Czwartek, 29 września 2005 :: 23:52:29
to feel
means to express...
I'm the old man
sitting behind a tree
writing poetry on the front door
Czwartek, 22 września 2005 :: 15:03:04
Od kilku dni intensywnie tworze swoje srodowisko pracy -- niestety na codziennie na innym komputerze i tylko pod Jedynym Slusznym Oprogramowaniem (tm) :(
W zwiazku z tym, ze zalezy mi na:
- a) szybkosci odtworzenia swoich personalnych ustawien
- b) przenosnosci zmian wprowadzanych podczas sesji
postanowilem zebrac grupe programow, bez ktorych nie wyobrazam sobie uzywania komputera w jednym miejscu.
Pierwszy problem: Jakie to programy?
Pisalem juz kiedys o informatycznych wynalazkach bez ktorych nie wyobrazam sobie zycia.
Wybor programow do codziennej pracy nie byl wiec trudny.
Total Commander -- jako zastepca mc
Gadu-Gadu -- jako zastepca PSI, ciagle nie udalo mi sie przesc przez firewalla z jabberem :(
Opera -- jako przegladarka.
I to byloby na tyle. Program pocztowy zastapil interface Gmaila -- jeszcze nie odwazylem sie sprobowac Operowego M2... zreszta nie mam zbyt duzej quoty, wiec trzymanie e-maili na HDD jest kiepskim pomyslem...
Skupmy sie teraz na przenosnosci zestawu.
TotalCommander potrafi trzymac wszystkie ustawienia w swoim katalogu. I dobrze, bo o to wlasnie chodzi. Wszelkie dane, zapisane poza moim prywatnym linkowanym sieciowo dyskiem sa tracone po wylogowaniu.
Gadu-Gadu. Nie mam pojecia. Grunt ze dziala. Numer i haslo musze wpisywac za kazdym razem. Rowniez za kazdym razem wraca ohydna pomaranczowa skorka. Ble. Najchetniej bym tego nie dotykal... ale przeciez IM wygodniejszy od e-mailowania...
Opera. Jest przenosna. Znalazlem u siebie wlasna konfiguracje Opery dla Windows. Za pomoca Total Commandera znalazlem wszelkie odwolania do sciezek w plikach konfiguracyjnych (funkcja: przeszukuj katalog szukajac plikow ze slowem). Nastepnie wpisalem wynik do okna, i po kolei przerobilem Vimem :%s/d\:\\bin/h\:\\/g. Dzieki temu zamienilem wszystkie odwolania do starych sciezek na odwolania do sciezki mojego sieciowego Home Drive (wlasnie litera dysku H).
Jak przenosic?
Poniewaz nie dysponuje zadnym pendrivem, wykorzystalem do tego celu aparat fotograficzny ;-) Jego wewnetrzna pamiec (14M) w gruncie rzeczy zblizona jest do quoty na home-drive, a ze aparat potrafi pracowac w trybie USB-Disk-Drive, z wykryciem go i zgraniem wszystkiego nie bylo zadnych problemow.
Opera dziala, mam moje ustawienia, skroty, wyszukiwarki, zakladki, notatki, jezyk, gesty, hasla. Wszystkie hasla w Wandzie sa bezpieczne (najmocniejsze standardowe szyfrowanie wsrod przegladarek?). A jest to wazne:
-- dla mnie: dostep do mojego sieciowego dysku ma kilka osob.
