Piotr Konieczny

konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik,
hobbystycznie fuksiarz i gadżeciarz
szkot, prawie spadochroniarz...
nienawidzi zielonego.


« wszystkie wpisy |

Poniedziałek, 26 stycznia 2009 :: 21:23:31

Trojan na Mac OS X

Mac and Trojans

On istnieje! Naprawdę! I jest tak samo wstrętny jak większość malware'u pisanego na Windowsy! Poważnie, nie ma znaczenia czy korzystasz z Windows, czy z Linuksa, czy z Mac OS X - jeśliś zainfekowany, na każdym systemie czeka Cię to samo (i nie jest to nic dobrego... ;-)

O czym oni mówią?

Od wczoraj nie mogę się nadziwić ilości Internautów, którzy uparcie powtarzają bzdury, że nie istnieje żaden malware na Linuksa czy Mac OS X. A nawet jeśli jakiś istnieje, to winę za infekcję ponosi w 100% użytkownik - bo przecież (tu cytat):
"to on podał hasło admina podczas instalacji zakażonej trojanem paczki!".

Niestety, żaden z wygłaszających te bzdury fanbojów Apple nie wspomina o tym, że przy większości instalacji jakiegokolwiek oprogramowania na Mac OS X jesteśmy pytani o hasło administratora - inaczej można pomarzyć o poprawnie działającej aplikacji.

A skoro podanie hasła admina to taka powszechna podczas instalacji oprogramowania sprawa, nie ma co winić za to użytkownika - on spodziewa się przecież, że program zapyta go o hasło admina przy instalacji. Mało tego, nie da się na podstawie okienka uwierzytelnienia odróżnić, czy prośba pochodzi od programu ze złymi czy dobrymi intencjami.

Kraść to trzeba umieć!

Użytkownikowi oczywiście należą się kopy z półobrotu - ale nie za to, że podał hasło admina podczas instalacji, moi mili, a za to, że ściągnął aplikację z torrentów czy innego warezu, a nie wprost od producenta. Ktoś kto ściąga piraty musi się liczyć z tym, że mogą one zawierać złośliwe oprogramowanie, jak to było w przypadku pakietu iWorks czy Photoshopa CS4. (BTW: Czy nikt już nie korzysta z oryginalnych paczek + serial, zamiast o wiele niebezpieczniejszych nie-wiadomo-skąd-paczek + crack?). Przy okazji, Adobe samo podpowiada jak scrackować Photoshopa ;-)

A może by tak...?

Żeby nie było, że tylko krytykuje, zaproponuję rozwiązanie, bardzo Mac-style: Niech ktoś poprowadzi katalog najczęściej crackowanych aplikacji na Maca i zrobi cukierkową aplikację, która każdy .dmg przed instalacją sprawdzi w bazie hashy (ew. zweryfikuje podpis cyfrowy), a następnie za pomocą słodkiego interface'u przemówi do usera: Ten warezik jest OK - instaluj! lub Ten warezik ma kiepską opinię wśród braci torrentowców - poniechaj instalacji ;)

Ci, którzy już się zarazili, powinni skorzystać z aplikacji Little Snitch. Program ładnie pokazuje, jakie programy próbują wyprowadzać dane z naszego komputera i dokąd chcą je skierować.

Mac tak samo niebezpieczny jak PC?

Podsumowując, pokuszę się o stwierdzenie, że Mac OS X czy Linux nie są o wiele bezpieczniejsze od Windows. Można się ze mną kłócić w komentarzach ;-) Apple zalecało nawet instalacje antywirusa! To prawda, że łatwiej jest się zarazić pracując pod Windows, ale chyba głównie dlatego, że to najpopularniejszy system operacyjny - także wśród twórców malware'u. Statystyka, Panie!

PS: Sam korzystam z Maca - to taka informacja dla fanbojów Apple, którzy pewnie zaraz będą chcieli mnie niemerytorycznie ugryźć, niczym ten "japko", to ;-)

• Następny post: Blip podatny na atak SMS Spoofing
• Poprzedni post: Pan z Poznania? Niech pan wstąpi...

 

Chcesz być informowany o kolejnych wpisach na ten temat?
Kanał RSS: kliknij tutaj. Subskrybcja poprzez e-mail: kliknij tutaj.

 

Tagi:

« reszta wpisów | • trackback | ‡ torturuj posta!

Komentarze:

1. ams Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 21:34:18
 

superbezpieczeństwo linuksa to już powoli mit.
Najlepszym strażnikiem w każdym przypadku jest użytkownik i jego decyzje.

swoja drogą, ciekawe jak szybko rozrośnie się takie oprogramowanie na symbiana, WM i inne OS'y na palmy i telefony...

 
2. Barnaba Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 22:02:56
 

Fajnie, tylko opisywany problem nie bardzo dotyczy GNU/linuksa. Większość aplikacji pobieram z repozytorium systemu i wierzę, że odpowiedni ludzie je przejrzeli. Automatycznie przy instalacji sprawdzane są sumy md5.
pozostałe aplikacje są darmowe (często podpisane kluczami publicznymi developerów, ale to sie już samo nie sprawdzi) i nie mam potrzeby pobierać ich z torrentów, rapidshare, czy innych niepewnych źródeł.

Jeżeli przekonamy użytkownika do odpalenia naszej binarki z prawami superużytkownika, to będziemy mieć kontrolę? Też mi nowość.

 
3. Minio Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 22:03:24
 

Ja znowu w kwestii technicznej ;) .

Trzecie zdanie przedostatniego akapitu brzmi:
„Apple zalecało nawet zalecało instalacje antywirusa!”

Chyba oczywiste jest, czego się czepiam ;) .

 
4. BTM Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 22:07:59
 

A co z aplikacjami które wykorzystują local root exploit? Czy inne mechanizmy eskalacji uprawnień - takim nie trzeba podawać hasła.

 
5. Piotr Konieczny Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 22:25:24
 

A ja naprawdę nie widzę różnicy (z punktu widzenia użytkownika) czy odpale malware na swoich prawach, czy na prawach roota... Nawet jeśli zrobie to na prawach usera, to i tak mogę stracić wszystkie MOJE pliki - i w tym momencie dla mnie game over.

