Poniedziałek, 26 lutego 2007 :: 04:21:19
Postrzelili mnie :-(
Wczoraj, w moją stronę oddano pięć strzałów. Konającego, w nocy, dobili mnie Patrys z Wimmerem. Nie znoszę łańcuszków... ale jak wszyscy, to wszyscy — babcia też.
1. Przez długi czas nosiłem sukienkę (nie kilt, nie spódnicę — najprawdziwszą sukienkę!). Chodziłem w niej i do liceum i do pubów. Nie, nie podrywałem facetów... ja tańczyłem! Odgrywałem rolę księżniczki na potrzeby naszego kabaretu o przewrotnej nazwie: ŚMIECH.
Padło na mnie, bo miałem długie włosy... (BTW: Jako kabaret byliśmy całkiem nieźli. Wygraliśmy parę konkursów, występowaliśmy w knajpach za niezłą kasiorkę i zdarzyło nam się nawet stanąć na scenie razem z Ani Mru Mru. Do dziś dzwonią do mnie różni managerowie, proponując obsadzenie imprezy :-) Niestety, po LO każdy z nas poszedł w inną stronę. Czasem trochę tęskni mi się do występów na scenie... Sukienkę mam do dziś.
Jeszcze jedna rzecz została mi z liceum. Zawsze poruszam się z plecakim... nie jest to już co prawda moja wysłużona "kostka", ale... W końcu PDA, portfel, klucze trzeba gdzieś zmieścić, a ja nienawidzę upychania rzeczy po kieszeniach.
2. Nie jadam zup. Nie smakują mi i uważam, że nie można się nimi najeść. Nie odmówię jednak babcinego rosołku, podczas wizyty u rodziny, a dzień zaczynam płatkami Nestle Cookie Crisp na zimnym mleku (ale nie myśle o nich jak o zupie ;p). Od półtora roku wszystkie obiady sponsoruje mi Google. Google AdSense.
3. Uwielbiam zapach spalin. Nic na to nie poradzę. Czy to paliwo do trabanta, czy paliwo lotnicze, mógłbym się narkotyzować godzinami. Kiedy czuję benzynę wyglądam jak Salad Finger dotykający chropowatych przedmiotów. Jako dziecko lubiłem zaglądać do garażu znajomego, bo zawsze "pachniało" tam spalinami. Teraz lubie latać samolotami, bo zapachy na lotniskach podobne :-)
4. Byłem wewnątrz tamy w Elektrowni Wodnej na Solinie (nie ma to jak mieć prezesa w rodzinie ;-). Ona jest w środku *pusta* i przecieka jak cholera. Ale tak ma być. Wewnątrz betonu jest ciemno, głucho, a ciszę przerywają rytmiczne *kap*, *kap*. Mają tam całkiem zaawansowaną technikę — podpięcie do satelit pogodowych, celem przewidywania opadów i regulacji poziomu wody w zbiorniku. Wnętrze tamy wyłożone jest czujnikami laserowymi, które mierzą najdrobniejsze odchylenie. W niektórych miejscach jest tyle czerwonych wiązek, że chcąc przejść trzeba się nagimnastykować jak przy okradaniu muzeów, żeby nie uruchomić alarmu. Elektrownia codziennie produkuje nadwyżkę energii — to czego nie uda się zmagazynować jest wytracane ...poprzez wsteczne pompowanie wody z dołu tamy do górnego zbiornika.
5. Urodziłem się w największe celtyckie święto. Wierzę, że w ten wyjątkowy dzień spłynęły na mnie jakieś piekielne moce i mógłbym być bohaterem serialu X-Files. Obecnie pomagam tym mocom ucząc się hipnozy ;-) Na przypadkowych spotkaniach z bioenergoterapeutami, to zawsze mnie pierwszemu cierpły nogi. Na szyi od kilku dobrych lat noszę celtycki krzyż, a w Szkocji, czyli na ziemi Celtów, czuje się doskonale; zdrowszy i spokojniejszy niż w Polsce. Nic dziwnego, tu jest dużo świeżego powietrza i idealnych, soczyście zielonych trawników. Urodziłem się w największe celtyckie święto. Urodziłem się w Samhain, czyli Halloween.
Kontynuując zabawę, teraz obnażyć muszą się:
Zbigniew Braniecki
Marcin Sochacki
Krzysztof Gontarek
Dawid Gatti
Paweł Jabłoński
...w przeciwnym razie, zgodnie z tradycją łańcuszków, za 3 dni z mojej ręki zginie jakiś oficer RAF-u :-)
(a bazę Royal Air Force mam blisko!)
• Następny post:
Magicy przechodzą przez szkło
• Poprzedni post:
Pierwszy polski kilt w Szkocji
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.