Czwartek, 29 marca 2007 :: 01:34:55
Pójdę siedzieć za filmy z Youtube?
W poprzednim tygodniu pisałem o kreskówkach i serialach. Posty wspierane były wstawkami filmowymi z YouTube. Kilka miesięcy temu pisałem o jamniczku — wpis wzbogacony został filmem z Google Video.
To chyba jasne, że musiałem się w końcu doczekać oskarżeń o piractwo, nie? ;-)
Name: Sabina Antoniszczak (E-mail)
Szanowny Panie,
Bardzo się cieszę że podoba się Panu film mojego ojca pt. "Jak działa jamniczek", jednak pragnę Panu przypomnieć że jest to utwór chroniony prawem autorskim i jego samowolne rozpowszechnianie jest przestępstwem. Kopia filmu zostala umieszczona na You Tube nielegalnie, również nielegalnie znajduje się na Pana blogu. O sprawie You Tube wie już Filmoteka Narodowa i obecnie jest w trakcie podejmowania kroków prawnych maj±cych na celu ustalenie winnych i sciagniecie naleznych tantiem wraz z odszkodowaniem.
(...)
z powazaniem
Sabina Antoniszczak,
wlascicielka praw autorskich do filmow Antonisza
Na wstępie dodam, że e-mail ma już miesiąc, a Pani Sabina, po wytłumaczeniu jak działają serwisy hostujące video, przeprosiła i wycofała swoje oskarżenia. Film, jak wisiał na Google Video, tak wisi... (ciekawe ile trwa procedura "usuwania" nielegalnych materiałów?). Nie zmienia to jednak faktu, że problem umieszczania na YouTube czy GoogleVideo utworów chronionych prawem autorskim istnieje. Przeprowadźmy więc na powyższym przykładzie małe case-study.
Nie mów fałszywego świadectwa przeciw YouTube i GoogleVideo swemu
Po pierwsze, jako bloger, "informatyk" i osoba myśląca, zakładam, że filmy dostępne na YouTube czy Google Video zostały tam umieszczone zgodnie z regulaminem serwisu, mówiącym, że użytkownik nie może uploadować materiałów, do których nie ma praw autorskich. Ponieważ użytkownik musi zaakceptować regulamin przed wrzuceniem filmu na serwer, wydaje się, że sprawa jest załatwiona - nikt nie wrzuci czegoś, do czego nie ma praw autorskich.
Niestety, jak wiemy, nie zawsze jest to prawdą (ojej, czyżby internauci kłamali wypełniając formularze!? NO WAI!!!). O ile pełnometrażowy Matrix na Google Video wzbudzi moje podejrzenia, o tyle kilkuminutowemu, staremu jamniczkowi się nie udało. Mój błąd?
Nie będziesz kopiował filmów z Youtube i Google Video nadaremno
Po drugie, skoro Google Video, YouTube i inne serwisy umożliwiają wstawienie specjalnego kodu na swoją stronę, a przez to osadzenie na niej danego materiału video, to dlaczego miałbym z tego nie korzystać? Osadzenie, nie jest przecież równoznaczne z posiadaniem kopii danego materiału, ponieważ linkujemy do oryginału znajdującego się na serwerach YT albo GV i każda z osób oglądających naszą stronę, po uruchomieniu playera, będzie pobierać strumień video właśnie z YouTube/GoogleVideo.
Możemy zatem sparafrazować zasadę "nie ma ciała - nie ma morderstwa" i założyć, że skoro nie mam kopii filmu na swoim serwerze, nie popełniam tej parszywej zbrodni złamania czcigodnych praw autorskich.
O ile, rozumiem wysłanie listu Cease & Desist do serwisów hostujących pliki video (Google Video, YouTube) o tyle pękam ze śmiechu, na myśl, że komuś chciałoby się wytropić wszystkich internautów, którzy osadzili dany plik na swoich stronach. Mało tego, zastanawiam się, czy w przypadku otrzymania Cease & Desist przez takiego zwykłego internautę linkującego do YT albo GV mógłby on domagać się odszkodowania od danego serwisu video. W końcu on jest tylko nieświadomym użytkownikiem, który całkiem legalnie korzysta z możliwości udostępnianych przez serwis video, to jest przekleja kod znajdujący się pod przyciskiem "Blog This!", nie przypuszczając nawet, że materiał do którego linkuje może być chroniony prawami autorskimi.