(Oczywiście z punktu widzenia systemu wieloużytkownikowego, root przy lokalnym działaniu malware poza szlochami usera, nie ma żadnych problemów)

 
6. Remigiusz 'lRem' Modrzejewski Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 22:48:35
 

O tym, że ,,[...]Linux nie są o wiele bezpieczniejsze od Windows'' to przyznam Ci rację przy pierwszym trojanie instalowanym przez apta...

 
7. Karol Stilger Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 22:53:15
 

@Barnaba a co w momencie jeśli jestem Twoim ISP i manipuluję DNS w taki sposób, że ściągasz paczki z mojego fake repozytorium?:) Witamy w progamie Surprise, Surprise:)

 
8. chmurli Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 22:56:29
 

a ja mam pytanie. czy korzystacie z antywirusa? (win, lin, whatever)

pytam bo jakis czas temu napisalem na wykopie ze nie korzystam z antywirusa to mnie powyzywali od idiotow :)

 
9. Remigiusz 'lRem' Modrzejewski Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:01:07
 

@Karol Stilger:
Jeśli jesteś moim ISP i manipulujesz DNS, to mi się pojawia na ekranie, że nie można zainstalować, bo ktoś manipuluje DNS...

@chmurli:
Pod Linuksem nie. Pod Windowsami zależnie od sytuacji - albo nie, albo z ClamFree do skanowania ściągniętych plików. Ale ja potrafię poświęcić 15 minut na wyłączenie niepotrzebnych usług :)

 
10. Piotr Konieczny Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:07:15
 

lRem: och, nie mów, że nie pamiętasz tego młodzieńczego uśmiechu, kiedy dowiedziałeś się, że w OpenSSH od kilku miesięcy był bug osłabiający mechanizm generowania kluczy ;-)

 
11. Remigiusz 'lRem' Modrzejewski Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:08:57
 

A wiesz, że ja na co dzień to raczej Portage używam? :)

Ale rzeczywiście, cuda się zdarzają. Tyle, że statystycznie mam kilka razy większe szanse, że dysk mi padnie. No i ten bug nie został wykorzystany przeciw repozytoriom nigdy...

 
12. Barnaba Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:18:04
 

@Karol Stilger
W niektórych dystrybucjach (AFAIK akurat nie w mojej) zamiast sum są używane podpisy gpg (btw, w poprzednim komentarzu pomyliłem klucz publiczny z prywatnym). Korzystam też z OpenDNS. Gdyby moja paranoja byłe nieco dalej posunięta, korzystałbym z DNS przez TORa.
Obawiam się, że musimy do pewnego stopnia ufać ISP i producentom sprzętu(W końcu oni też mogą coś złośliwego podłożyć).

 
13. jarv Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:34:38
 

"przy większości instalacji jakiegokolwiek oprogramowania na Mac OS X jesteśmy pytani o hasło administratora"

jako roczny uzytkownik osx'a (a niekorzy mowia nawet, ze fanboj!) niestety bede polemizowal z tym zdaniem. w WIEKSZOSCI przypadkow nie jestem pytany o nic - po prostu przeciagam progeam do odpowiedniego katalogu i tyle. jestem natomiast pytany w momencie gdy program korzysta z instalatora (http://en.wikipedia.org/wiki/Installer_(Mac_OS_X) - co w WIEKSZOSCI wypadkow jednak sie nie zdarza... to tak tylko pare groszy z mojej strony. ;]

 
14. R Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:42:48
 

Jak wyżej (jarv). Aplikacje instalowane z .pkg wymagają haseł, większość appów to self-contained packages, przeciągane z .dmg i uruchamiane z dowolnego miejsca.

 
15. Karol Stilger Poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:59:41
 

@Barnaba: Z tego co pamiętam ostrzeżony zostaniesz podczas instalacji paczki której suma kontrolna nie zgadza się z sumą zawartą w liście paczek z repozytorium. Wydaje mi się jednak, że jeśli przed zainstalowaniem uaktualnisz listę paczek z podstawionego serwera wszystkie sumy kontrolne będą się zgadzaly.

 
16. KKKas Wtorek, 27 stycznia 2009, 00:09:14
 

@chmurli: Nigdy na Windowsie nie używałem antywirusa. Sam czuję jak mojemu systemowi coś dolega i sobie z tym odpowiednio radzę. ;-)

 
17. woocash Wtorek, 27 stycznia 2009, 00:17:28
 

Warto zauważyć że pakiet biurowy na jabłka to iWork a nie iWorks

 
18. Patryk Wtorek, 27 stycznia 2009, 01:40:21
 

A ja jak czytam te komentarze japkowców-fanatyków na temat tego trojana, to mi się wydaje, że przebija z nich taki lekki rumieniec na twarzy. No bo jakże toto tak, przecież Mac OS X jest bezpieczny tak? Nie ma na niego wirusów tak? A jak są, to przecież user musi kliknąć tak? Więc nic mi nie grozi tak? <-; Jakoś tak upada im powoli wizja systemu niepodatnego na cokolwiek, co oczywiście nigdy nie było prawdą. A wiara ludzka w to, że jakieś systemy są bezpieczne w dalszym ciągu nie przestaje mnie zadziwiać ;-)

 
19. rozie Wtorek, 27 stycznia 2009, 08:08:06
 

Piotr Konieczny: Nie myl _błędu_ w OpenSSH z kodem _celowo napisanym_, by szkodzić.

Przy okazji - ładnie podajesz przyczynę pojawiania się trojanów (płatne aplikacje, które nie wiadomo co mają w środku, chęć ominięcia płatności, zamknięty kod). Trojany na Linuksa też się pojawią i dokładnie w takiej samej postaci, ale dopiero w momencie, kiedy pojawi się zamknięte, płatne oprogramowanie (lub przejdziemy na rozproszone mechanizmy pobierania paczek w stylu apt-p2p, a ktoś znajdzie sposób ominięcia mechanizmu sprawdzania sum kontrolnych).

