Niedziela, 17 września 2006 :: 22:18:31
Googleplex Dublin - fotorelacja
Siedziba Google w Dublinie wcale nie przypomina wielkiego, uniwersyteckiego kampusu. Ot "zwykły", szary biurowiec — szkło i aluminium. W dodatku, na pierwszy rzut oka budynek mało dostępny dla osób niepełnosprawnych (mieszkając w Szkocji, na takie rzeczy zwraca się uwagę już mimochodem).
Siedzibę najpopularniejszej wyszukiwarki zdradza jedynie banner okienny i mała plakietka na drzwiach. Przyznam szczerze, kiedy wraz z Marcinem stanęliśmy u progu, o tym, czyj to próg, dowiedziałem się dopiero ...od Marcina. Stąd, trochę powątpiewam, czy aby na pewno należy w stosunku do dublińskiego biura używać nazwy Googleplex - ale mam nadzieję, że nikt się nie obrazi :-)
Jak mawiają — nie szata zdobi człowieka - zapraszam więc na fascynującą podróż do samego środka Google!
Wycieczkę zaczęliśmy od recepcji, gdzie pierwszy raz na własne oczka ujrzałem sławne lava lamps.
Jak w większości firm, wizytatorom wydawane są przepustki elektroniczne, czy to w formie plakietek, czy kart z chipem RFID (jak w Philipsie). Zazwyczaj wstukuje się imię na klawiaturze (wizyta w HP), lub touch-screenie (rekrutacja do IBM). Google wyszło ponad to, na specjalnym tablecie można złożyć swój odręczny podpis ;-)
Buddabags i dziwne misie
Co do wystroju firmy, dominuje wygoda... Gdzie nie spojrzeć do drzemki zachęcają wygodne buddabags lub fotele do masażu (elektronicznie sterowane).
Czasem tylko ciarki na plecach wywołają, stojące tu i ówdzie z podniesionymi łapami, kolorowe misie, opisane nazwami regionów geograficznych. Ale jak widzicie, wcale się ich nie boję, wręcz przeciwnie — wizyta mi się podoba, co wyraźnie da się odczytać z mojej uśmiechniętej facjaty ;-)
Na ścianie za mną wisi dublińskie doodle.
Polacy w Google
...mają silną reprezentację. Zwłaszcza w centrali w Dublinie. Na zdjęciu poniżej stanowisko pracy rodaków obsługujących polskich klientów AdSense i AdWords. To właśnie oni bronią Was przed fałszywymi kliknięciami i doradzają, jakie słowa kluczowe dobrać, by zareklamować swój produkt.
BTW: Inni Polacy, zamiast pod białoczerwoną, pracują pod czarną, piracką flagą ;-) I nie zajmują się reklamami, a administrują gridem, posiadając już nie jeden, a dwa monitory! :)
Zdziwiłem się trochę, widząc miejsca pracy Googlersów... Pracownicy, mają raczej mało miejsca dla siebie. No cóż, warunki na pewno sprzyjają integracji i dobrej zabawie, ale czy przedkłada się to na wydajność i zyski? Chyba tak, bo Google zajmujące cały czteropiętrowy budynek dość szybko się rozrasta. Firma zakupiła już nawet kolejny, prawie bliźniaczy biurowiec, oddalony od obecnego o zaledwie parę metrów. Niektórych czeka zatem przeprowadzka.
W Googlepleksie nie wolno fotografować monitorów, tablic, ani innych nośników danych zawierających przetwarzane informacje, ale powiem Wam, że na kilku tablicach, oprócz schematów, list i innych rzeczy związanych z projektami, pojawiają się też dowcipne rysunki i ...poezja. Pewnie mało kto wie, ale zaraz po założeniu firmy Google, podczas jednej z pierwszych konferencji z prawnikami, to właśnie z takich dopisków tablicowych powstało znane motto: "Don't be evil"!
Google naprawdę daje darmowe żarcie!
Przetestowałem na sobie! ;-) W budynku znajduje się stołówka z prawdziwego zdarzenia oraz kilka mniejszych aneksów kuchennych, gdzie mądre głowy Googlersów mogą pożywić się glukozą z batoników, uzupełniając przy okazji politykę płynów wszelkimi napojami, od ręcznie parzonej kawy aż po Google Gulp.
No dobra, żartuję, zamiast Google Gulp były inne dziwne napoje.
Dlaczego dziwne? Niedokończony sok z lodówki Google, wrzucony na dno mojego plecaka jakimś cudem przeszedł security controll na lotnisku w Dublinie - najwyraźniej płynu w cieczy nie stwierdzono :D
Darmowe jedzenie i niezła zabawa (Guitar Hero!)
