Piotr Konieczny

konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik,
hobbystycznie fuksiarz i gadżeciarz
szkot, prawie spadochroniarz...
nienawidzi zielonego.


« wszystkie wpisy |

Wtorek, 24 stycznia 2006 :: 17:17:05
IT

Czy komórka powoduje katastrofy lotnicze?

Kilka dni temu, w komentarzach do artykułu Google ma chrapkę na lotniska Czytelnik zapytał mnie, jak to naprawdę jest z tymi komórkami. Dlaczego linie lotnicze nie pozwalają nam ich używać, trąbiąc o zakazie włączania komórki na pokładzie praktycznie przy każdej z możliwych okazji…

Na krakowskich Balicach jeszcze w poczekalni słychać prośby o wyłączenia telefonów komórkowych. Na pokładzie natomiast, zaraz po zajęciu miejsca, kiedy stewardessa rozpoczyna swoje machanie rękami (czyt. obrazowanie dróg ewakuacji) komunikat dot. zakazu korzystania i bezapelacyjnego wyłączenia telefonu komórkowego pojawia się co najmniej dwa razy, rozpoczynając i kończąc przedstawienie załogi samolotu.

Na dokładkę, przy kołowaniu, o tym by wyłączyć telefon komórkowy przypomni sam pilot!. I znów, jakby przez przypadek, zdarzy mu się o tym wspomnieć w połowie lotu, między statystyką: jak wysoko i jak szybko tniemy chmurki...

Wreszcie, zaraz po wylądowaniu, final warning: You are still not allowed to use any of electronic devices. Paranoja?

Zastanówmy się... Od dawna wiadomo, że nie wszyscy ludzie są bystrzy, wystarczająco bystrzy. Na liczbę pasażerów przewożonych (przelatywanych? :) samolotami na pewno zdarzy się niejedna sierotka, która i tak, pomimo tysiąca zakazów nie wyłączy/zapomni wyłączyć swój telefon. Co wtedy!? Are we all going to die!?

Prostym wyjściem byłoby zbieranie/depozyt telefonów komórkowych pasażerów przed wejściem na pokład i ich "komisyjne" wyłączanie. Wtedy załoga samolotu byłaby pewna, że nikt nie naruszy bezpieczeństwa lotu przypadkowo niewyłączną komórką… Ale tak nie jest? Dlaczego?

Dlatego, że komórka nie ma wpływu na "delikatną aparaturę samolotu". Jedyne co może się pojawić, to interferencja w słuchawkach/głośnikach spowodowana falami magnetycznymi. Teoretycznie, komórka potrafi odchylić igłę magnesu -- ale przecież pasażerowie nie są w stanie umieścić swojego włączonego telefonu komórkowego w kabinie pilota, zaraz przy aparaturze pomiarowej -- a sam pilot, chłop cokolwiek bystry, na pewno wyłączył swój telefon. Prawda?

Powody, dla których liniom lotniczym tak bardzo zależy na tym, aby komunikat o wyłączeniu komórki do nas dotarł są raczej prozaiczne:

  • Niech pasażerowie myślą, że się o nich troszczymy. Uspokoją się.

    Wiele osób boi się latać. Słysząc komunikaty bezpieczeństwa mają wrażenie, że załodze naprawdę zależy na bezpieczeństwie i że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Ot, psychologia. Prośba o włączenie komórki uspokaja i pokazuje bądź co bądź troskę i profesjonalizm załogi.

  • Niech pasażerowie płacą za wykonywanie połączeń telefonicznych – ale nam, a nie swoim sieciom komórkowym. *EG*

    Kto korzystał z telefonu pokładowego, na kartę kredytową, ten doskonale wie jak cholernie szybko pożera gotówkę... Wredne to, ale business is business.

I wreszcie, ostatnio miałem przyjemność lecieć liniami Ryanair. Ci to dopiero… kuchenkę mikrofalową mieli! A postawcie Access Pointa (WiFi) obok kuchenki mikrofalowej to zobaczycie o co mi chodzi. A potem postawcie AP obok telefonu komórkowego. Dodam jeszcze, że ta kuchenka mikrofalowa umieszczona była zaraz przy kabinie pilotów, na jej tylnich drzwiach niemalże, a co najmniej 1/4 z pasażerów zamówiła hot-dogi :-) I nie spadliśmy. Hurra!


ON BOARD WARNING: Jeśli masz pokusę, by nie wyłączyć telefonu komórkowego następnym razem, kiedy siądziesz w fotelu lotniczym, to pomyśl dwa razy... Ile zawałów może wywołać dźwięk przychodzącego SMS-a wśród siedzących obok Ciebie pasażerów?