 
20. Piotr Konieczny Wtorek, 27 stycznia 2009, 09:30:43
 

rozie: Ups, czyżby trzeba było oprócz fanbojów Apple dodać termin fanbojów Linuksa? ;-)

Ciągnąć Twoją myśl... oprócz, nie _błędów_, a *luk* w oprogramowaniu FLOSS, zdarzały się także rootkity... (google it!). I nie zgodze się z tym, że oprogramowanie musi być płatne - może być otwarte, a przez usera pożądane - np. tzw. "hacking tools"...

Problem płatnego (czy jakiegokolwiek komercyjnego) oprogramowania na Linuksa pozostawiam bez odpowiedzi... A zamykając wątek pobocznego flejma ;) wiem, że każdy zwolennik Open Source kiedyś bardzo posmutnieje, jeśli jego ścieżka zawodowa zmusi go do pracy z takim np. Photoshopem - i nie uruchomi go _natywnie_ pod Linuksem.

Co do ochrony repozytorów - sam pamiętam włamanie na devserwery Debiana - panowie co prawda szybko zrobili shutdown, ale czy zagwarantujesz, że nikt nie zdołał a) zmodyfikować oprogramowania i sum b) pobrać zmodyfikowanej paczki?

 
21. Remigiusz 'lRem' Modrzejewski Wtorek, 27 stycznia 2009, 10:33:56
 

Brawo Piotruś! Przejrzałeś właśnie istotę rzeczy. Nie da się nie zgodzić, że jak instalujesz syf niewiadomego pochodzenia, to żaden system Cię nie uratuje.

Tutaj jednak jest różnica między Linuksem z jednej, a Windows/OSX z drugiej strony: Linuksiarz nawet jak by chciał, to nie znajdzie dla siebie warezów...

Pomijając zabawy w script kiddie oraz przypadki mniej prawdopodobne od awarii sprzętu... Realnych zagrożeń czychających na Linuksiarza jest _znacznie_ mniej. Patrząc na mój system, wszystko czego mógłbym się bać to: dziura w Firefoksie, dziura w Kmailu i dziura w Gajimie. Porównaj to z liczbą furtek w OOTB Windows.

 
22. Piotr Konieczny Wtorek, 27 stycznia 2009, 10:39:03
 

Czyli jednak oprócz fanbojów Apple istnieją fanboje Linuksa ...i są równie śmiesznymi stworkami :)

Ad ostatni akapit - mój przed ostatni akapit postu.

P.S. Teraz tak się zastanawiam, co robi "Linuksiarz" jak np. chce zagrać w grę, a ta nie śmiga na *NIX. Odpala Windowsa, ściaga pirata, infekuje Windowsa? :) Ciekawe ilu Linuksiarzy/Makuserów infekuje Windowsy z podobnych do w/w powodów :)

 
23. mcv Wtorek, 27 stycznia 2009, 10:41:42
 

„Linuksiarz” nie ma Windows, więc nie może odpalić. Co do dziur w Fx, KMailu, Gajimie: jeśli pozwolą na uzyskanie lokalnych uprawnień, to koniec żartów. Wszystkie moje dane mogą pójść się żreć (bo używa ktokolwiek SELinuksa?).

 
24. Remigiusz 'lRem' Modrzejewski Wtorek, 27 stycznia 2009, 10:42:56
 

No ja nie zainfekowałem żadnego Windowsa od czasów 98 :)

Ale tak, jak chcę pograć, to reboot na XP jest konieczny. Wszystkie trzy dobre gry pod Linuksa dawno już mi się znudziły ;)

 
25. Zal Wtorek, 27 stycznia 2009, 11:01:37
 

@Barnaba: I w sprzęcie:

http://blog.4zal.net/2009/01/26/trojan-jako-zabezpieczenie-komputera-przed-kradzieza/

coś się znajdzie. Oczywiście, byłoby paranoją nazywanie tego trojanem, ale w przypadku, gdyby taki dodatek w BIOS-ie został błędnie napisany mógłby zostać wykorzystany np. do ataku.

 
26. grafzero Wtorek, 27 stycznia 2009, 12:01:27
 

o firefoxie miałem pisać, ale już to zrobili;) nie muszę apta uruchamiać (i w roota się zmieniać) żeby sobie jakieś stworzonko wyhodować;P

ale zastanawiam się dlaczego tyko o wykradaniu i traceniu danych mowa? he? jak bym chciał dosika zrobić to danych kraść nie muszę - wystarczy mi iluś niewinnych userów, którzy nic nie wiedzą i dane im nie giną - mi moc wystarczy i łącze:P

nie zapominajmy o tym, nie wszyscy potrzebują roota i dane wykradać...

 
27. lsr Wtorek, 27 stycznia 2009, 13:09:56
 

Mit bezpieczeństwa linuksa wziął się - moim skromnym zdaniem - po części stąd, że przez długi czas z systemów tych korzystali raczej tylko zaawansowani użytkownicy. Ci mają jakieś pojęcie o bezpieczeństwie i nie robią głupot. Wraz z upowszechnieniem systemu wzrosła liczba syfu pisanego pod linuksa, a i użytkowników mniej doświadczonych przybyło. Oni częściej biorą soft z podejrzanych źródeł i dzięki temu okazuje się, że opinie o bezpieczeństwie na temat linuksa czy Maca są mitami. Nie ma w 100% bezpiecznych systemów. I nigdy nie będzie. Wszystko zależy od użytkowników, popularności i tego, czy twórcy złośliwego oprogramowania uznają, że warto brać się za pisanie syfu pod dany system.

 
28. LinuxKernelProtectedSecurityMo Wtorek, 27 stycznia 2009, 20:38:18
 

Na linuksa nie ma i nigdy nie będzie żadnych wirusów i trojanów koniec i kropka.

 
29. lsr Wtorek, 27 stycznia 2009, 20:55:10
 

Oczywiście. A jeżeli fakty przeczą powyższej tezie, tym gorzej dla niech :D

 
30. adremja Wtorek, 27 stycznia 2009, 21:59:05
 

"Mac OS X czy Linux nie są o wiele bezpieczniejsze od Windows."

