki... to macie rację ;-) Nie dość, że pełno starych ludzi, śmierdzących moczem i kiełbasą (tak, czujecie już ten powabny aromat?), to jeszcze za mną przysiadła grupka Rumuńskich hiphopowców ...i tak -- zgadliście! Składali bity całą drogę! Brrr. W ogóle, to śmieszne mają bilety w Rumunii ;-) Dostaje się taki strasznie duży paragon, rozwijany z rolki, gdzie każdy wiersz to kolejny przystanek i kolejna stawka. 10 | 50 | 100 | 150 |.... Ja jechałem za 300000 :))) i miałem takiego długiego:
Jazda nocą nie należała do pasjonujących. Głównie jechaliśmy odludziem, prawie ciągle równolegle do linii kolejowej. Łaki, łąki, na horyzoncie góry. Zdarzyło się kilka wsi i dwa większe miasta -- nazwy nie pomnę, chociaż w jednym nastąpiła kontrola biletów :-) A wyglądało to tak, że kierwca wpuszczając kontrolerów przednimi drzwiami, otwarł tylnie. Więc Ci, którzy nie mieli biletów z kasy (czyt. dali w łapę kierowcy) wyszli sobie na dymka, a po kontroli wsiedli spowrotem i nieprzerwanie podróżowali (za pewne za kiełbase ;p) z nami do Bukaresztu. To co zapadło mi w pamięć z tej, kolejnej PKSowej podóży (łącznie przecież spędziłem 24h w trzęsących się PKSach nonstop, raz w polsko-egipsko-rumuńskim, drugi w rumuńskim) to wjazd do upragnionej stolicy. Makabra. Wyobraźcie sobie, że widać tabliczkę z napisem Bucuresti a za oknem wieś zabita dechami... potem jakieś lepianki, opatulone szmatami, brudni ludzie, umorusane, wychudzone dzieci w obdartych ubraniach... jednym słowem nędza i to przez dobry kilometr... To ma być stolica pomyślałem? I mój niepokój utrzymywał się przez najbliższy kilometr. Jak się okazało, wjazd do miasta prowadził przez jakieś slumsy... głębszy Bukareszt prezentował się całkiem normalnie. Wysiadłem na jakimś dworcu, jeszcze mrok na zewnątrz. W około pełno ludzi nagabujących do skorzystania z tasówek, łapiących już za Twoje bagaże... ponieważ posiadałem adres, pod który miałem zawitać, nie posiadałem mapy, a na zewnątrz wciąż panowały ciemności, postanowiłem skorzystać z taksówki... i wybrałem najmłodszego z kierowców naiwnie myśląc, że jak młody, to nie zrobi mniew ch. i przynajmniej pogadam z nim po angielsku ;-) Co do drugiego miałem rację. Co do pierwszego... cóż, chyba gorzej znał Bukaresz ode mnie. Za cholere nie mógł trafić pod wyznaczony adres -- na szczęście ulicę znalazł. Tak czy inaczej równy z niego chłop, bo zdając sobie sprawę, jak drogi jest roaming, zaoferował się, że pożyczy mi swoją komórkę, żebym zadzwonił do mojego znajomego na miejscowy numer (ale kazał mi podać znajomemu jego numer, kazać oddzwonić i rozłączyć się najszybciej jak to tylko możliwe -- pewnie i tak doliczył mi tą rozmowę do rachunku za przejażdzkę :). Tak też uczyniłem i wreszcie spotkałem mojego znajomego -- jednego z wielu Andrei (bo co trzeci Rumun ma na imię Andrei). Co było dalej? Po co w ogóle wybierałem się do Bukaresztu na dwa tygodnie i co mnie w ciągu pobytu w stolicy Rumunii spotkało -- w następnym wpisie. Ło. Zabrzmiało jakbym zapowiadał kolejny odcinek mydlanej opery na TVN. Ale nie martwcie się, odnośnie Rumunii planuję jeszcze dwa wpisy -- bardziej multimedialne od poprzednich. ;-) Koniecznie zobacz następną część zapisków z Rumunii (część trzecia z czterech). Czwartek, 14 lipca 2005 :: 02:15:09
Rumunia -- czyli jak zostałem milionerem.
