Piotr Konieczny

konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik,
hobbystycznie fuksiarz i gadżeciarz
szkot, prawie spadochroniarz...
nienawidzi zielonego.


« wszystkie wpisy |

Sobota, 16 lipca 2005 :: 00:40:17
IT

Rumunia -- czyli jak zostałem Milionerem (part 3)

To jest trzecia część mojego przewodnika po Rumunii. Zachęcam do przeczytania pierwszej i drugiej części, gdyż tylko czytane po kolei mogą być w pełni zrozumiane :-)

Bucuresti, Bucharest, Bukareszt. Nawet nie będę pisał o historii tego miasta i udawał, że się na niej znam :-) Chodź pewnie miasto, jak każda stolica na świecie, wiele przeszło przez te wszystkie lata. Po prostu napiszę, gdzie można dobrze zjeść w Bukareszcie i tyle :P

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Centrum Bukaresztu i jego najstarszy budynek. (Jakie panie na billboardach ...mhm.. ;-)

Celem mojej podróży do Rumunii był dwutygodniowy kurs szkoleniowy dot. szeroko pojętego PR i brandingu. Kurs to nie byle jaki, jeśli zestawimy co następuje:

  • Towarzystwo 20 ludzi, z których żadnych dwoje nie było tej samej narodowości.
  • Wykłady prowadzone przez managerów, PRowców i biznesmanów z firm, które w drugiej połowie lat 90-tych weszły na rumuński rynek z zachodnimi technologiami i pomysłami. (czyt. zrobiły oszałamiająca karierę, biznes i zyskały nieporównywalną markę władającą ponad 80% udziałami na rumuńskim rynku każda).
  • 15 zwariowanych studentów-organizatorów, czuwających nad tym, by po 3h wykładów resztę dnia spędzić ,,równie ciekawie, a nawet ciekawiej'' :>
  • Taki plan dnia:

    Free Image Hosting at www.ImageShack.us

O samym kursie nie ma się co rozpisywać. Największą popularność zyskały wykłady dotyczące sposobów reklamowania produktów i całej psychologii, która za tym stoi. Nie ukrywam, że mnie, właśnie to interesowało najbardziej. W końcu od dawna zajmuje się reklamami, a wycinek mojej pasji możecie podziwiać na stronie poświęconej śmiesznym reklamom telewizyjnym.

Z przedstawionych badań (dla lokalnego rynku rumuńskiego) wynikało, że tylko ,,wesołe'' reklamy przynoszą korzyści -- te zaś skierowane były do młodego pokolenia. U starszych Rumunów jakakolwiek telewizyjna forma reklamowania produktu nie wzbudzała zaufania, natomiast reakcja na śmieszne reklamy była neutralna.

Cykl wykładów kończył się projektem. Zadaniem było wykonać reklamę telewizyjną. Produkt/Usługa: Hospicjum - Dom rekreacyjny dla starców.
Slogany: Aktywny wypoczynek. Dla Twojego dobrego humoru. Przywrócenie chęci do życia. Odnowa ciała i ducha.
Target: Starsi ludzie, anglojęzyczni.

Pomysł mojej grupy (PL/PT/ES) opierał się na koncepcie katakumby -- jak go później nazwaliśmy :-) R.I.P -- skrót powszechnie znany opinii publicznej, wypisywany na grobach, znaczące Rest In Peace przeistoczyliśmy w główne hasło reklamowe.

Ale myliłby się ten, kto pomyślał, że tak źle i niesmacznie życzymy naszemu targetowi. U nas R.I.P znaczył bowiem Reborn In Paradise, gdzie Paradise to nazwa reklamowanego hospicjum.

Kręcenie reklamówki wyglądało następująco: Zaczailiśmy się z kamerą w jednym z głównych publicznych parków w Bukareszcie. Zaczailiśmy się to nieodpowiednie słowo, bo kamera była spora, a my wcale jej nie ukrywaliśmy -- jako obcokrajowcy, wyróżniający się wśród tubylców ubraniem i rysami twarzy zyskaliśmy niesamowity wręcz atut: nie byliśmy traktowani jako ekipa telewizyjna mająca za zadanie ukraść ludzką prywatność, ale jako grupka turystów zachwycająca się ,,okolicznościami przyrody'' ;-)