Przy okazji szukania informacji do tego wpisu, ^G podunęło mi bardzo ciekawy, mimo że dwuletni już artykuł...

• Następny post: Gadu-Gadu zabija (spam)boty?
• Poprzedni post: Polska blogosfera ożywa...

 

Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.

 

« reszta wpisów | • trackback | ‡ torturuj posta!

Komentarze:

1. Tarnum Wtorek, 24 stycznia 2006, 17:28:56
 

Taka nieścisłość: podczas lotu masz bardzo małe szanse żeby posiadać zasięg, więc komórka i tak jest prawie bezużyteczna :F

 
2. Piotr Konieczny Wtorek, 24 stycznia 2006, 17:31:57
 

Kolejny absurd na poparcie tezy. Z drugiej strony ciekawe, ile czasu po i przed lądowaniem łapie się zasięg. Do tej pory wiernie trzymałem się zakazów i wyłączałem swój telefon.

Telefon na pokładzie, liniowy, to zapewne satelitarne cacko.

 
3. Jajcus Wtorek, 24 stycznia 2006, 17:39:20
 

Problem nie jest nie tyle w zasięgu, ale głównie w prędkości. Telefon komórkowy, aby działać, musi z nadawaniem trafiać w należną mu szczelinę czasową. Prędkość rozchodzenia się fal radiowych jest ograniczona, więc telefon musi znać przybliżoną odległość od BTSa. Jeśli telefon porusza się zbyt szybko względem BTSa, to nie będzie w stanie trafić we właściwą szczeliną czasową i nie będzie działał i/lub zakłóci działanie innych telefonów.

 
4. ike Wtorek, 24 stycznia 2006, 18:47:49
 

Hm. WiFi? Lufthansa proponuje dostęp do internetu z pokładu swoich samolotów. Szkoda, że nie było rev'a 44d.boeing737.lufthansa.de ;-) Urządzenia elektroniczne rzeczywiscie nakazano wyłączyć na 30 minut po starcie i 30 minut przed lądowaniem... ale w trakcie - można było używać do woli...

 
5. Piotr Konieczny Wtorek, 24 stycznia 2006, 18:54:12
 

ike: Właśnie mi przypomniałeś o programie jaki widziałem, do obsługi sieci WiFi w nowych Toschibach (Windows).

Nie wiem na ile wiarygodnie, ale wyświetla pozycję komputera oraz inne komputery razem z AP na mapie, w formie radaru.

Oprócz reva i to byłoby ciekawe w na pokładzie samolotu, zwłaszcza przy lotach przecinającymi się korytarzami powietrznymi ;-)

Jajcus: Wiesz może jaka jest max. dozwolona prędkość dla komórki? (Choć i to pewnie zależy od zagęszczenia terenu BTS-ami).

 
6. mhulboj Wtorek, 24 stycznia 2006, 19:44:24
 

O ile dobrze pamietam to bylo 250km/h. Liczyc i googlac mi sie nie chce (ani do szafki po ksiazke isc)

 
7. mhulboj Wtorek, 24 stycznia 2006, 19:45:16
 

A co do samolotow to rownie pilny jest zakaz uzywania CD-playerow - tego nie rozumiem za bardzo, w przeciwienstwie do zakazu komorek - co wynika bardziej z operatorow GSM, ktorzy nie chca burdelu w swoich sieciach.

 
8. mhulboj Wtorek, 24 stycznia 2006, 19:49:00
 

Ale w sumie w samolocie moze powinny byc raczej spelnione pewne normy promieniowania elektromagnetycznego. Pomimo, iz samolot powinien byc odporny na komorki, lepiej nie kusic losu, bo wystarczy jeden egzemplarz, ktory przeslizgnal sie przez testy KE (albo go uzytkownik ztunowal) i przypadkiem moze dojsc do wplywania roznych urzadzen na siebie.

Alem komentarzy narobil..

 
9. Horny-devil Wtorek, 24 stycznia 2006, 19:58:05
 

Historia z życia. Kiedyś wracjąc z Keln do Katowic tuż po wylądowaniu, blądynie zadzwonił phon. Natychmiast odżuciła go w strone pasażera obok. On niewiele się zastanawiając zakończył żywot telefonu rozłupując go na kolanie. A nie powiem że wypasiony model jakiś był. Z tego co wiem to za nie dostosowanie się do zakazu grozi 5 tysięcy euro kary. Pragnę też zauważyć że siemensy mają wprowadzoną opcje patrz profil "samolot" myślę że nie bez powodu. Samoloty nie koniecznie muszą spadać, ale mogą zakłucać działanie pewnych urządzeń pokładowych a co do mikrofalówki to mogła być ekranowana.