Obiecałem sobie już dawno temu, że w końcu opiszę moją wycieczkę do tego wspaniałego kraju. Nie tylko po to, żeby uporządkować swoje wspomnienia, ale przede wszystkim by pomóc osobom, które wybierają się do Rumunii. Mimo ery Internetu, mało jest informacji, oj mało... Google znajduje kilkanaście stron, ale głównie są one przestarzałe i niezbyt bogate w informacje. Większość, tak jak ten wpis, opisuje indywidualne wycieczki, czy to piesze, czy zmotoryzowane (rowery i motocykle przeważają). Z drugiej strony, znajdźcie mi Polaka, który mówi po rumuńsku i skorzysta ze stron napisanych w ichnim języku ;-)
Koniecznie zobacz następną część zapisków z Rumunii (część druga z czterech). Środa, 13 lipca 2005 :: 21:09:22
Blue Screen of Death w LonghornI oto kolejna ciekawostka dla fanów Windows Longhorn. Poniższe zdjęcie przedstawia BlueScreen of Death dla tegoż systemu. Środa, 13 lipca 2005 :: 18:06:56
Gmail BugOdbiór i wysyłka przez POP3/SMTP włączony. Wysyłam klientem poczty e-mail od siebie z konta gmail, do siebie na konto gmail. (Ten sam login). Przesyłka pojawia się via web-interface (oznaczona jako "me/ja"). Przesyłka nie pojawia się przy odbiorze przez POP3. Czy ktoś może potwierdzić? UPDATE: Bug został potwierdzony przez 2 osoby. Bugreport został wysłany. UPDATE 2: Wiadomości wysyłane od siebie do siebie, ale nie przez MUA a przez webinterface są osiągalne zarówno poprzez POP3 jak i przez WWW. Środa, 13 lipca 2005 :: 14:19:44
Cenzorzilla -- wulgaryzmy w źródłach.Natknąłem się na ciekawą publikację Jamiego Zawinski opisującą jego, jako kodera współpracującego z mozilla.org, pracę nad projektem Natscape: głównie potyczki z prawnikami -- czyli co wolno, a czego nie wolno umieszczać w komentarzach do kodu. Z punktu widzenia korporacyjnego prawnika, oczywiście, poniższe słowa były niedopuszczalne i musiały zniknąć. Na szczęście, developerzy zostawili kopie źródeł na CD. O co się rozchodziło? -- przykłady poniżej: /* I'm tired of fucking with resources to get this right */ // Attach the fucker. // This sucks, and will cause your machine to crash if a big delay happens // Why the fuck is it so fucking hard to get a string! /* evil globals to satisfy the PBMPLUS library crap that I stole this from */ // Prevent idiots who set colspan=20000000 width then we grow the sucker // this shit shouldn't have to exist anyways // blah blah I know too much about this shit blah blah. // Read in the user's sig and do Jamie pacifying crap to it /* WHY THE FUCK DOESN'T THIS WORK??????? */ /* experimental, get rid of those fuckking switchs, and string switches */ // putting it in the docs dicks /* Evil hack alert. */ /** MOTIF SUCKS **/ /* Unfortunately, it may screw up once in a while (nobody's perfect) * Life kinda sucks, but oh well. */ /* hack alert: this file contains a switch statement with a gazillion cases */ Zjawisko przeklinania, czy jakiegokolwiek wyrażania emocji podczas klepania kodu jest dla mnie najnormalniejszą rzeczą w świecie... Sam pamiętam, że oddając kod programu na zajęcia z programowania, na studiach, nie raz i nie dwa musiałem przepuszczać go przez grepa w poszukiwaniu przekleństw, które mimo wszystko wpisywałem w komentarzach i dokumentacji -- impuls chwili i (@#%@$*& wskaźniki chciały tego bardziej niż mój zdrowy rozsądek. Zresztą, prowadzący zajęcia był geekiem, oh well... rozumiał. :-)
Powszechnie znanym jest fakt, że wulgarne komentarze istnieją i są nader często stosowane w społeczności związanej z Open Source. Najczęściej wspominanym przykładem są chyba wycinki ze źródeł kernela, na przykład sławne:
