Piotr Konieczny

konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik,
hobbystycznie fuksiarz i gadżeciarz
szkot, prawie spadochroniarz...
nienawidzi zielonego.


Reklama: Porównywarka cen

Niedziela, 30 kwietnia 2006 :: 23:58:48
IT

Google zaczyna zmieniac twoje zapytania (sic!)

Sprawdz np. zapytanie: http://www.google.pl/search?hl=pl&q=reklamy.

Po trzech wynikach prezentowane sa rezultaty dla LEPSZEGO wg Google (sic!) zapytania -- "smieszne reklamy", ktore byc moze chcialbys zadac wyszukiwarce...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Odgrodzone pozioma linia <hr> pokazywane sa trzy wtracone, najpopularniejsze rezultaty dla "lepszego" zapytania, a potem, bieg wynikow wraca do normalnosci (czyli do keywordu "reklamy").

Zmiane w ,,matriksie'' testowali ze mna (i potwierdzili na roznych przegladarkach oraz adresach IP) uczestnicy #jogger @IRCNet, za co im dziekuje :-)


No i jak Wam sie podoba takie (ulepszenie/zasmiecanie*) strony wynikow? Mnie osobiscie (a raczej Sztuce Reklamy), dla tego keyworda jest to na reke... *EG* -- ale nie sadze, ze to uklon od Google w moja strone, chociaz ostatnio mialem kilka przyjemnych rozmow z pracownikami ^G :-)


* - niepotrzebne skreslic...


Niedziela, 30 kwietnia 2006 :: 14:17:37
IT

Bedzie padac, meteoryty nisko lataja...

Dzis, weekendowo (wiec offtopikowo): Pogoda sie poprawia, niektorzy wybieraja sie na piknik...



Google Video o meteorze

Discovery Channel z ich wizualizacjami sie nie umywa. Efekt porównywalny do zdjec z WTC... Calosc przypomina mi smieszna reklame pikantnego sosu tabasco, spadajacego z nieba...

A Ty? Chcialbys tam byc?


Piątek, 28 kwietnia 2006 :: 17:01:15
IT

Oni nie odkryli Ameryki (a szkoda) -- o błędach w SSH (i PWr)

Wszystko zaczęło się kilka dni temu, kiedy do prasy wysłane zostały "sensacyjne wiadomości z PWr" o nie mniej sensacyjnym tytule: "Słabe punkty protokołów SSL/TSL i SSH".

Specjaliści z Politechniki Wrocławskiej pracujący pod kierunkiem prof. Mirosława Kutyłowskiego odkryli słabe punkty protokołów SSL/TSL i SSH, najpopularniejszych protokołów zapewniających bezpieczną komunikację w Internecie [...]
Źródło: http://www.pwr.wroc.pl/118071.xml
Dodatek: http://kleptografia.im.pwr.wroc.pl/

I teraz teza tego postu: Oni nie odkryli Ameryki!. Dlatego tytuł "Słabe punkty protokołów SSL/TSL i SSH" zmieniamy na "Trojanowanie dowolnego programu klienta" z wykorzystaniem techniki A.Younga i M.Yunga, przeobrażając jednocześnie specjalistów-hackerów w zwykłych (?) script kiddsów...

No dobra, przesadziłem z tymi script kiddsami :-) ale grupa prof. Kutylowskiego ,,przesadziła'' (a raczej niedosadziła) z dokumentacją swoich rewelacji (zwłaszcza, jeśli chodzi o noty prasowe), więc jesteśmy kwita.

Otóż, wątpliwym w moim odczuciu jest stwierdzanie, iż "protokoły SSL i SSH mają błędy" (tzn. o ich błędach słyszeliśmy i pewnie usłyszymy jeszcze nie raz, ale nie w tym konkretnym przypadku), a już zupełnym nonsensem jest określenie wszystkich programów korzystających z w/w protokołów jako "zagrożone atakiem".

Mili Państwo Internauci, zapamiętajcie: ZAWSZE jesteście zagrożeni, w nie mniejszym stopniu niż użytkownicy Internet Explorera, Outlooka Expresa, Mozilli Firefox, przeglądarki Opera i inych programów, które implementują z SSL/TSL, a które wymieniła grupa pod kierownictwem prof. Kutyłowskiego w swoim raporcie.

To co odkryli panowie z PWr prowadząc swoje badania? Połączenie znanych od dawna technik:

1) przejęcie kontroli nad jedną ze stron -- oj, przecież nieautoryzowany dostęp do jednej ze stron daje nam większe możliwości, niż tylko podsłuchiwanie zaszyfrowanej transmisji, w dodatku wymagające takiej gimnastyki jak:
2) podmiana klucza (chociaż można łatwiej podchromolić dane, ręka do góry, kto wie jak :-)
3) można się również (bardzo na siłę) dopatrywać ataku MITM.

Krótko mówiąc, trojan (reprezentuje czarną stronę mocy -- podsłuchującego) wymyśla sobie klucz, a następnie podstawia go jako klucz sesji, którym protokół szyfruje transmisję pomiędzy zatrojanowanym klientem a np. bankiem. Znając klucz, trojan rozszyfruje przesyłane za pomocą bezpiecznego protokołu dane.

Rozwiązanie uniemożliwiające tak łatwe wstrzyknięcie klucza? Proszę bardzo: generacja klucza w oparciu nie tylko o "losowość", ale także o fragment przesyłanych danych (ale uwaga, dane muszą pochodzić od OBU stron!). AFAIR takie rozwiązania stają się coraz powszechniejsze przy projektowaniu nowych, hmm, nazwijmy to standardów komunikacji.

A zatem, jeśli ktoś ma dostęp do naszego komputera (bo modyfikuje nam klienta SSH, takiego PuTTy np.), to w pierwszej kolejności to my mamy problem z bezpieczeństwem własnej maszyny, a dopiero konsekwencją tego może być "podatność protokołów SSL/TSL/SSH" na atak. Innymi słowy, atakujący może nam zrobić psikusa wybierając dowolną (inną) aplikację, a nie tylko tą, która implementuje SSL/SSH.

Oczywiście dostęp do naszego komputera może być pośredni -- tzn. my jesteśmy dumbass, naiwnie łapiąc się na próbę podrzucenia trojana: Hej stary, przesyłam Ci fajniejsze PuTTy, możesz je użyć na USB sticku, bo zapisuje wszystko w plikach, a nie w rejestrze! Sprawdź!

Gorzej, jeśli wyobrazimy sobie sytuację, że trojana dostajemy już od producenta oprogramowania. Hipotetycznie, takie cudo mogłoby zostać zaimplementowane w Internet Explorerze -- sic! kto by pomyślał, nie? :-).

Czyżbym słyszał głosy, że jednynym słuszym i etycznie poprawnym oprogramowaniem jest Open Source? A kto z Was dokładnie (naprawdę DOKŁADNIE!) sprawdza źródła, a potem SAM z nich kompiluje programy? Acha... tak myślałem...

Krótko mówiąc, doceniam prace zespołu z PWr i niewątpliwie należą im się brawa (choćby za to, że mieli chęci, i z tych chęci wyszły ciekawe rzeczy), ale opisana przez nich metoda, mimo że interesująca, jest -- przyznacie -- ździebko naciągana, a artykuły takie jak ten, niestety, jeszcze mocniej wypaczają ją w oczach bardziej doświadczonych użytkowników, niepotrzebnie siejąc przy okazji panikę wśród zwykłych klikaczy.

