Piotr Konieczny

konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik,
hobbystycznie fuksiarz i gadżeciarz
szkot, prawie spadochroniarz...
nienawidzi zielonego.


« wszystkie wpisy |

Sobota, 26 listopada 2005 :: 19:22:58

Szkocja, kraina dziwów...

Jak obiecałem, w poprzedniej części fotoreportażu, teraz zajmiemy się motoryzacją... Dlaczego motoryzacją? Bo to chyba pierwsza rzecz, która wydaje się "nie tak" po przybyciu do Szkocji -- Oni jeżdżą po drugiej stronie!

Do tej pory, za każdym razem kiedy przechodzę przez ulicę, nie wiem w którą stronę najpierw spojrzeć. Ciekawe ile turystów ginie z tego powodu w skali roku? To samo wchodząc po schodach albo przechadzając się między sklepowymi półkami: obowiązuje ruch lewostronny. Po prostu czuje się na sobie te karcące spojrzenia zdające się mówić: another bloody international buddy! kiedy tylko, oddając się chwili zapomnienia, zaczynamy podążać ,,pod prąd''.

Nieustannie przeraża mnie widok niemowlaków kierujących samochodami - oczywiście po chwili orientuje się, że tak naprawdę nie patrzę na miejsce kierowcy, ale pasażera... Wymyśliłem nawet zagadkę typu Mensa dotykającą tego problemu, ale o tym innym razem.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Szkockie samochody mają... dwukolorowe tablice rejestracyjne. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież w Polsce też mamy biało-niebieskie, ale oni mają przednią tablicę kompletnie innego koloru niż tylną!

W dodatku obowiązkowa (ustawowo) jest tylko jedna, tylna. Na pytanie, dlaczego więc zakładają i przednią, odpowiadają: Because every bloody car producent just has to leave this ugly place for a plate in front of the car!

Tak więc tylna, żółta, jest tego koloru z czysto logiczno-egoistycznych pobudek: żeby światła naszego samochodu odbite w czyjejś tylnej rejestracji, nas nie oślepiały. Szkoci lubią siedzieć na ogonie ;-) Przednia, dla odmiany jest biała, w sensie normalna. BTW, mimo szczerych chęci nie spotkałem jeszcze samochodu bez przedniej, nieobowiązkowej rejestracji. Spotkałem za to samochody z ciekawymi nalepkami...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zwyczaje wśród kierowców również są interesujące, ale tylko w Highlands, czyli na dzikiej północy Szkocji. Tereny tam nadają się raczej pod wspinaczkę czy rowerową eskapadę -- drogi wąskie do tego stopnia, że na asfalcie czasem z trudem mieści się jeden samochód. Pojawia się więc oczywisty problem wymijania auta jadącego z naprzeciwka.

W tym celu, pomysłowi Szkoci stworzyli zatoczki, tzw. meeting-points. Są to poszerzone co jakiś czas pobocza wielkości miejsca parkingowego. Znajdują się w odstępach co kilkaset metrów (a często co kilka kilometrów) ponieważ ruch na północy jest niewielki. Kiedy widzi się nadjeżdżający z przeciwka samochód, zjeżdża się do najbliższej zatoczki, pozdrawiając przejeżdżającego w przeciwnym kierunku kierowce.

Jednak naprawdę ciekawe i emocjonujące sytuacje następują przy zakrętach i wzniesieniach, kiedy wyjeżdża się z kimś na czołowe... :-) Wtedy pozostaje rzucać monetą i albo docisnąć gaz albo wrzucić wsteczny cofając do najbliższego meeting-point by ustąpić miejsca :)

Również w miastach nie brak paradoksów ruchu drogowego. Dla przykładu, większość skrzyżowań z sygnalizacją świetlną jakie widziałem działa w trybie trójstopniowym, a nie dwustopniowym jak w Polsce.

Wyobraźmy sobie skrzyżowanie w kształcie +. W Polsce światła ustawione są dla samochodów i pieszych w ten sposób, że naprzemiennie następuje ruch poziomo i pionowo (according to +), zarówno pieszych jak i samochodów.