1. Nie jest to zjawisko powszechne, do tej pory istnieje tylko kilka takich przypadków.
2. Trzeba się postarać aby załapać takiego trojana. Pod Windowsem jest to wielokrotnie łatwiejsze.
3. Założę się, że Apple będzie robiło wiele aby uniemożliwić i taki sposób rozprzestrzeniania się wirusów/trojanów. Przecież to firma, która od początku rozwijała OSXa na dwie platformy. Może tak samo po kryjomu rozwija jakiś program antywirusowy by opublikować go przez uaktualnienia gdy zajdzie taka potrzeba.
4. Większość programów, cracków itp nie wymaga hasła.
5. Informacja ta zapewne uzmysłowi wielu użytkownikom, że należy pomyśleć zanim poda się hasło.

 
31. q84_fH Wtorek, 27 stycznia 2009, 22:35:31
 

Znacie może jakiś przypadek typowego wirusa infekującego Linuksy? (ale nie takiego, który egzystował tylko w warunkach 'laboratoryjnych'). Jakoś się nigdy z czymś takim nie spotkałem, a w necie trudno cokolwiek na ten temat znaleźć.

 
32. BeteNoire Wtorek, 27 stycznia 2009, 23:58:53
 

Mi się kiedyś śniło, że ktoś/coś mi ~ eremefnął...

 
33. [LocK] Środa, 28 stycznia 2009, 01:14:59
 

Prawda jest taka, że na głupota ludzka nie ma granic, ani nie ma na nią lekarstwa ... z drugiej jednak strony trzeba się przed nią chronić, a zwłaszcza chronić tych *nie doświadczonych*.

Złapanie jakiegoś "syfa" na windowsie jest o wiele bardziej prawdopodobne, ktoś kiedyś sprawdził badania stwierdzające, że użytkownik po czystej instalacji XP'ka ma 5 min. na jego załatanie, jeżeli się w tym czasie nie wyrobi, a komp oczywiście podłączony jest do sieci, to złapie pierwszego wirusa. Niech ktoś przytoczy podobne statystyki dla Linuksa/Os X'a.

Drugą rzeczą jest instalowanie dodatkowego oprogramowania. Coraz więcej instalatorów pod windows weryfikuje sumy kontrolne ... ale co z tego skoro można je łatwo podmienić w samym instalatorze. Jeżeli chodzi o linuksa to, ciężko jest podmienić sumy na oficjalnym serwerze dystrybucji (jasne można teoretyzować ... ale to do niczego nie prowadzi, prawdopodobieństwo zajścia takich sytuacji to ułamkowe części procenta którymi nie warto się przejmować).

Reasumując, zawsze najsłabszym ogniwem systemu będzie człowiek, to na twórcy systemu mają obowiązek zadbać o swojego, de facto, klienta. Właśnie taka "troska" jest IMHO realizowana w systemie Linux, zwłaszcza biorąc pod uwagę publiczne repozytoria, sumy kontrolne i podpisy cyfrowe paczek.

 
34. arag0rn Środa, 28 stycznia 2009, 14:00:12
 

> piko: Teraz tak się zastanawiam, co robi "Linuksiarz" jak np. chce zagrać w grę, a ta nie śmiga na *NIX.

Nie wiem jak inni, ale ja odpalam Nintendo DS bo i tak grywam głównie "w drodze" :-)

 
35. Remigiusz 'lRem' Modrzejewski Środa, 28 stycznia 2009, 14:01:16
 

@q84_fH:
Widziałeś może kiedyś logi swojego sshd? Że przytoczę:
#v+
lrem lrem # grep invalid /var/log/messages | wc -l
10025
#v-
I to jest właśnie wirus, który pewnie zainfekował masę maszyn, których ,,admini'' ustawili hasło roota na toor...

W ten sam deseń bywają robaki szukające dziur w jakichś php-owych cudach. Był kiedyś robak pukający w dziurę Apacza.

Ale wszystkie te zagrożenia nie dotyczą ,,normalnych'' użytkowników od czasu, gdy popularne dystrybucje nie dają domyślnie żadnych usług nasłuchujących w sieci. Jedyne czym się serio można by martwić, to błędy w Firefoksie.

 
36. Radom Czwartek, 29 stycznia 2009, 11:07:31
 

Piotr Konieczny: "... odpale malware na swoich prawach, czy na prawach roota"

Jeśli odpalisz malware to oczywiście róznicy nie widać. Większość userów nie odpala malware oni odpalaja Photoshopa, gre czy inna aplikację nie zdając sobie sprawy że siedzi w środku wirus. Gdyby wiedzieli na pewno by nie zainstalowali malware.

 
37. SecureGuest Środa, 11 lutego 2009, 10:35:07
 

Zaraz Wam wyjaśnię, na czym polega zasadnicza różnica w bezpieczeństwie tych systemów oraz dlaczego Linux (nie każdy) jest o wiele bezpieczniejszy od obu pozostałych.

Pomijając rzecz oczywistą, o której już tu ktoś napisał - że na Linuksa nie ma "pirackiego oprogramowania" i nie ściąga się niczego z torrentów i innych p2p (a jeśli ściąga się obrazy płyt z linuksem, to zawsze można sprawdzić ich sumy kontrolne), jest jeszcze jeden, poniekąd istotny element.

Otóż Linux rozpowszechniany w formie naprawdę wolnych (od słowa FREE) dystrybucji, nie zawiera pewnych przykrych niespodzianek, które standardowo zawierają komercyjne systemy, szczególnie te rodem z USA.

W świecie specjalistów od bezpieczeństwa IT powszechnie wiadomo, że systemy Windows zawierają celowo umieszczane w nich tzw. furtki, które są efektem wymogu, jaki dla tzw. "bezpieczeństwa narodowego" nakładają agencje rządowe USA na komercyjne systemy operacyjne. Celem tych "furtek" jest umożliwienie infiltracji tych systemów przez agentów rządowych, gdy jest to z jakiegoś powodu konieczne (np. walka z terroryzmem - modna obecnie). Rzecz jasna nie tylko Windows zawiera takie cuda, ale również systemy IBMa, Cisco, Suna itd. Nie ma więc powodu by uważać, że Apple i ich Mac OS X są tu jakimś wyjątkiem (nawet ten w iPhone - w tym przypadku sama firma Apple ogłosiła nie tak dawno, że może zdalnie "wyłapać" i "unieszkodliwić" iPhone, na którym używa się pirackiego oprogramowania - co samo w sobie mówi nam, jak się rzeczy mają.