Pamiętajcie, najciemniej jest pod latarnią...
(Przykład: odkryłem kolejną metodę blokowania każdego systemu: pokrętło kontrastu na monitorze... do zera. Ekran ciemny, monitor włączony. Nikt z pracujących ze mną osób nie ma pojęcia co jest nie tak... :D)


Czwartek, 27 kwietnia 2006 :: 00:08:59
IT

Grozny bug w Firefox -- tym razem naprawde :-)

Mam nadzieje, ze koledzy z AviaryPL wybacza, ze zamiast obiecanego postu o dziurze w przegladarce Opera (ciagle go tworze), publikuje notke o exploicie na najnowszego Firefoksa :-)

Poniewaz nie mam pod reka przegladarki Firefox, opieram sie na opinii znajomych (who shall remain anonymous).


Do latki, gotowi, start! (Pewnie bedzie na dniach)


Poniedziałek, 17 kwietnia 2006 :: 02:41:10
IT

Bug w najnowszym Firefox?

Czy IE i Opera są naprawdę lepsze od Firefoksa? A może to tylko brak moich umiejętności?

"Bug" odkryłem po wielu godzinach męczarni upływających pod znakiem melodyjnego i jednostajnego WTF!?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

"Bug" nazywałem "nested float".
"Buga" Fajerfoksem podziwiać można tutaj (bez obaw, tym razem nic nie wybuchnie). Popatrzcie na źródło (CSS, dla wygody, zagnieżdzony w tym samym pliku).

"Buga" nie zobaczą użytkownicy Opery i IE -- w zamian dostaną to, co chciałem osiągnąć: dwie kolumny zawierające tekst opływający obrazek.



Tak, nie lubie Fajerfoksa. I nie, nie jestem żadnym-tam-webmasterem, żeby wkuwać różnice pomiędzy implementacjami byle opcji w każdej z przeglądarek... Innymi słowy, czekam na kogoś, kto a) zbluzga mnie za brak podstaw CSS b) poprawi ten kod tak, by działał pod FF :-) (Chyba, że to faktycznie bug i "sięnieda").

Ech, to technologia powinna być dla ludzi, a nie ludzie dla technologii...


Środa, 12 kwietnia 2006 :: 23:05:23
IT

Jak zablokowac kazdy system?

Odpowiedz jest prosta: sciagnij vima! :-)

Odkad jestem w "krainie deszczowcow", musze pracowac na terminalach. Terminale maja to do siebie, ze sa wspoldzielone z innymi uzytkownikami... krotko mowiac, dzis pracujesz na terminalu 36, a jutro zobaczysz na nim kogos innego, kto okazal sie szybszy...

To samo z przerwa na kawe. Autowylogowanie po 5 min, skutecznie zaprasza innych ludzi na Twoje stanowisko pracy...

Terminale jada na Windowsach, restrykcyjnie skonfigurowanych: zero mozliwosci wlaczenia wygaszacza ekranu z haslem, czy zainstalowania jakiegokolwiek programu blokujacego innym ludziom dostep do terminala, podczas twojej nieobecnosci...

Dzis wpadlem na ciekawy pomysl. Wlaczylem PuTTY w fullscreen mode, potem ssh na eksperymentalny serwer i:

$ vim

Wyszedlem na 15 min... po powrocie pelno losowych znakow w edytorze, ale nikt nie wpadl na ":q!" :D (mimo, ze zdarzaly sie exit i quit :D)


Poniedziałek, 10 kwietnia 2006 :: 20:43:18
IT

Mindmap(y) lepsze niż tagi -- pimp your notes!

Od kilkudziesięciu dni zbieram materiały do swojej książki i nieśmiało tworzę pierwsze rozdziały. Ponieważ książka ma traktować o Internecie, w którym wszystko jest ze sobą powiązane (kochany hyperlink...), zdecydowałem się na dość oryginalną metodę katalogowania swoich notatek. Wybrałem mindmapy.

Mówią, że dlatego człowiek tak szybko uczy się z mindmap, bo sposób zapisu informacji w mindmapie odpowiada sposobowi, w jaki nasz mózg zapamiętuje informacje (poszczególne zagadnienia są "kojarzone" jedynie poprzez powiązania między nimi -- neuron-synapsa-neuron). Do naszych wspomnień może prowadzić wiele ścieżek, ale kiedy do wspomnienia zrywane jest ostatnie z neuronowych połączeń, zapominamy je...

Dzięki mindmapom mogę więc obrazować połączenia (i odnośniki) pomiędzy poszczególnymi zagadnieniami/historiami do umieszczenia w książce. Wcześniej próbowałem standardowego konspektu i dodawania odpowiednich wiadomości pod konkretnymi rozdziałami. Szybko jednak napotkałem znany problem notatek liniowych: niektóre informacje, dla wygody Czytelnika i oszczędności jego czasu, muszą być umieszczone w kilku rozdziałach. Inne, jak to w Internecie, lubią się odnosić do wiadomości w osobnych rozdziałach, a nawet publikacjach. Ciągłe przeklejanie jest uciążliwe i zabiera cenne miejsce.

Oczywiście, taki fascynat komputerów jak ja, nie mógłby pozwolić sobie na bazgranie po wielkich płatach papieru tysiącem kolorowych kredek, raz ze względu na brak zdolności plastycznych, dwa: Internet, o którym piszę zmienia się bardzo szybko -- nie wyobrażam sobie poprawiania mindmapy po każdej zmianie koncepcji, ani tym bardziej jej przerysowywania od początku (sic!).

Niestety, software'u do tworzenia mindmap jak na lekarstwo, ale po długich bojach znalazłem program jaki chciałem. Proszę Państwa, mam zaszczyt przedstawić Wam multiplatformowy, darmowy i open source generator mindmap -- FreeMind. Program stworzony jest w Javie -- co w tym przypadku ma chyba tylko zalety :-).

FreeMind

FreeMind jest bardzo prosty w obsłudze. Jeszcze prostsza w obsłudze jest jego pomoc, która jest... mindmapą :-)

Startujemy od jednego węzła, od którego tworzymy gałęzie z kolejnymi węzłami, i tak dalej. Możemy więc dodawać węzły na tym samym poziomie (rodzeństwo), lub jeden poziom niżej (potomek). Jeśli dany węzeł ma wielu potomków, a odnosimy się do niego tylko co jakiś czas, można go "zwinąć", by nie zajmował miejsca. Dodatkowo, każdy węzeł możemy przeciągać wedle uznania (w końcu to mapa!).

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Pomiędzy dwoma (i więcej) dowolnymi węzłami możemy stworzyć odniesienie, bądź to w postaci strzałki, koloru, czy chmury. Tzw. linki wiążą kilka węzłów, które nie muszą mieć ze sobą wspólnej hierarchii fizycznej, ale znajdują się w jednej hierarchii logicznej (por. VLAN-y).

Drugim rodzajem odnośników są, odnośniki zewnętrzne (poza mapę). Możemy podlinkować stronę WWW (która otworzy się w domyślnej przeglądarce) lub plik na dysku.

Artyści będą zadowoleni. Konfigurować można wszystko, od grubości linii, do ich koloru, koloru wypełnienia poszczególnych węzłów, kroju czcionki, jej wielkości, etc. Jesli to nie wystarczy, można zaprojektować własny węzeł, lub ustawić mu plik graficzny jako tło.

Całość możemy wyeksportować do kilku wersji HTML (XHTML, XSLT), pliku OpenOffice, a także formatu JPG czy PNG (patrz wyżej), lub po prostu trzymać jako plik FreeMind. Miodnie!

MindMap a Web 2.0 tag cloud

Obecnie w sieci zaobserwować można spory hurra-optymizm dotyczący tagowania. Powoli zaczynamy tagować nawet tagi! (Ale skoro dawniejsze odpowiedniki tagów -- kategorie -- miały swoje podkategorie, dlaczego tagi nie mogą mieć (pod)tagów?)

