Piotr Konieczny

konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik,
hobbystycznie fuksiarz i gadżeciarz
szkot, prawie spadochroniarz...
nienawidzi zielonego.


Czwartek, 28 lipca 2005 :: 13:38:36
IT

Wystąp w książce Sapkowskiego!

Zostań bohaterem wojen husyckich!

Przedmiotem aukcji jest wystąpienie w powieści Lux perpetua, ostatnim tomie trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego.

Taka właśnie aukcja pojawiła się na Allegro. A cena całkiem spora: 2 326,00 zł.

No cóż, pogratulować... Może wystawię aukcję, z pytaniem kto chce wystąpić w kolejnym wpisie? :)


Środa, 27 lipca 2005 :: 18:13:00
IT

Prom Discovery modrercą!!!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Wystartowany :) wczoraj o 16:39 prom Discovery został złapany na gorącym uczynku.

Na zdjęciu poniżej, widać jak ten zły wahadłowiec morduje ptaszka, a następnie oddala się, jak gdyby nigdy nic, z miejsca zbrodni...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
(Musiał się strasznie bać, bo oddalał się z niewyobrażalnie wielką prędkością.)

Ciągle trwają poszukiwania tego niebezpiecznego, powietrznego nicponia. Krążą pogłoski, że zbieg postanowił ukryć się aż na ISS (Międzynarodowej Stacji Kosmicznej).

Update:
Nie dość, że ucieka, to jeszcze śmieci.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

To odpadający przy wczorajszym starcie kawałek pianki z promu Discovery.


Poniedziałek, 25 lipca 2005 :: 21:44:08
IT

Rosja wygrała ze spamem.

Kolejny raz Rosja pokazała imperialnemu Zachodowi jak radzić sobie z zagrożeniem.

W niedzielę, największy rosyjski spamer został znaleziony w swoim mieszkaniu pobity na śmierć.

http://mosnews.com/news/2005/07/25/spammerdead.shtml

Autor: grzegorz/Apcohowe Stwory

To chyba, jak dotychczas, najskuteczniejszy sposób walki ze spamerami, tylko patrzeć, aż inni pójdą w ślady Rosjan.


Poniedziałek, 25 lipca 2005 :: 19:43:07
IT

Wywiad z hakerem


BBC udostępniło na swoich stronach półgodzinny wywiad z scriptkiddie Garym McKinnonem.

Garemu, jako niedoszłemu fryzjerowi, palącemu trawkę przed monitorem udało się włamać do kilkudziesięciu komputerów rządu USA przy pomocy znalezionych w sieci programów do hakowania...



Gary, pomieszkujący od kilku lat kątem u swojej eksdziewczyny z zapałem opowiada jak w poszukiwaniu dowodów na istnienie UFO i antygrawitacji łatwo pokonywał bariery (puste hasła administratora) strzegące dostępu do tajnych, rządowych komputerów, nota bene pracujących na Windows.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że niezauważony penetrował zasoby Waszyngtonu przez ponad rok, zostawiając notki na pulpitach kont z uprawnieniami administratora. I to zgubiło Anglika, w UK grozi mu ok. 2 lat pobytu w więzieniu, a w dodatku ciąży na nim widmo ekstradycji do USA, gdzie dostałby 70 lat więzienia + prądotwórczy agregacik na kostkę ;-)

Czy agent Moulder miałby mu czegoś pozazdrościć? Czy Gary odkrył prawdę o Obcych? Wysłuchaj audycji! (Jeśli ktoś nie lubi rilplejera, to niech da znać, zrobiłem mp3, ale lenistwo nie pozwoliło mi jej wystawić.)

Opublikowano również w: Apcohowe Stwory. Znajdziesz tez tam programy do hakowania.


Poniedziałek, 25 lipca 2005 :: 00:27:42
IT

Nowy rodzaj ataku na Allegro: JPEG Injection

Złodziejem został nazwany użytkownik popularnego serwisu aukcyjnego Allegro. Jegomość o pseudonimie skynet76, nie dość, że jest na bakier ze znajomością prawa autorskiego (na sprzedaż wystawia darmowe CD z dystrybucją Linuksa Ubuntu), to również kiepski z niego webmaster...

Stronę opisującą sprzedawany produkt skynet76 pożyczył (czyt. ukradł) od innego użytkownika Allegro... i zrobił to na dodatek tak bezmyślnie, że obrazki podlinkował z serwera poprzedniego właściciela.

Ten zaś, dowiedziawszy się o kradzieży, nie usunął hotlinkowanych plików graficznych, a jedynie ,,lekko'' je zmodyfikował... *EG*

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia aukcji. Jest to pierwszy, notowany na tak szeroką skalę przykład ataku JPEG injection feat. Low IQ

Opublikowano również w: Apcohowe Stwory

Update: Dodałem screenshoty, ponieważ autor usunął skutki ataku ze strony, krótko po publikacji tego newsa -- może czyta joggera? :-)


Niedziela, 24 lipca 2005 :: 16:49:17
IT

Co z małżeństwem Opery i Bittorenta?

Ough. Zauważyłem, że przez przypadek, trafiłem z poprzednim wpisem na Polską Planetę Opery... zatem, żeby odpokutować 90% nieoperowego postu, piszę co następuje:

Wszyscy już zapewne czytali notkę Tima oznajmiającą, że wydanie Opery 8.02 pozbawione będzie eksperymentalnego klienta Bittorrent. I zapewne wielu, w tym ja, użytkowników technical preview dwójki jest zasmuconych tymże faktem.

Spójrzmy jednak na tą informację w trochę inny sposób.
Po pierwsze, bądźmy spokojni -- klient Bittorrenta na pewno pojawi się w kolejnych wydaniach Opery (może nawet w 8.1?). A dlaczego jestem taki pewny? Ponieważ implementacja protokołu Bittorrent w Operze:

  • a) wyróżnia Operę wśród przeglądarek i zostawia w tyle konkurencję
  • b) robi sporo medialnego szumu, sprzyjającego propagacji przęglądarki Opera we wciąż nowych grupach docelowych.

Tworząc jednak tak odpowiedzialny produkt, jakim jest przeglądarka, należy mieć na uwadze kilka innych cech niż tylko splendor jakim cieszy się tandem Opera + Bittorrent.

Bądźmy szczerzy, oferowana w technical preview 2 użyteczność klienta Bittorrent jest praktycznie zerowa. Poza ściągnięciem pliku nic więcej zrobić nie można. Wobec tego, taka implementacja może być traktowana jedynie jako ciekawosta, bo do konkurencji z takimi programami jak Azureuz nawet nie ma co startować. Nie ma zresztą co wymagać od Opery, czy przeglądarki jako takiej, by implementowała tyle bajerów co Azureus, ale faktem jest że zarządzanie plikami .torrent w Operze powinno być bardziej rozbudowane.

Zatem, poznawszy już smaczek Opery p2p ;-) pozostaje nam czekać. Ja, przyzywczaiłem się do widoku torrentów (których za często nie ściągam) w zakładce Transfers. Cieszy mnie to tym bardziej, że nie musze instalować dodatkowego softu by ściągnąć raz na sto lat jakiś niewielki plik. Tak więc autor tej notki pozostanie z technical preview dwa, aż do momentu, kiedy wyjdzie nowa, badziej funkcjonlna pod względem Bittorrenta Opera.

Z newsów bieżących:
http://www.opera.pl ciągle pokazuje na Mozilla Europe.

Wyniki ankiety, powiązanej z moją akcją propagowania Opery na Usenecie (czyt. założenia osiągalnej z polskich serwerów grupy dyskusyjnej Opery) wynika, co następuje:

opera.polish -- to grupa Opery, która istnieje, niestety nie jest osiągalna na wszsytkich serwerach NNTP. (W tym, na największym: news.tpi.pl). Właśnie kończe pisać e-mail do administratorów serwerów NNTP, gdzie w/w grupa nie jest zasubskrybowana. Może się uda. Czas -- do końca miesiąca.

Jeśli powyższe się nie uda, przy głosowaniu padła propozycja założenia grupy w hierarchii alt.pl o nazwie operabrowser.


Niedziela, 24 lipca 2005 :: 15:53:13
IT

Zwiedzaj świat z Google Maps!

To, że Google prowadzi serwis Maps Google jest już powszechnie wiadome. Można tam zobaczyć mapy (zarówno zwykłe, jak i satelitarne) Ameryki i Europy a nawet Księżyca (moon.google.com). Niedawno wprowadzono nawet możliwość nakładania zwykłych map na te satelitarne, przez co otrzymujemy jeszcze ciakwsze efekty.

Tak więc, za pomocą Google Maps możemy znaleźć się nad każdym interesującym nas obiektem, których przecież pełno, jako ludzkość zasiedlająca Ziemię udało nam się stworzyć.

To właśnie wycieczkę przez najciekawsze, a upolowane za pomocą Google Maps obiekty (budynki, obszary) oferuja nam serwis Google Sightseeing (Zwiedzanie z Google)

Już teraz rusz w podróż do najciekawszych zakątków świata... Zawsze też możesz wcielić się w odkrywcę - przewodnika i zaproponować szerokiej społeczności e-travellerów swóje ciekawe miejsce.

Polecam:


Niedziela, 24 lipca 2005 :: 13:57:00
IT

Apcohowe Stwory

Ruszył nowy, undergroundowy, l33t-hakerski portal internetowy, gdzie prezentowane są njusy ze świata, te opublikowane i te wyhakowane prosto z umysłów wielkich ludzi.

http://apcohowe.stwory.info

Portal jest z kernelem (czyt. z jajem) więc cały jego kontent jest utrzymany w konwencji tzw. krzywego mirrora (czyt. zwierciadła). ;-)

Każdy znajdzie coś dla siebie:

Windowsiarze z pewnością dostarczą błyskotliwych jak interface okienek i powierzchnia spinacza komentarzy.
Gentoowcy umilą sobie okres oczekiwania podczas kompilacji nowych programów czytając ów komentarze.
Debianowcy poklikają w ankiety (mimo że w Debianie się nie da).
*BSDziniarze z pewnością docenią topsekjur zebezpieczenia serwera.
Webmasterzy natomiast mogą zrobić jakiś banner, bo portal jedzie na difoltowym theme :)
OpenSource'owcom i innym zwolennikom tego typu FUSSiastej polityki na pewno do gustu przypadnie cykl ankiet pod nazwą: mam to w d#pie.

Zapraszam więc raz jeszcze: apcohowe.stwory.info

PS: Tylko nie wchodźcie z Internet Explorera, bo popsujecie statystyki, w których póki co rządzi Op3r4 (z badań czytelników wynika, że jest to najbardziej for-hacker przeglądarka :)

Pmrxnz an cvrejfml xbzragnem bq bfbol xgben avr myncnyn cemrxnmh grtb jcvfh :P


Sobota, 23 lipca 2005 :: 11:36:43
IT

Polityka?

Obiacałem sobie, że nie będę robił z joggera politycznej popłuczyny... Ale w końcu cytat, który zaprezentuje poniżej, to raczej humoreska :-)

Andrzej Lepper, który poprzednie kampanie wyborcze prowadził w rytmie typowego disco polo, postawił teraz na Michała Wiśniewskiego. Lider zespołu "Ich Troje" ułożył specjalnie dla Samoobrony piosenkę, którą będzie śpiewał w kampanii tej partii. Dla Samoobrony mają też grać Trubadurzy.

Ciągnie swój do swego, w moim przekonaniu... a dlaczego? Bo od dawna Leppera i Wiśniewskiego określam tym samym słowem :)


Piątek, 22 lipca 2005 :: 15:39:57
IT

OpenOffice Impress

Zainstalowałem betę 2.0 Open Office'a, głównie po to, żeby zobaczyć jak się ma Impress i czy już jest dopracowany na tyle, żeby cokolwiek w nim zrobić prosto i wygodnie. Pomyślałem, że może w końcu się do niego przekonam...

Jasne... OpenOffice 2beta uruchamia się jeszcze dłużej niż 1.4, natomiast -- Impress wygląda już prawie jak PowerPoint! Właściwie, to tylko GUI przeszło zmianę i doceni to każdy, kogo krew zalewała gdy przewijał slajdy klikając na te małe cwancyki u dołu. Teraz jest jak w PowerPoint, belka po lewej, kreatory po prawej. Super. Ucieszyłem się zatem wielce i zacząłem przeglądać nowinki.