Na cóż tu się oburzać? Przecież od dawna wiadomo, że Problem pojawia się dopiero przy czyszczeniu źródeł z tego typu notek, przed oficjalnymi release'ami... Pomysł na wolny czas: Spróbować dotrzeć do jakichkolwiek fragmentów źródeł ,,walczących'' ze sobą produktów, np. (czysto-hipotetycznie): Firefox & Opera i sprawdzić, czy przy pewnych fragmentach nie ma notek typu: /* Ukradliśmy ten fragment z Firefoksa, ale u nas działa lepiej, hyhy */ /* W k#rwę, pieprzona Opera sobie z tym radzi, a my ciagle jestesmy w dupie */To odnośnie starych, ciągle niepoprawionych błędów, które dalej wykładają najnowszą przeglądarkę Firefox 1.0.5. Tak wiem, tylko security updates, high risk, etc. Ale niesmak pozostaje :( A notkę zakończę jak Jamie: Enjoy it. By which I mean to say, fuck you. :-) Poniedziałek, 11 lipca 2005 :: 16:58:25
Testing Windows Longhorn -- part 2Znalazłem chwilę czasu i przyjrzałem się dokładnie screenshotom z poprzedniego wpisu na których przedstawiona została testowa wersja Windows Longhorn. Tak, tak, niektórzy dostali już od M$ płytki z tym OS-em do testowania. :-) Najbardziej dziwnym z wszystkich screenshotów jest trzeci z nich. Nie dość, że widzimy tam okno Internet Explorer 7 w którym otwarta jest strona, gdzie na środku pokazano reklame Linuksa, to jeszcze zaraz pod ową reklamą widnieje button zachęcający do używania Firefoksa. :-) Dowcipni Ci spece od marketingu i betatesterzy... To nie koniec ciekawostek. Dawniej przeglądarka w systemach z Redmond witała nas hasłem: Where do you want to go today... Dzisiaj już nawet nie sili się i nie zachęca użytkownika do podróży po cyberprzestrzeni, sucho oznajmia: you are here >> /home/. Hyhy... ciekawe jeszcze czy w Longornie trzeba będzie mountować CD-ROM przed użyciem , przecież c:/windowss/ystem32/drivers/etc/hosts już mamy :P A jeśli w/w hasło nie znajduje się na paseku adresu, a jeno na zakładce, to kto u licha tak nieczytelnie ułożył komponenty GUI nowego Internet Explorera? :P Obsługa favicon chyba dalej leży, bo na każdym tabie (vide kolejne screenshoty) widać niebieskie e, tzw. ,,ikonkę internetu''. Ogólnie, wniskując po screenach, nie można powiedzieć, że Longhorn jest rewolucyjnym OS z rodziny Windows. GUI nie zostało radykalnie zmienione, ot, można by rzec, że to kolejny ,,motyw''. Przeźroczystość znamy już z innych systemów operacyjnych, a nawet ze starszych wersji Windows. To prawda, ładnie wygląda (chociaż ułożenie przycisków nawigacyjnych okna; zamknij, minimalizuj, etc... nie bardzo mi się podoba) ale to tylko eyecandy... przy dobrych sterownikach do karty graficznej to samo można zrobić w WindowsME. Też podoba mi się niestandardowy progressbar, a menu start jak zwykle mnie odstrasza -- chyba nigdy nie nauczę się z niego korzystać. Jedno, co strasznie razi, to jak już ktoś z Was zauważył, połączenie starych ikonek z nowym designem okien. Gryzie się cholernie, sprawia wrażenie sztuczności i zakłamania. Podsumowywując, poza maretingowym wydarzeniem roku desktopowego światka IT i wymuszeniem zakupu nowego sprzętu, żeby obsłużyć owe eyecandies -- nic specjalnego. Opera czy Mozilla na pewno nie znajdzie rywala w nowym Internet Explorerze -- same screeny tego browsera są odrażające, co dopiero jego namacalność pod myszką :-). Ale to dopiero wersja testowa... Zatem, wypatrujmy tej ciekawostki, jaką jest nowy Windows. Szczerze mówiąc, chciałbym, żeby powstała jego wersja LiveCD. Poniedziałek, 11 lipca 2005 :: 12:24:06
Windows LonghornNadchodzi... Poniżej kilka screenshotów wersji testowej najnowszego Windows Longhorn (build z drugiego lipca). W akcji zaobserwować możemy m.in. nowy Internet Explorer 7, Media Player 10, a commandline ciągle jakby taki sam... Z komentarzem się narazie powstrzymam... Ale z niecierpliwością czekam na Wasze bystre uwagi ;-) I jak ładnie mi się w joggera z kolorystyką wpasował... Poniedziałek, 11 lipca 2005 :: 02:19:22
Huh... takie jest życiePesymista widzi ciemny tunel. Optymista widzi światełko w tunelu. Realista widzi światło pociągu. A maszynista widzi trzech debili na torach. Niedziela, 10 lipca 2005 :: 00:08:19
Z pewnego posta...Message-ID: daphgq$qpj$1@news.onet.pl
Kilka laty temu czytałem o ciekawym eksperymencie. W jakims kościele w
stanach do organów wmontowano dodatkową piszczałkę emitującą dzwięki o
niskiej czestotliwości niesłyszalna dla człowieka (poddzwięki). Poproszono
organistę żeby co jakis czas ją naciskał.