-- dla moich pracodawcow: w Wandzie zapisane sa hasla do kilku waznych serwerow ;-)
Dopieszczona Opera, z moimi ustawieniami, wylaczonym cache (zeby nie zapelniac home-drive) zajmuje 5,4MiB i idealnie nadaje sie do przenoszenia (zmiany w obrebie wlasnego katalogu). Jesli ktos bardzo potrzebuje (czesto zmienia lokacje) moge przeslac skrypt dla vima, ktory ulatwi ciagla zamiane sciezek w configach. Ew. moznaby nawet napisac program :P
BTW: Odnosnie postu Yano, ktory rozpoczal BVW, cytujac moje slowa: ,,Firefox i IE chowaja sie w pasku zadan'' bez kontekstu, pragne wyjasnic, ze wspomniane wczesniej zdanie, opatrzone stosowna emotka odnosilo sie do obslugi pluginu Flasha na jednej, konkretnej konfiguracji, co -- mam nadzieje jasno -- zostalo zaznaczone, lecz ,,niedocytowane''. Powyzsze zdanie nie znalazlo zadnej inspiracji w ,,Uwolnieniu Opery od Reklam'' -- w ktorym to Yano doszukuje sie anarchizacji i nasilenia walk na linii Opera - Mozilla.
Glosu swojego do dyskusji nie dorzuce, bo uwazam ja za powtarzalna i bezcelowa (przy dodaniu BitTorrenta na stale, czy kolejnym bledzie w FF znow sie pojawi). Zarowno o wypowiedziach jednych i drugich na forach jednych i drugich, jak i o sojuszu alternatywnych przegladarek w walce IE juz pisalem. Nie ma sensu tego odgrzewac. Kto uwazny, pamieta, kto chce, to znajdzie.
PS: Dopoki nie mialem tutaj skonfigurowanej po swojemu Opery, korzystalem z FF, bo standardowy interface tej pierwszej bardzo mi nie pasuje.
Środa, 21 września 2005 :: 21:51:52
O tak. O tym, ze jest juz bez reklam wie chyba kazdy, bo wiele serwisow na temat ten pisalo... a wszystkie notki zobaczyc mozna na Polskiej Planecie Opery (nowa wersja).
Zatem sciagajcie i cieszcie sie!
opera, windows, pl
Ja, choc jestem daleko, a obecnie z powodu piko-error-current:WorkOverflow nie mam czasu na sledzenie Internetu, to o tej nowinie dowiedzialem sie juz pierwszego dnia... Bo wszedzie, gdzie w Szkocji siade do komputera, najpierw sciagam Opere zostawiajac przyslowiowym facetom w sukienkach mily skrot na pulpicie -- agitacja all over the world, rzec by mozna... ;-)
Zreszta, z racji wrecz obowiazkowych tu blokad, tylko w Operze dziala Flash. Firefox i IE chowaja sie w pasku zadan ;P (ze wstydu, jak sadze :>)
PS: Kiedy zobaczylem redesign strony glownej Opery, juz myslalem, ze powstanie breaking-news o deface ;-)
PS2: Boli mnie brak pliterek... :(
Wtorek, 20 września 2005 :: 22:33:59
Obiecane zdjecia...
Powyzej widok z okna, zdjecie drogi do mojej rezydencji ;-) i ta wlasnie rezydencja w calej okazalosci.
Tutaj kilka shotów mojego pokoju ;-)
A tu z kolei genialna inwencja UK-engineersów. Kazdy kto byl w UK wie, ze maja strasznie dziwne krany, nie dosc ze albo wrzatek albo lodowata woda, to w dodatku osadzone sa tak plytko, ze woda cudem trafia do umywalki... ani reki sie pod nie nie podlozy, slowem... nieuzyteczny bajer :)
Tak... mam umywalke w pokoju, dobrze ze nie ma kibelka, po poczulbym sie jak w rasowej celi dla programisty ;)
A teraz BONUS: Widok z Google Maps: jak pieknie widac roznice wysokosci na mapach Google... -- w porownaniu z poprzednimi fotkami :D
Moje cztery katy znajduja sie tam, gdzie litera S w nazwie ulicy: Oakshaw Brae :-)
Jutro nie powinno padac, moze uda sie zrobic wiecej ciekawych zdjec ;-)
Wtorek, 20 września 2005 :: 20:48:26
Bo proxy serwer wpisany do GG pozwolil mi ominac ,,zabezpieczenia'', a ten sam wpis w PSI nie smiga (proxy negotiation error).