Mimo podniesienia bazowej użyteczności tego produktu, Impress dalej ssie, jeśli chodzi o efektywność pracy. Spróbujcie zmienić tło dla danego slajdu w czasie mniejszym niż minuta. (Dla najbardziej nieobytego usera PowerPointa, właśnie tyle czasu zajmuje zmiana tła, dostępna od razu pod PPM)

Jak to jest, że ludzie wypuszczają na rynek tak nieintuicyjne oprogramowanie, które ma dodatkowo konkurować z najlepszym i jedynie słusznym pakietem biurowym? Jak to się dzieje, że najbardziej bazowa, jak mogłoby się wydawać funkcja zmiany tła na własne (czyt. z pliku) jest tak skrzętnie ukryta, że zdrowy człowiek nawet przypadkiem na nią nie wpadnie? Tak trudno do karty "backgrounds" dodać "import from file", trzeba to robić na około? Hint: File, Area, Bitmaps, Import. A dopiero potem to, co 100% ludzi i 90% szympansów intuicyjnie chce zrobić by ustawić tło. Impress jest jak GG wśród komunikatorów.


Piątek, 22 lipca 2005 :: 13:21:03
IT

Wakacyjnie, mimo że deszczowo...

Ponieważ usilnie pracuję nad pewnym projektem, nie mam ostatnio zbyt wielu chwil na joggera. Zatem dziś wakacyjnie i krótko:

Radiostacja, Heyah, SMS-RDS -- o tym, jak będąc użytkownikiem Heyah można wejść w interakcję z radiem Radiostacja. (Nota bene, radia tego nie słucham, ale znając wizerunek marki Hyeah, domyślam się, że to jakiś hip-hop :-)

Zbulwersowana firma hostingowa celem ataku hackerów Płaczki i lamenty właścicieli firmy hostingowej skip, która została zaatakowana. Profesjonalizm i ładunek emocjonalny oświadczenia powalają :)



Środa, 20 lipca 2005 :: 12:10:24
IT

Google na księżycu

Żeby sprawdzić jak wygląda Księżyc wg Google'a, po prostu wejdź na http://moon.google.com ...i ustaw największe powiększenie :) Mniam!


Środa, 20 lipca 2005 :: 11:25:33
IT

Chroń swoje nerwy

Helion sprzedaje książkę o tym, jak współpracować z palantami.

Zaszaleli, jeśli chodzi o tłumaczenie tytułu... ;-) Mnie wszystko przypomina świetny film: Dzień Świra


Wtorek, 19 lipca 2005 :: 22:18:54
IT

Gdzie nie ma Opery?

Na Usenecie. Ostatnio, przeglądając grupę alt.pl.mozilla natknąłem się na zdesperowany OT użytkownika Opery -- nie wiedział biedak gdzie zawołać o pomoc :)

Dlaczego właściwie Opera nie ma/mieć nie powinna własnej, polskojęzycznej grupy dyskusyjnej? Wielu użytkowników, w tym ja, woli czytnik Usenetu od forów WWW. (BTW/TODO: Ach, jak idealnie byłoby, gdyby ktoś zrobił feeda NTTP dla kilku forów internetowych...)

Zatem, ogłaszam RFD, mini głosowanie na moim joggerze, w komentarzach do tego wpisu. Wszyscy, którzy chcą bądź nie chcą, by zaistniała grupy dyskusyjna Opery proszeni są o oddanie głosu. Głos jest uznawany za ważny, wtedy i tylko wtedy, gdy w pierwszej linii komentarza, jako pierwsze słowo stoi TAK lub NIE, potem może nastąpić dowolna treść. Deadline: 1am, sobota 23 lipca 2005r.

Zanim skończę (o ilę zacznę :) pisać wiadomość kontrolną, zachęcam również do wypowiedzenia się w temacie ew. nazwy grupy dyskusyjnej poświęconej Operze. (Cóż, nie możemy być jednoznaczni tak jak alt.pl.mozilla: Opera to w końcu i przeglądarka i miejsce dla melomanów. Z kolei alt.pl.www.przegladarki.opera to zbyt dłuuuugie IMHO.)

Update: Ponoć istnieje opera.polish, jednak na news.tpi.pl i innych, najpopuilarniejszych polskich serwerach jej nie widać. Jedyny na którym ją znalazłem, to news.icp.pl (ale to zły i dziurawy serwer, więc nie zamierzam z niego korzystać). Cel zostaje zatem zmieniony -- sprawić by grupa opera.polish stała się dostępna na popularnych, polskich serwerach NNTP.

Głosowanie wciąż aktualne.


Wtorek, 19 lipca 2005 :: 03:04:25
IT

Nie dla idiotów? :>

Wczorajszy dzień pełen był kwiatków na stronach IDG. Być może nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie to, że od czasu pamiętnego (i szeroko komentowanego) artykułu zachęcającego do spamowania spamerów postanowiłem bliżej przyjrzeć się ,,tfurczości'' co poniektórych redaktorów.

Dzień zaczął się doniesieniem o defacemencie strony SpreadFirefox autorstwa Łukasza Bigo. Na apcohu zakrzykniętoby "stareeeeee" jako, że sam, dzień wcześniej napisałem o tym na joggerze (co zresztą później zostało wykorzystane m. in. tutaj), z uwagą zatem oddałem się lekturze owego artykułu.

Cóż, tekst Łukasza jest zwykłym komunikatem, poza następującą częścią:

Czarne scenariusze i ponure fantazje

[..] włamanie na komputery, w których przechowywane są kody źródłowe Firefoksa (...) mogłoby oznaczać koniec tej popularnej przeglądarki. Wprowadzenie do źródeł backdoora to dla wytrawnego hakera kwestia najwyżej minut - tymczasem na znalezienie tylnej furtki potrzebne byłyby tygodnie (jeśli nie miesiące!) wytężonych poszukiwań.

IMHO to za daleko posunięta fantazja i zaryzykuję stwierdzenie, że w pierwotnej wersji tego artykułu, ów nagłówka: Czarne scenariusze i ponure fantazje -- nie było. Być może powstał po burzy jaka rozpętała się w komentarzach.

Nie będę komentował fragmentu do którego mam zastrzeżenia po raz drugi, zainteresowanych odsyłam do komentarzy pod artykułem. Jedno co chciałem zrobić, to pomimo wszystko pochwalić Łukasza za podjęcie polemiki i próbę wybrnięcia z zaistniałej sytuacji. Na swoim blogu (bo przecież cytowany tekst jest przykładem idealnego blogowania :P) odpowiedział na ,,zarzuty'' stawiane artykułowi i przyznał się do popełnionego błędu. I jest to w pewnym sensie satysfakcjonujące, zarówno czytelników, jak i zapewne przełożonych... brawo za postawę!

Co innego z redakcyjnym kolegą Łukasza... uparcie brnącym w nonsens Robertem Ścisłowskim (tym zachęcania by spam zwalczać spamem). Pomijając głupotę bijącą z jego artykułu, zauważoną przez kilkudziesięciu Internautów (patrz komentarze i mordplik) autor wystosował poniższy komentarz, jako odpowiedź na krytykę:

Celem dziennikarzy jest przekazywanie informacji. Chcieliśmy poinformować naszych czytelników o istnieniu takiej aplikacji. Dołożyliśmy starań, aby wyraźnie zaznaczyć, iż nie jest to narzędzie do łamania prawa, ale niewłaściwie użyte może spowodować szkody.

Daliśmy program do ściągnięcia, daliśmy ostrzeżenie rodem z kiepskiego undergroundowego FAQ (vide: cele edukacyjne), nakłamaliśmy, że spamując jest się anonimowym i że ,,oko za oko, ząb za ząb'' a przepustowość w sieci mamy w gdzieś... Bzdury, bzdury, bzdury. I jakież do licha jest właściwe użycie tego programu?

Ale to jeszcze nic, dziś zaglądam, a tu znów komentarz od redakcji:

Dostałem dziś takiego oto maila:
"Witam!
Chciałbyś płacić płacić mniejszy ZUS ze swojej działalności gospodarczej i mieć dodatkowo ubezpieczenie na życie oraz dodatkową emeryturę (oszczędność miesięczna - 350 zł, roczna - 5.500zł, a po dwóch latach - 12.00zł)? Jeśli tak, wylij wiadomość zwrotną z nr telefonu. Oddzwonimy! Niniejsze rozwiązanie jest zgodne z prawem RP."

Wykluczam działanie przypadkowe, ponieważ nazwa wysyłającego jest związana z treścią maila. W takim wypadku można odpowiedzieć namolnemu nadawcy... (za pomocą opisywanego programu -- przyp. piko)

To już jest kretynizm. Przepraszam, ale nie znajduję innego słowa. Jestem dogłębnie poruszony. Mam nadzieję, że webec redaktora zostaną wyciągniete konsekwencje, albo przynajmniej podane lekarstwa -- bo jego zachowanie jest najdelikatniej mówiąc przejawem oburzającego inwalidztwa umysłowego. W sumie ciekawe ile Robert ma lat i czy jeszcze pracuje dla IDG?

A co tam, Joggernauci, łączmy się, zaspamujmy go, dopiszmy do mailingów albo lepiej, użyjmy opisywanego przez niego Kałasza! :> (z naciskiem na emotkę)

A teraz dowcipnie: W następnym artykule Juliusz Kornaszewski napisał o możliwości wykorzystania karty PCI-Express na slocie AGP. Po chwili jednak, z pomocą czytelników (hyhy) doszedł do wniosku, że tak naprawdę chodzi o karte AGP która może, za pomocą specjalnego reduktora, zostać wykorzystana w slocie PCI-E. Na pocieszenie, dopisał, że jego interpretacja też jest możliwa, ale nie jest dostepne urządzenie, które pozwala ją zrealizować... ;-)

I kolejny kwiatek: Ludwik Krakowiak wraz z Microsoftem zaleca webmasterom (przez niego nazywanych deweloperami) przetestować swoje strony WWW (przez niego nazywane witrynami) pod kątem, cytuję:

,,dopracowania tzw. agenta użytkownika (przypomnijmy, że agenty te to systemy i aplikacje zdolne do odczytywania dokumentów języka HTML, które nie są przeglądarkami - np. silniki przeglądarek). Agent użytkownika jest wysyłany w nagłówku każdego zapytania HTTP, przekazując serwerowi informację o przeglądarce.''

czyli tak, żeby Internet Explorer 7 nie miał z nimi problemów. WTF?

Na koniec po prostu bajeczny link do pojedynku przeglądarek: IE vs Opera. Już nawet nie chce mi się komentować...

Podsumowywując. Czyżby większość pełnoetatowych redaktorów IDG pojechała na wakacje, że dzień za dniem IDG raczy nas ekhm, niekompetentnymi newsami? Z całym szacunkiem, jeśli dalej tak pójdzie, to subskrypcję ich kanału RSS przenoszę do kategorii: dowcipy. Na szczęście są jeszcze Ci, którzy trzymają poziom. A bawiąc się w Wujka Dobrą Radę: Panie redaktorze naczelny, zrób Pan ze trzy razy dziennie rundk^W jogging po joggerze i wyciągnij wnioski...

Tak, lepiej mi teraz :-)

PS: Np. taki Dziennik Internautów również jest wortalem/portalem o charakterze newsowym. I wiadomo, także im zdarzają się jakieś wpadki, dziennikarskie kaczki itp. -- bo to normalne przy działalności na taką skalę - ale Oni *zawsze* i *szybko* dają sprostowania, jeśli artykuł tego wymaga. Więc jednak się da.


Wtorek, 19 lipca 2005 :: 01:07:00
IT

Photoshop Cafe

Powstała taka strona dla grafików korzystających z Photoshopa oraz sympatyków tegoż programu.

Grafika IMHO nieodłącznie związana powinna być z estetyką. Więc krótka piłka: Czy wam się podoba grafika tej strony o grafice, która ponoć przez najstarszego hackera Photoshopa jest prowadzona?


Niedziela, 17 lipca 2005 :: 23:50:49
IT

Harry Potter and the Half-Blood Prince

Mag postnął linka do najnowszej części przygód Harrego Pottera -- Half Blood Prince

Nie czytałem/widziałem poprzednich części, powiem więcej, w ogóle mnie te klimaty nie interesują, ale może ktoś z Joggernautów chciałby sobie spira^W^W zapoznać się z materiałem przed zakupem. :>


Niedziela, 17 lipca 2005 :: 00:14:24
IT

Rumunia -- czyli jak uciekłem przed Wampirem (part 4)

To jest czwarta, ostatnia część mojego mini przewodnika-pamiętnika po Rumunii. Część pierwszą, drugą i trzecią znajdziesz... niżej i lepiej dla Ciebie, żebyś zapoznał się z nią zanim zaczniesz czytać co następuje.

Wycieczka do zamku Hrabiego Draculli.

Wreszcie i na zwiedzanie przyszła pora. To, co jest obowiązkowe dla każdego wizytatora w Rumunii to oczywiście przesławna Transylwania...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jedne z fantastycznych widoków, jakie udało się ustrzelić w Transylwanii

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Pałac kogośtam ;-) Ale ponoć ważny dla Rumunów, bo jeden z królów zwykł tam miekszać. Jest w nim cała ściana poświęcona broni z Polski. Piękne okazy. Dodatkowo, pałac ma kilka sekretów, tajnych przejść, i cholernie wielkie łóżka, lustra, etc.