Teraz zabawie się w trendsettera: Skoro nasz mózg, najwartościowszy przecież organ człowieka, nie pracuje liniowo... może ciekawym eksperymentem byłoby zastąpienie/powiązanie webdwazerowej chmury tagów, mindmapą właśnie... Jak? Ja mam pewien pomysł, ale nie chce sugerować, zapraszam więc do mindstorm (burzy mózgów) w komentarzach! :-)


Niedziela, 09 kwietnia 2006 :: 16:45:31
IT

Kto chciał ukraść Google.eu?

Kilka dni temu home.pl przysłał mi smutnego e-maila, że Niemcy znów ukradli mi domene, tym razem .EU :-(. Cóż, stworzenie własnego homepage'a będzie musiało jeszcze poczekać...

Niektórzy uważają, że podobny problem może mieć Google. Aplikacja o domene Google.eu ma status PENDING. Czy pod domeną Google.eu znajdziemy formularz wyszukiwarki Google?

Spójrzmy na wszystkie aplikacje dotyczące domeny Google.eu.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Było ich troche, ale zaakceptowana została jedna, złożona przez: Google Ireland Holdings Limited. Zgodnie z procedurą rejestrowania domen .eu, domena google.eu przechodzi teraz okres 40-dniowego oczekiwania na pełną aktywację.

Co ciekawe, pomimo 12 innych aplikacji, dokumenty nadesłali tylko Czesi powiązani z telefonią internetową (Rade Laibl).

Jeszcze bardziej ciekawą informacją, może się okazać lista podobnych do google.eu, już zarejestrowanych domen, w których są kwiatki takie jak:

  • 007google
  • addtogoogle
  • adsbygoogle (by google ireland)
  • adsensegoogle
  • adwordsgoogle
  • api-google (by google ireland)
  • askgoogle
  • auctionsongoogle
  • caregoogle
  • clinicgoogle
  • codegoogle (by google ireland)
  • docgoogle
  • druggoogle
  • earthgoogle
  • egoogle
  • eugoogle
  • eurogoogle
  • fgoogle (cybersquatting?)
  • fuckgoogle
  • gay-google
  • gaygoogle
  • ggoogle
  • golfgoogle (da.killa? :-)
  • google
  • google-adsense

Ciekawym świata proponuje zrobić survey o Microsofcie, czy innych większych firmach :>


Sobota, 08 kwietnia 2006 :: 22:04:12
IT

Skype to już prawie Open Source...

Na początku marca odbyła się konferencja, zwana w kuluarach Czerwonym Kapturkiem.

Zjechały się na nią babcie i dziadkowie informatycznego świata. Nie mogło zabraknąć również zagubionych dziewczynek i wilków. Najwięcej jednak było ,,hybryd'' pt.: doświadczona-babcia-z-możliwościami-wilka-i-niewinnym-spojrzeniem-dziewczynki... (Oops, czyzbym wlasnie stworzyl wlasna definicje geeka?! *EG*)

Uczestniczyć w konferencji to nie to samo, co przeglądać prezentacje... ale, jeśli w jakimś temacie siedzi się dość mocno, to i prezentację (jakkolwiek szczątkową i oszczędną w wyjaśnieniach) da się zrozumieć. Ba, nawet przeglądając obrazki można się czegoś nauczyć ;-)

Ale do rzeczy. Phil Biondi i Fabrice Desclaux rozpruli brzuch babuni na rynku telefonii internetowej VoIP -- obnażyli komunikator Skype.

Skype jest innowacyjny z wielu względów -- to temat na osobny wpis. Nie ulega też wątpliwości, że tworzą go ludzie, którzy znają się na rzeczy (KaZaA anybody?). I najważniejsze, Skype odniósł niebywały sukces komercyjny, a więc i technologia, która go napędza jest bardzo cenna.

Z racji budowy protokołu Skype'a (relay'e i P2P) można by pokusić sie o wniosek, że łatwo jest go rozgryźć. Póki co jednak, staruszek Skype broni się całkiem nieźle, nawet przed wytwornymi hackerami...

Ba! Poniewaz koderzy Skype'a są profesjonalistami i doskonale znają się na rzeczy, zostawiając po drodze niezliczone i wymagające intensywnego myślenia pułapki na śmiertelników, którzy odważą się odpalić debugger. Czy wiedziałeś, że Skype po uruchomieniu kasuje fragmenty swojego kodu? (masochista!).

Wszystko przypomina więc sceny iście filmowe... ale film z tego byłby jednak nieciekawy (ew. Matrix-like :P) bo Phil i Fabrice uważają, że kod Skype'a wygląda jak /dev/urandom :-)

Tak czy inaczej, udało się posunąć naprzód reverese engineering protokołu Skype. Dlaczego? Bo mimo wszystko, ludzi dziwi fakt, że Skype jest rozdawany za darmo (pomijajac SkyopeOut, używanie Skype nic nie kosztuje), W dodatku Skype śmiga nad wyraz dobrze... ale niestety producent z Open Source nie ma nic współnego...

Pytanie: Dlaczego wiec Skype {nie jest,nie moglby zostac} Open Source? Czyżby firma miała coś do ukrycia? (W istocie -- ma!)

Prezentacja opowie Ci na to pytanie. Dodatkowo, jeśliś administrator, dowiesz się jak wyciąć ruch Skype'a (najpierw nauczając się go wyróżniać spośród pakietów bombardujących interface'y Twojego routera).

Dodatkowo, jeśliś cracker, dowiesz się, jakie tricki zastosowali koderzy Skype'a, by utrudnić debugging, i jak owe triki obeszli Phil z Fabriciem (przyśpieszając tym samym działanie programu :)

Do bardziej spektakularnych części prezentacji można zaliczyć przejęcie kontroli nad węzłem sieci Skype (supernode) obsługującym nawet kilkaset klientów, co otwiera możliwość podszywania się czy nawet podsłuchiwania Skype'owych rozmów!

A na deser, jak za spowodować DDoS za pomocą Skype'a, tworzac największy botnet na świecie... Smacznego! :-)


Piątek, 07 kwietnia 2006 :: 23:54:09
IT

Rosyjskie Puzle... (mindtwister)

Pokaz na co Cie stac...

Rosyjskie Puzle

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Kartka, dlugopis i matematyka z zakresu szkoly podstawowej pomaga :-)


Środa, 05 kwietnia 2006 :: 21:49:15
IT

Wytrychy -- doors hacking :-)

Jak zwykle (googlajac za czyms innym) znalazłem ciekawy artykuł Hana Fey'a o bezpieczeństwie zamków w drzwiach...

Han w swojej pracy ukazuje tzw. cutaway'e, czyli przekroje zamków montowanych w drzwiach. Przekroje tworzy się samemu (Han potrafi :P) albo pozyskuje się je od producenta. Obnażające zabezpieczenia konkretnego modelu zamka, paradoksalnie służą zobrazowaniu jego bezpieczeństwa...



Niestety (stety?) artykuł jest po angielsku. Zdecydowałem się więc wyciągnąć z niego ciekawostki i uzupełnić go swoim ekhm, ekhm doświadczeniem. (Nie, nie kradnę samochodów, ani nie wynoszę zestawów stereo z mieszkań. Ot, kilkanaście lat temu, w dzieciństwie, zafascynowany filmami o policjantach, dla zabawy, grzebałem spinaczami biurowymi i pilnikami do paznokci w kłódkach, które rodzice zakładali na szafkę ze słodyczami :P)
Czytaj dalej... # 980 komentarzy


Wtorek, 04 kwietnia 2006 :: 19:54:06
IT

Zdalnie sterowane rekiny -- serial ,,Lost'' inspiruje rząd USA?