W Szkocji natomiast, najpierw pojawia się zielone dla samochodów poziomo, potem zielone dla samochodów pionowo ...a na końcu zielone dla pieszych w każdym kierunku :) Dlatego, jeśli chcemy przejść na przeciwległy kraniec skrzyżowania, najlepiej/najszybciej zrobić to przemierzając je ,,po diagonalnej'', inaczej, będziemy stać dwa razy dłużej :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A gdy przyjdzie Ci ochota na spotkanie Polaka w Szkocji, wsiądź do autobusu!. Kierowcami notorycznie są nasi rodacy. Do tej pory, nie wiedziałem dlaczego bus drivers tak rzadko potrafią wskazać przystanek, na którym trzeba wysiąść, żeby dojść do $PLACE, ale po wdaniu się w rozmowę, często zdradza ich polski akcent ...albo po prostu polski język (ach to pomaganie sobie polskim popularnym k-słowem: You should turn left into... yyy jak to się k. nazywa yyy I don't know, really).

Dlatego ciekawym experience jest kupować bilet w ten sposób:A day ticket poproszę. Polak wywali oczy, a Szkot nie zareaguje myśląc, yet another drunk prick today :-)

Ach, w Szkocji wsiada i wysiada się tylko przednimi drzwiami przy kierowcy. Na przystanku ustawia się kolejka do autobusu a wsiadający mają obowiązek pokazać bilet miesięczny, dzienny, etc, albo zakupić takowy u kierowcy za ODLICZONĄ gotówkę. Dasz za mało, nie pojedziesz, dasz za dużo, nie dostaniesz reszty.

Bilety są drukowane na miejscu i wyglądają jak paragony fiskalne. Autobusy zresztą przypominają półautobusy/busy, za to można w nich za darmo poczytać gazetę (wziąć ze sterty leżącej przy wejściu).

Fiat Punto II jest tu bardzo popularny. Tylko kierownice ma w ,,złym'' miejscu ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

PS: Zastanawialiście się kiedyś jak ciężko musi się im grać w te wszystkie prawostronne gry komputerowe?

BTW, Specjalnie nie napisałem, skąd pochodzi ruch lewostronny w Wielkiej Brytanii. Zgadujcie -- chwalcie się wiedzą w komentarzach! Może uda się zebrać kilka ciekawych historii, bo do tej pory tylko jedna osoba znała genezę tego zjawiska pokrywającą się z moimi informacjami na ten temat :-)

W następnym odcinku pooglądamy piękne widoczki i dowiemy się gdzie zrobiono zdjęcie na standardową tapetę dla Windows XP -- przede mną weekendowa podróż do Loch Ness. ;-)

• Następny post: Zostań adminem!
• Poprzedni post: Instant Messaging to nie tylko Gadu-Gadu!

 

Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.

 

« reszta wpisów | • trackback | ‡ torturuj posta!

Komentarze:

1. Paweł Ciupak Sobota, 26 listopada 2005, 19:31:19
 

Skąd ruch lewostronny?

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ruch_lewostronny
http://www.datapolis.pl/grzes/stron.htm

 
2. sznik Sobota, 26 listopada 2005, 19:31:40
 

Fajnie czyta się Twoje relacje... Dodaję do śledziowatych śledzionych. :D ;)

 
3. Piotr Konieczny Sobota, 26 listopada 2005, 19:54:04
 

Pawle: Ja od Szkotow slyszalem wlasnie ta wersje (drugi link):

Lewostronność ruchu jest pierwotna i naturalna. Wynika ona z tego, że większość ludzi jest praworęczna i ludzie nosili szable przy lewym boku. To powodowało, że woleli mijać się prawym bokiem (czy to pieszo, czy konno), czyli ruchem lewostronnym, by obijanie się szabli nie wywoływało niepotrzebnych scysji. Czyli lewostronność była bezpieczniejsza. Dodatkowo ludzie witają się prawą ręką, a więc wygodniej jest mijać się prawą stroną, bo łatwiej jest się wtedy przywitać.

sznik: tnx.