Tego typu "kwiatki" nie są jednak możliwe w przypadku niekomercyjnych dystrybucji Linuksa, tym bardziej, że są one dostępne w postaci źródeł (w 100%) i można samemu te źródła skompilować - przy pewnej dozie paranoi lub jeśli Wasza praca wymaga zachowania najwyższego, możliwego bezpieczeństwa.

Rzecz jasna, w takim systemie po prostu nie wolno zainstalować żadnej zamkniętej aplikacji (a więc Adobe Flash i Java w wersji od Suna odpadają) - niemniej - da się.

To samo dotyczy systemów z rodziny BSD, takich jak: FreeBSD, OpenBSD i NetBSD.

Wirus nie ma fizycznie szans na rozpowszechnienie się w którymkolwiek z nich (nie mówiąc o tym, że nie bardzo istnieje sposób na jego wrzucenie do systemu - użytkownik musiałby ściągnąć go w postaci źródeł, skompilować i świadomie uruchomić jako root - to już trochę za dużo wymogów... jednak).

Last but not least. tezę, że dostępność oraz ilość wirusów na dany system zależy tylko od jego upowszechnienia wygłosił swego czasu pan Gates, broniąc Windows - a więc produktu swojej wówczas firmy. Stała się ona dość popularna w niektórych kręgach, ale niestety nie ma ona potwierdzenia w realnym świecie. Dlaczego?

Zróbmy małą analizę: weźmy 100.000 losowo wybranych użytkowników Windows i np. Linuksa. Zastanówmy się: czy Windows posiada w sobie kompletne środowisko deweloperskie (kompilatory, niezbędną dokumentację itd..) - wszyscy wiemy, że nie. No i teraz.. na te 100,000 użytkowników, w przypadku Windows o programowanie w czymkolwiek otarło się około 1%, tak, jednego procenta populacji. Programować na tyle biegle, aby stworzyć wirusa.. może jakaś frakcja tego jednego procenta. Jak jest w przypadku Linuksa? Otóż: system zawiera w dystrybucji wszystkie, ważniejsze języki programowania wraz z pełną dokumentacją, a blisko 70% użytkowników systemu to programiści lub osoby uczące się programowania. Tak zresztą było w środowiskach UNIX od samego początku, od 1969 roku.

Teraz.. czy jest możliwe - że w tak ogromnej rzeszy deweloperów nie pojawi się jeden, dwóch czy nawet trzech oszołomów piszących złośliwy kod? Przez tyle lat? (Sam Linux istnieje od 1989 roku, a UNIX od 1969!). Raczej nie! A więc, jeśli przez te 40 lat nikt nie napisał wirusa szalejącego po systemach UNIX/Linux, to jednak o czymś to świadczy. Dobranoc Państwu.

 
38. Piotr Konieczny Środa, 11 lutego 2009, 11:19:37
 

SecureGuest: Piękny język, długa wypowiedź, ale niestety, bajkopisarstwo w kilku miejscach... ;-)

Ponieważ wszystkie Twoje argumenty na temat nietykalności linuksa zostały już wcześniej obalone, odniosę się tylko do ostatniego akapitu, jednym, miażdżącym słowem - rootkity.

PS. Co do iPhone'a - zaufałeś prasie. W rzeczywistości ta marketingowa funkcja deaktywacji pirackiego oprogramowania na telefonie odbywa się poprzez zainicjalizowanie połączenia do serwera Apple i pobrania pliku, w którym znajduje się nazwa aplikacji do odinstalowania. Połączenie do serwera wyłącza się przez /etc/hosts ;)

 
39. SecureGuest Środa, 11 lutego 2009, 13:52:33
 

Piotrze... powiem tak:

Współorganizowałem (nie tak dawno temu) konkurs, w którym nagrody były całkiem słuszne... (indeks prywatnej uczelni informatycznej, konkretne zestawy komputerowe itd).

W konkursie tym wzięło udział nieco ponad 4000 młodych, ambitnych ludzi w wieku około maturalnym... no i?

No i.. było tam kilka etapów (zadania ogólnie z zakresu matematyczno-informatycznego), ale z punktu widzenia toczącej się tu dyskusji najciekawszy był etap ostatni, do którego przeszło kilkudziesięciu uczestników - zaledwie.

Otóż stał sobie serwer pod Ubuntu (takim zwykłym, prosto z dystrybucji, bez zmian w konfiguracji). Był sobie na nim Apache + PHP + standardowe narzędzia + całe środowisko deweloperskie + UWAGA - każdy uczestnik miał swoje własne konto shellowe, z dostępem do kompilatora i wszystkich zabawek - dostępne po SSH.

Umowa gentelmeńska była taka, że organizatorzy nie będą instalowali ani jednej łatki w czasie trwania etapu, etap potrwa 2 tygodnie i w tym czasie zadaniem uczestników jest:
- uzyskać dostęp do katalogów stron WWW na tym serwerze,
- umieścić tam własną stronę,
- utrzymać kontrolę nad tym przez resztę czasu trwania etapu,
- na koniec przedstawić kompletny opis jak zostało to wszystko zrobione.

Ubuntu jak wiemy dostępne jest też w postaci źródeł - a więc uczestnicy mogli szukać dowolnych błędów w kodzie!

Uczestnicy mieli też zagwarantowane 100% prawo crackowania systemu bez stresu, obaw o ewentulne oskarżenia, ściganie przez policję itd. (co w realnym życiu raczej nie ma miejsca) - słowem warunki pracy było komfortowe.

I co? I nic. Nikomu nie udało się rozwiązać "zadania", pomimo iż organizatorzy zgodzili się (na wniosek uczestników na forum) przedłużyć konkurs o jeden weekend, który wypadał na końcu owych 2 tygodni.