Drugi epizod drugiego sezonu. Ogon rekina ma logo ,,Dharma Initiative''...

Marzec, Hawaje (nota bene Lost kręcony jest na Hawajach), konferencja związku amerykańskich Geofizyków Ocean Sciences Meeting 2006. Naukowcy dyskutują o nowym projekcie Pentagonu, nazwanym Defense Advanced Projects Agency. W skrócie DARPA (podobne nazwy, prawda?).

DARPA została stworzona w 1958 roku (a więc przed pomysłem na serial telewizyjny Lost). Agencja wykluła się z Advanced Research Projects Agency (ARPA), która to z kolei była odpowiedzią na działania Sowietów, a konkretniej start Sputnika.

Zadaniem ARPA było czuwanie nad technologicznym zapleczem wojskowym USA, i to właśnie ona odpowiedzialna jest za tworzenie podwalin sieci komputerowych (ARPANET anybody?). Owe sieci wyewoluowały do postaci dzisiejszego internetu...

Wróćmy jednak do serialowego wątku. Spekuluje się, że najnowsze badania DARPA prowadzone są nad wykorzystaniem rekinów do penetracji i niszczenia obszarów wroga.

Rekin jest szpiegiem-zabawką na pilota, sterowany z odległości nawet do 300 km przy pomocą elektrod wszczepionych do mózgu. Brytyjski The Scientist pisze, że rekiny są lepsze od robotów z dwóch powodów: są ciche i same się zasilają ;-)

Czyżby właśnie w tym kierunku miały pójść kolejne odcinki Losta? Czekam z niecierpliwością... a w chwilach oczekiwania raczę się Prison Break (wreszcie wznowili!) i Desprate Housewives (z braku laku), bo Friends obejrzałem już w całości...

Acha, nienawidzę seriali, paradoksalnie za to właśnie, że nie można ich obejrzeć serią!


Poniedziałek, 03 kwietnia 2006 :: 20:40:29
IT

(Z) Google zażartował...

Ponieważ mało było żartów na Prima Aprilis w polskiej telewizji, warto zaspokoić swój niedosyt dowcipami, które pojawiły się w sieci... a dotyczyły Google. (Post jest sponsorowany przez Planete Google, która pomaga wywiązać się z obietnicy).

Najpierw oficjalne żarty samego Google Inc.

1. Google Romance -- niby nowa usługa Google, która została niby przypadkiem uruchomiona w Prima Aprilis. Chociaż pomysł jest Prima Aprilisowym żartem -- niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości Google zainteresuje się i tą tematyką. Technologię i użytkowników już mają, a więc nic, tylko wprowadzić pomysł w życie...

2. Google Aliens, czyli żarcik w stylu Księżycowego Sera, z wykorzystaniem engine'u Google Earth. Podczas szukania owianej tajemnicą bazy wojskowej o nazwie "Area 51" mogliśmy dostrzec dowód na przemilczaną przez rząd USA kwestie eksperymentów z UFO i pozaziemską cywilizacją.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Prawda, że uroczy ten kosmita, ufoludek?

Teraz żarty zapoczątkowane przez użyszkodników ;-)

1. Philipp Lenssen był blisko tematyki Google. Swój żart pt. Google Rooms oparł na serwisie Google Maps, które zamiast map Planet pokazywało plan pokoju... szefa Google, Larry'ego Page'a.

Jak widzimy, Larry czyta Playboy'a, a na biurku ma zdjęcie starej sympatii, nota bene Googlerki, Marissy Mayer -- co jest wyborną ironią na wieczną BETĘ i długi czas oczekiwania na Update dla poszczególnych usług Google.

2. Internauci przyuważyli też dość wesołe (wygórowane?) wymagania, jakie Google stawia swojemu pracownikowi na pozycji: Executive Administrator for the Co-Founders of Google.

Idealny kandydat posiadać powinien dyplom Bakałaża jednej z najlepszych szkół dla pilotów :-) Dlaczego nie jest to dowcip primaaprilisowy? Bo jest stary.

3. Google Map cieszy się wzięciem. Także serwis Lifehacker oparł na nim swój Prima Aprilisowy żarcik -- wyszukiwarkę zombies.

Ale i tak, chyba najlepszy numer wycięło Google samo sobie, kasując swój Blog :D

To co, robimy zakłady, co będzie za rok?


Niedziela, 02 kwietnia 2006 :: 22:26:40

Hiszpania, Wikitravel i ...haszysz

Ostatnie trzy dni spędziłem w pełnej słońca Barcelonie (kudos go to Ryanair, Inteligo & Wikitravel :-). Ten wpis ilustruje moją podróż oraz ukazuje "nowoczesną" e-turystykę, wspomaganą internetem, kartami kredytowymi, tanimi liniami lotniczymi i mnóstwem innych cyfrowych gadżetów...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Wpis jest prywatny i właściwie powinien pojawić się na wyższym poziomie, ale -- wiem, jak bardzo mnie samemu, pomagają w planowaniu podróży takie, znalezione w Google, osobiste notki. Zatem, na zdrowie wędrowcze!

Tym razem zrezygnowałem także z dzielenia wpisu na części i wywoływania uczucia sztucznego "oczekiwania" na coś, co zostało już napisane. Przecież to blog, a nie serial TV typu Lost czy Prison Break.

Przepraszam więc tych, którzy nie łykną wszystkiego na raz i przypominam, że w każdej chwili można tu wrócić i doczytać :-)

Niech żyją promocje!

The Underwood Residence zamieszkują nie tylko Szkoci. Każdą ze ścian mojego pokoju dzielę z innymi narodowościami (po lewej Francja, po prawej Hiszpania, na wprost Niemcy, a za oknem Szkocja...). Jest też kilku Polaków pomieszkujących w innym skrzydle.

Idea podróży do Hiszpanii narodziła się właśnie w głowie jednego z Polaków, który odwiedziwszy stronę internetową Ryanaira przyuważył promocję Glasgow -- Barcelona return ticket 1 GBP + port fares. Bilet, razem opłatami portowymi i prowizją za transakcję kartą kredytową wyniósł 20 GBP (tyle samo zapłacimy za bilet kolejowy Kraków -- Warszawa). Fair enough.

Dalsza część wpisu (z różnych względów) prowadzona będzie w pierwszej osobie, mimo, że razem ze mną w wyprawie udział brało kilka osób.

Kąpielówki i Wikipedia (czyli standardowe przygotowania do podróży)

Marzec w Szkocji jest deszczowy. Temperatura na poziomie 7°C. Dla porównania, w tym samym czasie w Hiszpanii, podług serwisu weather.yahoo.com, temperatura utrzymuje się na poziomie 20°C, co w zupełności wystarczy, żeby powygrzewać się na plaży, uzupełniając spowodowany Szkocją niedobór słońca i zaniżając przy okazji statystykę kropel deszczu spadających codziennie na moją głowę...

Ale ileż można leżeć pod uroczo szumiącymi palmami, na słonecznej, pełnej pięknych (top-less) Hiszpanek plaży? (Hmmm... Wróć. "Do końca życia i o jeden dzień dłużej" to zdecydowanie nie jest odpowiedź, o którą mi chodziło -- cofam więc pytanie :P) W każdym razie, grzechem byłoby Barcelony nie zwiedzić.

