Poniedziałek, 27 sierpnia 2007 :: 15:19:56
Social IKEAngineering
Dziś będzie na tę, jakże polską, wesołą nutę kombinowania... Ponieważ urządzam sobie mieszkanie, jestem dość częstym bywalcem różnych salonów meblowych. W jednym z nich, urocze panie proponują klientom wybierającym kanapy kartę płatniczą (oczywiście marki sklepu).
Ponieważ mam wrodzoną blokadę na cały ten marketingowy bullshit, a w dodatku prowadzę szkolenia z podpisu elektronicznego, dość specyficznie reaguję na podsuwanie mi pod nos jakichkolwiek papierów do podpisania... Ale, że Pani smutne oczy robi (i zaczyna opowiadać, że nic się nie stanie jak wypełnię wniosek, bo nie spełniam któregośtam wymogu uzyskania karty, za to ona i tak dostanie prowizję od odrzuconego wniosku, a ja już teraz, zaraz, superprezent) — myślę sobie, a co mi szkodzi pomóc kobietce, zgarnąć gratisa, potrenować social engineering i jeszcze mieć świetny „materiał dowodowy” na wykład z bezpieczeństwa?
Podstępnie, poprosiłem więc o deklarację na piśmie, że na pewno nie dostanę karty, o którą się ubiegam :-) Absurd? Nie, Polska!
Gorąco polecam tę metodę na wszelkich telemarketerów, domokrążców i innych ludzi wciskających Wam coś do podpisania lub ochroniarzy, nie wpuszczających do supermarketu z plecakami :-) W większości odmawiają i dają Wam spokój. Tu jednak, pani okazała się zawzięta... pytanie, czy faktycznie warto ryzykować utratę pracy, podpisując takie cyrografy? Ciekawe, jak duża jest prowizja od niezrealizowanego wniosku... Przebiegli ci Skandynawowie, oj przebiegli!
PS: Dla ciekawskich, ten superprezent, to zegarek łazienkowy. Nota bene, niedziałający :-(
• Następny post:
Mam e-maila z kolegą...
• Poprzedni post:
(p)Roxy.FM
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.