Cóż.. nie będę ukrywał, że wszelkie akcje wykonywane przez uczestników były rejestrowanie i zostały przeanalizowane, dzięki czemu udało się zgromadzić sporo ciekawego materiału na temat działań potencjalnych włamywaczy sieciowych i to tych z wyższej półki (wcześniej ludzie zakwalifikowani do tego etapu wykonali szereg dość trudnych zadań).

Dodam, że uczestnicy mieli pełne prawo ściągania i uruchamiania dowolnych eksploitów i innych świństw z sieci oraz pisania własnych programów tudzież używania każdego narzędzia, które jest zainstalowane w systemie (łącznie z suidperl, który też tam był zainstalowany ;-)).

Niestety wyniki z tego konkursu (jak i z następnej jego edycji) obaliły właśnie kilka mitów, a w tym:

- że jeśli użytkownik ma dostęp do konta shellowego, to system jest jego,
- że przed zdolnym włamywaczem nie ma bezpiecznych miejsc, ;-)
- że system Linux jest dziurawy "by default".

Natomiast dało się potwierdzić kilka tez, które zresztą głoszę w swoich referatach i artykułach od lat wielu:

- że aby serwer był w miarę bezpieczny wystarczy, aby administrator wyłączył zbędne usługi i instalował aktualizacje w chwili, gdy się one ukazują,
- że tak naprawdę tzw. "hacker" to głównie mit, o wiele bardziej niebezpieczni są legalni użytkownicy systemu, którzy po prostu popełniają błędy (np. zapychając zasoby maszyny) (te dane akurat pokrywają się z wynikami analiza Gartnera co do procentowego udziału poszczególnych zagrożeń sieciowych systemów IT), czy też ludzie zajmujący się inżynierią socjotechniczną.

W przypadku serwera w sensownie zarządzanej sieci korporacyjnej nie ma szans na to, że włamywacz będzie działał przez dwa tygodnie, wypróbowywał dziesiątki ataków i nikt nic z tym nie zrobi. Sam system IDS nie pozwoli na takie działania - czysto automatycznie.

Co do iPhone'a - całośc systemu działa z uprawnieniami root-a, wiedziałeś o tym? Mam nadzieję, że tak. :)

PS.
OK, to co tu piszę jest nieco niesportowe, gdyż zagadnieniami bezpieczeństwa zajmuję się zawodowo od 1988 roku. Niemniej.. staram się odróżniać zagrożenia występujące w teorii od rzeczywistości, bo teoretycznie to można wszystko, tylko problem w tym, że w realnym żyiuc, w prawdziwych systemach IT pewne zagrożenia po prostu nie występują "w wersji produkcyjnej", że tak to określę - nawet jeśli istnieje jakiś proof od concept.

Pięknie to wyraził Emmanuel Goldstein (Eric Corley) na imprezie "Hacking at the End of the Universe, Summer Congress 1993" w Lelystad w Holamndii:

"Internet istnieje już 25 lat, a my wszyscy nadal żyjemy!"

W odpowiedzi na pytanie dziennikarza, czy jako szef największego wydawnictwa hackerskiego na Świecie uważa, że cracker może wszystko. :) Słowem - słowo rootkit nie rzuca mnie na kolana - bynajmniej.

PS2.
Bardzo fajny i ciekawy blog.

 
40. Piotr Konieczny Środa, 11 lutego 2009, 14:35:18
 

SecureGuest: Na początek - czapka z głów za organizację konkursu. IMHO to jedno z ciekawszych wydażeń z pogranicza edukacji, IT i security. które możemy obserwować w Polsce. Brawo!

Co do atakowania defaultowej instalacji Ubuntu, mogę dorzucić swoje trzy grosze.

Od dwóch lat prowadzę szkolenia z bezpieczeństwa komputerowego w krakowskim Compendium. Nasze flagowe szkolenie "Praktyczne aspekty testów penetracyjnych" trwa trzy dni. Przez pierwsze dwa pokazuję techniki ataku i ochrony zasobów w sieci, prezentuję narzędzia, opowiadam o metodologii. Trzeci dzień to swoistego rodzaju wewnętrzny egzamin, na którym kursanci mają okazję legalnie przećwiczyć świeżo nabytą wiedzę. Stawiam na VMWare sieć - ludzie dostają adres gateway'a do sieci. Nie znają jej topologii. Widzą natomiast na projektorze logi z checkpointa, który nie jest skonfigurowany by blokować ataki - wręcz przeciwnie, permit all & log by studenci od razu widzieli to, co i administrator atakowanej sieci. Zadaniem studentów jest zidentyfikować zasoby w sieci, wybrać *dowolny* cel i zostawić na nim swoje nazwisko. W sieci znajdują się zarówno różne systemy Windows jak i Linux. Podkreślić należy, że stare, bardzo nawet - właśnie po to, żeby "dziur" było pod dostatkiem.

I teraz najciekawsze. Na szkolenia do nas przychodzą pracownicy działów bezpieczeństwa największych polskich i zagranicznych firm. Osoby, które wiedzą, co to jest sniffer, asembler, i że w bashu można dopełniać komendy tabem... Z reguły nie szkolę grup większch niż 5 osób (względy wyłącznie komfortowe) - statystyka prezentuje się tak:

4/5 osób identyfikuje podatny na atak system w sieci, ale nie jest w stanie przeprowadzić ataku do końca - nawet za pomocą narzędzi typu metasploit.
1/5 próbuje kompilować exploity
2/5 uda się zostawić swoje dane na którejś z maszyn.
1/5 próbuje włamać się na mojego służbowego laptopa ;)

Podkreślam; systemy w sieci laboratoryjnej są "wiekowe" (wiecie jak ciężko jest znaleźć .iso niepołatanego Linuksa?). Wydawać by się mogło, że wszystkie osoby po szkoleniu z "hackingu" byłyby w stanie z powodzeniem zaatakować dowolny system komputerowy. Na pewno mają dostęp do zarówno wystarczającej wiedzy jak i odpowiednich narzędzi. Na szczęście, nie wszyscy są w stanie. Czego brakuje? Moim zdaniem, o ile w 3 dni da się nauczyć narzędzi, metodologii i teori dot. pentestów - to nie da się nauczyć w tak krótkim czasie odpowiedniego myślenia, charakterystycznego dla pentestera. Ja mam podobnie jak Schneier, kiedy wchodze do sklepu, jestem na lotnisku, wchodzę na koncert, zawsze zastanawiam się gdzie są blind-spoty kamer, i jak można by oszukać sytem monitoringu, przemycić coś przez bramkę, nagiąć zasady... Tego nie da się nauczyć w 3 dni, czy nawet 3 miesiące....