Postanowiliśmy, że spot będzie składać się z 5 sceneshotsów. Zerowy, to po prostu napis R.I.P (dla zwiększenia zaintersowania poprzez szok odbiorcy ;-). Do pierwszych czterech miały pozować dzieci, niewinnie bawiące się w parku, czy to z rodzicami, czy wśród równieśników na huśtawkach i takich tam. Każde ujęcie było podobne: przez chwile pokazywane jest dziecko w trakcie zabawy, potem [fade-to-nextscene] i kolejna scena z kolejnym dzieckiem, a w tle, przy każdej ze scen spokojny głos trzydziestolatka: On kiedyś będzie stary. [nextscene] Ona kiedyś się zestarzeje. [nextscene] Jemu też stuknie pięćdziesiątka. [nextscene].

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Reborn In Paradise :-)

Czwarta scena to niemowlak, bądź zbliżone wiekiem maleństwo, wyciągające łapkę do kamery -- nie wiem czemu, ale dzieci zawsze są zainteresowane obiektywem. Cóż, skorzystaliśmy więc ze sprzyjających warunków -- nie trzeba było namawiać dzieciaków do wyciągnięcia rączki -- same to robiły :) W tle tejże sceny głos: W końcu i na Ciebie przyjdzie pora... [fade-to-black]

Wtedy pojawiał się znów napis z pierwszej sceny i rozpoczynała się animacja. Litery ze skrótu R.I.P rozsuwały się w poziomie i pojawiały się (dopisywały) słowa Reborn In Paradise. W tle słychać było głos lektora: A kiedy nastanie ten czas, my przywrócimy Ci beztroskie lata młodości.. Następnie pod napis wskakiwała jedna z fotek hospicjum + jeden ze sloganów. Kilka wersji reklamy różniło się właśnie końcową fotką i sloganem. I koniec. Niestety, do tej pory, nie otrzymałem od Rumunów zapisu cyfrowego tejże reklamówki, nad czym boleję :(

Tak wiem, odszedłem od tematu Rumunii, ale to prawie zboczenie zawodowe :)

Wracając do tematu Bukaresztu -- miasto nie różni się za wiele od Polskich wielkich miast. Wyjątkiem jest to, że Rumuni głęboko w d. mają przepisy ruchu drogowego. Światło czerwone dla pieszego nie istnieje. Na szczęście, tylko dla pieszego :) Natomiast światło zielone kierowcom musi sprawiać jakiś ból, bo kiedy tylko się zapali, chcą być jak najdalej od niego. Piski opon -- tak. Klaksony O tak i to bardzo!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Typowe skrzyżowanie w Bukareszcie -- ciekawa i przydatna rzecz: wyświetlane są sekundy do zmiany światła.

Zresztą słowo klakson i zasada jego użycia w Rumunii jest zupełnie odmienna od wszystkiego co dane mi było ujrzeć na Ziemskich drogach. Klakson i ruch drogowy to nierozłączne ze sobą elementy rumuńskiego folkloru. Na nieszczęście zakwaterowany zostałem w akademiku przy dość sporym skrzyżowaniu. Tak więc nie potrzebowałem żadnego budzika, bo kiedy rano, w okolicach 6am ludzie wsiadając w swoje Dacie (ta marka dominuje na Rumuńskim rynku -- popularna tak jak Fiat w Polsce) zwiększali ruch drogowy od razu BPM (Beep Per Minute -- liczba klaksonów na minute) wzrastała do 20-tu. Wyobrażacie to sobie? Średnio co trzy sekundy jakiś crazy-dacia-driver (tak ich nazywaliśmy) używał klaksonu.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Zepsuta Dacia to częsty widok, spotykany na poboczach co kilkaset metrów :-)

Dacie to w ogóle fajne samochody. Praktycznie nie znajdzie się innej taksówki niż Dacia. Taksówki natomiast to opowieść na kolejny akapit. Po pierwsze: są cholernie tanie, NIEWYOBRAŻALNIE tanie. Za tzw. trzaśnięcie drzwiami się nie płaci! Stawka za kilometr to ok. 30 groszy. Jeśli podróżuje się grupą trzech osób i chce dojechać do cetrum, czy też wygodnie się po nim przemieszczać, warto jest wziąć taksówkę -- koszty po podzieleniu na trzy wyjdą znacznie mniejsze od biletu na środki transportu miejskiego.