Tu problem zawsze jest taki sam: skąd u licha mam wiedzieć, co Barcelona ma do zaoferowania turystom? Przewodniki papierowe zazwyczaj są pełne informacji, zdjęć i przyjacielskich porad autora, ale niestety, świat zmienia się szybko i wartościowe, z punktu widzenia turysty, wiadomości, zawarte w drukowanych knigach, błyskawicznie ulegają przedawnieniu. Mowa tu oczywiście o takich wskazówkach, jak jaka linię metra wziąć, w jakiej restauracji dobrze i tanio zjeść, gdzie znajduje się przyzwoity hotel -- wiadomo bowiem, że dane historyczne typu geneza miasta, raczej nie mają szans na przedawnienie...). Acha, przewodniki posiadają jeszcze jedną wadę -- ważą, a tego tanie linie lotnicze z ich wyśrubowanymi limitami na bagaż nie lubią...

Jak więc przystało na prawdziwego internetowego fascynata, sięgnąłem do Google, które poszerzyło moją wiedzę o południowej Hiszpanii (czyli tak naprawdę Katalonii). Temperaturę przewidział serwis weather.yahoo.com, historię i wiadomości na temat Barcelony dostarczyła Wikipedia, a gro praktycznych wskazówek dodała jej młodsza siostra, Wikitravel.

Z nieocenioną pomocą przyszedł Josè (czyt. Hoze), czyli mój sąsiad z prawa, rodowity Katalończyk, który jeszcze rok temu przed przeprowadzką do Szkocji, mieszkał na północny Barcelony. (Na drzwiach Josè'a wisi szalik F.C. Barcelona i biała flaga z czarnym napisem CATALONIA IS NOT SPAIN!).

Josè naszkicował mi Barcelona roadmap, na którą oprócz małej mapki złożyły się things to visit, thinks to eat & drink as well as some useful phrases.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Tak przygotowany do podróży (¡est molt maca!) zginąć nie mogłem :-)

Take off to Euro zone

...planowany był na 5pm z lotniska Glasgow Prestwick (Tu uwaga dla osób odwiedzających tą stronę po keywords: Airport Glasgow Prestwick (PIK) -- jeśli macie lot z lub do tego lotniska, najwygodniej wziąć pociąg... ale NIE KUPOWAĆ biletu, tylko pokazać konduktorowi potwierdzenie rezerwacji lub boarding card -- zapłacicie połowę biletu. Natomiast po wylądowaniu w Glasgow Prestwick należy udać się do informacji na lotnisku i pokazując potwierdzenie rezerwacji lotu poprosić o free train ticket -- nazwa mówi sama za siebie.)

W Hiszpanii walutą jest Euro. Wyruszając ze Szkocji najlepiej jest zabrać ze sobą funty i wymienić je na miejscu w jednej z wielu placówek la Caixa. O dziwo, w la Caixa akceptują także szkockie funty (!!!), a w dodatku nie ma commision i z kasjerem można dogadać się po angielsku :-)

Na marginesie, wyjeżdżając ze Szkocji gdziekolwiek, wymieńcie wszystkie szkockie funty na brytyjskie -- inaczej będziecie mieć dużo problemów. Szkockie funty różnią się od funtów brytyjskich i rozpoznawane są tylko na terenie UK oraz kilku instytucjach finansowych -- w Polsce banki, kantory albo ich nie przyjmują albo odciągają olbrzymią prowizję przy wymianie...)

Wpisu część włąściwa -- Dzień I: nocna przeprawa do Barcelony

Tanie linie lotnicze mają to do siebie, że godziny są kiepskie, a i lotniska nie grzeszą bliskością punktów docelowych (no cóż, za niską cenę płacimy czasem). Reus airport, podmiejskie lotnisko Barcelony, nie jest takie podmiejskie jak mogłoby się wydawać... oddalone o "jedyne" stoparenaście kilometrów od przedmieść Barcelony.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

W Reus wylądowałem zaraz przed zachodem słońca. Stewardessa po polsku powiedziała: "Dziękujemy, życzymy miłego pobytu", co momentalnie uświadomiło mi, że na szkoleniach załóg lotniczych muszą kłaść nieziemski wręcz nacisk na wymowę (moi sąsiedzi, których od prawie roku uczę podstawowych polskich zwrotów, ciągle nie są w stanie poprawnie wypowiedzieć "dziękuję", FYI: z "k#rwa" radzą sobie świetnie...).

W drodze powrotnej, z ta sama stewardessa rozmawialem prawie polowe lotu. Zaloge samolotu stanowilo w sumie 3 Polakow (2 kobiety i 1 facet, nota bene narzeczony jedej z polskich stewardess). Sytuacja o tyle niesamowita, ze w Ryanair pracuje 4 polakow, a ta trojka po raz pierwszy pracowala razemi nigdy wczesniej, w zalodze nie znajodowalo sie az tylu Polakow :-)

Opalone seniority. Piękne Banderasy...

Po wyjściu z samolotu momentalnie przywitały mnie dwie opalone seniority i co najmniej trzech Banderasów (dosłownie!) wskazujących drogę do terminala. Ach ta Hiszpańska uroda... W ogóle, podczas wizyty w Barcelonie widziałem wielu facetów z długimi włosami, co wzbudziło sentyment... ze swoimi piórami pożegnałem się już prawie 5 lat temu!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Najważniejsze, wreszcie było ciepło! Temperatura 20+ C ...i pachnie siankiem :-) Szkoda, że nie miałem aparatu pod ręką -- każdy, kto wychodził z samolotu (w większości -- rudy Szkot) miał mordkę ucieszoną od ucha do ucha. Na powyższym przykładzie doskonale widać, jak wielkim pain in the ass jest deszcz dla Brytyjczyków :-) (...i jak prawdziwy jest ból wyrażany przez powtarzane przez Szkotów na każdym kroku stwierdzenie: It's f#cking pouring down again! wymawiane niemal automatycznie, przy pierwszej kropli szkockiej mżawki)

I am the passenger, and I ride and I ride...

Na początku chciałem wynająć samochód (60 EUR za dwa dni) -- w końcu w Hiszpanii obowiązuje ruch prawostronny :P Od biedy, dwie noce można przespać się na fotelu...

Zrezygnowałem jednak z tego pomysłu, bo średnia prędkość wycieczki byłaby zbyt wielka :-) -- najpierw kilka godzin w szybkim samolocie, potem samochód... Nie pozostało więc nic innego niż wsiąść do busika, który za 2 EUR przewiózł mnie na stację kolejową w Reus, gdzie niemal w ostatnim momencie zanabyłem bilet na ostatni pociąg do Barcelony (5,45 EUR).

Już w busie spotkałem Polaka, Janka (coraz więcej Polaków podróżuje po świecie!) i zaprzyjaźniłem się z kilkoma Szkotami (w kwiecie wieku), którzy właśnie zaczynali swój urlop w Barcelonie, ale nosili się także z zamiarem spędzenia kilku dni w Polsce. Przyczyniłem się więc do rozwoju ojczystej turystyki, reklamując Gdańsk, Warszawę, Kraków i Zakopane -- miejsca chyba najbardziej a must for a turist to see w Polsce.

Niestety, kolejowa podróż wybrzeżem Hiszpanii odbywała się już po zmroku, więc nici z pięknych widoków... W zamian, pełno różnic ciśnień rozsadzających uszy, po każdym wjeździe do tunelu! A tunelów było wiele...

Barcelona, królestwo skuterów (Pimp your movin')

Do Barcelony dotarłem przed północą. Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to skutery, zaparkowane w każdym z możliwych miejsc. Na początku pomyślałem, że w okolicach dworca odbywa się jakiś zjazd, ew. istnieje sklep, który sprzedaje skutery...

Jednak posuwając się w w dół ulicy Gracia, łączącej dworzec z Placa de Catalunya, skuterów tylko przybywało. Josè (po powrocie do Szkocji), wyjaśnił mi, że Barcelona jest miastem o największej liczbie skuterów na świecie!