Konia z rzedem temu, kto powie w jakis sposob GG korzysta z serwerow proxy i czym on sie rozni od implementacji tegoz w PSI?
Coraz bardziej mnie boli, ze nie moge uzywac jabbera, a jak na ironie GG smiga :(
Tu wszedzie mam dostep do sieci tylko z maszyn na windowsach, sprawdzilem tez gaima dla Windows (Ale ten w ogole nie wstal...) Zatem: znacie inne klienty jabbera, ktore maja obsluge proxy? Licze na to, ze cos zadziala jak GG... :(
Zaraz powrzucam troche zdjec ze Szkocji, to zainteresowani zobacza jak tu pieknie :)
Microsoftowo, to jest pieknie nawet bardzo: MS Office Professional 2003 za £10...
Poniedziałek, 19 września 2005 :: 21:21:31
Zna ktos takiego, ktory sciaga liste kontaktow i potrafi polaczyc sie z kazdym serwerem? Moze to byloby wyjsciem? :)
Poniedziałek, 19 września 2005 :: 21:03:48
Zyje. Samolot nie spadl.
Z gory przepraszam za brak polskich liter... wiecie, te dziwne zagraniczne klawiatury. Nie moge poki co podlaczyc nigdzie do sieci swojego laptopa, wiec zdany jestem na publiczne PCs, gdzie wyciete jest prawie wszystko oprocz 80 portu.
Stad WIELKA PROSBA. Jesli ktos moglby sie skontaktowac z koralgolem (administrator serwera jabber.autocom.pl -- jego dane sa na stronie http://jabberpl.org, zakladka serwery) i zapytac czy:
-- do autocomu da sie CIAGLE polaczyc przez inny port (jabber.autocom.pl:20, jabber.autocom.pl:80)? Kiedys tak bylo mozna, ostatnio serwer przeszedl wiele zmian i nie wiem czy ciagle sie da. Probuje, ale nie moge :/
-- czy koralgol wycina ludzi z *.uk? Moze to jest przyczyna braku polaczenia.
Jesli ktos bylby laskaw, bede niezmiernie wdzieczny. Moge mu, wracajac, przemycic jakas kontrabande ;-)
Kontakt ze mna albo przez komentarze, albo przez e-mail: MOJENAZWISKO@gmail.com
Bez jabbera czuje sie jak bez reki :(
Chetni na relacje i fotki (z racji tego ze nie mam za wiele czasu, a przygotowalem ja wczesniej na notebooku, przez kilka dni, i naprawde jest spora) niech tez wysla mi maila, podam im linka, do miejsca gdzie to lezy. Poziomow na razie na joggerze nie wprowadzam, a notki nie wrzucam, bo musialbym uploadowac sporo zdjec, a jak wspomnialem jestem ograniczony czasowo.
Poniedziałek, 12 września 2005 :: 09:28:48
W czwatek wieczorem przepadam dla Polski, ale nie dla Polaków. Na dłuuugo. Jeśli wisisz mi pieniądze -- znajdę Cię, jeśli ja mam u Ciebie długi -- masz mało czasu, żeby mnie znaleźć :)
Od czwartku nie będzie mnie już interesował przedwyborczy szum. Koniec z plakatami na drzewach, billboardach, za wycieraczkami w samochodzie. Docierać do mnie będą przefiltrowane kilometrami wiadomości z Ojczyzny -- oby tylko te najważniejsze.
Od czwartku dostaje nowe warunki do pracy. Pokój z obsługą. Problem może być z internetem ,,w łóżku''.
Od czwartku przestaje na dobre oglądać TV (legalnie :>), bo abonament to kwota kosmiczna. Tuner zewnętrzny, na USB zabieram, na wszelki wypadek... cóż, najwyżej będę piratem częstotliwości.
After Thursday, English only. From and to everyone.