 
4. wb Sobota, 26 listopada 2005, 20:02:17
 

To ja o autobusach w Danii: Tutaj wsiada się tylko z przodu, i, podobnie jak w Szkocji, pokazuje się/kasuje/kupuje bilet. Reszta jest wydawana.
Co mnie bardzo zdziwiło (i stworzyło okazję do spaceru), przednimi drzwiami nie można wysiąść. Wg. mnie pomysł z kontrolą biletów przez kierowcę i organizacją wsiadania/wysiadania jest bardzo udany -- dzięki temu jest porządek (nie ma dylematu czy to wychodzący ma pierwszeństwo czy może jednak nie, tak często spotykanego w Polsce) a i firma transportowa ma pewność, że wszyscy kupują bilety. Warto także pamiętać, że należy sygnalizować chęć opuszczenia autobusu. Nie ma podziału na przystanki stałe i ,,na żądanie''.

PS. Trackback by się przydał ;-)

 
5. Piotr Konieczny Sobota, 26 listopada 2005, 20:05:22
 

wb: kurde, co Wy z tym trackbackiem? :-)

Po co to i na co to? Ja nawet po przeczytaniu informacji znalezionych w google na temat tego trackbacku nie widze dla niego sensu.

Ostatnio, co prawda Riddle nauczyl mnie, ze po pisaniu o kims, nalezy temu komus wrzucic link w komentarzach... ;-)

 
6. wb Sobota, 26 listopada 2005, 20:13:51
 

I właśnie trackback by wrzucał takie linki automatycznie, możliwe, że z krótkim cytatem notki w której wymieniłem link do Ciebie.
,,Po co się męczyć, trackback Cię wyręczy'' :-)

 
7. Piotr Konieczny Sobota, 26 listopada 2005, 20:17:28
 

No dobra, ale w takim razie skad ten trackback wie, gdzie, komu i jak ma wrzucic link na strone, jesli w swojej notce pisze o milionach rzeczy i daje miliony URLs? :-)

/me, ktory zawsze staroswiecko sprawdza kto do niego linkuje po refererach ;-)

 
8. wb Sobota, 26 listopada 2005, 20:25:04
 

Bo mądry chłopak jest ;-)
W WordPress, na przykład, zaznacza się opcję, czy system ma próbować wysyłać trackback do wymienionych w notce linków, czy nie. Gdy zaznaczysz to pewnie próbuje na siłę wszystkie po koleji. Podejrzewam, że _gdzieś_ można też podać listę URLi, o których wiemy, że przyjmują trackback.

 
9. wassago Sobota, 26 listopada 2005, 20:32:54
 

Fajny tekst, wszystko mógłbym podczepić pod realia Anglii.

Po łebkach przeglądnąłem wpisy dot uk - nie wspomniałeś jeszcze o akcencie brytyjskim. Ciekaw jestem jak Ci się (nie)podoba.

 
10. piko Sobota, 26 listopada 2005, 20:36:26
 

wassago: Brytyjski!? God bless Queen i Anglikow z ich akcentem! Ty chyba nigdy Szkockiego nie slyszales... :-)

Mialem przynajmniej dwutygodniwy okres przestawienia sie na ten ,,dziwny niemiecki, ktory wyglada na angielski'' - tak mozna okreslic szkocki akcent.