Wracając do głównego wątku:

W 100% zgadzam się z tezami, które głosisz w swoich referatach. Podobne opinie wygłaszam na swoich ;-) Opublikowawszy kiedyś artykuł na temat przełamywania zabezpieczeń sieci bezprzewodowych, do dziś dostaję e-maile od osób, którym udało się znaleźć hasło/klucz... ale nie potrafią go użyć (sic!) [przykład: "Cześć, zrobiłem wszystko jak opisałeś i dostaję klucz AA:BB:CC.. ale po przeklejeniu do Mój komputer -> sieci wifi -> etc. dalej nie mogę połączyć się z siecią..."]. Na tej podstawie dochodzimy do wniosku, że dziurawy cel, wiedza & narzędzia nie wystarczają aby z powodzeniem przeprowadzić atak.

Konkludując, czymże jest Twój komentarz, jeśli nie zgodą do zaprezentowanej w moim poście tezy, że niezależnie czy masz Windows czy Linuksa czy OS X, jesteś tak samo podatny na atak. Cytując ""hacker" to głównie mit, o wiele bardziej niebezpieczni są legalni użytkownicy systemu" - tych każdy z OS-ów ma takich samych, równie głupich i równie mądrych, równie leniwych i równie podatnych na social engineering ;-).

P.S Wydaje mi się że w przypadku konkursu przeznaczonego dla Licealistów, grupa docelowa nie jest na tyle reprezentacyjna, żeby wyciągać wnioski odnośnie "całego" internetu, zwłaszcza undergroundu. Na marginesie, przypuszczam, że ciekawszym materiałem do rejestracji byłyby ataki złapane na dowolnym honeypocie (jeśli nie miałeś okazji pobawić się dostępnymi na rynku rozwiązaniami, mocno polecam ugryźć ten temat - bardzo kształcące).

P.P.S. Ciągnąc peesowy wątek iPhonea - wiedziałem ;-) W Androidzie zresztą jest podobna sytuacja. W tym temacie polecam książkę Zdziarskiego, pt. iPhone Forensic - ten telefon pozwala na o wiele więcej (i o wiele ciekawszych) wektorów ataku na ;-)

 
41. SecureGuest Środa, 11 lutego 2009, 15:29:21
 

Zacznę od tego, że generalnie jest tak, jak napisałeś. :)

Bardzo spodobał mi się fragment o szkoleniach, które robisz.

Co do myślenia - cóż.. ja też zaczynałem od łamania zabezpieczeń (zarówno w oprogramowaniu lokalnie, jak i w serwerach sieciowych), a kilka lat później zająłem się łataniem dziur w aplikacjach i systemach. :) Teraz mam mniej więcej takie samo podejście - jeśli widzę gdzieś podniesiony poziom bezpieczeństwa, to odruchowo wyłapuję dziury - np. właśnie na lotnisku, w banku czy w podobnych miejscach. Łącząc się przez WiFi w hotelu - odruchowo sprawdzam co tu mają "nie tak" w konfiguracji. :) Takie zboczenie.

Natomiast dla mnie źródłem najbardziej miarodajnych wyników analiz z "realnego świata" - są testy, które wykonuję w ramach swojej pracy w instytucjach finansowych, rządowych czy w firmach, które są atrakcyjnym celem ataku dla wszelakiej maści włamywaczy/trojanów (niekiedy nawet celowo pisanych celem skompromitowania danej, konkretnej sieci). Tu jest dopiero "jazda" bez trzymanki - czego ludziki nie wymyślają niekiedy! :)

I to co widzę, w naprawdę sensownych instytucjach, gdzie stosuje się dość wymyślne metody kontroli bezpieczeństwa (i kompleksowe - czyli: fizyczne, logiczne i prawne) - naprawdę incydenty tego typu są głównie ciekawostką, o której się słucha na rozmaitych konferencjach. Po prostu dziś istnieją już piekielnie dobre narzędzia do zapewnienia wysokiego poziomu bezpieczeństwa i kontroli działań użytkowników.

Bardzo ważny jest tu "model użytkownika", który w sieci korporacyjnej - nawet pracującej w 100% pod Windows - znacznie bardziej przypomina model znany z UNIXa niż Windows. O co chodzi?

Otóż.. polityka bezpieczeństwa, domena, GPO - biedny user nawet pendriwa nie może użyć, jeśli admin mu nie pozwoli, bo jego system zwyczajnie go nie obsłuży i cześć. Do tego dochodzi monitoring, systemy wykrywania ataków, personel siedzący przy konsolach 24h/7 (rzecz jasna w systemie zmianowym ;-)) itd.

Ale zauważ, że to działa tylko w układzie, gdzie jest admin (.. są admini) i ZU. Gdzie ZU niczego nie instaluje, ani nie konfiguruje samodzielnie, a już broń Boże nie ściąga warezów z torrenta - bo nie może.

Do czego zmierzam?

Otóż systemy UNIX powstały nie dla początkujących użytkowników peceta (bo wtedy takowego nie było), tylko dla informatyków, którzy wiedzą co robią (przynajmniej jest takie założenie).

Tak jak pisałeś gdzieś tam powyżej - w takim systemie niefrasobliwość usera najwyżej skończy się lamentem, że mou ktoś wyrzezał dane z jego konta i.. w zasadzie tyle. :) Daczego? No bo do istotnych zasobów systemu, w tym pisania do aplikacji ma dostęp wyłącznie admin.

Pominąłeś tu jeden detal - ochroną przed tym jedynym problemem są.. backupy. Jak wiemy - "tylko twardziele nie robią backupów" - jeśli ktoś nie ma kopii zapasowej, to sam jest sobie winien. Jeśli admin jej nie robi.. to niestety powinien zmienić pracę (zresztą zaraz, jak to jest możliwe, że wykonywanie kopii zapasowych nie jest kontrolowane, monitorowane itd?).