Od czwartku poznaje przynajmniej setkę nowych osób, od miejscowych VIP-ów przez zwykłych studentów, aż do pani w sklepie.
Od czwarku dzwonię tylko via VoIP. (Nie, jeszcze nie wybrałem czy Skype czy Gizmo) i nie odbieram rozmów na komórkę. Mój fajny numer z Heyah 88820xxyy umiera, chyba, że w Ideii/Orange możliwe jest już podpięcie numeru innej sieci ;-) Jutro wizytuje BOK. Możecie mnie SMS-ować do woli.
Od czwartku. mam nadzieję, moje internetowe życie, częstotliwość wpisów, etc. pozostanie na obecnym poziomie.
Od czwartku, ikonka Jobble (widoczna po prawej) wskazywać będzie inne położenie na Google Maps. (Max zoom level available).
Od czwartku mój jogger gościć będzie wpisy o tematyce podróżniczej, jak ten pt. podróż do Rumunii. (BTW, od kilku dni możecie przeczytać o tym także w Histmagu). Stąd, ponieważ jog skupia głównie technicznych, a ja rozumiem, że nie wszyscy są zainteresowani moim życiem prywatnym i tym jak żyje się w kraju X -- wprowadzam poziomy. Chętni, msg na jabberze. Ci którzy mają autoryzację, mają spore szanse ;-)
Od czwartku whisky on the rocks tańsza niż piwo, kilty, dudy i zawody w rzucaniu palem na odległość.
I oto Celt (31.10) wraca do krainy Celtów.
Od czwartku mieszkam i układam sobie życie w królestwie Alba.
Bez internetu i członkowstwa naszego kraju w UE, to nie byłoby możliwe.
PS: powyższy wpis należałoby zawrzeć w instrukcji warunkowej:
if(!PLANE_CRASH)
{
if(!PLANE_CRASH)
{
cout << wpis;
}
}
W czwartek pierwszy raz lecę tanimi liniami lotniczymi (SkyEurope + Ryan Air). Na biletach oszczędziłem ~600PLN -- jeśli ktoś chce poznać ten magiczny ;-) sposób, msg me na jabberze.
Czekam na Goodbye Party ;-)
Sobota, 10 września 2005 :: 21:20:55
Często porównuje się Operę do rozwiązań proponowanych przez Microsoft. Z jednej strony, na rynku OS-ów mamy zamknięty, płatny Windows, z drugiej otwarty, bezpłatny Linux (choć i tu, zdarzają się płatne rarytasy).
Po nabyciu laptopa z preinstalowanym Windowsem postanowiłem bliżej zaznajomić się z tym systemem. Idzie mi to powoli, bo wiele rzeczy jest rozwiązanych w sposób najodpowiedniejszy dla pani Halinki z kadr, niż dla ekhm, ekhm informatyka. (Np. kreator połączeń internetowych nazywa sieci VPN mianem "połączeń do pracy" o_O).
Po dłuższej współpracy z tym systemem musze go jednak pochwalić, zmieniając dowcipną, wypowiadaną przeze mnie na każdym kroku sentencję na temat nowych Windowsów z rodziny 5.x, kiedy tylko pojawiał się nowy ,,krytyczny'' błąd i robal ów błąd wykorzystujący:
,,Lepiej dla Microsoftu, gdyby zatrzymał ewolucje windowsów na win98''.
Dlaczego będę go chwalić? (czym pewnie wywołam niezłego flame'a w komentarzach ;-)
Bo:
- Grzebiąc hexeditorem w kilku dll-kach zrobiłem z mojego Windows XP Home prawie Professionala ;-) (To chyba niezgodne z licencją..., ale nie donoście wujkowi Billowi) ...i nie było to trudniejsze od edycji ton konfigów na Linuchu.
- Mam wszystko na miejscu, pod ręką.
Drugi punkt szczególnie wymaga rozwinięcia a analogie pomiędzy Windows a Operą nasuwają się same.