 
10. Yano Wtorek, 24 stycznia 2006, 21:23:08
 

Problemem jest jeszcze jedna rzecz - będąc na wysokości 10km (i mniej więcej takiej odległości od BTS-a) nadajnik komórki pracuje z maksymalną mocą (kilka miliwatów, ale zawsze), co rzeczywiście może powodować interferencje.

Jakiś czas temu czytałem artykuł, że któreś linie lotnicze w USA, zamiast stresować pasażerów ciągłym przypominaniem o wyłączeniu komórek, miały zainstalować na pokładach własne stacje bazowe. Czemu? Bo pracujące z pełną moca telefony zakłócały pracę elektronicznych urządzeń pomiarowych… w balonach meteorologicznych pracujących na podobnych częstotliwościach (oraz chyba radioteleskopów naziemnych, ale tego akurat pewien nie jestem)! Dzięki temu komórki pracowały by z minimalną mocą a dopiero BTS przekazywałby rozmowy specjalnym kanałem (nie zakłócającym pracy innych urządzeń) do stacji naziemnych.

Warto tu wspomnieć, że telefon, który leży na biurki i nic nie robi w rzeczywistości co jakiś czas wysyła raport do stacji o swoim stanie a także pobiera informacje o pobliskich BTS-ach. Ten kto ma odblokowany monitor sieci w komórce może łatwo sprawdzić, że przez nasz aparacik przewija się całkiem pokaźna ilość danych.

 
11. Piotr Konieczny Środa, 25 stycznia 2006, 17:25:48
 

Tak sobie pokrótce rachując.

Zakładając maksymalną prędkość 250km/h, średnią odległość między BTS-ami z zachowanym 20% pokryciem komórek i przejrzystością strefy Fresnela (droga: 40km) pokonamy w mniej niż 20 min.

Tzn. że przez ten czas przy tej prędkości, telefon nie byłby w stanie wykonywać swoich funkcji, lub jak pisze Jajcus wstrzelić się w szczeline czasową?

Rozumiem, że musimy zacząć uwzględniać efekt Dopplera, ale czy to tylko i wyłącznie to powoduje zakłócenia uniemożliwiające wykonywanie połączeń (jak podejrzewam, demodulacja nawala)?

 
12. Andy Czwartek, 20 kwietnia 2006, 14:14:09
 

Tu nie chodzi o predkosc, ale o widocznosc BTS'ow. Terminale komorkowe nie sa przystosowane do widocznosci mascie/dziesiat stacji nadawczych, a tylez pojawia sie w zasiegu, kiedy samolot zwieksza pulap.

 
13. COPY Wtorek, 17 października 2006, 07:17:41
 

Hmm.
Ciekawe, szczególnie w akapicie dot. efektu Dopplera.
Efekt dopplera owszem ma wpływ na propagacje każdego rodzaju fali, ale!!!
Jego widoczne gołym okiem efekty można zaobserwować przy częstotliwościach zbliżonych do dzwięku. Im niższa częstotliwość (czyt. prędkość) fali, tym zjawisko dodawania lub pomniejszania się częstotliwości w skutek przemieszczania się jego żródła bądź odbiornika będzie miał większy wskaźnik procentowy.
Ale nie na boga przy częstotliwościach rzędu Gigaherców!!!
Przy tak wielkich częstotliwościach efekt dopplera jest pomijalny!!! Dlaczego?
To proste. Fala przy takiej częstotliwości ma takie zagęszczenie, że ruch źródła sygnału nawet z prędkością 1000 km/h jest jedynie jedną miliardową częścią procenta nośnej. Nawet najdokłądniejsze instrumenty radiowe przy wysokich częstotliwościach mają skok rzędu 1-5%. Wszystko poto, żeby bliskie sobie częstotliwości się nie nakładały. Stąd bierze się również margines tolerancji urządzeń, które nie są dostrojone idealnie. Każde z nich odbiera dość szeroki (biorąc pod uwagę częstotliwości GHz)zakres fal.
Odchylenie od skali rzędu 0.001% jest już niezauważalne.
Przynajmniej do momentu, kiedy nasz rozmówca nie musi słyszeć nas bezpośrednio ( bez pośrednictwa aparatury )efekt Dopplera niema zastosowania w komunikacji radiowej częstotliwości wyższych, a GHz sieci komórkowych są b. wysokie ( miliard drgań na sekunde!!!)

