Piątek, 28 kwietnia 2006 :: 17:01:15
Oni nie odkryli Ameryki (a szkoda) -- o błędach w SSH (i PWr)
Wszystko zaczęło się kilka dni temu, kiedy do prasy wysłane zostały "sensacyjne wiadomości z PWr" o nie mniej sensacyjnym tytule: "Słabe punkty protokołów SSL/TSL i SSH".
Specjaliści z Politechniki Wrocławskiej pracujący pod kierunkiem prof. Mirosława Kutyłowskiego odkryli słabe punkty protokołów SSL/TSL i SSH, najpopularniejszych protokołów zapewniających bezpieczną komunikację w Internecie [...]
Źródło: http://www.pwr.wroc.pl/118071.xml
Dodatek: http://kleptografia.im.pwr.wroc.pl/
I teraz teza tego postu: Oni nie odkryli Ameryki!. Dlatego tytuł "Słabe punkty protokołów SSL/TSL i SSH" zmieniamy na "Trojanowanie dowolnego programu klienta" z wykorzystaniem techniki A.Younga i M.Yunga, przeobrażając jednocześnie specjalistów-hackerów w zwykłych (?) script kiddsów...
No dobra, przesadziłem z tymi script kiddsami :-) ale grupa prof. Kutylowskiego ,,przesadziła'' (a raczej niedosadziła) z dokumentacją swoich rewelacji (zwłaszcza, jeśli chodzi o noty prasowe), więc jesteśmy kwita.
Otóż, wątpliwym w moim odczuciu jest stwierdzanie, iż "protokoły SSL i SSH mają błędy" (tzn. o ich błędach słyszeliśmy i pewnie usłyszymy jeszcze nie raz, ale nie w tym konkretnym przypadku), a już zupełnym nonsensem jest określenie wszystkich programów korzystających z w/w protokołów jako "zagrożone atakiem".
Mili Państwo Internauci, zapamiętajcie: ZAWSZE jesteście zagrożeni, w nie mniejszym stopniu niż użytkownicy Internet Explorera, Outlooka Expresa, Mozilli Firefox, przeglądarki Opera i inych programów, które implementują z SSL/TSL, a które wymieniła grupa pod kierownictwem prof. Kutyłowskiego w swoim raporcie.
To co odkryli panowie z PWr prowadząc swoje badania? Połączenie znanych od dawna technik:
1) przejęcie kontroli nad jedną ze stron -- oj, przecież nieautoryzowany dostęp do jednej ze stron daje nam większe możliwości, niż tylko podsłuchiwanie zaszyfrowanej transmisji, w dodatku wymagające takiej gimnastyki jak:
2) podmiana klucza (chociaż można łatwiej podchromolić dane, ręka do góry, kto wie jak :-)
3) można się również (bardzo na siłę) dopatrywać ataku MITM.
Krótko mówiąc, trojan (reprezentuje czarną stronę mocy -- podsłuchującego) wymyśla sobie klucz, a następnie podstawia go jako klucz sesji, którym protokół szyfruje transmisję pomiędzy zatrojanowanym klientem a np. bankiem. Znając klucz, trojan rozszyfruje przesyłane za pomocą bezpiecznego protokołu dane.
Rozwiązanie uniemożliwiające tak łatwe wstrzyknięcie klucza? Proszę bardzo: generacja klucza w oparciu nie tylko o "losowość", ale także o fragment przesyłanych danych (ale uwaga, dane muszą pochodzić od OBU stron!). AFAIR takie rozwiązania stają się coraz powszechniejsze przy projektowaniu nowych, hmm, nazwijmy to standardów komunikacji.
A zatem, jeśli ktoś ma dostęp do naszego komputera (bo modyfikuje nam klienta SSH, takiego PuTTy np.), to w pierwszej kolejności to my mamy problem z bezpieczeństwem własnej maszyny, a dopiero konsekwencją tego może być "podatność protokołów SSL/TSL/SSH" na atak. Innymi słowy, atakujący może nam zrobić psikusa wybierając dowolną (inną) aplikację, a nie tylko tą, która implementuje SSL/SSH.
Oczywiście dostęp do naszego komputera może być pośredni -- tzn. my jesteśmy dumbass, naiwnie łapiąc się na próbę podrzucenia trojana: Hej stary, przesyłam Ci fajniejsze PuTTy, możesz je użyć na USB sticku, bo zapisuje wszystko w plikach, a nie w rejestrze! Sprawdź!
Gorzej, jeśli wyobrazimy sobie sytuację, że trojana dostajemy już od producenta oprogramowania. Hipotetycznie, takie cudo mogłoby zostać zaimplementowane w Internet Explorerze -- sic! kto by pomyślał, nie? :-).
Czyżbym słyszał głosy, że jednynym słuszym i etycznie poprawnym oprogramowaniem jest Open Source? A kto z Was dokładnie (naprawdę DOKŁADNIE!) sprawdza źródła, a potem SAM z nich kompiluje programy? Acha... tak myślałem...
Krótko mówiąc, doceniam prace zespołu z PWr i niewątpliwie należą im się brawa (choćby za to, że mieli chęci, i z tych chęci wyszły ciekawe rzeczy), ale opisana przez nich metoda, mimo że interesująca, jest -- przyznacie -- ździebko naciągana, a artykuły takie jak ten, niestety, jeszcze mocniej wypaczają ją w oczach bardziej doświadczonych użytkowników, niepotrzebnie siejąc przy okazji panikę wśród zwykłych klikaczy.
Pamiętajcie, najciemniej jest pod latarnią...
(Przykład: odkryłem kolejną metodę blokowania każdego systemu: pokrętło kontrastu na monitorze... do zera. Ekran ciemny, monitor włączony. Nikt z pracujących ze mną osób nie ma pojęcia co jest nie tak... :D)
• Następny post:
Bedzie padac, meteoryty nisko lataja...
• Poprzedni post:
Grozny bug w Firefox -- tym razem naprawde :-)
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.