Środa, 16 listopada 2005 :: 18:56:11
Szkocja, kraina cudów
To już drugi miesiąc, który spędzam w tym niesamowitym kraju, a nie wiadomo ile jeszcze przede mną... ,,Kraju'', bo Szkoci lubią myśleć o sobie jak o odrębnym państewku, jednak niezdrowego patriotyzmu czy nacjonalistycznej homofobii w tym brak. Powiem więcej, nigdy nie miałem do czynienia z bardziej przyjaznymi ludźmi. Idąc ulicą, nieznajomy potrafi się uśmiechnąć się do i przyjacielsko pozdrowić albo pomachać. Jeszcze bardziej uprzejmi i pomocni są, kiedy okaże się, żeś obcokrajowiec. Bajka.
Zaaklimatyzowałem się już w tym miejscu, gdzie tylko Coca-Cola i Nutella smakują tak samo, a normalnego chleba (czyt. nietostowego) nie uświadczysz... W miejscu gdzie frytki w przyulicznych sklepach podaje się owinięte w szary papier, z majonezem i oczywiście zroszone octem. Ocet zresztą Szkoci potrafią dodawać do wszystkiego – warto uważnie studiować składniki produktów. Warto również, w supermarketach, stawiać za swoimi zakupami ten plastykowy dzyndzel z napisem “NEXT CLIENT STARTS HERE” -- inaczej większość Szkotów nie zacznie ustawiać swoich zakupów na tym przykasowym pasie transmisyjnym, choćbyś Ty miał jeden jogurt, a reszta mechanicznej lady była wolna... Tą dziwotę rekompensuje jednak możliwość płacenia kartą płatniczą za produkty o każdej wartości. Nie jak w złodziejskich sklepach w Polsce, gdzie aby zapłacić kartą, rachunek przeważnie musi opiewać na sumę większą od 10PLN.
Ostatnio odkryłem również sposób na bankomat w Szkocji. Zamiast wypłacać z maszyny papierkowe funciaki, które czasem są konieczne, (koleje ScotRail nie akceptują inteligowej Visy Electron) kupuje się w sklepach... prosząc, żeby skasowali z karty za produkt więcej i wydali różnicę :-) tzw. CashBack, obsługiwany przez większość supermarketów. Kartą Inteligo płacę w sklepach bez prowizji. Korzystając z tej samej karty w ATM-ie (bankomacie) musiałbym pożegnać się z 8% transakcji.
Dla Polaka chyba jednak najdziwniejsza jest armatura łazienno-kuchenna. Umysłem swoim nie pojmuję, jak dwa krany z których jeden uwalnia wrzątek a drugi lodowatą wodę, mogą być użyteczne. Horror. Na szczęście prysznic ma jedno ujście – bo nie wyobrażam sobie skakania z spod jednego do drugiego strumienia, gdzie różnica temperatur jest na poziomie 80'C.
Inną ciekawostką, która naprawdę w Szkocji została wynaleziona i na którą napotyka się na każdym, powtarzam każdym kroku, jest alarm przeciwpożarowy. U siebie w mieszkaniu mam ich 5. Tylko kibelek się uchował. (Że niby nie można się samozapalić siedząc na klopie? :).
Oprócz wystających z sufitu czujników dymu uruchamiających potwornie nieznośny alarm, co 10m. na każdej ścianie nośnej znajduje się przycisk przeciwpożarowy. Śmieszne to tym bardziej, że nie widziałem innego państwa tak przerażonego wizją palących się we własnych domach obywateli, w którym praktycznie non stop leje deszcz...
Co ciekawe, przy wejściu do niektórych blocks of flats czy większych kamieniczek można spotkać specjalne tablice: numery pokojów, a pod nimi strzałka wskazująca na jedną z dwóch możliwości: IN albo OUT. Obowiązkiem lokatora jest przestawić strzałkę na OUT kiedy wychodzi i na IN kiedy wraca. Dlaczego? Fire procedure. Wiedzą czy pozwolić się spalić Twojemu mieszkaniu czy rozwalić w nim drzwi i Cię szukać... Zresztą, wolę już takie tablice od plakatów wszędobylskiego Boba Budowniczego...
W następnej części opowiastek ze Szkocji, poruszymy motoryzację ;-)
• Następny post:
Google World Domination Project
• Poprzedni post:
IBM i Microsoft na moim biurku
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.