Teraz kilka słów o taksówkarzach. Rzadko który mówi po angielsku więcej niż: "good morning", "here" i "sorry can't find sorry". Jednocześnie Ci, którzy potrafią sklecić coś więcej, ochoczo wszczynają rozmowę łamaną angielszczyzną i pokazują zabytki na trasie, opisują okolice... zapewne po to, żeby zarobić na dobry, zagraniczny napiwek ;-) -- co się dziwić, podróż taksówką to naprawdę podróż za śmiesznie małe pieniądze.

Nie wszyscy taksówkarze są jednak przyjaźni zagranicznym. Warto jest więc upewnić się, że taksówkarz włączył taksometr w czasie jazdy. Inaczej są w stanie podać nawet pięciokrotnie wyższą cenę!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Inny efektywnie pracujący Rumun, zdjęcie w przejściu podziemnym (przez szybę sklepową).

Znałem kilka styli jazdy, np.:,,za pięć dwunasta'', ,,zimny łokieć''. Po wizycie w Rumunii doszedł jeszcze jeden. Na Rumuńskiego taksówkarza, charakteryzujący się ciągłym trzymaniem jednej ręki na klaksonie i kompletnym ignorowaniu znaków poziomych (co potęguje chwile grozy i przypomina krwistoczerwoną taksówkę z reklamy batonika KitKat).

Niektórzy kolesie byli niesamowici. Nie dość, ze gnali przez miasto (pewnie stawka jest naliczana tylko za kilometr, a nie czas podróży), trąbili non stop, wymuszali pierwszeństwo siarczyście klnąc, nierzadko jechali pod prąd (!) a nawet nie zatrzymywali się na wezwania drogówki to wszystko to robili z uśmiechem.

Rumuni zdają sobie sprawę ze swojego stylu jazdy i wiedzą jak bardzo jest on szokujący dla obcokrajowców. Żartują, że w takim razie, skoro liczba wypadków w ich kraju nie przekracza średniej światowej muszą być doskonałymi kierowcami, bo wychodzą cało z tak częstych, ekstremalnych dla zagranicznego obserwatora sytuacji drogowych bez szwanku i zawyżania statystyk :-)

Jeśli już jesteśmy przy statystykach: podczas pięciominutowej podróży z centrum do akademika klakson w taksówce został użyty 90 razy. Przy następnych przejazdach, z innymi zawodnikami innych korporacji taksówkarskich, bite były zarówno rekordy prędkości, czasu jak i klaksonów. :)

Poza podróżami taksówką ciekawe doświadczenia mam również z trolejbusami miejskimi. (Tak, w Bukareszcie są głównie trolejbusy!). Organizatorzy wyrobili nam tzw. bilet miesięczny, uprawniający do podróżowania trolejbusem. Co więcej, bilet ten miał moc legitymacji kontrolera biletów :-) Mogliśmy więc sprawdzać bilety każdemu pasażerowi i nakładać na niego kary, gdyby ów pasażer bez biletu zwykł podróżować :D. Ciekawe, co by było, gdyby i w Polsce byle bilet dwutygodniowy upoważniał do kontroli biletów.

Raz tylko zdarzyło mi się podróżować trolejbusem w trakcie kontroli biletów. Mili panowie po okazaniu im mojego biletu, uśmiegneli się i uścisnęli mi rękę. :-) Ciekawe czy byli licencjonowanymi kontrolerami, czy po prostu dorabiali sobie jako posiadacze biletów miesięcznych? :D

Knajpy. Jest ich mnóstwo, od ekskluzywnych klubów, poprzez klimatyczne zaułki, aż do przydrożnych fastfoodów. Alkohol jest tańszy niż w Polsce i to znacznie. Jedzenie na podobnym poziomie cenowym, natomiast smakowo... co tu dużo mówić, poza McDonaldem, KFC, BurgerKingiem, Pizzą -- ochydne. Sprzedawane na ulicy hamburgery czy kebaby zawijane są w coś podobnego do tortilli a do środka pakowane są zawsze ziemniaki pod postacią niedosmażonych frytek. I dobra rada, ostre/pikantne sosy są naprawdę ostre/pikantne. :-) Na szczęście osiągalna jest waniliowa coca-cola -- która znacząco poprawiała mi samopoczucie, mimo że zwolennikiem CC nie jestem :)