Efekt był taki że najpiewrw ludzie w kościele zaczeli się odczuwać lekki niepokój, potem nerwowo kręcić, pózniej zupełnie bez przyczyny wpadli w panike i wybiegli z kościoła. Na podstawie tych badań skonstruowano rewelacyjny wg. mnie alarm antywłamaniowy. Nie robi on hałasu a jedynie emituje poddżwięki. Złodziej po 2 minutach zaczyna sie denerwowoac, po 4 bac własnego cienia a po 6ciu wpada w panikę i ucieka. Alarmy tajkie produkuje się w japonii ale w USA i Europie s± zakazane bo mają jakies skutki uboczne dla biednego zbira... nie pamietam dokładnie co, ale wydaje mi sie ze były wypadki ze złodzieje strzelali do siebie czy coś, no i działa tez na domowników. W samochodach też nie mozna ich montowac bo spanikowany zbir moze spowodowac wypadek. Piątek, 08 lipca 2005 :: 11:41:58
Gmail po polsku -- "śmiesznostki"Śmiesznostkami nazywam ciekawe, czasem nie do końca dopracowane tłumaczenia zwrotów czy wyrażeń z jednego języka na drugi. Zrozumieć śmiesznostkę jest łatwo, ale... brzmi nienaturalnie. Przyjrzyjmy się zatem Gmailowi, dla którego wreszcie powstał polski interface.
Czwartek, 07 lipca 2005 :: 15:47:55
Niekompetentni programiści i dziennikarze IDG.pl.Pierwszy raz spotkałem się z newsem na IDG.pl, który odrzucił mnie już po samym tytule...
Darmowa aplikacja o nazwie Kałasz jest przeznaczona do ataków na konta pocztowe użytkowników, którzy zapominają, do czego służy e-mail...
Genialne! A udostępniającym pliki muzyczne bez praw autorskich -- udostępniajmy pliki, albo lepiej, żeby im zrobić na złość, przesyłajmy diwiksy! Czy ludzie, bądź co bądź związani z IT, nie rozumieją co jest NAJGORSZĄ konsekwencją spamu? Czy te wynikające ze statystyk dane, że 60% wszystkich maili przesyłanych na świecie jest spamem oznacza dla nich TYLKO 60% więcej słowa ,,viagra'' czy ,,enlagre your penis'' wśród e-maili? Jeśli tak, to sobie zapamiętajcie baranki: OBCIĄŻENIE sieci, popularnie zwane ruchem w sieci jest najgorszą konsekwencją spamu. Obciążone łącza, zapchane serwery i przestoje w ruchu nimi spowodowane. Walcząc ze spamem właśnie z tym powinniśmy walczyć... a zaproponowany pzez IDG.pl durny pomysł, to przejście na stronę spamerów... No i na dodatek: przecież każde dziecko wie... że maila można wysłać z dowolnego adresu, nie posiadając fizycznie konta o takiej nazwie, czy nawet nie będąc jego właścicielem...
UWAGA! Ten program może wyrządzić szkody innym użytkownikom i jego użycie może być sprzeczne z prawem. Pamiętaj - należy walczyć ze spamem w sieci, a nie utrudniać życia innym - nie każdy wysyła spam świadomie. Zostałeś ostrzeżony - teraz sam ponosisz odpowiedzialność za swoje działania!!!
Kretyńskie usprawiedliwienie, na miare udergroundowych FAQs... Portal/Wortal typu IDG.pl nie powinien pozwalać sobie na takie błędy. W dodatku ten reklamowany jako anonimowy program zostawia IP wysyłającego w nagłówkach. Super, nie? Gorszej bzdury niż cały ten artykuł nie widziałem. Czwartek, 07 lipca 2005 :: 13:54:56
London RadioJeśli ktoś, jak ja, nie posiada TVN24, a chciałby wiedzieć na żywo, co dzieje się w Londynie... Oto link do brytyjskiego radio: Czwartek, 07 lipca 2005 :: 01:14:24
Prezydent Bush wjechał w oficera policji.Amerykański prezydent George W. Bush zderzył się wieczorem z policjantem podczas przejażdżki rowerowej w szkockim Gleneagles, gdzie rozpoczął się szczyt G-8 - poinformował rzecznik Białego Domu.