Bran -- to miejscowość gdzie jest zamek (oryginalnie nazwany: Bran Castle), uznawany za zamek wampiera Draculli... i właściwie poza zamkiem nie ma tam nic ciekawego, ot mała wioska, jedna pizzeria, kilka straganów i mały skansen na dziedzińcu zamkowym.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Oto Zamek Draculli!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
A to hitoria zamczyska... poczytajcie, w dobrej rozdzielczości :)

Wybierając się na zamek, nie należy oczekiwać jakiś wielkich przygód. Zwykłe, stare zamczysko (wcale straszne), w którym być może kiedyś gościł ów znany hrabia Draculla. Tak naprawdę jednak, cała historia o Draculli jest mitem jakiegoś kiepskiego pisarza i rzekłbym, że przewodnicy wspominają o niej tylko dlatego, iż z tego żyją. W nikim, poza obcokrajowcami nie wzbudza to żadnych emocji... bo to czysty przypadek sprawił, że ów Bran Castle kojarzony jest z zamkiem Draculli. ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Dziedziniec zamczyska. W tej studni topiono złe dzieci, teraz topią tam monety. Ponoć miedziaki idą na premie dla przewodników, opróżniane co tydzień.

Sam zamek zbudowany jest do połowy w litej skale. W zamku zaś nie ma nic ciekawego, w sensie mrocznych sił. Jedno tajemne przejście za kominkiem (nota bene dorobione niedawno jako atrakcja turystyczna) również nie wzbudza strachu, podniecenia, czy jakiegokolwiek innego napięcia. (Ale niezłe echo w środku, więc można się rubasznie zaśmiać na haha, bo fajnie poniesie ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Pierwsza fotka to widok z tarasu, druga, coś co powinno się kojarzyć grającym w Quake 3 :)

Fotografować można za opłatą dodatkową, ale z doświadczenia wiem, że nie Ci, którzy biletu na fotografowanie nie zakupią nie są zakuwani w dyby -- co więcej nie wyciąga się od nich żadnych konsekwencji...W ogóle mam wrażenie, że mało co obchodzi przewodników, ot klepią swoją litanię ;-)

Pod zamkiem, jak już wspomniałem jest coś ala skansen. Kilku rzemieślników sprzedaje tam ,,oryginalne'' recznie robione średniowieczne instrumenty muzyczne i takie tam odpustowe pierdółki. Czasem coś zagrają, a jakaś spontaniczna grupka turystów zacznie tańczyć (nie patrzcie tak na mnie :P), a bardziej spontaniczni zaczną rzucać pieniądze.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Poznajecie Marjana?

Zaraz za skansenem jest mały stragan. Można tam wyjątkowo tanio kupić broń myśliwską; noże, lasery, t-shirty, etc... Warto się targować, bo paniusie są łatwe i idą na ustępstwa :)

W drodze powrotnej z zamku, można zrobić pare kroków w dół rzeczki, gdzie spotka się (teraz już zapewne odnowione) coś na kształt mauzoleum, gdzie ponoć serce matki owego Draculli spoczywa. Tak, namieszałem ;-) Ale to po prostu kolejna nieciekawa ,,atrakcja'' :P

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Oto rzeczona kamienna trumna na serce... i fajny obrazek na tapetkę

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Kolejne panoramy doliny w której leży Zamczysko Wampira.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

I to właściwie byłoby na tyle. Resztę wrażeni postaram się opowiedzieć na podstawie zdjęć, bo większych kąsków do opisywania już raczej nie ma.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Poniważ Zamek Draculli nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia za dnia... wybrałem się tam również nocą :)

Pochodziłem też trochę po górach, co dodało mi takiego optymizmu, że zacząłem zbiegać z dość gładkiego stoku... niestety, nie przewidziałem, że nawet trawa może być zdradliwa (czyt. śliska, na której cieżko jest się zatrzymać, kiedy nogi same biegną...) i skrywać pod sobą bagienko ;-) Świadkowie naoczni opowiadali, że z gracją wykonałem śrubę podczas lotu supermena -- co pozwoliło mi wsadziś w bagno tyłek, a nie twarz.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Uwaga Panie, najpiękniejszy tyłeczek świata!

Za smutki zostałem nagrodzony już wieczorem, kiedy to odbył się tzw. International Evening -- PijaRowcy każdego kraju prezentowali potrawę i trunek z danego państwa:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Stanowisko każdego kraju wyglądało podobnie... ale to Żubrówka z jabłkowym była hitemwieczoru. Zgadujcie, co jest na talerzach... :>

To była najkrótsza impreza, po 3h wszyscy wkroczyli w stan amnezji ;-) Nikt nie pamięt^Wwie co działo się później... A jakby tych przyjemności było mało, dnia następnego, kiedy w łazience przy moim pokoju, na lustrze znalazłem taki oto prezent :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Na drodze z Transylwanii do Bukaresztu jest ciekawe miasto, które powinno się zobaczyć -- Brasow. Taki Kraków w Rumunii...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Może wartym odnotowania jest fakt, że Bukareszt to tak naprawdę bezpieczne miasto. Pewnego afterparty, spoczywający na łóżku Belg o imieniu Tim, zerwał się na nogi, zaspany pokrzyknął: I need to find my bed! i wybiegł na zewnątrz (nota bene, ze swojego łóżka właśnie się zerwał :> ). Wtedy dowiedzone zostało, że nawet pijanemu obcokrajowcowi, tułąjącemu się od 3am do 10am po ulicach Bukaresztu włos z głowy nie spadnie. Tim w poszukiwaniu swojego łóżka zawędrował aż do ostatniej stacji metro (4km), a następnie, po 7h udało mu się szczęśliwie znaleźć drogę powrotną ;-)

Natomiast ja, wracałem z Rumunii do Polski tym samym PKS-em z Suceavy, z tym samym kierowcą. Najpierw jednak dotarłem cudem do Suceavy -- nigdy w życiu nie widziałem, żeby ktoś tak pędził autobusem pełnym ludzi... w dodatku, wnerwiający antyradar beepał prawie całą drogę...

PKS do Przemyśla nie miał przygód po drodze... poza kontrolą celną, kiedy to okazało się, że Rumuni muszą zrobić zrzutkę na łapówkę dla celników, żeby nie przetrzepali ich bagaży. Jak się okazało, każdy z nich, oprócz zwykłego bagażu, jakiśtam nożyc czy kabli do handlu, przewoził też kartony fajek i butelki spirytusu... Wszystko wyglądało na zorganizowaną działalność, której przewodził kierowca...Ciekawe czy PKS też na tym zarabia i czy dlatego właśnie jest ta jakby na to nie patrzeć specyficzna linia autobusowa z Polski do Rumunii?

Cóż... Rumuni i tak zostali przetrzepani, co dało nam dodatkowe opóźnienie -- na szczęście polskich studentów nie sprawdzali i dzięki temu mogłem wwieźć trochę czerwonego, przepysznego trunku, dla którego niemalże straciłem palec.

Ukraina wyglądała jeszcze gorzej niż w drodze do Rumunii, a to z racji deszczu:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A w Polsce, szatan na drodze...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Podsumowywując, polecam Rumunię każdemu. Zanim się tam wybrałem, miałem mieszane odczucia, nawet pomimo swojego optymistycznego podejścia do tego kraju oraz lektury internetowej na temat tego państewka.

Rumunia w duzych miastach nie różni się niczym od innych krajów. Dodatkowo, poza miastami do zaoferowania ma naprawdę ciekawe pod względem turystycznym obiekty. Warto również dojechać aż nad samo wybrzeże i pogrzać kuperek na slońcu.

Ludzie, pomimo zrozumiałych, wynikających z różnych kultur różnic w zachowaniu, czy mentalności pozostają życzliwi i uśmiechnięci. I pamiętajcie, że podróżowanie po Rumunii to naprawdę, wciąż taniocha.

Na koniec, jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany, proponuję zobaczyć najlepszą z reklam promujących państwa... i tak, jest to reklama Rumunii. Szkoda, że Polska takiej nie ma...

Zapraszam do ogłądania:

Reklama Rumunii


Sobota, 16 lipca 2005 :: 18:31:43
IT

SpreadFirefox.com hacked.

Znana miłośnikom alternatywnych przeglądarek internetowych strona SpreadFirefox, mająca na celu koordynowanie akcji promującej przeglądarkę Firefox została już prawie tydzień temu z powodzeniem zaatakowana przez nieznanych włamywaczy.

Jak podaje Arstechnica, dopiero wczoraj wszyscy zarejestrowani użytkownicy SpreadFirefox otrzymali e-mail oznajmiający, iż ich dane prywatne, w tym hasła mogły zostać przejęte przez włamywaczy. Na kilka dni strona zniknęła z sieci.

Użytkownikom serwisu SpreadFirefox zaleca się zmianę hasła, bądź haseł -- jeśli to, chroniące dostęp do konta na SpreadFirefox nie było unikalnym.

Problemy ze stroną internetową, a raczej domeną ma także od pewnego czasu przeglądarka Opera. Mianowicie, domena opera.pl prowadzi pod adres waddi.requin.jmsp.net, gdzie ujrzymy zawartość strony http://www.mozilla-europe.org/pl/

Choć adres Opera.pl nie jest w jakikolwiek sposób oficjalnie wspierany, czy też utożsamiany z przeglądarką Opera -- budzi jednoznaczne skojarzenia, a przede wszystkim wprowadza w błąd niedoświadczonych Internautów oraz niekorzystnie wpływa na atmosferę pomiędzy środowiskami sympatyków przeglądarek Firefox i Opera.

Warto podkreslić, że już jakiś czas temu polscy sympatycy Firefoksa apelowali do administratorów serwerów Mozilla Europe o konfigurację serwera umożliwiającą odczyt strony WWW tylko z oficjalnego adresu.


Sobota, 16 lipca 2005 :: 16:59:37
IT

Gitara. Rzecz o urządzeniu dostępowym.

Do komputera, oczywiście. Dlaczego? Bo klawiatury, myszki, koty, i łechtaczki są nudne ;-)

Dziś trafiłem na ciekawy artykuł o klawiaturze nowej generacji. Cóż takiego rewolucyjnego niesie ze sobą Optimus keyboard?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Każdy z jej klawiszy wyposażono w ekranik LCD na którym, w kolorach, pojawiać mogą się dowolne znaki, piktogramy, i ikonki. To my programujemy kilka tzw. layoutów klawiatury. Np. jeden standardowy, drugi Dvoraka, trzeci do gry Quake.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

I tyle. Czyż to nie fantastyczne, raz mieć zwykłe QWERTY a sekundę później Klawiaturę Dvoraka?

Ja pokusiłbym się jeszcze o rozbudowanie ów cacka o funkcję wizualizacji skrótów klawiaturowych. Do tego potrzebowalibyśmy, aby przestrzeń pomiędzy klawiszami, również pozwalała na wyświetlanie kolorowych -- w tym przypadku tylko linii.

