Wtorek, 24 stycznia 2006 :: 17:17:05
Czy komórka powoduje katastrofy lotnicze?
Kilka dni temu, w komentarzach do artykułu Google ma chrapkę na lotniska Czytelnik zapytał mnie, jak to naprawdę jest z tymi komórkami. Dlaczego linie lotnicze nie pozwalają nam ich używać, trąbiąc o zakazie włączania komórki na pokładzie praktycznie przy każdej z możliwych okazji…
Na krakowskich Balicach jeszcze w poczekalni słychać prośby o wyłączenia telefonów komórkowych. Na pokładzie natomiast, zaraz po zajęciu miejsca, kiedy stewardessa rozpoczyna swoje machanie rękami (czyt. obrazowanie dróg ewakuacji) komunikat dot. zakazu korzystania i bezapelacyjnego wyłączenia telefonu komórkowego pojawia się co najmniej dwa razy, rozpoczynając i kończąc przedstawienie załogi samolotu.
Na dokładkę, przy kołowaniu, o tym by wyłączyć telefon komórkowy przypomni sam pilot!. I znów, jakby przez przypadek, zdarzy mu się o tym wspomnieć w połowie lotu, między statystyką: jak wysoko i jak szybko tniemy chmurki...
Wreszcie, zaraz po wylądowaniu, final warning: You are still not allowed to use any of electronic devices. Paranoja?
Zastanówmy się... Od dawna wiadomo, że nie wszyscy ludzie są bystrzy, wystarczająco bystrzy. Na liczbę pasażerów przewożonych (przelatywanych? :) samolotami na pewno zdarzy się niejedna sierotka, która i tak, pomimo tysiąca zakazów nie wyłączy/zapomni wyłączyć swój telefon. Co wtedy!? Are we all going to die!?
Prostym wyjściem byłoby zbieranie/depozyt telefonów komórkowych pasażerów przed wejściem na pokład i ich "komisyjne" wyłączanie. Wtedy załoga samolotu byłaby pewna, że nikt nie naruszy bezpieczeństwa lotu przypadkowo niewyłączną komórką… Ale tak nie jest? Dlaczego?
Dlatego, że komórka nie ma wpływu na "delikatną aparaturę samolotu". Jedyne co może się pojawić, to interferencja w słuchawkach/głośnikach spowodowana falami magnetycznymi. Teoretycznie, komórka potrafi odchylić igłę magnesu -- ale przecież pasażerowie nie są w stanie umieścić swojego włączonego telefonu komórkowego w kabinie pilota, zaraz przy aparaturze pomiarowej -- a sam pilot, chłop cokolwiek bystry, na pewno wyłączył swój telefon. Prawda?
Powody, dla których liniom lotniczym tak bardzo zależy na tym, aby komunikat o wyłączeniu komórki do nas dotarł są raczej prozaiczne:
- Niech pasażerowie myślą, że się o nich troszczymy. Uspokoją się.
Wiele osób boi się latać. Słysząc komunikaty bezpieczeństwa mają wrażenie, że załodze naprawdę zależy na bezpieczeństwie i że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Ot, psychologia. Prośba o włączenie komórki uspokaja i pokazuje bądź co bądź troskę i profesjonalizm załogi.
- Niech pasażerowie płacą za wykonywanie połączeń telefonicznych – ale nam, a nie swoim sieciom komórkowym. *EG*
Kto korzystał z telefonu pokładowego, na kartę kredytową, ten doskonale wie jak cholernie szybko pożera gotówkę... Wredne to, ale business is business.
I wreszcie, ostatnio miałem przyjemność lecieć liniami Ryanair. Ci to dopiero… kuchenkę mikrofalową mieli! A postawcie Access Pointa (WiFi) obok kuchenki mikrofalowej to zobaczycie o co mi chodzi. A potem postawcie AP obok telefonu komórkowego.
Dodam jeszcze, że ta kuchenka mikrofalowa umieszczona była zaraz przy kabinie pilotów, na jej tylnich drzwiach niemalże, a co najmniej 1/4 z pasażerów zamówiła hot-dogi :-) I nie spadliśmy. Hurra!
ON BOARD WARNING: Jeśli masz pokusę, by nie wyłączyć telefonu komórkowego następnym razem, kiedy siądziesz w fotelu lotniczym, to pomyśl dwa razy... Ile zawałów może wywołać dźwięk przychodzącego SMS-a wśród siedzących obok Ciebie pasażerów?
Przy okazji szukania informacji do tego wpisu, ^G podunęło mi bardzo ciekawy, mimo że dwuletni już artykuł...
• Następny post:
Gadu-Gadu zabija (spam)boty?
• Poprzedni post:
Polska blogosfera ożywa...
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.