Z lokalnych fastfoodów można polecić Sheriffa (chyba, że on nielokalny :P) -- tam, za cenę ok 4PLN dostaje się półmisek i wolny dostęp do sałatek, czyli obowiązuje zasada: nakładasz ile chcesz/zjesz/zmieści się . A sałatki Sheriff ma dobre, kelnerki natomiast mówią po angielsku i dają się zaprosić na wieczór do knajpy :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tak powinna wyglądać dobra, rumuńska kolacja...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
A tak wyglądała: Jeden z uczestników kursu, Macedończyk i typowe jedzonko -- kukurydziana papka z obrzydliwym i śmierdzącym serem. Po minie widac, że mu smakuje :-)

W knajpach prawie zawsze mozna poprosic o ...fajke wodną :-) Do palenia można użyć własnego tytoniu bądź zakupić jeden z aromatyzowanych. Fajeczka pełen bajer, nawet sterylny ustnik się do niej dostaje.

Supermarkety. Lepiej nie wchodź na halę z plecakiem lub bagażem podręcznym. Przechowalni nie uświadczysz, a Twój podręczny zostanie zafoliowany -- wrzucają w taką wielką rurę, na końcu której nałożona jest folia, potem zgrzewanko i masz zaje#iście niewygodną rzecz do noszenia -- bo jeszcze nikt nie wymyślił, jak założyć zafoliowany plecak :-)

Na półkach... prawie jak w Polsce, a właściwie zupełnie jak w Polsce -- oczy przetarłem z niedowierzania. Oni mają naszego Kubusia!!! Tylko u nich to Tedi, nawet milutko... Po chwili kolejny powód do zdumienia: Oni mają naszego Tymbarka! I widać słowo ,,Tymbark'' źle się kojarzy, bo zmienili je na Duo Fruo - ale na kapslu się uchowało ;-) Produkcja w Polsce, etykietka rumuńska. Smakuje tak samo. Potwierdzone.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Coś, co sprawiło, że poczułem się jak w domu... Konkurs: co znaczy ESCU napisane pod kapslem Tymbarka?

Radzę również skorzystać z okazji i zakupić dużo tequilli (0,75l za 12PLN) oraz wina -- Rumunia chwali się winem, kiedy tylko może i jak tylko może. Tu pora na zabawną dykteryjkę.

Pewien jegomość będąc już przy kasie, dierżąc w jednej dłoni zaje#iście niewygodny, zafoliowany plecak, w drugiej butelkę wina wpadł na pomysł, że winko dobre i jedna butelka nie wystarczy. Zostawił więc ów ZNP i winko znajomym, a sam pognał do działu win. Tam zdobył kolejną butelkę ukochanego trunku i zaczął truchcikiem oddalać się w strone kas, kiedy poślizgnął się na mokrej podłodze (nieoznakowanej :/), wywinął chałupca i zachaczając ręką o stojący nieopodal regał z winami, który to został przez przewrócony, osiadł na czterech literach.

Tak, butelka się potukła, czerwone wino się rozlało. Sekunde później i regał pierdyknął i dużo więcej butelek poszło w ślady tej trzymanej do niedawna przez jegomościa. Ponieważ jegomość miał czerwone od wina spodnie sytuacja wyglądała dramatycznie. Horror narastał z każdą sekundą, a dodatkowe wrażenia spotęgowane zostały faktem, że cześć z czerwonych plam na spodniach jest jakaś bardziej czerwona niż fioletowa i wydobywa się strumieniem z palca jegomościa.

Przytomnie zareagowały rumuństkie staruszki. Natychmiast otoczyły jegomościa i każda z nich wyciągnęła rękę z paczką husteczek, pokrzykując coś. Kiedy jegomość powiedział: I don't understand, don't speak romanian (ha, domyślacie się już kim był ów jegomość? :) usłyszał: first-aid, there. Niestety, nie dane mu było wdać się w dłuższą rozmowę z sympatycznymi, starszawymi paniusiami, bo zjawił się Duży, Nieczuły Pan Ochroniarz (czyżby ten niewielki brzdęk go zwabił?) i delikatnie, acz stanowczo, zasugerował, żeby udać się za nim.

Zalany (krwią i winem) jegomość poprzedzierał się poprzez labirynt korytarzy, pojeździł chyba z trzema windami by zastukać do pokoju z czerwonym krzyżem na drzwiach. Oczywiście nikogo nie było w środku...

Po chwili jednak, zjawiła się pielęgniarka (choć z dzisiejszej perspektywy nazwałbym ją sadystką) i przystąpiła do wykonywania swoich zadań.