Playroomy powoli wchodzą w krajobraz każdej firmy. Philipsiany jest większy od Googlowego, ale nie ma tak fajnych gier ;-)
Na powyższym zdjęciu zmagam się z grą Guitar Hero dla Playstation. Kontrolerem do gry jest gitara, na której nie "łapie się" chwytów, a wciska kolorowe przyciski, w miarę jak pojawiają się na ekranie. Dodatkowo, należy "bić struny", reprezentowane przez plastykowy przełącznik. Bonusy dostaje się za użycie wibratora ;-)
Pomimo kilkunastu miesięcy amatorskiej gry na gitarze i znajomości akordów do kilku "łatwych" piosenek i tak się wykładałem co chwila... Nie zmienia to jednak faktu, że gra po prostu wymiata, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pewnie dlatego powstał Freetar - darmowy odpowiednik Guitar Hero, ale na PC-ty. (Marcin donosi, że jest jeszcze jeden, i nawet widać go w akcji).
Poza graniem w gry komputerowe, oddawaniem się muzykowaniu na keybordzie, podnoszeniem adrenaliny na piłkarzykach, Googlersi ćwiczą projektowanie przestrzenne na zestawach Marble Maze. Co cierpliwsi układają modele z pixel-size, legopodobnych klocków.
Urzekł mnie również stary automat do gier typu Arcade, z czarno-białym monitorem i przerobionym przez Googlersa firmwarem tak, aby można było na nim odpalić MAME, emulator na którym dostępnych jest tysiące gier :D.
Dopiero po wyjściu z playroomu dostrzegłem, w jak wielkim zagrożeniu spędziłem ostatnich kilkanaście minut... \o/
BTW: Oprócz wyznaczonych pokoi zabaw i uciech, stoły bilardowe a także tory dla samochodów-zabawek spotkać można w różnych innych dziwnych miejscach, np. na klatce schodowej, zaraz przed windami...
Praca to rozrywka, a rozrywka to praca
Jak w każdym Googlepleksie nie mogło zabraknąć osławionego "GeoDisplay", czyli obracającej się kuli ziemskiej ze świetlistymi promieniami odpowiadającymi natężeniu zapytań kierowanych do wyszukiwarki Google z całego świata.
Dla kontrastu, nowoczesność i technologia spotkała się ze starą, dobrą deską :-) Kto wie, może to nowy tajny projekt Google POW? (Z drugiej strony, angielskie słowo beam, oznacza zarówno belkę, jak i wiązkę światła... - tak więc ustawienie dechy obok świetlistej ziemi może być po prostu wysublimowanym dowcipem Googlersów ;-)
Aż chce się wstawać rano!
Tak można podsumować opinię o Google jako pracodawcy. Masa bonusów, kontakt z nowoczesną technologią oraz niebanalnymi osobami mówi sam za siebie. Dodatkowo, Google to chyba jedyna firma, która pozwala pracownikom przeznaczyć 20% czasu pracy na własne projekty (te jednak muszą zostać zatwierdzone przez managera).
Niektórzy siedzibę firmy traktują jak dom. Sprzyja temu rodzinny wystrój biurek i możliwość zabrania psa do pracy. W żartach pracowników, Google jawi się też jako firma, która nie dość, że pozwala Ci oglądać p0rn, to jeszcze Ci za to płaci! Chodzi tu o pracowników testujących tzw. landing pages dla reklam AdWords, którzy muszą dokładnie sprawdzać każdą reklamowaną przez Google stronę. Oczywiście, nikt nikogo do tego nie zmusza - przed podjęciem pracy, od pracownika wymagane jest oświadczenie, że zgadza się na oglądanie treści erotycznych :-)
Ach, zapomniałbym. Mimo, że nie udało mi się zadać Waszych pytań rzecznikowi Google w Dublinie, następnego dnia (bo przez noc, z trudem - cholerny Centralwings! - doleciałem już do Polski) zadzwonił do mnie telefon z polskiej agencji obsługującej Google Poland. Na komunikację wewnątrz firmy nie można więc narzekać! Już niebawem czeka mnie spotkanie ze specem od bezpieczeństwa wyszukiwarki Google!
Kto następny?
To co, która firma jako następna zaprasza mnie w swoje skromne progi? ;-) Były już blogi o zamianie pudełka zapałek na dom, były strony typu milliondollarhomepage, może czas na "Podróżującego Piotra", odwiedzającego co ciekawsze miejsca pracy znanych firm? ;-)
Warto chyba raz na jakiś czas zaprezentować to, co zazwyczaj kryje się za progami firm i pozostaje niedostępne dla postronnych. Prezesi i pijarowcy, pokażcie jaką kulturę pracy, zwyczaje i wystrój ma Wasza firma! Formularz kontaktowy jest tutaj.
Ależ się bezczelnie wpraszam... :>
Oba zdjęcia z moją facjatą + fotka z flagami ustrzelone zostały przez Marcina, któremu podziękowania należą się także za zorganizowanie całej wycieczki, przewygodną gościnę w Dublinie i godziny czasu straconego w roli przewodnika :-)
• Następny post:
Nowe, lepsze Google Talk!
• Poprzedni post:
Googleplex i Guinness (fotorelacja cz. 2)
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.