Problem z Mac OS X (w o wiele mniejszym stopniu jednak z Linuksem) polega na tym, że tutaj rolę "admina" pełni ten niedouczony najczęściej ZU (no dobra.. jest OS X Server, często ma jakiegoś admina.. ale do tej pory nie miałem szczęścia spotkać dobrego.. sam nie wiem czemu). Może to kwestia środowisk, które tego systemu używają... nie wiem. :>

Analogią w tzw. "realu" byłaby sytuacja, gdyby jedynym wymogiem do prowadzenia auta było nauczenie się od kogoś z rodziny, jak się wciska pedały i jak się uruchamia silnik. Myślę, że wyjście na miasto wymagałoby ogromnej odwagi w takim świecie! A tak przecież dzieje się w systemach desktop instalowanych w domach, szkołach czy małych firmach (ok, nie we we wszystkich, ale w większości). Uprawnienia administratora mają często ludzie, którzy nie powinni mieć uprawnień ZU.. tak na dobrą sprawę!

Dlaczego Windows wypada tu najgorzej z całej trójki (powiedzmy, że BSD pomijamy)???

Bo jest to jedyny system, w którym ZU praktycznie musi pracować z uprawnieniami admina, żeby większa część oprogramowania (domowego) po prostu działała.

Skonfiguruj ograniczone konto w XP lub Viście i postaraj się zainstalować najbardziej znane gry, czy inne aplikacje nie od M$ i.. spróbuj ich użyć. Głupi Wakan nie działa tak, jak powinien, a grą nie jest! :D

Dalej, architektura jądra Windows (nadal podatna obsługa komunikatów) warunkuje niższy poziom bezpieczeństwa niż w *NIXach, _nawet_ - gdyby nie było w tym systemie celowo tam wstawianych dziur "rządowych". Po prostu ten produkt tak ma. Microsoft robi ostatnio wiele, żeby choć trochę poprawić sytuację (mniej więcej od XP SP2), niemniej bez przepisania jądra i zmiany kilku innych rzeczy to się nie uda do końca (już w Windows 7 beta widzę, że większość rzeczy jest jak w Viście, pomimo widocznych poprawek).

W Mac OS X bardzo niepokoją mnie wszystkie rozwiązania zamknięte, które Apple tam wkłada na siłę (praktycznie całe GUI i związane z nim mechanizmy) i niestety jestem przekonany, że OS X jest dziurawy jak sito (choć sam go używam - głównie do prezentacji w Keynote i pracy "w delegacjach" - niemniej do trzymania istotnych danych używam Linuksów z całą masą ciekawych zabezpieczeń - poczynając od szyfrowania całych partycji - w tym, rzecz jasna - swapowych).

Dlaczego? Bo Linux tu po prostu wypada najlepiej. Jeśli sam przygotuję: okrojone do moich potrzeb jądro, skrajnie minimalny system tak, że mam tylko, dokładnie te narzędzia, które są wymagane do danej pracy, jeśli dołożę do tego szereg dostępnych w Linuksie mechanizmów bezpieczeństwa - od tych, które oferuje jądro - a w tym: firewall czy filesystem - po rozwiązania działające w userlandzie - to po prostu mogę sobie z tego zrobić informatyczną "fortecę", która nawet po fizycznym dostaniu się w czyjeś "łapiątka" jest dość bezpieczna.. a o dowolnych atakach z sieci można po prostu zapomnieć. Rzecz jasna muszę śledzić informacje dotyczące wykrywanych dziur, wrzucać łatki itd. Ale to i tak robię - bo muszę. :)

Tu uwaga do czyjejś wypowiedzi powyżej: faktycznie atak DNS na repozytorium nie ma sensu (w przypadku sensownych dystrybucji - jak np. Debian) - gdyż paczki są podpisywane cyfrowo i nawet jeśli uda nam się podstawić lewe repo pod ten sam adres w DNS, to nie uda nam się podpisać paczek i system ostrzeże usera, że paczki nie są podpisane lub są podpisane innym kluczem. I po ataku! Słowem - zaatakować skutecznie dobrego Linuksa jest niezwykle trudno.

Nigdzie nie twierdze, że młodociany entuzjasta Linuksa zrobi sobie sam takie rzeczy - ale jest to w Linuksie (czy BSD) możliwe, a w Windows i OS X niestety nie (chyba, że z OS X zostawisz Darwina, ale wtedy to jest Darwin, a nie OS X ;-)).

Co do iPhone: to urządzenie mnie przeraża, a zakochani w nim jego fanatycy jeszcze bardziej mnie przerażają. ;-))))

 
42. Piotr Konieczny Środa, 11 lutego 2009, 20:24:22
 

Cieszę się, że udało nam się dojść do kompromisu, tym bardziej, że przy pomocy treściwej i ciekawej dyskusji, za którą rzecz jasna dziękuję. Zachęcam do odwiedzania (i komentowania) w przyszłości ;-)

Co do iPhone'a - ja sobie chwale. Po tzw. jailbreake'u ma się dostep do systemu na prawach roota i możliwość skompilowania dowolnego oprogramowania z Linuksa... Dzięki temu, za pomocą iPhone'a mogę przeprowadzić wstępny pentest już podczas pierwszej rozmowy z klientem. Z reguły robi to niemałe wrażenie, a wow effect wyraźnie pomaga przy negocjowaniu kontraktu :)

 
43. Tomasz Sobota, 21 lutego 2009, 14:47:57
 

WOW,
Ciekawa dyskusja,
jestem pod wrażeniem,
FACHOWCY się dogadali,
A "fanboji" się uspokoili,

Pozdrawiam

 

Dodaj komentarz:

Wyślij pustą wiadomość, aby śledzić komentarze przez bota.
Komentarze są własnością osób komentujących.
Właściciel bloga nie ponosi za nie odpowiedzialności.
Komentarze nie na temat będą usuwane.

Ofiara

Jeśli powyższy wpis przydał Ci się w jakiś sposób,

autorowi :-)

Czytelnicy:

« wszystkie wpisy