Z tego, co sam zaobserwowałem, skuter jako środka lokomocji jest używany zarówno przez starych jak i młodych, w równym stopniu korzystaja z niego kobiety i mężczyźni, a bez znaczenia jest, czy w garniturze, jeansach czy sukience.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
To zdjęcie zostało wykonane trzeciego dnia. Przedstawia plac Katalonii. Rzędy skuterów, takie jak ten, ciągną się prawie przy każdej ulicy...

Skuter to dla Hiszpana coś więcej niż środek lokomocji. To przyjaciel, a przyjaźń zawsze można udoskonalić, prawda?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Specjaliści z firmy Pimp your movin' wzorowani na show Pimp your auto znanym z MTV mogą nieźle podkręcić twój skuterek, albo po prostu wypożyczyć Ci jeden z bardziej ,,odjechanych'' modeli...

^G barcelona +youth +hostels

To zapytanie wpisane w Google dało pokaźną listę schronisk młodzieżowych. Wybrałem tylko te z centrum Barcelony. Ceny wahały się w okolicach 18 EUR za noc (ze śniadaniem, którego tak naprawdę śniadaniem nazwać nie można: herbata, dwa suchary i cholerne muffinki).

Oczywiście nie miałem zarezerwowanego miejsca -- plan był taki, by po przylocie pójść na żywioł i odwiedzić kilka hosteli, a w przypadku braku miejsc, przekimać się na plaży :-)

Udało się za pierwszym razem. New York Hostel w którym spędziłem pierwszą noc położony był w ciasnej uliczce, co, jak się potem okazało, jest normalne dla Barcelony, miasta ciasnych uliczek :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Pokój był jednak trochę dziwny, jakby przerobiony z łazienki/kuchni (patrz podłoga) a okno... Okno było jedno. A widok z niego, bynajmniej nie serwował panoramy na skąpaną w nocy Barcelonę, ale obnażał szyb windy...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Bez porównania do szkockich standardów za 12 GBP.

Barcelona, ulice piwa, kobiet i haszyszu

Rzuciłem bagaże i skoczyłem na miasto. Błądząc w przyjemnie ciasnych uliczkach natknąłem się na niezliczoną ilość dorabiających Hiszpanów, którzy sprzedawali piwo w puszkach "z ręki" na prawie każdym rogu. Czasem towarzyszyli im Chińczycy, handlujący ciepłymi kotletami "ze styropianowego pudła".

Wyglądać musiałem na szczęśliwego (to prawda, wciąż nie mogłem uwierzyć, że udało mi się wyrwać z deszczowej krainy do ciepłego raju). I to chyba przez ten błogi uśmiech brano mnie za lubiącego sobie przypalić. Haszysz w "nice price" oferowali mi nieustannie, zarówno rasta-murzyni, jak i Chińczycy czy -- wnioskując po akcencie -- Hiszpanie :?

Wyglądać musiałem też na spragnionego miłości. Płatnej, rzecz jasna. Moja blada, informatyczna karnacja cieszyła się największym wzięciem wśród czarnoskórych prostytutek, gotowych spełnić wszystkie moje marzenia pełnymi ustami ;-) (A przygoda informatyka z prostytutka wyglada tak: whoami | xargs strip; cat /dev/urandom :)

while(1) barcelona = "never_ending_party";

Nocne życie w Barcelonie jest jedną wielką imprezą. Ciasne uliczki wyglądają jak korytarze w mieszkaniach, gdzie odbywa się niezła balanga. Place i reszta otwartych przestrzeni, jak parkiet (tylko ilu z Was na parkiecie ma fontannę? :). Muzyka dociera zewsząd. Dym, nie tylko papierosowy, podobnie. Może właśnie dlatego, uśmiech nie schodzi z twarzy nikomu...

W pubach łatwo odróżnić zagranicznych. Dominują Niemcy (Niemki, to te blond piękności sączące piwo przy barze), Włosi (najgłośniejsi, najbardziej upierdliwi i nigdy niezamykający jadaczki) oraz Brytyjczycy, a raczej Brytyjki, przemieszczające się grupkami z pubu do pubu, podrywając przy tym sprzątających ulice pracowników miejskich.

A ulice sprzątać trzeba (tak jak korytarze po imprezach). Mimo, że ulice zmywa się na okrągło (wylewając wodę z regularnie rozmieszczonych kraników), w niektórych zaułkach i tak wyczuć można każdy rodzaj płynu, jaki może wydalić z siebie dobrze bawiący się homo sapiens. Ba! Nierzadko trafi się również na seans nadawany na żywo... ;-)

Co ciekawe, miejscy robotnicy, kończąc sprzątać w jednym końcu miasta, zaczynają wszystko od początku... Syzyfowa praca? Acha, Barcelona boryka się chyba z grafficiarzami -- nad ranem spotkać można ekipę miejskich malarzy, którzy systematycznie zamalowywują na ścianach, znakach drogowych i kontenerach na śmieci nocne, często faszystowskie, bazgroły.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Mimo wszystko, na ulicach Barcelony jest bezpiecznie.

Po wieczornym spacerze imprezowymi korytarzami udałem się na plażę, gdzie euforia sięgnęła zenitu. (/me plaże uwielbia). Wyskoczywszy z butów, zakosztowałem lodowatego akwenu morza śródziemnego i udałem się wzdłuż kamienistej plaży. Po drodze trafiłem na rozśpiewaną i rozgitarzoną grupkę, jak się później dowiedziałem, Brazylijczyków. Pouczyli mnie przeklinać i prosić o piwo po hiszpańsku :-)

Wyposażony w te cenne, nowo-nabyte umiejętności, podjąłem się ich przetestowania w pobliskim pubie. Udało się (z lekką pomocą angielskiego). Mimo wszystko, Josè zrobił mnie w balona: cerveza z jego kartki to nie marka piwa, ale po prostu piwo... Teraz wiem, czemu barmanka patrzyła na mnie jak na idiotę, kiedy dociekałem, czy piwo, którym mnie raczy to na pewno cerveza :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Spaaaaaaaaaaać!

Dzień drugi: Testujemy mądrość Wikipedii -- zwiedzanie.

Uf, udało się nie zaspać na śniadanie. Drugą rzeczą była przeprowadzka z klitki posiadającej okno na szyb windy, do, jak się niebawem okazało, hostelu z widokiem na zieloną uliczkę...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

...i całującą się parę...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Palec jest oznaką braku wyłączenia flasha przy poprzednich zdjęciach... Oops! :-)

Hiszpańskie budownictwo pewnie jest uwielbiane przez paparazziech - trzy metry na wprost okna budynku z naprzeciwka.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zwiedzanie zacząłem od la Rambla, głównej ulicy starego miasta Barcelony, ulicy pełnej mimów (co zresztą z wielkim podekscytowaniem podkreślał mój sąsiad, Katalończyk). A klimat deptaku la Rambla raczej toaletowy:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jeden z ciekawszych przypadków mima, i rzeźba z papieru toaletowego powiewająca ponad wylotem wentylacyjnym...

Posuwając się na południe dojdziemy do portu, ale wcześniej, spotkamy się z Copernicusem (czyli Mikosiem Kopernikiem) wystającym ponad palmy.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Euro postanowiłem sobie zachować na kolację, więc trasę widokową kolejki linowej przebyłem pieszo, wspiąwszy się nawet wyżej niż czerwony wagonik...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Zdjęcia obrazujące wędrówkę ulicą Josepa Carnera na wzgórze zamkowe Montjuic.