Oznaczeniem skrótu byłoby kolorowe połączenie-linia pomiędzy poszczególnymi klawiszami (hyhy, z Control-key musiałoby wychodzić wieeeeele linii ;-). Linia łącząc poszczególne klawisze, mogłaby wychodzić gdzieś na brzeg klawiatury i zostać podpisana -- co dany skrót robi. Oczywiście i to byłoby całkowicie programowalne ;-)

Przy okazji, odkryję przed Wami mój genialny pomysł, który przyszedł mi bardzo dawno temu, jeszcze w czasach Licealnych, kiedy na krótki okres czasu straciłem swoją klawiaturę. ;-)

Mianowicie, gitara jako urządzenie dostępowe. Grając poszczególne nuty (6 strun, ok. 22 progi) bądź akordy, przesyłamy informacje dot. znaku lub sylaby, ew. całego, popularnego słowa/zdania. Pomysł jest w trakcie pierwszej fazy (poooowoooolneeej) realizacji, możliwe, że już niedługo przedstawię wyniki na joggerze :-)

Problemem oczywiście może być rozstrojenie gitary skutkujące błędem:
Zamiast zagrania ls -al, system odczyta rm -rf :-) To oczywiście żart, bo przewidziałem już sposób eliminacji tego, nazywanego przeze mnie Etiudą filesystemową problemu, więc tylko patrzeć, aż podczas pisania do komputera powstawać będą miłe dla ucha dźwięki (tu potrzeba naprawdę dobrego algorytmu i niemałych zdolności gitarowych). Z niecierpliwością zatem czekam, na swoją pierwszą Odę do loginu. :-)


Sobota, 16 lipca 2005 :: 00:40:17
IT

Rumunia -- czyli jak zostałem Milionerem (part 3)

To jest trzecia część mojego przewodnika po Rumunii. Zachęcam do przeczytania pierwszej i drugiej części, gdyż tylko czytane po kolei mogą być w pełni zrozumiane :-)

Bucuresti, Bucharest, Bukareszt. Nawet nie będę pisał o historii tego miasta i udawał, że się na niej znam :-) Chodź pewnie miasto, jak każda stolica na świecie, wiele przeszło przez te wszystkie lata. Po prostu napiszę, gdzie można dobrze zjeść w Bukareszcie i tyle :P

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Centrum Bukaresztu i jego najstarszy budynek. (Jakie panie na billboardach ...mhm.. ;-)

Celem mojej podróży do Rumunii był dwutygodniowy kurs szkoleniowy dot. szeroko pojętego PR i brandingu. Kurs to nie byle jaki, jeśli zestawimy co następuje:

  • Towarzystwo 20 ludzi, z których żadnych dwoje nie było tej samej narodowości.
  • Wykłady prowadzone przez managerów, PRowców i biznesmanów z firm, które w drugiej połowie lat 90-tych weszły na rumuński rynek z zachodnimi technologiami i pomysłami. (czyt. zrobiły oszałamiająca karierę, biznes i zyskały nieporównywalną markę władającą ponad 80% udziałami na rumuńskim rynku każda).
  • 15 zwariowanych studentów-organizatorów, czuwających nad tym, by po 3h wykładów resztę dnia spędzić ,,równie ciekawie, a nawet ciekawiej'' :>
  • Taki plan dnia:

    Free Image Hosting at www.ImageShack.us

O samym kursie nie ma się co rozpisywać. Największą popularność zyskały wykłady dotyczące sposobów reklamowania produktów i całej psychologii, która za tym stoi. Nie ukrywam, że mnie, właśnie to interesowało najbardziej. W końcu od dawna zajmuje się reklamami, a wycinek mojej pasji możecie podziwiać na stronie poświęconej śmiesznym reklamom telewizyjnym.

Z przedstawionych badań (dla lokalnego rynku rumuńskiego) wynikało, że tylko ,,wesołe'' reklamy przynoszą korzyści -- te zaś skierowane były do młodego pokolenia. U starszych Rumunów jakakolwiek telewizyjna forma reklamowania produktu nie wzbudzała zaufania, natomiast reakcja na śmieszne reklamy była neutralna.

Cykl wykładów kończył się projektem. Zadaniem było wykonać reklamę telewizyjną. Produkt/Usługa: Hospicjum - Dom rekreacyjny dla starców.
Slogany: Aktywny wypoczynek. Dla Twojego dobrego humoru. Przywrócenie chęci do życia. Odnowa ciała i ducha.
Target: Starsi ludzie, anglojęzyczni.

Pomysł mojej grupy (PL/PT/ES) opierał się na koncepcie katakumby -- jak go później nazwaliśmy :-) R.I.P -- skrót powszechnie znany opinii publicznej, wypisywany na grobach, znaczące Rest In Peace przeistoczyliśmy w główne hasło reklamowe.

Ale myliłby się ten, kto pomyślał, że tak źle i niesmacznie życzymy naszemu targetowi. U nas R.I.P znaczył bowiem Reborn In Paradise, gdzie Paradise to nazwa reklamowanego hospicjum.

Kręcenie reklamówki wyglądało następująco: Zaczailiśmy się z kamerą w jednym z głównych publicznych parków w Bukareszcie. Zaczailiśmy się to nieodpowiednie słowo, bo kamera była spora, a my wcale jej nie ukrywaliśmy -- jako obcokrajowcy, wyróżniający się wśród tubylców ubraniem i rysami twarzy zyskaliśmy niesamowity wręcz atut: nie byliśmy traktowani jako ekipa telewizyjna mająca za zadanie ukraść ludzką prywatność, ale jako grupka turystów zachwycająca się ,,okolicznościami przyrody'' ;-)

Postanowiliśmy, że spot będzie składać się z 5 sceneshotsów. Zerowy, to po prostu napis R.I.P (dla zwiększenia zaintersowania poprzez szok odbiorcy ;-). Do pierwszych czterech miały pozować dzieci, niewinnie bawiące się w parku, czy to z rodzicami, czy wśród równieśników na huśtawkach i takich tam. Każde ujęcie było podobne: przez chwile pokazywane jest dziecko w trakcie zabawy, potem [fade-to-nextscene] i kolejna scena z kolejnym dzieckiem, a w tle, przy każdej ze scen spokojny głos trzydziestolatka: On kiedyś będzie stary. [nextscene] Ona kiedyś się zestarzeje. [nextscene] Jemu też stuknie pięćdziesiątka. [nextscene].

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Reborn In Paradise :-)

Czwarta scena to niemowlak, bądź zbliżone wiekiem maleństwo, wyciągające łapkę do kamery -- nie wiem czemu, ale dzieci zawsze są zainteresowane obiektywem. Cóż, skorzystaliśmy więc ze sprzyjających warunków -- nie trzeba było namawiać dzieciaków do wyciągnięcia rączki -- same to robiły :) W tle tejże sceny głos: W końcu i na Ciebie przyjdzie pora... [fade-to-black]

Wtedy pojawiał się znów napis z pierwszej sceny i rozpoczynała się animacja. Litery ze skrótu R.I.P rozsuwały się w poziomie i pojawiały się (dopisywały) słowa Reborn In Paradise. W tle słychać było głos lektora: A kiedy nastanie ten czas, my przywrócimy Ci beztroskie lata młodości.. Następnie pod napis wskakiwała jedna z fotek hospicjum + jeden ze sloganów. Kilka wersji reklamy różniło się właśnie końcową fotką i sloganem. I koniec. Niestety, do tej pory, nie otrzymałem od Rumunów zapisu cyfrowego tejże reklamówki, nad czym boleję :(

Tak wiem, odszedłem od tematu Rumunii, ale to prawie zboczenie zawodowe :)

Wracając do tematu Bukaresztu -- miasto nie różni się za wiele od Polskich wielkich miast. Wyjątkiem jest to, że Rumuni głęboko w d. mają przepisy ruchu drogowego. Światło czerwone dla pieszego nie istnieje. Na szczęście, tylko dla pieszego :) Natomiast światło zielone kierowcom musi sprawiać jakiś ból, bo kiedy tylko się zapali, chcą być jak najdalej od niego. Piski opon -- tak. Klaksony O tak i to bardzo!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Typowe skrzyżowanie w Bukareszcie -- ciekawa i przydatna rzecz: wyświetlane są sekundy do zmiany światła.

Zresztą słowo klakson i zasada jego użycia w Rumunii jest zupełnie odmienna od wszystkiego co dane mi było ujrzeć na Ziemskich drogach. Klakson i ruch drogowy to nierozłączne ze sobą elementy rumuńskiego folkloru. Na nieszczęście zakwaterowany zostałem w akademiku przy dość sporym skrzyżowaniu. Tak więc nie potrzebowałem żadnego budzika, bo kiedy rano, w okolicach 6am ludzie wsiadając w swoje Dacie (ta marka dominuje na Rumuńskim rynku -- popularna tak jak Fiat w Polsce) zwiększali ruch drogowy od razu BPM (Beep Per Minute -- liczba klaksonów na minute) wzrastała do 20-tu. Wyobrażacie to sobie? Średnio co trzy sekundy jakiś crazy-dacia-driver (tak ich nazywaliśmy) używał klaksonu.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Zepsuta Dacia to częsty widok, spotykany na poboczach co kilkaset metrów :-)

Dacie to w ogóle fajne samochody. Praktycznie nie znajdzie się innej taksówki niż Dacia. Taksówki natomiast to opowieść na kolejny akapit. Po pierwsze: są cholernie tanie, NIEWYOBRAŻALNIE tanie. Za tzw. trzaśnięcie drzwiami się nie płaci! Stawka za kilometr to ok. 30 groszy. Jeśli podróżuje się grupą trzech osób i chce dojechać do cetrum, czy też wygodnie się po nim przemieszczać, warto jest wziąć taksówkę -- koszty po podzieleniu na trzy wyjdą znacznie mniejsze od biletu na środki transportu miejskiego.

Teraz kilka słów o taksówkarzach. Rzadko który mówi po angielsku więcej niż: "good morning", "here" i "sorry can't find sorry". Jednocześnie Ci, którzy potrafią sklecić coś więcej, ochoczo wszczynają rozmowę łamaną angielszczyzną i pokazują zabytki na trasie, opisują okolice... zapewne po to, żeby zarobić na dobry, zagraniczny napiwek ;-) -- co się dziwić, podróż taksówką to naprawdę podróż za śmiesznie małe pieniądze.

Nie wszyscy taksówkarze są jednak przyjaźni zagranicznym. Warto jest więc upewnić się, że taksówkarz włączył taksometr w czasie jazdy. Inaczej są w stanie podać nawet pięciokrotnie wyższą cenę!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Inny efektywnie pracujący Rumun, zdjęcie w przejściu podziemnym (przez szybę sklepową).

Znałem kilka styli jazdy, np.:,,za pięć dwunasta'', ,,zimny łokieć''. Po wizycie w Rumunii doszedł jeszcze jeden. Na Rumuńskiego taksówkarza, charakteryzujący się ciągłym trzymaniem jednej ręki na klaksonie i kompletnym ignorowaniu znaków poziomych (co potęguje chwile grozy i przypomina krwistoczerwoną taksówkę z reklamy batonika KitKat).

Niektórzy kolesie byli niesamowici. Nie dość, ze gnali przez miasto (pewnie stawka jest naliczana tylko za kilometr, a nie czas podróży), trąbili non stop, wymuszali pierwszeństwo siarczyście klnąc, nierzadko jechali pod prąd (!) a nawet nie zatrzymywali się na wezwania drogówki to wszystko to robili z uśmiechem.

Rumuni zdają sobie sprawę ze swojego stylu jazdy i wiedzą jak bardzo jest on szokujący dla obcokrajowców. Żartują, że w takim razie, skoro liczba wypadków w ich kraju nie przekracza średniej światowej muszą być doskonałymi kierowcami, bo wychodzą cało z tak częstych, ekstremalnych dla zagranicznego obserwatora sytuacji drogowych bez szwanku i zawyżania statystyk :-)

Jeśli już jesteśmy przy statystykach: podczas pięciominutowej podróży z centrum do akademika klakson w taksówce został użyty 90 razy. Przy następnych przejazdach, z innymi zawodnikami innych korporacji taksówkarskich, bite były zarówno rekordy prędkości, czasu jak i klaksonów. :)

Poza podróżami taksówką ciekawe doświadczenia mam również z trolejbusami miejskimi. (Tak, w Bukareszcie są głównie trolejbusy!). Organizatorzy wyrobili nam tzw. bilet miesięczny, uprawniający do podróżowania trolejbusem. Co więcej, bilet ten miał moc legitymacji kontrolera biletów :-) Mogliśmy więc sprawdzać bilety każdemu pasażerowi i nakładać na niego kary, gdyby ów pasażer bez biletu zwykł podróżować :D. Ciekawe, co by było, gdyby i w Polsce byle bilet dwutygodniowy upoważniał do kontroli biletów.

Raz tylko zdarzyło mi się podróżować trolejbusem w trakcie kontroli biletów. Mili panowie po okazaniu im mojego biletu, uśmiegneli się i uścisnęli mi rękę. :-) Ciekawe czy byli licencjonowanymi kontrolerami, czy po prostu dorabiali sobie jako posiadacze biletów miesięcznych? :D

Knajpy. Jest ich mnóstwo, od ekskluzywnych klubów, poprzez klimatyczne zaułki, aż do przydrożnych fastfoodów. Alkohol jest tańszy niż w Polsce i to znacznie. Jedzenie na podobnym poziomie cenowym, natomiast smakowo... co tu dużo mówić, poza McDonaldem, KFC, BurgerKingiem, Pizzą -- ochydne. Sprzedawane na ulicy hamburgery czy kebaby zawijane są w coś podobnego do tortilli a do środka pakowane są zawsze ziemniaki pod postacią niedosmażonych frytek. I dobra rada, ostre/pikantne sosy są naprawdę ostre/pikantne. :-) Na szczęście osiągalna jest waniliowa coca-cola -- która znacząco poprawiała mi samopoczucie, mimo że zwolennikiem CC nie jestem :)

Z lokalnych fastfoodów można polecić Sheriffa (chyba, że on nielokalny :P) -- tam, za cenę ok 4PLN dostaje się półmisek i wolny dostęp do sałatek, czyli obowiązuje zasada: nakładasz ile chcesz/zjesz/zmieści się . A sałatki Sheriff ma dobre, kelnerki natomiast mówią po angielsku i dają się zaprosić na wieczór do knajpy :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tak powinna wyglądać dobra, rumuńska kolacja...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
A tak wyglądała: Jeden z uczestników kursu, Macedończyk i typowe jedzonko -- kukurydziana papka z obrzydliwym i śmierdzącym serem. Po minie widac, że mu smakuje :-)

W knajpach prawie zawsze mozna poprosic o ...fajke wodną :-) Do palenia można użyć własnego tytoniu bądź zakupić jeden z aromatyzowanych. Fajeczka pełen bajer, nawet sterylny ustnik się do niej dostaje.