 
14. wot84 Niedziela, 18 lutego 2007, 11:19:49
 

O ile dobrze pamiętam to jeden z samolotów N. LAUDY (emerytowany kierowca F1, dotychczas ma linie lotnicze LAUDA) rozbił się podczas podchodzenia do lądowania. W oficjalnym raporcie po katastrofie stwierdzono, że przyczyną były zakłócenia elektromagnetyczne emitowane przez videokamerę jednego z pasażerów, które zakłóciły pracę systemu ILS (system automatycznego lądowania). Akurat ta kamera była wadliwa i emitowała niepożądane fale elektromagnetyczne. Myślę, że jakiś % używanych przez pasażerów urządzeń jest wadliwych w podobny do nieszczęsnej kamery sposób i stąd zakaz używania elektroniki. Co do kuchenki to z pewnością nie była to kuchenka ze sklepu AGD. Wszystko co jest montowane w samolotach jest atestowane, często wielokrotnie.

 
15. =dzidek= Poniedziałek, 28 maja 2007, 14:41:51
 

oczywiscie:)

 
16. ==browarek== Poniedziałek, 28 maja 2007, 14:44:13
 

a zresztą mam to w dupie nigdy nie latałem i raczej nie bede wole se jezdzić samochodem np stuningowanom siwiczką najnowsza wziałem na raty

 
17. Moarc/J-23 Poniedziałek, 07 kwietnia 2008, 21:25:48
 

U mnie zwykle takie ostrzeżenia wywołują właśnie poczucie zagrożenia, a nie odwrotne ;)

 
18. BDCC Poniedziałek, 27 lipca 2009, 23:50:15
 

<ENTRY_TITLE/> w title zamiast entry subject ;-)

 
19. haras.pl Wtorek, 28 lipca 2009, 00:02:41
 

a ja musze powiedziec ze jak lecialem do usa to nie mialem sie co zastanawiac w moim iphone tez jest airplane mode i z ktorego korzystalem po to zeby zaoszczedzic baterie na ebooki i muzyczke

ale jak juz podchodzilismy do ladowania to tez hardkorowo (i byl zasieg) wylaczylem zeby napisac sms ze dotarlem :}

 
20. Łukasz Wtorek, 28 lipca 2009, 18:08:49
 

Hmm po pierwsze pisanie "Słysząc komunikaty bezpieczeństwa mają wrażenie, że załodze naprawdę zależy na bezpieczeństwie" jest nie fair wobec cabin-crew, bo sugeruje, że załodze na bezpieczeństwie nie zależy i tylko udają??

Generalnie jeden telefon nie powinien zakłócić pracy urządzeń samolotu. Niestety 180-850 komórek nadających ze środka metalowej rury jaką jest kadłub samolotu, przy wysokiej mocy bo BTS lub Node B stoi daleko w dole może spowodować zakłócenia.
Wcześniej ktoś bardzo przytomnie wspomniał o wypadku z kamerą - 999 razy sprzęt jest sprawny, ale ten jeden raz interferencje mogą prowadzić do katastrofy.
A nieużywanie sprzętu elektronicznego tudzież nie słuchanie muzyki w czasie startu i lądowania wynika ze wzgl. bezpieczeństwa. Pasażer w słuchawkach może nie usłyszeć istotnych poleceń załogi.
Takie drobiazgi, ale warto ich przestrzegać, bo nie zostały wprowadzone bez sensu. Nawet wyłączanie oświetlenia przy starcie i lądowaniu służy przystosowaniu oczu do mniejszego natężenia światła, by w razie wypadku więcej widzieć w ciemnej maszynie.

 
21. Piotr Konieczny Niedziela, 16 sierpnia 2009, 22:07:12
 

Katastrofy lotnicze - jak ich uniknąć?

Zestawienie, przedstawiająca statystycznie najniebezpieczniejsze lotniska, modele samolotów, miejsca w kabinie oraz daty lotów... W skrócie, aby uniknąć katastrofy lotniczej, nie lataj Boeingiem 737, zwłaszcza w sierpniu i do USA. Zajmuj tylk[...]

 
22. Faolchumor Czwartek, 06 stycznia 2011, 13:33:40
 

http://www.economist.com/node/7884654

Piotrze, w podanym wyżej artykule jest inne wytłumaczenie - włączone telefony "intereferują" z operatorami krajów nad którymi przelatujemy. Ciężko mi to zweryfikować, bo nie raz leciałem z włączonym telefonem i nie wykrywał sieci naziemnych, chyba zbyt daleko jednak. Ale z drugiej strony wiem, że The Economist raczej nie pisze niesprawdzonych rzeczy. Artykuł polecam, wiele innych ciekawostek na temat lotów.

 

Dodaj komentarz:

Wyślij pustą wiadomość, aby śledzić komentarze przez bota.
Komentarze są własnością osób komentujących.
Właściciel bloga nie ponosi za nie odpowiedzialności.
Komentarze nie na temat będą usuwane.

Ofiara

Jeśli powyższy wpis przydał Ci się w jakiś sposób,

autorowi :-)

Czytelnicy:

« wszystkie wpisy