Kiedyś, będąc młodszym, gdy poznawałem światek IT fascynowało mnie prawie wszystko co z komputerami było związane. Z racji swoich umiejętności, więcej uwagi mogłem skupić na softwarze niż na wszelkiej maści sprzecie (niestety, elektroniki nie uczą w podstawówkach...).
Tak więc bawiłem się, dniami i nocami: grzebałem, próbowałem programować i ogólnie rzecz biorąc dopieszczać mój komputer.
Ale. Wtedy miałem nieporównywalnie więcej czasu niż teraz... :( Teraz gonią mnie terminy, lista TODO i URGENT-TODO wydłuża się zamiast skracać, a przecież życie rodzinne i prywatne też musi odbywać się z moim udziałem. Innymi słowy: nie mam czasu na grzebanie. A raczej, nie mam już tyle czasu, ile kiedyś na grzebanie.
To prawda, jeśli coś mnie zafascynuje (co ostatnio zdarza się rzadko) to ciągle potrafie zarwać nockę i oddać się bez kresu danej komputerowej operacji, bez względu na koszta, z wykorzstaniem calej wiedzy Google ;-) Jednak w szarym, codziennym życiu informatyka, który widział już wiele, czas i wszelkiej maści ułatwienia zaczynają grać niemałą rolę.
Dlatego właśnie Windows nie jest zły. Zakładając że mnie na niego stać, że nie insteresują mnie pryszczerskie przesłanki i cały OpenSource'owy klimat -- wybieram Windowsa -- i co dostaję?
Komplementarny produkt: Po trwającej ok 30 min. instalacji mam cały sprzęt działający. Czasem trzeba doistalować sterowniki do jakiegoś egzotycznego faxmodemu, czy grafiki -- tu, żeby być up2date. Ale ogólnie, wszystko jest pod ręką, a ew. problemy łatwo wygooglać. Podobnie ze wsparciem prodcentów sprzętu.
W Linuksie jak jest, każdy wie. Patrząc okiem pani Hani z kadr, nie do przejścia. Patrząc moim okiem, Gentoo na starym blaszaku poprawnie skonfigurowało i powykrywało cały sprzęt. Jedna kompilacja jądra, sterowniki do karty graficznej i cały hardware odriverowany, sprzęt gotowy do użytku, a co najważniejsze -- wiem co siedzi w systemie (bo sam od podstaw go składam).
Na Windows wręcz odwrotnie. Do tej pory pojęcia nie mam co znaczy ponad połowa działających w tle i pożerających zasoby usług (i czy w ogóle będą mi potrzebne... ale nie chcę tracić czasu na zabawy z przeklepywaniem wszystkiego do Wielkiego G). Po zainstaowaniu Windowsa wywaliłem grubo ponad 2GiB niepotrzebnych śmieci, wyłączyłem usługę ochrony plików systemowych (kto, k#rwa wymyślił, żeby wygaszacz ekranu uznawać za krytyczny plik systemowy i przywracać po usunięciu!?)
Suma sumarum: W Linuksie, każda kolejna zmiana w oprogramowaniu (np. konfiguracja takiego VPN-a, czy instalacja WiFi), to grzebanie po dokumentacji i jakże cenna zdobywana przy tym wiedza i jakże jeszcze cenniejszy tracony (?) na tym czas.
W Windows, to koleny kreator dla pani Hani z kadr, kilka k#rw rzuconych na debili od nienazywania VPN VPN-em tylko połączeniem z pracą, ale niemal natychmiastowy i bezproblemowy efekt (zwłaszcza po wpisaniu ,,VPN'' w Systemie Pomocy Windows).