Supermarkety. Lepiej nie wchodź na halę z plecakiem lub bagażem podręcznym. Przechowalni nie uświadczysz, a Twój podręczny zostanie zafoliowany -- wrzucają w taką wielką rurę, na końcu której nałożona jest folia, potem zgrzewanko i masz zaje#iście niewygodną rzecz do noszenia -- bo jeszcze nikt nie wymyślił, jak założyć zafoliowany plecak :-)

Na półkach... prawie jak w Polsce, a właściwie zupełnie jak w Polsce -- oczy przetarłem z niedowierzania. Oni mają naszego Kubusia!!! Tylko u nich to Tedi, nawet milutko... Po chwili kolejny powód do zdumienia: Oni mają naszego Tymbarka! I widać słowo ,,Tymbark'' źle się kojarzy, bo zmienili je na Duo Fruo - ale na kapslu się uchowało ;-) Produkcja w Polsce, etykietka rumuńska. Smakuje tak samo. Potwierdzone.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Coś, co sprawiło, że poczułem się jak w domu... Konkurs: co znaczy ESCU napisane pod kapslem Tymbarka?

Radzę również skorzystać z okazji i zakupić dużo tequilli (0,75l za 12PLN) oraz wina -- Rumunia chwali się winem, kiedy tylko może i jak tylko może. Tu pora na zabawną dykteryjkę.

Pewien jegomość będąc już przy kasie, dierżąc w jednej dłoni zaje#iście niewygodny, zafoliowany plecak, w drugiej butelkę wina wpadł na pomysł, że winko dobre i jedna butelka nie wystarczy. Zostawił więc ów ZNP i winko znajomym, a sam pognał do działu win. Tam zdobył kolejną butelkę ukochanego trunku i zaczął truchcikiem oddalać się w strone kas, kiedy poślizgnął się na mokrej podłodze (nieoznakowanej :/), wywinął chałupca i zachaczając ręką o stojący nieopodal regał z winami, który to został przez przewrócony, osiadł na czterech literach.

Tak, butelka się potukła, czerwone wino się rozlało. Sekunde później i regał pierdyknął i dużo więcej butelek poszło w ślady tej trzymanej do niedawna przez jegomościa. Ponieważ jegomość miał czerwone od wina spodnie sytuacja wyglądała dramatycznie. Horror narastał z każdą sekundą, a dodatkowe wrażenia spotęgowane zostały faktem, że cześć z czerwonych plam na spodniach jest jakaś bardziej czerwona niż fioletowa i wydobywa się strumieniem z palca jegomościa.

Przytomnie zareagowały rumuństkie staruszki. Natychmiast otoczyły jegomościa i każda z nich wyciągnęła rękę z paczką husteczek, pokrzykując coś. Kiedy jegomość powiedział: I don't understand, don't speak romanian (ha, domyślacie się już kim był ów jegomość? :) usłyszał: first-aid, there. Niestety, nie dane mu było wdać się w dłuższą rozmowę z sympatycznymi, starszawymi paniusiami, bo zjawił się Duży, Nieczuły Pan Ochroniarz (czyżby ten niewielki brzdęk go zwabił?) i delikatnie, acz stanowczo, zasugerował, żeby udać się za nim.

Zalany (krwią i winem) jegomość poprzedzierał się poprzez labirynt korytarzy, pojeździł chyba z trzema windami by zastukać do pokoju z czerwonym krzyżem na drzwiach. Oczywiście nikogo nie było w środku...

Po chwili jednak, zjawiła się pielęgniarka (choć z dzisiejszej perspektywy nazwałbym ją sadystką) i przystąpiła do wykonywania swoich zadań.

Jegomość tracił cenne litry krwi, kiedy został zagadnięty: nejm pliz. Po krótkim tłumaczeniu że plecak jegomościa, zafoliowany jak Pan Bóg przykazał znajduje się przy kasie zezwolone zostało podać nazwisko ustnie. I co z tego, skoro na ,,Konieczny'' zareagowano: ,,hę?'', a po przespellowaniu powstało: ,,kumaihchwi''. Normalnie zrobiła ze mnie Japończyka! Ta zniewaga krwi wymaga -- pomyślałem i już miałem siknąć na nią ostatkiem tego czerwonego płynu jaki mi został w prawej ręce... kiedy nagle (play tada.wav) ona wyjęła bandaż.

Punkt pierwszej pomocy był chyba samoobsługowy, bo bandaż został mi podany, a niewiasta złapała za nożyce i stała nade mną, wyczekująco patrząc na mój palec. Amputacja? -- pomyślałem. -- O nie, nie dam Ci się dysgraficzna s#ko! Złapałem za bandaż i zapewniłem, że nic mi nie będzie, po czym przejął mnie goryl i odprowadził do drzwi.

Do dziś jestem przekonany, że chciała mi odciąć palec i sprzedać jako parówkę w dziale mięsnym... Ochroniarz natomiast musiał się po rumuńsku skontaktować z managerem przez walkie-talkie, bo po wyprowadzeniu mnie na halę główną powiedział: You are free now. No to kamień spadł mi z serca, rodzinę jednak zobaczę...

Zapewne bojąc się zaskarżenia za brak tabliczki: WARNING, WET FLOOR, doszli do wniosku, że nie dopiszą mi na paragonie tych circa 200 butelek winka. Ale na pralnie (przypominam, że *miałem* białe spodnie) też nie dostałem. ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Marka wina, które wiele litrów krwii mnie kosztowało. Jest wyśmienite. Przemyciłem 10 butelek :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Typowe zakupy w supermarkecie...

Kina. Wybraliśmy się raz do wielkiego centrum handlowego (nie supermarketu ;P), a że kino tam było i ceny za bilet w granicach 7PLN to i na film się skusiliśmy. Mielismy tylko nadzieję, ze w Rumunii nie ma dubbingowanych filmów, a jedynie subtitlesy -- i na szczęście tak było. ;-) Tu przestroga dla kinomaniaków. Jeśli zdarzy się, że na Twoim miejscu ktoś już siedzi, zanim zaczniesz na niego pokrzykiwać, sprawdź ten sam rząd z drugiej strony... Nie wiem czemu, ale miejsca numerowane są tak:
1 2 3 4 5 ... 5 4 3 2 1
I kolejny raz wyszliśmy na wykłucających się zagranicznych idiotów :-)

Architektura. Wspaniała. Mało się interesuję tą dziedziną, ale niektóre budyneczki były naprawdę fantazyjne i cudne. Czasem, spacerując niektórymi uliczkami, miałem wrażenie, że jestem w swoim Krakowie.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jeden z ciekawszych budynków w Bukareszcie oraz skansen za pajęczyną.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Internet. Za godzinę ok 3PLN, Windows only, z jakimiś dziwnymi zabezpieczającymi skryptami, które można wyłączyć poprzez magiczne "msconfig". Na zgranie zdjęć z karty flasz, czy podpięcie aparatu via USB raczej nie ma co liczyć. Sterowników brak, a prowadzący nie ma instalacyjnego CD. ;-)

Poczta. Tutaj duży minus. Skrzynek pocztowych jak na lekarstwo. Urzędów poczty też. Nieźle musiałem się naszukać, żeby znaleźć dziurkę na listy :(

Z innych ciekawostek Bukaresztu: Nie polecam wymiany pieniędzy w tzw. automatach rumuńskiego narodowego banku -- pobierają największą prowizję.

No i to tyle na dzisiaj, oczy od niskiego odświeżania przy tym monitorze bolą mnie strasznie -- pora kończyć. W ostatnim odcinku opowieści na temat podróżowania po Rumunii umieszczę fotoreportaż z wyprawy do Zamku Draculli, jakieś wspominki i opis drogi powrotnej do Polski ;-)

Znalazłem jeszcze jedno zdjęcie do poprzedniego wpisu:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tak wyglądają rumuńskie pieniądze

Koniecznie zobacz następną część zapisków z Rumunii (ostatnią).


Piątek, 15 lipca 2005 :: 16:20:42
IT

ROR: Radeon, Opera, Rumunia - szybki wpis.

Pisze w warunkach 640x480, 16 kolorów, odświeżanie 50Hz -- tak, padła mi karta graficzna. Na szczęście dobrze jest babrać się w sektorze IT i mieć X komputerów w domu. Z jednego starego grata (rocznik 88') wyciągnąłem kartę graficzną Herkules na ISA, a wsadziwszy ją do swojego gatewey'a, otrzymałem wzamian już nowszy model Herculesa -- na PCI :). Ten powędrował do mojego desktopa dając mi te niezwykle komfortowe warunki pracy... Zaraz jadę do serwisu zobaczyć czy udało im się wskrzesić mojego Radka. Raz, od ponad trzech tygodni wyłączyłem komputer na noc, całkowicie (nie tylko monitor :P) i już Radeusz nie wstał :/

Dobrze, przejdźmy do meritum informacji dnia dzisiejszego:

Ostatnio Quiris pisał o Operze dla swojego nowego telefonu (Nokia 6630 powered by Symbian). Dziś IDG podało newsa o WinMobile Torrent - czyli kliencie sieci BitTorrent dla systemu Windows Mobile 2003.

Tak więc, w świetle ostatnich doniesień ze świata, tylko czekać, aż Opera dla komórek wzbogaci się o testowanego (wbudowanego w trzeciej wersji beta tejże przeglądarki) klienta BitTorrent -- ciekawe o ile wzrośnie rachunek za telefon przy seedowaniu filmów... ;-)

I druga notka, dla miłośników moich wpisów dot. podróży po Rumunii -- nie martwcie się, mimo iż przy tym odświeżaniu nie mogę pracować przed monitorem dłużej niż 10min. kolejna część (już prawie na ukończeniu) pojawi się dziś, jak zwykle, przed północą.

Trzymajcie kciuki za Radka! To dobry chłopak był i mało pił, choć wygląd miał ostry jak żyleta. :-)


Czwartek, 14 lipca 2005 :: 23:14:14
IT

Rumunia -- czyli jak zostałem Milionerem? (part. 2)

To jest druga część mojego opowiadania o wyprawie do Rumunii i ciekawym w niej pobycie. Pierwsza część przedstawia podróż z Polski do Rumunii oraz wyjaśnia, dlaczego piszę, to co piszę.

Do upragnionej Suceavy dotarliśmy niewiele po 19:00. Po pożenaniu ludzi z Egyptian shakin' Bus, wymianie telefonów do Polskiej Ambasady w Rumunii oraz wstępnym sprawdzeniu, kto kiedy wraca i którędy będzie podróżował udaliśmy się do poleconego kantoru, który znajdował się nieopodal Autogary (Autogara - rum. Dworzec autobusowy).

I wtedy stałem się Milionerem. Na początek, pomyślałem, zaszaleję i wymienię na Leje (hyhy, ciekawa nazwa waluty, prawda?) $100. Wzamian za setkę zielonych, dostałem ponad 3 miliony Lei. Ale cóż z tego, skoro prezerwatywy kosztują aż 80k Lei, za BigMaca kasuja tyle samo... (nie stwierdzono, żeby używali w ten sam sposób :). Za kawę przyjdzie nam zapłacić ok. 20k Lei, za bilet do kina 40k Lei (!!!). A teraz to na co czekaliście: Pizza - 60k, Piwo (0,5l) - 25k lei.

Czyli, w przybliżeniu złotówka odpowiada 10.000 lejów, ale wszysto, co nie importowane tańsze niż u nas w kraju :-) Za takiego Heinnekena w supermarkecie życzyli sobie ponad 120k Lei!!! Co prawda, gdyby nie Browar Żywiec i jego rodzima produkcja tego trunku, u nas wołaliby tyle samo za Heńka.

