Niedziela, 06 sierpnia 2006 :: 01:37:16
Hikikomori - bez komentarza
Neo-pustelnicy XXI wieku
Hikikomori pojawiło się w Japonii już jakiś czas temu. Początkowo wiązało się głównie z opuszczaniem lekcji przez uczniów, jednak obecnie jest ucieczką nie tylko od szkoły, ale również od rodziny, przyjaciół, całego społeczeństwa.
Odchodzenie do pustelni
Nazwa hikikomori oznacza zjawisko, a konkretniej osobę, która „zamyka się przed światem” czy, bardziej dosłownie, „odchodzi do pustelni”. Ilu ich jest? Dane wahają się od sześciu tysięcy, poprzez pięćdziesiąt, a kończą się na tak odległym końcu skali jak milion. (..)
Przeważnie młodzi ludzie pozostają w swoich pokojach przez dwa lata, ale zdarzają się przypadki, w których dana osoba nie opuszczała swojego pokoju nawet przez siedem lat. Nie da się jednoznacznie stwierdzić, co powoduje, że młodzi ludzie nagle postanawiają wrócić na łono społeczeństwa. Natomiast da się już nieco bliżej określić przyczyny ich alienacji.
Hikikomori dotyczy w głównej mierze nastolatków i osób po dwudziestym roku życia. Zdarza się jednak, że mają nawet około trzydziestu lat. Prowadzoną oni odwrócony tryb życia - zwykle śpią za dnia, a w nocy spędzają czas przed ekranem komputera, czytają komiksy lub po prostu nie robią nic. Raczej nie opuszczają swojego pokoju. Czasami wymykają się do całonocnych sklepów po przekąski. Jeżeli już utrzymują z kimś kontakt, to najczęściej jest to matka, która troskliwie przynosi im posiłki.
Najczęściej hikikomori to młodzi mężczyźni, często najstarsi synowie, których rola w rodzinie jest bardzo istotna ― biorą oni na siebie odpowiedzialność opieki nad pozostałymi członkami w rodzinie, są oni niejako jej przedstawicielami, a poza tym to właśnie w nich pokłada się największe nadzieje. Nie mogą zawieść tych oczekiwań, a możliwość przyniesienia wstydu swojej rodzinie nie wchodzi w rachubę.
Ze wstydem wiąże się niewątpliwie szkoła i związane z nią stresujące dla młodych ludzi wydarzenia takie jak egzaminy, ciągła rywalizacja, umiejętność działania w grupie, dla której trzeba poświęcić własne aspiracje i pragnienia. Presja ze strony rodziny i nauczycieli bywa przytłaczająca. Każdy czas egzaminów, szczególnie egzaminów wstępnych na uniwersytety, zwany przez uczniów shiken jigoku („piekło egzaminacyjne”), niesie ze sobą wiele stresów, mało snu i niezliczone ilości godzin poświęconych na naukę. Wiele osób robi sobie nawet rok przerwy przed egzaminami, aby jak najlepiej się do nich przygotować.
Jednak to nie tylko niepowodzenia w nauce i wstyd z tym związany są przyczyną hikikomori. Równie istotne jest życie w społeczności, jaką tworzy szkoła, a w jej obrębie klasy i rówieśników. Rywalizacja odbywa się na tych wszystkich poziomach ― szkoły chcą być lepsze od innych szkół, klasy od pozostałych klas, a jedne grupy od innych grup nastolatków. Bardzo istotna jest także opinia kolegów. To od ich zdania zależy być albo nie być danej osoby w grupie. Pewne przysłowie japońskie mówi: Gwóźdź, który wystaje, należy wbić na arenie szkolnej jest ono realizowane bardzo dosłownie. Każdy z uczniów, który w jakikolwiek sposób się wyróżnia – pochodzeniem innym niż japońskie, wyglądem czy zachowaniem - będzie eliminowany z grupy i to w bardzo okrutny sposób. A tego każdy Japończyk chce uniknąć. Grupa jest wartością nadrzędną. Mimo że tworzą ją zawsze jednostki, ich indywidualizm musi zejść na drugi plan, aby zachować harmonię. Harmonia określa wiele elementów życia japońskiego społeczeństwa, a najsilniej akcentowana jest właśnie w grupie ― szkolnej, zawodowej, w rodzinie.