Jegomość tracił cenne litry krwi, kiedy został zagadnięty: nejm pliz. Po krótkim tłumaczeniu że plecak jegomościa, zafoliowany jak Pan Bóg przykazał znajduje się przy kasie zezwolone zostało podać nazwisko ustnie. I co z tego, skoro na ,,Konieczny'' zareagowano: ,,hę?'', a po przespellowaniu powstało: ,,kumaihchwi''. Normalnie zrobiła ze mnie Japończyka! Ta zniewaga krwi wymaga -- pomyślałem i już miałem siknąć na nią ostatkiem tego czerwonego płynu jaki mi został w prawej ręce... kiedy nagle (play tada.wav) ona wyjęła bandaż.

Punkt pierwszej pomocy był chyba samoobsługowy, bo bandaż został mi podany, a niewiasta złapała za nożyce i stała nade mną, wyczekująco patrząc na mój palec. Amputacja? -- pomyślałem. -- O nie, nie dam Ci się dysgraficzna s#ko! Złapałem za bandaż i zapewniłem, że nic mi nie będzie, po czym przejął mnie goryl i odprowadził do drzwi.

Do dziś jestem przekonany, że chciała mi odciąć palec i sprzedać jako parówkę w dziale mięsnym... Ochroniarz natomiast musiał się po rumuńsku skontaktować z managerem przez walkie-talkie, bo po wyprowadzeniu mnie na halę główną powiedział: You are free now. No to kamień spadł mi z serca, rodzinę jednak zobaczę...

Zapewne bojąc się zaskarżenia za brak tabliczki: WARNING, WET FLOOR, doszli do wniosku, że nie dopiszą mi na paragonie tych circa 200 butelek winka. Ale na pralnie (przypominam, że *miałem* białe spodnie) też nie dostałem. ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Marka wina, które wiele litrów krwii mnie kosztowało. Jest wyśmienite. Przemyciłem 10 butelek :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Typowe zakupy w supermarkecie...

Kina. Wybraliśmy się raz do wielkiego centrum handlowego (nie supermarketu ;P), a że kino tam było i ceny za bilet w granicach 7PLN to i na film się skusiliśmy. Mielismy tylko nadzieję, ze w Rumunii nie ma dubbingowanych filmów, a jedynie subtitlesy -- i na szczęście tak było. ;-) Tu przestroga dla kinomaniaków. Jeśli zdarzy się, że na Twoim miejscu ktoś już siedzi, zanim zaczniesz na niego pokrzykiwać, sprawdź ten sam rząd z drugiej strony... Nie wiem czemu, ale miejsca numerowane są tak:
1 2 3 4 5 ... 5 4 3 2 1
I kolejny raz wyszliśmy na wykłucających się zagranicznych idiotów :-)

Architektura. Wspaniała. Mało się interesuję tą dziedziną, ale niektóre budyneczki były naprawdę fantazyjne i cudne. Czasem, spacerując niektórymi uliczkami, miałem wrażenie, że jestem w swoim Krakowie.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jeden z ciekawszych budynków w Bukareszcie oraz skansen za pajęczyną.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Internet. Za godzinę ok 3PLN, Windows only, z jakimiś dziwnymi zabezpieczającymi skryptami, które można wyłączyć poprzez magiczne "msconfig". Na zgranie zdjęć z karty flasz, czy podpięcie aparatu via USB raczej nie ma co liczyć. Sterowników brak, a prowadzący nie ma instalacyjnego CD. ;-)

Poczta. Tutaj duży minus. Skrzynek pocztowych jak na lekarstwo. Urzędów poczty też. Nieźle musiałem się naszukać, żeby znaleźć dziurkę na listy :(

Z innych ciekawostek Bukaresztu: Nie polecam wymiany pieniędzy w tzw. automatach rumuńskiego narodowego banku -- pobierają największą prowizję.

No i to tyle na dzisiaj, oczy od niskiego odświeżania przy tym monitorze bolą mnie strasznie -- pora kończyć. W ostatnim odcinku opowieści na temat podróżowania po Rumunii umieszczę fotoreportaż z wyprawy do Zamku Draculli, jakieś wspominki i opis drogi powrotnej do Polski ;-)

Znalazłem jeszcze jedno zdjęcie do poprzedniego wpisu:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tak wyglądają rumuńskie pieniądze

Koniecznie zobacz następną część zapisków z Rumunii (ostatnią).