I rzeczywiście, poczułem się milionerem pełną gębą. Arogancko zacząłem się wykłucać, że dziad zza pancernej szyby nie wydał mi 3345 należnych mi Lei! (Tak, wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, jak śmiesznie mała to kwota -- tysiąc w Polsce wciąż robi wrażenie :P). Biedny siwuszek-staruszek tłumaczył się, że on nie ma takich monet... Ja na to: Ta, oszuście i złodzieju skupiający w sobie zło tego Rumuńskiego kraju, w kantorze pracujesz i monet nie masz! -- triumfalnie pogroziłem palcem i oddaliłem się z pychą, naiwnie myśląc, że właśnie dałem mu nieźle zarobić, ale co tam, niech zna łaskę Pana. :-)

[Potem faktycznie, okazało się, że nawet w supermarketach nie wydają reszty w monetach, bo po prostu się to nie opłaca -- coś jak z produkcją naszego grosza... tak szybko następuje dewaloryzacja, że koszt wyprodukowania grosza jest wyższy od jego wartości, hyhy] Oj będę się smażył w piekle..., ale jakby to Czesia z Klanu powiedziała: Ja nieumyślnie, toż nie specjalnie, najnormalniej przez nieuwagę byłam zrobiłam.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tak wygląda ten niezwykle rzadko spotykany gatunek na wymarciu: Rumuński bilon

Już po wyjściu z kantoru spotkałem pierwszego Rumuńskiego rozmówcę. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem, jak mam się zachowywać w stosunku do obcych... te wszystkie mity krążące w Polsce o Rumunach (a tak naprawdę, o Romach). Teraz myślę, że pierwszy przyjaźnie mi nastawiony, podkantorny Rumun poleciał na mój tyłek... bo dlaczegóż miałby mi ni stąd ni zowąd zaporoponować drogę powrotną do Polszy przez Ukrainę, za tydzień, jego wieeeeeeeelkim TIR-em?

Tak naprawdę, zawsze chciałem się przejechać i poprowadzić TIR-a. Trafił na mój słaby punkt, Rumun jeden, socjotechnik-kierowca. Ale dziewiczość odbytu wzięła grórę. Zniknąłem w mroku, jak przystało na emerytowanego harcerza w sytuacji pojawiającego się zagrożenia.

BTW: Tak w ogóle, to do Rumunii, przy pierwszym podejściu do planowania podróży, brana pod uwagę była opcja a) stopa b) podróżowania TIR-em przewożącym przetwory do Budapesztu przez Rumunię.

Ok. Jestem w Suceavie, mam dotrzeć do Bukaresztu -- stolicy tego pięknego rumuńskiego państewka w kształcie Ryby:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Ale jak to zrobić? Znalazłem kilka połączeń pociągiem z Suceavy do Bukaresztu... trasa niby długa, ale ponoć wiedzie przez ciekawe geograficznie i krajobrazowo tereny, więc chociaż fotki zrobię. I w tym momencie zdałem sobie sprawę, że

  • a) dworzec kolejowy jest na drugim końcu miasta, a taksówkarzowi mój tyłek może spodobać się bardziej niż temu gościowi od TIR-a spod kantoru...
  • b) ...i tak jest ciemno, a podróż będzie trwała tylko nocą, więc z fotek nici (o czym ja u licha myślałem planując fotografowanie na tym odcinku podróży?)

Z pomocą przyszedł znajomy Rumun, kierowca PKSu, wracający z pobliskiego sklepu, z kanapką w łapie.

-- Gdzie teraz?
-- Do Bukaresztu.
-- Autogara, za 10 min.

... i jak w bajce o Kopciuszku, jako rzekł, tako było. Głupiś Piotrze, że wcześniej na to nie wpadłeś. A i cena znacznie korzystniejsza od cen podróży pociągiem. Niestety, kart ISICa nie akceptowali :/ ale i tak zniżke 50% wywalczyłem.

Jeśli myślicie, że w środku PKSu z Suveavy do Bukaresztu było gorzej niż w tym Egipskim cudzie techniki... to macie rację ;-) Nie dość, że pełno starych ludzi, śmierdzących moczem i kiełbasą (tak, czujecie już ten powabny aromat?), to jeszcze za mną przysiadła grupka Rumuńskich hiphopowców ...i tak -- zgadliście! Składali bity całą drogę! Brrr.

W ogóle, to śmieszne mają bilety w Rumunii ;-) Dostaje się taki strasznie duży paragon, rozwijany z rolki, gdzie każdy wiersz to kolejny przystanek i kolejna stawka. 10 | 50 | 100 | 150 |.... Ja jechałem za 300000 :))) i miałem takiego długiego:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Jazda nocą nie należała do pasjonujących. Głównie jechaliśmy odludziem, prawie ciągle równolegle do linii kolejowej. Łaki, łąki, na horyzoncie góry. Zdarzyło się kilka wsi i dwa większe miasta -- nazwy nie pomnę, chociaż w jednym nastąpiła kontrola biletów :-) A wyglądało to tak, że kierwca wpuszczając kontrolerów przednimi drzwiami, otwarł tylnie. Więc Ci, którzy nie mieli biletów z kasy (czyt. dali w łapę kierowcy) wyszli sobie na dymka, a po kontroli wsiedli spowrotem i nieprzerwanie podróżowali (za pewne za kiełbase ;p) z nami do Bukaresztu.

To co zapadło mi w pamięć z tej, kolejnej PKSowej podóży (łącznie przecież spędziłem 24h w trzęsących się PKSach nonstop, raz w polsko-egipsko-rumuńskim, drugi w rumuńskim) to wjazd do upragnionej stolicy. Makabra. Wyobraźcie sobie, że widać tabliczkę z napisem Bucuresti a za oknem wieś zabita dechami... potem jakieś lepianki, opatulone szmatami, brudni ludzie, umorusane, wychudzone dzieci w obdartych ubraniach... jednym słowem nędza i to przez dobry kilometr... To ma być stolica pomyślałem? I mój niepokój utrzymywał się przez najbliższy kilometr. Jak się okazało, wjazd do miasta prowadził przez jakieś slumsy... głębszy Bukareszt prezentował się całkiem normalnie.

Wysiadłem na jakimś dworcu, jeszcze mrok na zewnątrz. W około pełno ludzi nagabujących do skorzystania z tasówek, łapiących już za Twoje bagaże... ponieważ posiadałem adres, pod który miałem zawitać, nie posiadałem mapy, a na zewnątrz wciąż panowały ciemności, postanowiłem skorzystać z taksówki... i wybrałem najmłodszego z kierowców naiwnie myśląc, że jak młody, to nie zrobi mniew ch. i przynajmniej pogadam z nim po angielsku ;-)

Co do drugiego miałem rację. Co do pierwszego... cóż, chyba gorzej znał Bukaresz ode mnie. Za cholere nie mógł trafić pod wyznaczony adres -- na szczęście ulicę znalazł. Tak czy inaczej równy z niego chłop, bo zdając sobie sprawę, jak drogi jest roaming, zaoferował się, że pożyczy mi swoją komórkę, żebym zadzwonił do mojego znajomego na miejscowy numer (ale kazał mi podać znajomemu jego numer, kazać oddzwonić i rozłączyć się najszybciej jak to tylko możliwe -- pewnie i tak doliczył mi tą rozmowę do rachunku za przejażdzkę :). Tak też uczyniłem i wreszcie spotkałem mojego znajomego -- jednego z wielu Andrei (bo co trzeci Rumun ma na imię Andrei).

Co było dalej? Po co w ogóle wybierałem się do Bukaresztu na dwa tygodnie i co mnie w ciągu pobytu w stolicy Rumunii spotkało -- w następnym wpisie. Ło. Zabrzmiało jakbym zapowiadał kolejny odcinek mydlanej opery na TVN. Ale nie martwcie się, odnośnie Rumunii planuję jeszcze dwa wpisy -- bardziej multimedialne od poprzednich. ;-)

Koniecznie zobacz następną część zapisków z Rumunii (część trzecia z czterech).


Czwartek, 14 lipca 2005 :: 02:15:09
IT

Rumunia -- czyli jak zostałem milionerem.

Obiecałem sobie już dawno temu, że w końcu opiszę moją wycieczkę do tego wspaniałego kraju. Nie tylko po to, żeby uporządkować swoje wspomnienia, ale przede wszystkim by pomóc osobom, które wybierają się do Rumunii. Mimo ery Internetu, mało jest informacji, oj mało... Google znajduje kilkanaście stron, ale głównie są one przestarzałe i niezbyt bogate w informacje. Większość, tak jak ten wpis, opisuje indywidualne wycieczki, czy to piesze, czy zmotoryzowane (rowery i motocykle przeważają). Z drugiej strony, znajdźcie mi Polaka, który mówi po rumuńsku i skorzysta ze stron napisanych w ichnim języku ;-)

Ponieważ na wyprawę zabrałem specjalnie do tego celu nabyty tydzeń wcześniej via allegro aparat, notka ta będzie bogata w kiepskie fotki i dopracowane zdjęcia ;-)

Od czego zacząć? Jeśli wybierasz się do Rumunii jako uczestnik zorganizowanej wycieczki, przeskocz do następnego akapitu, jeśli zaś wybierasz się tam czy to na wędrówkę, czy na wyprawę ze znajomymi, zapewne zastanawiasz się jak zaplanować podróż...

Do Rumunii można dojechać pociągiem (dłuuuuuuugo i drogo; co najmniej 24h na podróż w dość kiepskich warunkach), można także dolecieć samolotem (droooooogoooo, 1700PLN).

Jeśli zdecydujesz się na pociąg i chcesz zaoszczędzić, w Polsce kup bilet tylko do granicy, a następnie, po przekroczeniu odprawy, zakup odpowiedni bilet u zagranicznego konduktora. Możesz tak zaoszczędzić nawet 100PLN. Jeśli dodatkowo, lubisz mały dreszczyk emocji i wiesz jak bardzo skorumpowane są wszelkie służby mundurowe, w szczególności ukraińskie - polecam ,,dogadać się’’ z konduktorem; odpowiednio mała ilość gotówki poparta dobrym polskim piwem może zdziałać cuda, a zabieg ów (oby był przeprowadzony w cztery oczy) skutkować może kolejnymi oszczędnościami i to wcale niemałymi :-)

Ale... ja podczas podróży miałem jeszcze legitymacje studencką... ;-) Wybrałem więc najtańszy z możliwych sposobów - samochód. Oczywiście, możecie podróżować własnym samochodem (odradzam wtedy podróż przez Ukrainę - żeby dojechać do Rumunii trzeba pokonać dużo długich niezamieszkałych i beznadziejnych pod względem nawierzchni dróg, gdzie często stoją ichnie patrole milicji, nastawione tylko i wyłącznie na łapówki, a więc i wlepiające mandaty za byle co, tylko po to, żeby dostać kasę.

Zdecydowanie najtaniej (za ok. 76PLN!!!) możemy dotrzeć do Rumuni z międzynarodowym PKSem z Przemyśla. Wcześniej linia ta czynna była w trzy dni w tygodniu. Teraz, widzę, żę zmienili zarówno liczbę przystanków, jak i opis trasy (na całkowicie niezrozumiały). Wynika z tego, że bieg autobus zaczyna już w Katowicach, podróżuje przez Kraków do Przemyśla i stamtąd mknie do Rumunii. Radzę przedzwonić na dworzec w Przemyślu po dokładniejszą informację, bo np. na stronach krakowskiego PKS w ogóle nie znajduje połączeń międzynarodowych.

W moim przypadku odjazd z Przemyśla wyznaczony został na godzinę 7:30. Niestety z Krakowa do Przemyśla nie było dobrego dojazdu więc, aby nie spędzać nocy na dworcu autobusowym zdecydowałem się dotrzeć do Przemyśla dzień wcześniej. Nocleg znalazłem w Schronisku Młodzieżowym PTSM Matecznik [ul. Lelewela 6, 37-700 Przemyśl, tel. (0-16) 670-61-45]. Za ok. 17PLN dostałem łóżko w pokoju dwuosobowym. Również z samochodem nie było problemu, mógł stanąć na ogrodzonym terenie schroniska bez dodatkowej opłaty. Schronisko czyste i z przyjemną obsługą. Polecam.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Następnego dnia rano udałem się na dworzec autobusowy w Przemyślu. Oczekując na autokar, poznałem kilkunastu przemytników, którzy handlowali zarówno papierosami jak i wódką. Nie miałem odwagi spróbować tych wynalazków, ale zapewne są zbliżone smakowo i cenowo do tych, osiągalnych w akademikach AGHu ;-)

Autokar pochodził z Egiptu :-) i nie był pierwszej nowości, ale fotele były wygodne, więc nie bardzo przejąłem się długą na 16 godzin podróżą. Współtowarzyszami okazali się głównie studenci zamierzający powędrować po Rumuńskiej Bukowinie oraz Rumuńscy bazarowi handlarze. Mniej niż połowa miejsc była zajęta, co wiązało się z pełną wygodą, pierwsza klasa bez dopłaty -- można było rozłożyć się na całym rzędzie foteli i przesypiać kolejne kilometry...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Kierowcą był Rumun, ale całkiem nieźle szła mu polska mowa, bo z sensem odpowiadał na każde pytanie i doskonale doradzał, czy to w sprawie zachowywania się na przejściu granicznym, czy w sprawie co wolno a czego nie wolno robić w Rumuni. Miał też namiary na niezły punkt walutowy (Już teraz pamiętajcie, żeby nie wymieniać, nie jeść i nie załatwiać swoich potrzeb fizjologicznych na żadnym z przejść granicznych na drodze Polska-Ukraina-Rumunia).

