Niedziela, 09 września 2007 :: 01:44:47
28 tygodni później...
Rzadko zdarza mi się trafić na dobry film. Dobry, to znaczy taki, na którym nie usnę. Filmy bowiem, oglądam zmęczony, wieczorem, leżąc. Tego typu podejście do kina, to taki mój naturalny filtr kmiotów; jak już usnę na którymś z filmów, to nigdy go nie kończę.
Dziś jednak, zostałem przyjemnie zaskoczony. Po całym dniu spędzonym na moim nowym nabytku, wyczerpany, zasiadłem do filmu:
28 weeks later
Film opowiada o Anglii zaatakowanej wirusem. Jest więc wszystko, co lubię: epidemia, strach, kwarantanna, i zombiaki gęsto się kładące pod naporem ognia zbawiennej armii USA. Po obejrzeniu tego filmu, na pewno zrozumiesz, że warto trzymać pod biurkiem to, co ja.
Ktoś mógłby powiedzieć, że pomysł nie jest oryginalny. (Sam kojarzę kilka podobnych produkcji i książek, ale niestety, bez tytułów – wdzięczny będę za przypomnienie w komciach). W 28 Weeks Later to jednak nie fabuła gra kluczową rolę, ale sposób jej prezentacji.
Niespodziewane zwroty akcji mają miejsce szybciej niż w najlepszych horrorach. Kiedy już zaprzyjaźnimy się z jakimś bohaterem, on ginie, a główną postacią staje się kolejna osoba, która... też ginie :-). Całość makabry okraszona została niesamowicie dopasowaną muzyką i bardzo nowatorskim podejściem do kręcenia — na ujęcia składają się zarówno obrazy z kamer przemysłowych jak i lunet karabinów snajperskich.
Polecam. A niech rekomendacją będzie to, że pomimo tej godziny, ja dalej nie śpię – mało tego, publikuję recenzję na blogasku o zupełnie innej tematyce :-)
Film dostępny w lokalnej zatocewypożyczalni *EG*.
PS: Oprócz tej uroczej aktorki, spotkacie aktora z Losta.
• Następny post:
Nie ma na Allegro? Będzie w RSS-ie!
• Poprzedni post:
Google Reader zablokował Operę
Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.