Prezydent wyszedł z kolizji z licznymi zadrapaniami na rękach; natychmiast zostały one opatrzone przez jego lekarza. Natomiast policjant trafił do miejscowego szpitala na obserwację. Prawdopodobnie doznał kontuzji kolana - powiedział rzecznik Scott McClellan. Zaznaczył, że Bush stracił panowanie nad rowerem na śliskiej od deszczu drodze. Czwartek, 07 lipca 2005 :: 00:20:28
Bit Torrent + Opera = WNMJak donosi Opera Watch ta Najszybsza Przeglądarka Internetowa (cytat z instalatora ;-) wprowadza implementację klienta protokołu Bit Torrent! (p2p). Już teraz można się przekonać, jak wygląda taki... kombajn sieciowy -- bowiem na oficjalnym FTP Opery ukazała się najnowsza wersja beta Opera 8.02 technical preview 1
A teraz porozważajmy przez chwilę celowość takich zabiegów... Od najdawniejszych czasów, myślą przewodnią programistów (zwłaszcza wywodzących się ze środowisk *niksowych) było: jeden program - jedna funkcjonalność - jeden cel, powtarzane żółtodziobom niemal jak święta mantra... I tak, mieliśmy cata do przeglądania plików, grepa do szukania wyrażeń, ls do listowania katalogów, fingera, pwd, etc, etc, etc... I niestety, mimo różnych parametrów wywołania tychże komend, czasem i tak przyszło zrobić jakiś karkołomy potok, wpisując polecenie na więcej niż jeden wiersz... Wspomnienia, magia? Do dziś w niektórych przypadkach, nie potrafię się obejśc bez pięciu piepe'ów w jednej linii ;-) Tak czy inaczej, nie możemy się dalej oszukiwać. Jeden do jednego, to strasznie niepraktyczne... zwłaszcza dla zwykłego użytkownika w dzisiejszych czasach, kiedy liczy się prędkość i efektywność bardziej niż cokolwiek. Ileż programów użytkownik ma zainstalować (z każdym zmniejsza się wolna powierzchnia na dysku...)? Ileż musi czekać, żeby odpalić klienta danej usługi, wreszcie: ile pamięci pożera każda z tych aplikacji działająca w tle...? Ten problem z pogranicza ergonomiki i zdrowego rozsądku zauważa ostatnio coraz więcej firm związanych z przemysłem IT. I tak, powstają skondensowane usługi Google... coraz więcej i więcej pod patronatem tego Giganta. W jednym miejscu, pod ręką. Kolejny przykład? Daleko nie trzeba szukać: Taki PSI -- komunikator implementujący protokół Jabber/XMPP. Sam w sobie pozwala tylko na komunikację z użytkownikami sieci Jabber, ale... sami użytkownicy poczuli potrzebę rozszerzania funkcjonalności... i tak powstały wszelkiego rodzaju transporty. Dziś np. moj PSIak potrafi sprawdzać rozkład autobusów w Krakowie, stan pogody na świecie, tłumaczyć języki, czytać RSSy, komunikować się z prawie każdą siecią IM jaka powstała na Ziemi... A teraz również Opera. Chodź tak naprawdę, przecież już od dawna, bo klient Bit Torrenta w Operze to nie pierwsza, niezwiązana bezpośrednio z protokołem HTTP, przygarnięta pod skrzydła przeglądarki duszyczka. Przecież od dawna cieszymy się klientem IRC, programem do obsługi poczty, czy czytnikiem RSS. (albo reklamami AdSense :P -- joke) A więc, oby jak najwięcej! Zwłaszcza, że wszystko, co Opera do tej pory skonsolidowała, jest przeze mnie i większość Internautów używane na codzień, przez cały czas spędzany przed monitorem. Czy czegoś mi brakuje? Tak... klienta Jabbera! Ale, może już niedługo... :-) W końcu, co za dużo, to nie zdrowo :P Środa, 06 lipca 2005 :: 19:16:34
Pink Floyd z Live8 w DivX :)Jeśli ktoś szukał nagrania z niedawnego koncertu Live8, a konkretnie fragmenu z Pink Floyd, to uprzejmie informuję, że takowy leży na alt.pl.binaries.divx. Miłego oglądania. Jeśli ktoś nie wie co i jak... Google: alt.binaries.pl +FAQ Wtorek, 05 lipca 2005 :: 12:34:19
Pamiętacie Kaję P. i małą chinkę?Chyba wyszło coś lepszego... http://miedzylesie.waw.pl/~pienio/wyginam_cialo_smialo.mp3 :> Sobota, 02 lipca 2005 :: 16:16:11
Właśnie trwa koncert Live8Nadawany z 9 krajów świata, możliwy do obejrzenia w najlepszej polskiej stacji telewizyjnej: TVN. Szkoda tylko, że Polacy musza to komentować w studio i to na tak niskim poziomie :/ Sobota, 02 lipca 2005 :: 10:51:21
Hurt -- zespół robiący karierę na JoggerzeKtoś wrzucił ich alubym na alt.ekhm-ekhm.pl.mp3 ;-) |
|||||||||||
|
|
|||||||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|