W dwadzieścia minut po starcie z Przemyśla dotarliśmy do pierwszego przejścia granicznego, Polsko-Ukraińskiego, Medyka. Tak, do Rumunii PKSem dotrzemy podróżując przez Ukrainę [mapa].

Polska kontrola graniczna, szybka i bezproblemowa. Ukraińska... ech, na początek trzeba wypełnić tzw. kartę tranzytową, gdyż przez Ukrainę podróżuje się tranzytem, a Bóg jeden raczy wiedzieć co to znaczy... teoretycznie, chyba nie wolno robić postojów i opuszczać środka transportu. Oczywiście karta jest w większości napisana po Ukraińsku... Zaintrygowało nas pole na trzy kratki, podpisane jako cośtam/cyrylica/sex [ ] [ ] [ ].

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Ponieważ nie mieliśmy pojęcia co tam wpisać: MAL/FEM/YES? ;-) doszliśmy do wniosku, że jesteśmy Polakami i napiszemy po polsku. Zatem w trzech kratkach stanęło MĘŻ, na co ukraiński celnik zareagował potokiem siarczystych przekleństw... :)

Potem, podróż tranzytem mijała nader spokojnie. Ukraina wygląda nędznie :-( Miejscowości, które mijaliśmy reprezentowały sobą to co najbardziej podupadła polska wieś. Smutne... na szczęście niezamieszkałe obszary nadrabiały swoimi przepięknymi krajobrazami...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Znajdź głowę z kokiem i dwa bałwany na tych fotkach :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tu z kolei, na jednym ze zdjęć udało uchwycić się startującą z podziemnego silosu radziecką rakietę :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tu natomiast można zobaczyć jak wygląda reklama filmu pt.: Król Artur w cyrylicy

I tak właśnie prezentowała się cała droga przez Ukrainę, kilkanaście wsi, ze dwa małe miasteczka, dużo pustych i cholernie wyboistych dróg (tak wyboistych, że musiałem antyshocka w mp3-playerze włączyć, bo inaczej nie dało się słuchać :/). Być może po pomarańczowej rewolucji sytuacja uległa polepszeniu, kto wie... Ale czy można z takiej ruiny podnieść się w kilka lat?

Po dziesięciu godzinach jazdy przez Ukrainę, wpędzających w melancholijny nastrój i wzbudzających współczucie, udało się dotrzeć do Porubnoje czyli pierwszej kontroli granicznej na przejściu Ukraińsko-Rumuńskim. O ile odprawa na granicy w Medyce była niemalże ekspresowa (40min.) to tutaj staliśmy prawie 2h bez żadnej informacji dlaczego... Potem ukazał się celnik i powiedział coś w rodzaju: kompjuter pierdut. No to jak pierdut to przejebcane. Manualnie se ne da. Kolejna godzina mija, niektórzy nie wytrzymują i szukają miejsca, gdzie by tu odcedzić kartofelki... Sam również się skusiłem, żeby olać Ukrainę i momentalnie tego pożałowałem. Dlaczego? Dlatego:

Kupy były wszędzie. A jeszcze na dziesięć metrów przed przybytkiem unosił się ich odrzucający zapach. Zaraz po wejściu do kibelka, w pomieszczeniu z umywalkami powitał mnie szwadron wielkich kup, na, pod i w umywalce. Niewzruszony mknę do pomieszczenia, gdzie spodziewam się zastać kibelek, czy choćby pisuar... ale nie! Mają tam nędzną imitację: dziura w podłodze, podeścik na każdy z butuów (czyt. sraj-w-kuckach) notabene też usiany kupami -- chyba ciężko trafić. Trudno myślę, staję z daleka od tego odrażającego otworu, wyciągam mój penis męski (a jest damski? :) i zaczynam sikać...

Jak to zwykle bywa przy tej czynności rozglądam się dookoła. I jakież k#rwa było moje zdziwienie, kiedy rzucając okiem na prawo zobaczyłem jak w sąsiedniej kabinie kuca celnik i odrywa kawałek strony z gazety. Tak, te pseudokabiny oddzielone były płytami wysokimi aż na pół metra. Po krótkim zastanowieniu się, czy ów celnik widzi mójego małego bałem się już spojrzeć na lewo... Niezrażony jednak tym incydentem, pomyślałem, że muszę to uwiecznić na fotografii.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

I pierdyknąłem fotkę, na moje nieszczęście z włączonym flashem... Na ów błysk nie tylko mój celnik-podglądacz, ale i inne głowy wyłoniły się zza półmetrowych ścianek i pokrzyknęły: job twoju mać!. Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać, po prostu zacząłem spierdalać :-)

Celnik przyglądał mi się jak terroryście, zwłaszcza, że w każdym z dokumentów miałem zdjęcie z długimi włosami, a obecnie byłem w krótkich piórach -- no, ale chyba dopatrzył się tej mojej rodzinnej piękności i zezwolił na przekroczenie drewnianego konfesjonału (w czymś takim odbywała się odprawa).

Potem kilkanaście minut na przejściu Ukraińsko-Rumuńskim, tym razem spędzone z celnikami Rumuńskimi i już jestem w Rumunii!

O tym, co było dalej, i jakie przygody miałem w Rumunii przez dwa tygodnie mojego pobytu w tym niesamowitym kraju dowiecie się w następnym wpisie, bo za dużo wspomnień na dziś... ;-)

Koniecznie zobacz następną część zapisków z Rumunii (część druga z czterech).


Środa, 13 lipca 2005 :: 21:09:22
IT

Blue Screen of Death w Longhorn

I oto kolejna ciekawostka dla fanów Windows Longhorn. Poniższe zdjęcie przedstawia BlueScreen of Death dla tegoż systemu.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Środa, 13 lipca 2005 :: 18:06:56
IT

Gmail Bug

Odbiór i wysyłka przez POP3/SMTP włączony. Wysyłam klientem poczty e-mail od siebie z konta gmail, do siebie na konto gmail. (Ten sam login).

Przesyłka pojawia się via web-interface (oznaczona jako "me/ja"). Przesyłka nie pojawia się przy odbiorze przez POP3.

Czy ktoś może potwierdzić?

UPDATE: Bug został potwierdzony przez 2 osoby. Bugreport został wysłany.

UPDATE 2: Wiadomości wysyłane od siebie do siebie, ale nie przez MUA a przez webinterface są osiągalne zarówno poprzez POP3 jak i przez WWW.


Środa, 13 lipca 2005 :: 14:19:44
IT

Cenzorzilla -- wulgaryzmy w źródłach.

Natknąłem się na ciekawą publikację Jamiego Zawinski opisującą jego, jako kodera współpracującego z mozilla.org, pracę nad projektem Natscape: głównie potyczki z prawnikami -- czyli co wolno, a czego nie wolno umieszczać w komentarzach do kodu. Z punktu widzenia korporacyjnego prawnika, oczywiście, poniższe słowa były niedopuszczalne i musiały zniknąć. Na szczęście, developerzy zostawili kopie źródeł na CD. O co się rozchodziło? -- przykłady poniżej:

/* I'm tired of fucking with resources to get this right */

// Attach the fucker.

// This sucks, and will cause your machine to crash if a big delay happens

// Why the fuck is it so fucking hard to get a string!

/* evil globals to satisfy the PBMPLUS library crap that I stole this from */

// Prevent idiots who set colspan=20000000 width then we grow the sucker

// this shit shouldn't have to exist anyways

// blah blah I know too much about this shit blah blah.

// Read in the user's sig and do Jamie pacifying crap to it

/* WHY THE FUCK DOESN'T THIS WORK??????? */

/* experimental, get rid of those fuckking switchs, and string switches */

// putting it in the docs dicks

/* Evil hack alert. */

/** MOTIF SUCKS **/

/* Unfortunately, it may screw up once in a while (nobody's perfect)
 * Life kinda sucks, but oh well. */

/* hack alert: this file contains a switch statement with a gazillion cases */

Zjawisko przeklinania, czy jakiegokolwiek wyrażania emocji podczas klepania kodu jest dla mnie najnormalniejszą rzeczą w świecie... Sam pamiętam, że oddając kod programu na zajęcia z programowania, na studiach, nie raz i nie dwa musiałem przepuszczać go przez grepa w poszukiwaniu przekleństw, które mimo wszystko wpisywałem w komentarzach i dokumentacji -- impuls chwili i (@#%@$*& wskaźniki chciały tego bardziej niż mój zdrowy rozsądek. Zresztą, prowadzący zajęcia był geekiem, oh well... rozumiał. :-)

Powszechnie znanym jest fakt, że wulgarne komentarze istnieją i są nader często stosowane w społeczności związanej z Open Source. Najczęściej wspominanym przykładem są chyba wycinki ze źródeł kernela, na przykład sławne: /* fuck you gently with a chainsaw */. Podobnie było ok. półtora roku temu z wyciekiem źródeł Windows. Ktoś również wpadł na pomysł ich grepnięcia po ,,shit, fuck, sucks'' i znalazł kilka ciekawostek :) Widać każdy większy projekt jest skazany na wulgaryzmy... :P

Na cóż tu się oburzać? Przecież od dawna wiadomo, że programiści mają poczucie humoru i wykonują męczącą pracę ;-) ... a przecież każdy sposób na relaks i poprawę samopoczucia jest dobry :P

Problem pojawia się dopiero przy czyszczeniu źródeł z tego typu notek, przed oficjalnymi release'ami... Pomysł na wolny czas: Spróbować dotrzeć do jakichkolwiek fragmentów źródeł ,,walczących'' ze sobą produktów, np. (czysto-hipotetycznie): Firefox & Opera i sprawdzić, czy przy pewnych fragmentach nie ma notek typu:

/* Ukradliśmy ten fragment z Firefoksa, ale u nas działa lepiej, hyhy */

/* W k#rwę, pieprzona Opera sobie z tym radzi, a my ciagle jestesmy w dupie */ 
To odnośnie starych, ciągle niepoprawionych błędów, które dalej wykładają najnowszą przeglądarkę Firefox 1.0.5. Tak wiem, tylko security updates, high risk, etc. Ale niesmak pozostaje :(

A notkę zakończę jak Jamie: Enjoy it. By which I mean to say, fuck you. :-)


Poniedziałek, 11 lipca 2005 :: 16:58:25
IT

Testing Windows Longhorn -- part 2

Znalazłem chwilę czasu i przyjrzałem się dokładnie screenshotom z poprzedniego wpisu na których przedstawiona została testowa wersja Windows Longhorn. Tak, tak, niektórzy dostali już od M$ płytki z tym OS-em do testowania. :-)

Najbardziej dziwnym z wszystkich screenshotów jest trzeci z nich. Nie dość, że widzimy tam okno Internet Explorer 7 w którym otwarta jest strona, gdzie na środku pokazano reklame Linuksa, to jeszcze zaraz pod ową reklamą widnieje button zachęcający do używania Firefoksa. :-) Dowcipni Ci spece od marketingu i betatesterzy...

To nie koniec ciekawostek. Dawniej przeglądarka w systemach z Redmond witała nas hasłem: Where do you want to go today... Dzisiaj już nawet nie sili się i nie zachęca użytkownika do podróży po cyberprzestrzeni, sucho oznajmia: you are here >> /home/. Hyhy... ciekawe jeszcze czy w Longornie trzeba będzie mountować CD-ROM przed użyciem , przecież c:/windowss/ystem32/drivers/etc/hosts już mamy :P

A jeśli w/w hasło nie znajduje się na paseku adresu, a jeno na zakładce, to kto u licha tak nieczytelnie ułożył komponenty GUI nowego Internet Explorera? :P Obsługa favicon chyba dalej leży, bo na każdym tabie (vide kolejne screenshoty) widać niebieskie e, tzw. ,,ikonkę internetu''.

Ogólnie, wniskując po screenach, nie można powiedzieć, że Longhorn jest rewolucyjnym OS z rodziny Windows. GUI nie zostało radykalnie zmienione, ot, można by rzec, że to kolejny ,,motyw''. Przeźroczystość znamy już z innych systemów operacyjnych, a nawet ze starszych wersji Windows. To prawda, ładnie wygląda (chociaż ułożenie przycisków nawigacyjnych okna; zamknij, minimalizuj, etc... nie bardzo mi się podoba) ale to tylko eyecandy... przy dobrych sterownikach do karty graficznej to samo można zrobić w WindowsME. Też podoba mi się niestandardowy progressbar, a menu start jak zwykle mnie odstrasza -- chyba nigdy nie nauczę się z niego korzystać.