Osada Olimpijska

Ze wzgórza zamkowego, na którym zbudowano także wioskę olimpijską, roztacza się przepiękna, zapierająca dech w piersiach panorama na całą Barcelonę...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

I w końcu to, czym Barcelona zasłynęła w 1992 roku... Igrzyska Olimpijskie. Cały kompleks, którego budowę rozpoczęto 5 lat przed Olimpiadą, można zwiedzać za darmo i do woli. Odpowiednie znaki poprowadzą nas na miejsca, gdzie rozgrywały się poszczególne dyscypliny sportowe.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Osobiście jestem oburzony, ostatnie zdjęcie to przecież plagiat dworca PKS z Kielc!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A tu już coś dla geeków. Wieża telekomunikacyjna, dość artystyczna, podobnie jak i zabudowa ją okalająca...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Kolejnym punktem na rozkładzie jazdy był lunch. Okazuje się, że da się dobrze zjeść w Hiszpanii nie mogąc się dogadać ani po hiszpańsku, ani po angielsku...

Posilony, przez ponad godzinę przedzierałem się przez miejską dżunglę podziwiając zabudowę by dotrzeć do kolejnej, obowiązkowej atrakcji turystycznej -- ogrodów Gaudiego.

Parc Güell -- Ogrody Gaudiego

Gaudi był architektem, na pewno oryginalnym jak na owe czasy, ale w moim odczuciu (i tu chyba narażę się znawcom tematu) dziś jego budowle można nazwać lekko kiczowatymi. Nie mniej jednak, Barcelona z Gaudiego jest duma, co podkreśla na każdym kroku (pocztówki, okropna salamandra, ogrody i wreszcie Sagrada Familia)

Wzgórze, gdzie położone są ogrody, leży po przeciwległej stronie Barcelony niż wzgórze, na którym zbudowano wioskę olimpijską... i też rozciąga się z niego wspaniała panorama na miasto i morze.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

W ogrodach, jak sami widzicie, dominują tłuczone talerze, co swoją drogą przypomina mi wystrój kilku sklepów za PRL. Oprócz tego, charakterystyczne dla Gaudiego są pochyłe, sprawiające wrażenie mizernych, kolumny wybudowane kilkuset pozlepianych ze sobą kamyków (IMHO w środku musi być jakiś pręcior...)

Sagrada Familia

Kontynuując wątek Gaudiego, udałem się następnie do Sagrada Familia, nieukończonej katerdy, której budowa zaczęła się w 1884 roku i trwa do dziś.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Jest duża, to fakt. W podziemnej kaplicy, (ukończona i można zwiedzać) nie ma jednak nic specjalnego, może poza kartkami w języku polskim. Wracając do kiczu w pracach Gaudiego. Ja osobiście nie mogę znieść tych kolorowych napisów Sante na wieżach, i samych wież zakończeń, które są kolorowe i wyglądają jak kosze z pomidorami, jabłkami pomarańczami... Zielone, kamienne drzewo pełne gołębi, też do najpiękniejszych i wpasowanych elementów katedry nie należy. Ale, jak już wspominałem, na architekturze (budowlanej :P) się nie znam.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zaciekawił mnie natomiast poziomy (nie pionowy!!!) krzyż, na którym pionowo (nie poziomo!!!) Gaudi ukrzyżował Jezusa (na środku zdjęcia poniżej).

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

To był koniec zwiedzania na dziś, chociaż w drodze powrotnej do hostelu, udało mi się zauważyć kilka ciekawostek:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Polska, mimo że w cieniu i w połowie zakryta, króluje nad innymi krajami

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Sówka :-) ...na dachu

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Krzywy dom, czyżby ręka Gaudiego?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
I jeszcze jeden krzywy dom do kolekcji :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
W Barcelonie jest ich dużo. Najpiękniej wyglądają o zachodzie słońca...

Wikipedia Power!

Na kolację chciałem zjeść to, co stanowczo zalecał zarówno Jose, jak i wszystkie publikacje o Hiszpanii: paella (czyt. paelia).

Restauracje wybrała Wikitravel...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

...i jak widać na zdjęciu, nie tylko ja korzystałem z Wikitravel... Kolejka była olbrzymia, w wiekszosci turysci! a to przecież marzec, nie wakacje, środa, nie weekend. To zdjęcie nazywałem: Wikipedia power!

Na szczęście, oczekiwanie w kolejce długiej, jak do najlepszych brytyjskich clubów, umijali ludzi buchający ogniem, chociaż głowę daje, że ten alkoholowy oddech to wynik nie tylko łatwopalnej substancji, ale kilkuletniego treningu z butelką...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Paella nie wyglądała apetycznie, chociaż w smaku była całkiem niezła. I mówię to ja, człowiek, który za owocami (wszystkimi, nie tylko morza) nie przepada.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Na talerzu dostrzec można małże, ośmiornice i langusty (to pomarańczowe coś, co pływało za Arielką w Małej Syrence :P). Pożeranie paelli to prawdziwa sztuka: ośmiornice zjadamy w całości, małże wydłubujemy ze skorupki, a langustom odcinamy ogonek i wysysamy mięsko, zostawiając chitynowy pancerzyk. I jakby ktoś pytał, zapach dania typowo portowy.

Z paella nie powinno się kosztować czerwonego wina, ale Jose polecał Vino Tinto, które niewątpliwie czerwonym było. Tu kolejny raz wyszedł jego specyficzny dowcip. W menu, Vino Tinto było nagłówkiem, a dopiero pod nim wylistowano gatunki... Widać Jose wyszedł z założenia że każde piwo (cerveza) i każde czerwone wino (vino tinto) jest dobre :-)

Buy one get one free

To znienawidzona przez Brytyjczyków fraza, pojawiająca się prawie na każdej półce sklepowej (dlatego, na wyspach kupuje się zawsze więcej niż potrzeba ;-). Widać, nauczyli się tego i Hiszpanie...

Wracając po kolacji do hostelu, przywitany zabawną frazą "Ola ...or hello?" otrzymałem od przemiłej Hiszpanki zaproszenie do pubu, z którym mogłem zamawiając jeden drink, drugi dostać gratis ;-)

Ale plany na wieczór, niestety, miałem inne. Po dniu zwiedzania, w którym przeszedłem ulicami Barcelony ok. 15 kilometrów, chciałem po prostu usiąść na plaży, popatrzeć na wodę (oraz światełka samolotów) i wychylić parę, zakupionych wcześniej roznych gatunkow piwa. Morze wzywało.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jeden z kompanów podrozy (shall remain anonymous) próbował otworzyć, (bez otwieracza) piwo, które okazało się być odkęcanym...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Na plaży ruch. Pracuje się nawet w nocy, pewnie bardziej z powodu temperatury niż pracowitości.

Acha, butelki mają malutkie (250ml), co pozwala uniknąć efektu wygazowanego piwa pod koniec butelki. Za sześciopak, czyli 1,5 litra zapłacimy 2 EUR. Piwem wprost nie mogłem się nacieszyć, w Szkocji, nie dość że trunek ten jest beznadziejny w smaku, to jeszcze za 0,4l liczą sobie ok. 2 GBP!

Surfing Barcelona (Dzień trzeci: na plaży leżenie)

Ostatni dzień przeznaczyłem na zakupy (prawie wszędzie można było skorzystać z Visy Electron, a nawet w sklepach, gdzie była tylko nalepka Visy, przyjmowali mojego Electrona z Inteligo). Czasem prosili także o paszport (Inteligo daje karty autoryzowane podpisem, niestety bez możliwości umieszczenia zdjęcia właściciela).