• Następny post: Gitara. Rzecz o urządzeniu dostępowym.
• Poprzedni post: ROR: Radeon, Opera, Rumunia - szybki wpis.

 

Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.

 

« reszta wpisów | • trackback | ‡ torturuj posta!

Komentarze:

1. yanq Sobota, 16 lipca 2005, 00:57:25
 

Chyba najdłuższy wpis jaki w życiu widziałem na joggerze. I raczej go nie przeczytam ;>

 
2. piko Sobota, 16 lipca 2005, 00:58:27
 

Ciesz się, że w ogóle podzieliłem na części ;-)

 
3. yanq Sobota, 16 lipca 2005, 01:03:33
 

Przynajmniej fotki obejrzałem i przypisy do nich ;P

 
4. piko Sobota, 16 lipca 2005, 01:47:18
 

Przyjdź jutro, będą ciekawsze ;-)

 
5. Krzysiek S. Sobota, 16 lipca 2005, 11:05:59
 

Na tych pieniądzach to Lenin był? ;-)

 
6. Kasia Sobota, 16 lipca 2005, 13:09:21
 

bosko sie czytalo :)

 
7. ramzes Niedziela, 17 lipca 2005, 00:25:46
 

3cia czesc OK. Czekam niecierpliwie na 4ta :)

 
8. piko Niedziela, 17 lipca 2005, 00:26:41
 

ramzes: hyhy, właśnie dodałem czwartą, ostatnią. Z 5 min. temu.

 
9. ramzes Niedziela, 17 lipca 2005, 00:28:39
 

faktycznie :) musiales wiec dodac ja w czasie kiedy czytalem 3cia :). No to biore sie za czytanie :)

 
10. MODERN TALKING Poniedziałek, 29 sierpnia 2005, 18:25:06
 

DZIEKI ZA INFO W PRZYSZLYM ROKU TEZ JADE DO RUMUNII PS.FAJNIE OPISALES SWOJA PRZYGODE I SORRY ZE TAK POZNO PRZECZYTALEM RELACIE

 
11. tak Środa, 05 kwietnia 2006, 15:23:02
 

Barbarzyńca z Polski w Bukareszcie. Nic nie rozumie, niczego nie wie, niczego się nie nauczył. Widzi i nie pojmuje, bo posługuje się stereotypami. Można go wysłać w dowolne miejsce świata. Ograniczony świat wyświetli się w jego ograniczonej głowie. Jedyna jego zaleta - nie ukrywa swej głupoty.

 
12. jójó Niedziela, 26 listopada 2006, 17:16:40
 

ok wszystko fajnie kelnerki itp.,ale jest tam jakiś gaylife???

 
13. zona rumuna Piątek, 15 grudnia 2006, 13:43:03
 

Drogi Piotrku....fajnie opisales swoja przygode, a ze swojego doswiadczenia musze dodac ze oprocz braku skrzynek pocztowych i pielegniarek sadystek to trzeba nadmienic ze pojawienie sie w tlumie z aparatem fotograficzny napewno wzbudzi ogromne poruszenie.Kazdy sie bedzie gapil.
Jestem zona obywatela rumunskiego ok kilku lat ale mieszkamy w wielkiej brytanii, musze powiedziec ze wbrew temu co sie o nich mowi u nas w polsce to bardzo mili i pracowici ludzie....a co do jedzenia...no coz piotrze trzeba bylo sie udac do tradycyjnej resteuracji rumunskiej - wtedy bylbys napewno usatysfakcjonowany, jakies przydrozne budki z hamburgerami to nie jest wyznacznik rumunskiej kuchni ;).
ja proponuje kazdemu zwiedzenie rumunii bo jest ladna- szkoda tylko ze skorumpowana ale jezeli kogos poznacie lub znacie to napewno pomoze wam w ominieci wszelkich oszustw. pozdrawia m.

 

Dodaj komentarz:

Wyślij pustą wiadomość, aby śledzić komentarze przez bota.
Komentarze są własnością osób komentujących.
Właściciel bloga nie ponosi za nie odpowiedzialności.
Komentarze nie na temat będą usuwane.

Ofiara

Jeśli powyższy wpis przydał Ci się w jakiś sposób,

autorowi :-)

Czytelnicy:

« wszystkie wpisy