Traumatyczne przeżycia związane ze szkołą oraz inne, z którymi dana osoba nie potrafi sobie poradzić, powodują, że zamyka się ona w czterech ścianach własnego pokoju. Niewątpliwie jedną z takich przyczyn jest również lęk i niepewność związane z przyszłością młodych ludzi w Japonii. Minęły już czasy, gdy praca czekała na każdego absolwenta. Wiele osób nie chce żyć tak jak ich rodzice czy dziadkowie, którzy często poświęcili całe swoje życie dla firmy.
Nowa rasa
Shinjinrui, czyli „nowa rasa”, to właśnie młodzież japońska nazywana tak przez starsze pokolenia, wychowywana w kraju dobrobytu i wszelkich dóbr dostępnych dla każdego. Młodzi Japończycy często przez bardzo długi czas mieszkają ze swoimi rodzicami. Powody tego są dwa. Jednym jest kosztowne życie na własną rękę ― mieszkania, ze względu na brak powierzchni, są bardzo drogie. Drugim jest wygoda ― rodzice zwykle nie mają nic przeciwko temu, aby dorosły syn czy córka nadal dzielili z nimi dom. Bardzo często nie muszą oni partycypować w kosztach utrzymania, a wszystkie pieniądze, bo rzadko kiedy oszczędzają, wydają na przyjemności.
Być może głównie z tej grupy wyrastają hikikomori, wywodzący się głównie z klasy średniej, do której zalicza się praktycznie każdy zapytany o to Japończyk. Rodziców stać więc na to, aby utrzymywać swoje dzieci. Te, nie widząc miejsca dla siebie w społeczeństwie i bojąc się o niepewną dla siebie przyszłość, postanawiają zamknąć się w czterech ścianach, aby od tego wszystkiego uciec i zdać się na łaskę rodziny.
Hikikomori może być postrzegane jak choroba psychiczna. Jednak większość japońskich psychiatrów traktuje je jako zjawisko społeczne. Niektórzy hikikomori cierpią na takie zaburzenia psychiczne jak na przykład depresja, bezsenność czy schizofrenia.
W Korei Południowej zjawisko to definiuje się przeważnie jako uzależnienie od internetu, co prowadzi do zamykania się dziecka w swoim pokoju i spędzaniu w nim niezliczonych ilości godzin przed ekranem komputera.
Powstają ośrodki specjalizujące się w leczeniu takich osób, a także strony internetowe i blogi, dzięki którym hikikomori kontaktują się między sobą i ze światem zewnętrznym. Paradoksem wydawać się może, że technika, która często jest przyczyną alienacji, może stać się narzędziem, dzięki któremu wielu hikikomori ponownie ujrzy światło dzienne.
Artykuł Magdaleny Słowik via Wykop.
Pełen tekst dostępny na portalu O2.
I komentarz pod tekstem:
Ojciec :: Po co jechać na Daleki Wschód. Ja poszukuję, tu w Polsce,
urządzenia, które roboczo nazywam - krzesło, sedeso, talerz. Mój
syn dostał pierwszy komputer na Pierwszą Komunię. Już od niego
nie wstał. Tragedia.
Pracujący :: Sprzedaj komputer , lub przestań go karmić
Ojciec :: Kolego Pracujący, ten synek ma 185 cm, a pierwszym komputerem
było Atari. Zmieniła sie obudowa i twardy dysk, przybyło lat i
pojemności. Co ja teraz mam mu zabrać? Rozum już zabrałem a pizzę
dostarczają do domu.
• Następny post:
Google Planet - poznaj tajemnice i plany Google!
• Poprzedni post:
Zapomnij o Gadu-Gadu. Czatuj z klientami przez Meebo!
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.