Ale teraz, mykam juz jak native, poprawnie zaciagajac, sepleniac i warczac (ach to szkockie rrr) kiedy trzeba ;-)

PS: Oni mowia jak karabiny maszynowe jesli chodzi o szybkosc i jak ludzie z kluskami w gebie jesli chodzi o wyrazistosc... ;-)

 
11. wassago Sobota, 26 listopada 2005, 20:43:34
 

Do prawdy dziwie się. Nie mogę słuchać brytyjskiego akcentu - skręca mnie. Zobaczymy, może zacznę lubić gdy wpadnę do szkocji ;-) Osobiście od kiedy jestem w Anglii staram się mówić amerykańskim akcentem, co ma swoje zalety (gdy brytole słyszą taki akcent to nagle zaczynają mówić ładnie i wyraźnie ;-)). Niestety długi pobyt robi swoje i mimo to że staram się nie akcentować po b. to zawsze w sklepie zAciągNĘ jAK nAtywNY ;-) Anyway, good times.

 
12. wassago Sobota, 26 listopada 2005, 20:49:57
 

Acha i jeszcze jedno (moje ostatnie zdobycze:-)):

http://img345.imageshack.us/my.php?image=dsc010910wt.jpg
http://img345.imageshack.us/my.php?image=dsc010901xa.jpg

 
13. piko Sobota, 26 listopada 2005, 21:15:47
 

wassago: Ja tez mam amerykanski akcent i to glownie nim sie posluguje. Co tu sie dziwic, cale zycie uczylem sie amerykanskiego, a nie angielskiego. Ach ten Hollywood.

Tym niemniej, Szkocki akcent ma swoj urok i czesto ze znajomymi staramy sie go uzywac, ale chyba tylko po to, zeby sie pogimnastykowac... ;-) Jak tylko dojde do komunikatywnego sposobu poslugiwania sie tym belkotem, na pewno bede sie staral na niego przejsc, bo to zawsze milo tubylcom uslyszec, ze ktos poczynil wysilek by sie z nimi skomunikowac... :-)

 
14. rzyjontko Sobota, 26 listopada 2005, 23:09:08
 

Biało-żółte tablice rejestracyjne widziałem też w Holandii i Francji.

W Saarbrücken również okazuje się bilet kierowcy autobusu, ale nie zawsze. Na campusie, w godzinach szczytu kierowca nie byłby w stanie wymusić na wszystkich wsiadających, żeby się przecisnęli koło jego stanowiska, nie wspominając już nawet o tym, ile by to trwało. I w dużych polskich miastach w sposób naturalny się tego patentu nie stosuje.

 
15. wassago Sobota, 26 listopada 2005, 23:10:23
 

W UK nie ma bata, trzeba pokazać bus-pass kierowcy, nawet jeżeli miałoby to trwać długo.

 
16. Riddle Niedziela, 27 listopada 2005, 02:44:50
 

Piko: Bloody buddy / car? Od czego to?

I fajna relacja. :)

 
17. piko Niedziela, 27 listopada 2005, 13:30:17
 

Riddle, bloody to cos na wzor naszego przeklety/cholerny. Chyba ulubiony 'przecinek' Brytyjczykow (poza szkockim 'cheers' ;-)

Z kolei w regionie w ktorym przebywam, wszystkich okresla sie po przyjacielsku mianem buddies. (Choc slyszalem, ze w innych czesciach Szkocji, zostac nazwantm 'buddy' to nic przyjemnego ;-)

 
18. Płaszczak Poniedziałek, 28 listopada 2005, 12:28:05
 

Czekam(y?) z nicierpliwością na dalszą część serii.

 
19. malina Niedziela, 25 listopada 2007, 01:25:12
 

zgadza sie z tego co wiem na samym poczatku jezdzono konno a wiec w lewej rece trzymano lejce a mijajac kogos bylo latwiej sie witac z prawej strony dopiero pozniej napoleon wprowadzil ruch lewo stronny ze wzgledu na bron ktora byla zazwyczaj trzymana w prawej dloni. heh

 

Dodaj komentarz:

Wyślij pustą wiadomość, aby śledzić komentarze przez bota.
Komentarze są własnością osób komentujących.
Właściciel bloga nie ponosi za nie odpowiedzialności.
Komentarze nie na temat będą usuwane.

Ofiara

Jeśli powyższy wpis przydał Ci się w jakiś sposób,

autorowi :-)

Czytelnicy:

« wszystkie wpisy