Jedno, co strasznie razi, to jak już ktoś z Was zauważył, połączenie starych ikonek z nowym designem okien. Gryzie się cholernie, sprawia wrażenie sztuczności i zakłamania.

Podsumowywując, poza maretingowym wydarzeniem roku desktopowego światka IT i wymuszeniem zakupu nowego sprzętu, żeby obsłużyć owe eyecandies -- nic specjalnego. Opera czy Mozilla na pewno nie znajdzie rywala w nowym Internet Explorerze -- same screeny tego browsera są odrażające, co dopiero jego namacalność pod myszką :-). Ale to dopiero wersja testowa...

Zatem, wypatrujmy tej ciekawostki, jaką jest nowy Windows. Szczerze mówiąc, chciałbym, żeby powstała jego wersja LiveCD.


Poniedziałek, 11 lipca 2005 :: 12:24:06
IT

Windows Longhorn

Nadchodzi... Poniżej kilka screenshotów wersji testowej najnowszego Windows Longhorn (build z drugiego lipca). W akcji zaobserwować możemy m.in. nowy Internet Explorer 7, Media Player 10, a commandline ciągle jakby taki sam...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Z komentarzem się narazie powstrzymam... Ale z niecierpliwością czekam na Wasze bystre uwagi ;-)

I jak ładnie mi się w joggera z kolorystyką wpasował...


Poniedziałek, 11 lipca 2005 :: 02:19:22
IT

Huh... takie jest życie

Pesymista widzi ciemny tunel. Optymista widzi światełko w tunelu. Realista widzi światło pociągu. A maszynista widzi trzech debili na torach.


Niedziela, 10 lipca 2005 :: 00:08:19
IT

Z pewnego posta...

Message-ID: daphgq$qpj$1@news.onet.pl

Kilka laty temu czytałem o ciekawym eksperymencie. W jakims kościele w stanach do organów wmontowano dodatkową piszczałkę emitującą dzwięki o niskiej czestotliwości niesłyszalna dla człowieka (poddzwięki). Poproszono organistę żeby co jakis czas ją naciskał.

Efekt był taki że najpiewrw ludzie w kościele zaczeli się odczuwać lekki niepokój, potem nerwowo kręcić, pózniej zupełnie bez przyczyny wpadli w panike i wybiegli z kościoła.

Na podstawie tych badań skonstruowano rewelacyjny wg. mnie alarm antywłamaniowy. Nie robi on hałasu a jedynie emituje poddżwięki. Złodziej po 2 minutach zaczyna sie denerwowoac, po 4 bac własnego cienia a po 6ciu wpada w panikę i ucieka.

Alarmy tajkie produkuje się w japonii ale w USA i Europie s± zakazane bo mają jakies skutki uboczne dla biednego zbira... nie pamietam dokładnie co, ale wydaje mi sie ze były wypadki ze złodzieje strzelali do siebie czy coś, no i działa tez na domowników. W samochodach też nie mozna ich montowac bo spanikowany zbir moze spowodowac wypadek.


Piątek, 08 lipca 2005 :: 11:41:58
IT

Gmail po polsku -- "śmiesznostki"

Śmiesznostkami nazywam ciekawe, czasem nie do końca dopracowane tłumaczenia zwrotów czy wyrażeń z jednego języka na drugi. Zrozumieć śmiesznostkę jest łatwo, ale... brzmi nienaturalnie.

Przyjrzyjmy się zatem Gmailowi, dla którego wreszcie powstał polski interface.

  • Starred - Zaznaczone gwiazdką.
    • Proponuję zmienić na "Zaznaczone gwiazdką i tak długie, że rozpycha menu". :-)
    • A poważnie ,,oznaczone'' już brzmi lepiej.
  • Drafts - Szkice.
    • IMHO, w polskich webmailach przywykło się do używania ,,brudnopisy''.
  • Give Gmail to - Podaruj Gmail.
    • :-) Podaruj swojemu ciału to co najlepsze ;p
    • Ale ,,zaproś do Gmail'' też nie brzmi najlepiej...
  • X left - X pozostało.
    • W języku polskim używamy raczej formy czasownik + dopełniacz -- w tej kolejności. Tu, skoro i tak jest dużo miejsca, polecałbym nienaturalne ,,pozostało'' zastąpić ,,X do rozdania''. Nie ma czasownika, nie ma problemu ;-)
Będę dodawał na bieżąco nowe śmiesznostki, jeśli jakieś znajdę :-) BTW: Różnica Trash (US) a Deleted Items (UK) rządzi :-)


Czwartek, 07 lipca 2005 :: 15:47:55
IT

Niekompetentni programiści i dziennikarze IDG.pl.

Pierwszy raz spotkałem się z newsem na IDG.pl, który odrzucił mnie już po samym tytule...

Darmowa aplikacja o nazwie Kałasz jest przeznaczona do ataków na konta pocztowe użytkowników, którzy zapominają, do czego służy e-mail...

Genialne! A udostępniającym pliki muzyczne bez praw autorskich -- udostępniajmy pliki, albo lepiej, żeby im zrobić na złość, przesyłajmy diwiksy!

Czy ludzie, bądź co bądź związani z IT, nie rozumieją co jest NAJGORSZĄ konsekwencją spamu? Czy te wynikające ze statystyk dane, że 60% wszystkich maili przesyłanych na świecie jest spamem oznacza dla nich TYLKO 60% więcej słowa ,,viagra'' czy ,,enlagre your penis'' wśród e-maili?

Jeśli tak, to sobie zapamiętajcie baranki: OBCIĄŻENIE sieci, popularnie zwane ruchem w sieci jest najgorszą konsekwencją spamu. Obciążone łącza, zapchane serwery i przestoje w ruchu nimi spowodowane. Walcząc ze spamem właśnie z tym powinniśmy walczyć... a zaproponowany pzez IDG.pl durny pomysł, to przejście na stronę spamerów...

No i na dodatek: przecież każde dziecko wie... że maila można wysłać z dowolnego adresu, nie posiadając fizycznie konta o takiej nazwie, czy nawet nie będąc jego właścicielem...

UWAGA! Ten program może wyrządzić szkody innym użytkownikom i jego użycie może być sprzeczne z prawem. Pamiętaj - należy walczyć ze spamem w sieci, a nie utrudniać życia innym - nie każdy wysyła spam świadomie. Zostałeś ostrzeżony - teraz sam ponosisz odpowiedzialność za swoje działania!!!

Kretyńskie usprawiedliwienie, na miare udergroundowych FAQs... Portal/Wortal typu IDG.pl nie powinien pozwalać sobie na takie błędy. W dodatku ten reklamowany jako anonimowy program zostawia IP wysyłającego w nagłówkach. Super, nie? Gorszej bzdury niż cały ten artykuł nie widziałem.


Czwartek, 07 lipca 2005 :: 13:54:56
IT

London Radio

Jeśli ktoś, jak ja, nie posiada TVN24, a chciałby wiedzieć na żywo, co dzieje się w Londynie... Oto link do brytyjskiego radio:


Czwartek, 07 lipca 2005 :: 01:14:24
IT

Prezydent Bush wjechał w oficera policji.

Amerykański prezydent George W. Bush zderzył się wieczorem z policjantem podczas przejażdżki rowerowej w szkockim Gleneagles, gdzie rozpoczął się szczyt G-8 - poinformował rzecznik Białego Domu.
Prezydent wyszedł z kolizji z licznymi zadrapaniami na rękach; natychmiast zostały one opatrzone przez jego lekarza. Natomiast policjant trafił do miejscowego szpitala na obserwację. Prawdopodobnie doznał kontuzji kolana - powiedział rzecznik Scott McClellan. Zaznaczył, że Bush stracił panowanie nad rowerem na śliskiej od deszczu drodze.


Czwartek, 07 lipca 2005 :: 00:20:28
IT

Bit Torrent + Opera = WNM

Jak donosi Opera Watch ta Najszybsza Przeglądarka Internetowa (cytat z instalatora ;-) wprowadza implementację klienta protokołu Bit Torrent! (p2p).

Już teraz można się przekonać, jak wygląda taki... kombajn sieciowy -- bowiem na oficjalnym FTP Opery ukazała się najnowsza wersja beta Opera 8.02 technical preview 1

A teraz porozważajmy przez chwilę celowość takich zabiegów...
Czyż to nie wspaniale, że Opera dąży do konsolidacji najpotrzebniejszych dla surfującego po Internecie użytkownika usług? Wszystko w zasięgu kliknięcia...

Od najdawniejszych czasów, myślą przewodnią programistów (zwłaszcza wywodzących się ze środowisk *niksowych) było: jeden program - jedna funkcjonalność - jeden cel, powtarzane żółtodziobom niemal jak święta mantra... I tak, mieliśmy cata do przeglądania plików, grepa do szukania wyrażeń, ls do listowania katalogów, fingera, pwd, etc, etc, etc... I niestety, mimo różnych parametrów wywołania tychże komend, czasem i tak przyszło zrobić jakiś karkołomy potok, wpisując polecenie na więcej niż jeden wiersz... Wspomnienia, magia? Do dziś w niektórych przypadkach, nie potrafię się obejśc bez pięciu piepe'ów w jednej linii ;-)

Tak czy inaczej, nie możemy się dalej oszukiwać. Jeden do jednego, to strasznie niepraktyczne... zwłaszcza dla zwykłego użytkownika w dzisiejszych czasach, kiedy liczy się prędkość i efektywność bardziej niż cokolwiek. Ileż programów użytkownik ma zainstalować (z każdym zmniejsza się wolna powierzchnia na dysku...)? Ileż musi czekać, żeby odpalić klienta danej usługi, wreszcie: ile pamięci pożera każda z tych aplikacji działająca w tle...?

Ten problem z pogranicza ergonomiki i zdrowego rozsądku zauważa ostatnio coraz więcej firm związanych z przemysłem IT. I tak, powstają skondensowane usługi Google... coraz więcej i więcej pod patronatem tego Giganta. W jednym miejscu, pod ręką.

Kolejny przykład? Daleko nie trzeba szukać: Taki PSI -- komunikator implementujący protokół Jabber/XMPP. Sam w sobie pozwala tylko na komunikację z użytkownikami sieci Jabber, ale... sami użytkownicy poczuli potrzebę rozszerzania funkcjonalności... i tak powstały wszelkiego rodzaju transporty. Dziś np. moj PSIak potrafi sprawdzać rozkład autobusów w Krakowie, stan pogody na świecie, tłumaczyć języki, czytać RSSy, komunikować się z prawie każdą siecią IM jaka powstała na Ziemi...

A teraz również Opera. Chodź tak naprawdę, przecież już od dawna, bo klient Bit Torrenta w Operze to nie pierwsza, niezwiązana bezpośrednio z protokołem HTTP, przygarnięta pod skrzydła przeglądarki duszyczka. Przecież od dawna cieszymy się klientem IRC, programem do obsługi poczty, czy czytnikiem RSS. (albo reklamami AdSense :P -- joke)

A więc, oby jak najwięcej! Zwłaszcza, że wszystko, co Opera do tej pory skonsolidowała, jest przeze mnie i większość Internautów używane na codzień, przez cały czas spędzany przed monitorem. Czy czegoś mi brakuje? Tak... klienta Jabbera! Ale, może już niedługo... :-) W końcu, co za dużo, to nie zdrowo :P


Środa, 06 lipca 2005 :: 19:16:34
IT

Pink Floyd z Live8 w DivX :)

Jeśli ktoś szukał nagrania z niedawnego koncertu Live8, a konkretnie fragmenu z Pink Floyd, to uprzejmie informuję, że takowy leży na alt.pl.binaries.divx. Miłego oglądania.

Jeśli ktoś nie wie co i jak... Google: alt.binaries.pl +FAQ


Wtorek, 05 lipca 2005 :: 12:34:19
IT

Pamiętacie Kaję P. i małą chinkę?

Chyba wyszło coś lepszego...

http://miedzylesie.waw.pl/~pienio/wyginam_cialo_smialo.mp3

:>


Niedziela, 03 lipca 2005 :: 03:39:31
IT

Bezsenność...

.


Sobota, 02 lipca 2005 :: 16:16:11
IT

Właśnie trwa koncert Live8

Nadawany z 9 krajów świata, możliwy do obejrzenia w najlepszej polskiej stacji telewizyjnej: TVN. Szkoda tylko, że Polacy musza to komentować w studio i to na tak niskim poziomie :/


Sobota, 02 lipca 2005 :: 10:51:21
IT

Hurt -- zespół robiący karierę na Joggerze

Ktoś wrzucił ich alubym na alt.ekhm-ekhm.pl.mp3 ;-)