Czwartek, 09 lutego 2006 :: 21:40:19
Tajemnice Jeziora Loch Ness [cz. 3]
Noc w bawełnianej prezerwatywie upłynęła spokojnie. Prawie. Dałbym głowę, że za drzwiami kilka razy słyszałem najpopularniejsze polskie słowo, które zaczyna się od k... I w rzeczy samej, przy śniadaniu, w udostępnianym gościom przez schronisko kompleksie kuchennym, natknąłem się na kilku łysych rodaków. Szkoda że nie zjadł ich potwór z Loch Ness :-) Obserwacja: fajnie rozmawia się z rodakami po angielsku...
Po wrzuceniu brudnej bawełnianej prezerwatywy do wora na -- jakże by inaczej -- brudne bawełniane prezerwatywy, ruszyłem nad sławne Loch Ness...
Każdy turysta, obowiązkowo musi odbyć wycieczkę po jednym z lokalnych muzeów oferujących kompleksowe wyjaśnienie zjawiska zwanego Nessi. Każde z muzeów jest oczywiście oficjalne. I -- to już zależy od stopnia fanatyzmu właściciela -- mniej lub bardziej pełne bzdur i magicznych efektów :-)
Ponieważ zwykło się mawiać, że prawda leży pośrodku, moim zdaniem, najlepiej wybrać się do dwóch muzeów prezentujących skrajnie odmienne opinie i samemu wyciągnąć wnioski.
A jak wygląda takie przykładowe muzeum na cześć potwora z Loch Ness?
Jest nastawione ,zgodnie z międzynarodową praktyką, na zysk ;-). Wrzuć monetę.
Ale jedno trzeba przyznać. Muzea są umiejętnie zaprojektowane. Zazwyczaj są to jaskinie, przerobione na kilka sal. Każda z sal ma odpowiedni do omawianego tematu klimat i wystrój... oraz własny projektor odgrywający krótki film. Do tego dochodzi gra świateł i cieni oraz kilka ruchomych manekinów.
Wszystko oczywiście Windows powered. I dzięki temu mogłem zrobić dla Was takie zdjęcie:
Zgodnie ze standardową, szkocką praktyką, po zwiedzaniu wychodzi się na sklep -- ale ponieważ jesteśmy przy faktach i mitach dotyczących Loch Ness, na półkach miliony pluszowych potworków. Najtańszą Nessie (i najmniejszą zarazem) można ujarzmić już za 5 GBP.
Zdarzają się jednak przerośnięte Nessiątka, na które potrzeba już wypchanego portfela.
W sklepie można również nabyć dowód na to, że Szkoci, zgodnie z tradycją, nie noszą bielizny pod kiltem. Uwaga, musisz mieć 18 lat, żeby zobaczyć tą gorszącą du^Wpornografię.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Loch Ness na własne oczy, wyglądało właśnie tak:
Nawet tu mają postawione pośmiertne pomniki, czyli ławeczki z transkrypcjami, których setki można spotkać na ulicach Edinburghu (czyt. Edi'n'bra) [Ciekawostka: Glasgow czyta się jako Glass'n'go]
Wracając do tematu Loch Ness, to jest IMHO najpiękniejsze ze zdjęć, które udało mi się zrobić jezioru Ness. Niestety, i na tym nie widać potwora... za to mgła unosząca się nad taflą świetnie podkreśla tajemniczość.
OK, jeśli naprawdę bardzo, bardzo, bardzo chcecie poznać Nessie możecie potraktować ten murek na pierwszym planie, jako porośnięty mchem grzbiet potwora...
Ale miejcie się na baczności, bo cały czas jesteście obserwowani... przez policję!
Okolica wokół jeziora jest bogata w stare, zapomniane budowle. Niestety z bliska, można zobaczyć tylko kilka z nich...
Do domu czas wracać.
Znacie to uczucie nawiedzające wiecznego turystę, że najpiękniejsza jest droga powrotna, prowadząca do swoich własnych czterech kątów? It's bloody right!
Najpiękniejsze było przede mną. Na początek objechałem całe jezioro Ness dookoła, co nie jest zadaniem ani krótkim w czasie, ani łatwym (rzuć okiem na mapę Google przedstawiającą Loch Ness) -- drogi wąskie, kręte, do tego ruch lewostronny i te zapierające dech w piersiach widoki, bardzo skutecznie odciągające uwagę od jezdni...
W ruchu ciężko było robić zdjęcia, przystawać nie było gdzie, ale wierzcie mi, tylu pięknych wodospadów w życiu nie widziałem na oczy! Co tam wodospady, przy brzegach jeziora, co pewien czas można było zobaczyć najpowszechniejsze Szkockie budowle... dobrze się domyślacie -- chodzi o zamki!
To ci dopiero gratka, pobrać się nad brzegiem jeziora w tajemniczym zamczysku... Niektórzy mogliby potem mówić, że udało im się znaleźć potwora z Loch Ness, i to na całe życie... :D
Objechanie jeziora Ness, to dopiero początek. To, co zobaczyłem potem, z najpiękniejszej (potwierdzam!) drogi w Szkocji łączącej południe z Highlandami, przeszło moje najśmielsze oczekiwania i utrwaliło w przekonaniu, że znalazłem miejsce na starość...
Wiecie, zawsze marzyłem o tym, żeby na starość siąść na werandzie domku przy jeziorze, złapać wyimaginowanego kota na kolana, przyćmić fajkę, spojrzeć na górę skąpaną we mgle... i zacząć pisać książkę.
Prawda, że piękna wizja? Teraz tylko wymieniłbym kota na laptopa (ale za to z myszką! ;-) bo do mojej starości access pointy Wi-Fi w Szkocji mają być zamontowane na każdej latarnii...
A fantazja o górze i jeziorze wzięła się stąd, ze każdy preferuje albo morze albo góry. Ja w dzieciństwie nigdy nie mogłem się zdecydować co lubie bardziej... więc siłą rzeczy zostałem zmuszony do umieszczenia i wody i gór w swoich marzeniach ;-)
Na marginesie, chyba każdy kraj ma taką widokową drogę łączącą północ z południem (por. Rumunia)?
Tego co widziałem wracając na południe nie da się opisać słowami, a niestety większość zdjęć nie wyszła zbyt dobrze... Wcześniej niż w połowie rajskiej drogi złapał mnie zmrok :( Ale nie wszystko stracone, niebawem wybiorę się w te rejony raz jeszcze!
Zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami na uszach miałem Pink Floydów, a przed oczami cały czas przewijał mi się górski krajobraz z polodowcowymi jeziorkami i Highlandskimi krowami :)
Suma sumarum, zmrok nie był taki zły, zwłaszcza pod koniec... Udało mi się zobaczyć dolinę w której leży Glasgow: metropolia światełek aż po horyzont. Niesamowite! Jak na filmach, kiedy zakochana para wyjeżdża na jakąś skałkę z widokiem na panoramę miasta, a nad nimi świeci pełny, ogromny księżyc... (BTW, jak oni w tym Hollywoodzie robią tak duże księżyce?!)
Kilka dni temu, miałem przyjemność zobaczyć ten sam widok, ale z powietrza -- wysepki świateł robią jeszcze większe wrażenie...
Sama wycieczka odbyła się na początku grudnia -- zauważcie brak śniegu, który w Szkocji prawie w ogóle nie występuje. Kolejny plus dla tego kraju! I'm not happy when it snows :-)
I zagadka na koniec: kto wie, co znaczy Loch w nazwie Loch Ness?
• Następny post:
Firefox 1.5 exploit
• Poprzedni post:
Meebo - klient Jabbera przez WWW!
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.