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Po zakupach, to co robi wielu, śniadanie na plaży, katalońskie radio w tle, i opalanie! Było bosko i ciepło, jak na marzec. Wstawać się nie chciało i dlatego, teraz leczę poparzenia słoneczne :/ co w Szkocji jest zadaniem nielatwym -- tu nikt nie dostaje poparzenia slonecznego II stopnia... i lekow w aptece ni mo... Ale chyba mimo wszystko, było warto.

Jeśli chcesz poznać to, czego ja słuchałem podczas opalania, oto kilka fragmentów: Catalan Radio's The Best Beach Hits mixed by DJ-piko feat. SpainBeaches ;-) (BTW, sa tez hiszpanskie reklamy -- miodne!) Kudos go to my mp3 player with built-in radio and recording feature :-)

Na plaży po raz pierwszy usłyszałem język polski w Hiszpanii. Ot, trzyosobowa grupka. W przeciwieństwie do Szkocji, w Hiszpanii nie mieszka jeszcze wielu Polaków. Ale pewnie to się zmieni, wraz z nadejściem maja, kiedy to i Hiszpania otwiera przed nami rynek pracy...

Gdyby nie to, że słowa po Hiszpańsku powiedzieć nie potrafię, rozważyłbym przeprowadzkę -- temperatury i atmosfera bardzo mi odpowiadają, a i Hiszpański jest uważany przez wielu za najłatwiejszy do nauki język na świecie.

Ćwiczenie nr 1. Na poniższych zdjęciach zlokalizuj gołe pośladki (sztuk 1.) i kobietę opalającą się top-less (sztuk 1.)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

To właśnie na plaży udało mi się poznać tajmnicę szalonego, miejskiego drwala, który swoją piłą łańcuchową systematycznie okalecza drzew wiele, a niekiedy i całe osiedla.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Home, sweet home

W drodze powrotnej, z plaży na dworzec, zahaczyłem o katedrę Santa Maria del Mar. Katedra, jak prawie wszystko w Barcelonie, jest w trakcie remontu/budowy.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Zwróćcie uwagę na demoniczne rzygaczki.

A tu, na lewym zdjęciu widzicie zabudowę Barcelony, a po prawej stronie, polski odpowiednik (kto zgadnie z jakiego miasta?) Prawda, że podobne? To tak na przekór tym, którzy będą chcieli powiedzieć, że w Polsce nie ma uroczych miejsc.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Pod katedrą znajdował się też jeden z najbardziej kiepskich mimów w dresie, jakich widzialem w życiu -- power-flower-man :D

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Droga powrotna na lotnisko, pociągiem z Barcelony do Reus, tym razem za dnia, była przepiękna. Poniżej kilka zdjęć zrobionych z okna pociągu. Ich jakość niech obejdzie się bez komentarza, natomiast piękno tego, co prezentują pozostawiam ocenie Czytelnika.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Refleksje podróżnika końcowe ...o Hiszpanii

I znów siedzę w deszczowej Szkocji, gdzie w aptece nie znajdzie się żadnego medykamentu na poparzenia słoneczne -- z prostej przyczyny, tu się nie zdarzają...

Hiszpania jest warta odwiedzin. Przystępne (z punktu widzenia Szkota) ceny, mili ludzie i wspaniała pogoda jest najlepszą rekomendacją. Żałuję, że miałem tylko dwa dni i musiałem ograniczyć się do Barcelony. Barcelony, miasta niesamowicie ruchliwego i dynamicznie się rozwijającego (żurawie nad zabudowa miejska i w drodze na lotnisko mówią same za siebie). Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zagościć wśród katalońskich plam na dłużej...

...o wpływie technologii na współczesne podróże

Żyjemy naprawdę w cudownych czasach. W ciągu dwóch godzin mogę przenieść się z chłodnej Szkocji do rozgrzanej Hiszpanii, taniej i szybciej niż kiedykolwiek.

Nie potrzebuje gotówki, wszystko załatwia za mnie kawałek plastyku. (Brakuje tylko jeszcze czegoś w rodzaju przejściówki, z dowolnej karty na inną kartę :>)

Nie potrzebuje dźwigać przewodników, powszechność internetu pozwala mi uzyskać praktycznie każdą informację na każdy temat z dowolnego miejsca na świecie. Umiejętność redakcji, wyszukania istotnych punktów w strumieniu niekończących się wiadomości oraz zdolność drukowania pozwala zachować pamięć na bezcenne przeżycia z podróży.

Zdecydowanie warta uwagi jest Wikitravel, która staje się czymś na znak tawerny, gospody, gdzie spotkać mogą się podróżnicy z wielu świata stron i przy piwku, wspólnie podzielić się istotnymi wiadomościami i doświadczeniem.

Przenośne odtwarzacze muzyki pełniące role radioodbiorników i lokalne radiostacje, pozwalają podczas podróży bardziej wczuć się w miejscową atmosferę. Dyktafon natomiast zapisze najpopularniejsze frazy i wyrażenia w zagranicznym języku, co przyda się choćby w restauracji czy podczas rezerwowania pokoju.

Dzięki aparatom cyfrowym i taniej pamięci masowej, mogę niezliczoną liczbę zdjęć miejsc i widoków, które uzam za ciekawe. I w przeciwieństwie do niektórych radykałów, jako podróżnik, konsument i zwyczajny człowiek, jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę zrobić tyle zdjęć, ile tylko chce. A ja chcę pamiętać, mieć wspomnienia i juz! Nie interesuje mnie, że połowa z wykonanych przeze mnie fotografii nie jest warta funta kłaków z artystycznego punktu widzenia. One ciągle są moje i oprócz cudownych widoków zapisują, niepowtarzalne uczucia i bezcenne wspomnienia związane z poszczególnymi miejscami, których nikt, oprócz mnie nie potrafi z tych zdjec odczytać. Niepotrzebne i rozmazane zdjęcia skasuje w domu, po powrocie z wojaży. Dzięki technologii mam wybór... i co tu dużo mówić, jestem zadowolony.

Dzięki technologii i Ty masz wybór, im szybciej to zrozumiesz, tym więcej korzyści z tego wyciągniesz.

Trzy sposrod zaprezentowanych zdjec, nie sa mojego autorstwa.


Sobota, 01 kwietnia 2006 :: 18:40:37
IT

Google Romance -- Znajdz milosc w sieci!

Google potrafi nam znalezc wszystko, poczawszy od polecen do konfiguracji routerow CISCO, az do tego, jak leczyc poparzenia sloneczne (wiem, bo obu tematow szukalem przed chwila ;P)... ale czy potrafi znalezc ta jedyna / tego jedynego?

Okazuje sie ze tak. W odpowiedzi na zwiekszajaca sie liczbe samotnych internautow, ktorzy wiecej czasu spedzaja w internecie niz z przyjaciolmi na piwie, Google uruchomilo nowa usluge: Romance.

I tak oto Sergey i Larry, wlasciciele najwiekszej wyszukiwarki internetowej stali sie amorkami, siejacymi postrach serwisow randkowych, zarabiajacych duze pieniadze na kojarzeniu ludzi o podobnych zainteresowaniach w pary...

Serwis pozwala nam na przeslanie swojego portfolio, a nawet wystosowanie ogloszenia (Contextual Dating) dzialajacego na zasadach podobnych do AdWords, okraszonego systemem pozycjonowania GPS. Potem, odrobina magi... i juz mamy wyszukana idealna partnerke/partnera :-)

Czyzby Orkut to juz za malo (moze wlasciciele Google maja juz dosc Brazylijczykow)? A moze jest jeszcze pierwszyjeden powod, dla ktorego powstala ta usluga... ;-)

Przekonajcie sie sami, wystarczy wpisac imie swojej sympatii ze szkolnych lat... :)