Tak, oczywiście, że moge wpisać ,,VPN +Linux'' w systemie pomocy Linuksa (czyt. Google Groups) ale wtedy jestem narażony na a) niekompatybilność dystrybucji (niuanse pozostają) b) przeklepanie kilku linijek kodu, żeby coś osiągnąć. Pamiętacie? Żeby uruchomić A musisz wykonać: abc -de | efghij -klm | nop -r -s -k. Pamiętaj, że aby A działało, potrzebne jest Ci także B, C i D, a na niektórych wersjach biblioteki E również F, G i H. Dla pewności zainstaluj też I i J. (Kto się z czymś takim nie spotkał, ręka w górę :P)
VPN to czysto teoretyczny przykład. A teraz, jaki związek, powyższe akapity, mają z moją autobiografią i Operą?
Przeszło pięć lat korzystałem z Mozilli. Nie dałem się nabrać na marketingowego Firefoksa :P
Korzystałem z Mozilli i dopieszczałem ją pod siebie. Rozszerzenia, skórki itepe. Miałem czas, mogłem szukać, instalować, dziwić się i znajdować przyczyny dla którego coś z czymś się gryzie.(BTW, zrobili już jakiś plugin manager? Taki co pobiera nowe wersje, pozwala przeglądać wszystkie pluginy z opisami, jakie kiedykolwiek powstały dla danej wersji Mozilli?)
Opera jest jedna, dodatków do niej nie uświadczysz zbyt wielu, a większośc naprawdę przydatnych funkcji potrzebnych i ułatwiających codzienne surfowanie jest zaimplementowanych w standardzie. Raz przebrniesz przez ,,konfiguracje'' w Opcjach i masz spokój (Przeportowałem starą Operkę na WinXP, wystarczyło zmienić kilka linii w konfigu i godziny spędzone nad konfiguracją oszczędziłem :).
Oczywiście, nie pozbyłem się od razu natury komputerowego grzebacza, straciłem mase czasu na szukaniu przycisków i czytaniu manuali dot. konfiguracji kilku rzeczy w Operze. (Współ)stworzyłem nawet imitacje Google Toolbar dla Opery (Page Rank), działający tak jak w Mozilli). Więc porównanie z ilością poświęcanego czasu nie bardzo mi wychodzi, jeśli chodzi o te przeglądarki. Mam natomiast pewność, że nowa wersja nie popsuje mi starych funkcji, nie spowoduje konfliktu w rozszerzeniach -- nie będę musiał czekać na ich update -- zwłaszcza, że jestem do nich tak przyzwyczajony, że wykorzystuje je codziennie.
Podobnie z OS-ami. Gentoo mogę zarządzać jak mi się podoba. Wcale nie musze tracić czasu i mocy procesora na kompilację, mogę istalować z paczek. Czasem jednak, kiedy czas gra kluczową rolę, o d#pę potłuc Gentoo -- bo nie zawsze znajdzie się prekompilowaną dla własnej konfiguracji paczkę (ach ta wydajność). Dlatego np. na maszynach serwerowych łatwiej znaleźć inne systemy pingwiniastej maści...
To takie moje przemyślenia. Firefoksiarze, jeśli jeszcze nie powstało coś takiego, jak manager pluginów pozwalający na przeglądanie WRAZ Z OPISAMI WSZYSTKICH dostępnych dla danej wersji wtyczek i jednoklikowe ich istalowanie, oraz potem, automatyczny update -- zróbcie to. IMHO Firefox dużo na tym zyska. Przynajmniej mnie czegoś takiego brakuje... Innym, da to złudzenie, że Firefox ma wszystko w zasięgu jednego kliknięcia. Chce lepiej zarządzać tabami, instaluje odpowiednie rozszerzenie jednym klikiem, zawsze wiem gdzie szukać update'ów i gdzie w ogóle szukać pluginów. Koniec z ^G: ,,coś dla firefoksa, co pozwoli mi zmieniać kolejność tabów''.
Taki plugin zrobi z Firefoksa/Mozilli Gentoo wśród przeglądarek, bo emerge super jest i basta.
Wolna myśl: Czyżbyśmy Operze i Microsoftowi płacili za zaoszczędzony czas?
Na Linuksa jeszcze ponarzekam: Czeka mnie instaowanie Gentoo na laptopie :)
|