Tyle, jeśli chodzi o pierwszą, "prawną" część listu Pani Sabiny. Teraz zajmijmy się tą drugą, bardziej emocjonalną częścią...
Po siódme: Nie piratuj, bo kradniesz
Wydaje sie Panu ze dzielac sie z innymi czyms, co do Pana nie nalezy robi Pan cos dobrego. Jednak zapewniam Pana ze tak nie jest, Pan i wszyscy, ktorzy nielegalnie rozpowszechniaja te filmy, szkodza im i przyczyniaja sie do ich zaglady. Tasmy filmowe z filmami mojego ojca sa w katastrofalnym stanie i wymagaja natychmiastowej konserwacji, jednak ani Filmoteka Narodowa, ani ja nie mam na to pieniędzy, poniewaz tacy jak Pan rozpowszechniaja te filmy za darmo.
IMHO, w przypadku Jamniczka, to patrząc po komentarzach, podziałałem raczej na jego korzyść. Post, do tej pory, przeczytało kilkadziesiąt tysięcy osób - pewnie większość z nich, biorąc po uwagę średni wiek internautów, po raz pierwszy zetknęła się z twórczością Antonisza. Czy w telewizji mieliby szansę zobaczyć coś tak wspaniałego? Nie, stacje wolą nadawać kolejne telenowele...
Co więcej, dostałem garstkę e-maili, od osób, które informowały mnie o tym, że natknęły się w danym mieście na mini-maraton filmowy Antonisza i zamierzają się na niego wybrać. O kurcze! Po obejrzeniu filmu na YT, chcą zapłacić za obejrzenie tego, i innych na dużym ekranie. A RIAA/MPA na to NIEMOŻLIWE!
Żartowałem z tym po siódme, miało być: Nie chodź do kina
Jak się jednak okazuję, pójście do kina na Antonisza, to kiepski pomysł:
(z drugiego e-maila p. Sabiny)
W kazdym razie nie mam zadnego zysku z kin, z powotu balaganu w zaiksie i
powszechnego w Polsce lamania prawa autorskiego. Z projekcji w kinach sa
tylko szkody - dla tasm.
Wierząc w dobre serducha Internautów, zaproponowałem więc Pani Sabinie akcję zbiórki pieniędzy na konserwację filmów jej ojca, zaoferowałem się nawet, że rozkręcę ją w Internecie. I zgadnijcie jaką odpowiedź otrzymałem...
Co do pomyslu zbiorki pieniedzy, to jestem wdzieczna za dobre checi, ale tez musze porozmawiac z prawnikiem, bo prawdopodobnie w tym celu trzeba by zalozyc fundacje, a nie po prostu zbierac pieniadze na prywatne konto, bo nie wiem czy to nie jest jakies
pollegalne zebractwo, sprawdze to i ewentualnie sie jeszcze odezwe.
To były ostatnie słowa, jakie otrzymałem od Pani Sabiny. Widać biurokracja zjada wszystko...
Dozwolone DO lat 40-tu?...
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dziś wieczorem miałem rozmowę z innym, również sporo starszym ode mnie Czytelnikiem mojego bloga, który był przerażony treścią notki pt. "To ja zepsułem Gadu-Gadu", a dowcipny komentarz dowcipnisia podającego się za Dział Prawny GG uznał jako realne zagrożenie dla mojej osoby :-) Notabene, Czytelnik ów, pomylił także firmę Gadu-Gadu z Google (w końcu obie są na G...).
Wygląda więc na to, że im starszy Internauta, tym mniej rozumie ten cały Internet. Tyle mówi się o ograniczeniu dostępu do Internetu niektórym dzieciom (np. dzieciom neostrady) — dlaczego nikt nie postuluje o ograniczenie dostępu do sieci niektórym osobom powyżej, powiedzmy, czterdziestki? (Tak, wiem, uogólniam). Wszystko dla ich własnego dobra oczywiście...
Przeraża mnie to, ze starsze osoby, analizując pewne treści w sieci mogą odnieść mylne wrażenie (on jest piratem, on zepsuł GG) i niepotrzebnie się zamartwiać rzeczami, których (z racji wieku, innego poczucia humoru czy mniejszego doświadczenia z siecią) nie są w stanie w pełni zrozumieć...
Edukować, czy blokować? — oto jest pytanie.
• Następny post:
Kończe blogowanie (na prośbę nowego szefa)
• Poprzedni post:
10+ najlepszych kreskówek z młodości
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.