Piotr Konieczny

konsultant ds. bezpieczeństwa, podróżnik,
hobbystycznie fuksiarz i gadżeciarz
szkot, prawie spadochroniarz...
nienawidzi zielonego.


Reklama: Porównywarka cen

Sobota, 12 lipca 2008 :: 17:10:45

Z PEKAO wyciekły setki poufnych informacji!

Szczegółowe dane osobowe i zdjęcia tysiąca osób "nieświadomie" udostępnił w internecie bank PEKAO S.A. Wszystko za sprawą serwisu zainwestujwprzyszlosc.pl skierowanych do młodych ludzi ofert stażu. Setki listów motywacyjnych i CV pełne danych osobowych można znaleźć pod adresem http://www.zainwestujwprzyszlosc.pl/files/0/ Czytaj dalej... # 37 komentarzy


Wtorek, 27 listopada 2007 :: 10:59:23

Mobilna tożsamość

Pamiętacie moje ostatnie rozterki prawne dotyczące odpowiedzialności za złamanie internetowej ciszy wyborczej, w przypadku gdy autor mieszka w Szkocji, pisze po polsku pod domeną belgijską utrzymywaną przez serwery w USA na systemie blogowym znajdującym się w Niemczech?

Chyba niebawem dowiem się, jak to jest z tą "inter-narodową" odpowiedzialnością prawną, bo podobny problem spotkał jedną z internetowych książek telefonicznych, o czym pisze dzisiejszy Money. Czytaj dalej... # 6 komentarzy


Sobota, 20 października 2007 :: 14:40:35

Blog i łamanie ciszy przedwyborczej…

Mój blog oparty jest o system znajdujący się w Niemczech, jest pisany po polsku ale pod belgijską domeną, hostowaną na serwerach w USA — ja natomiast mógłbym znajdować się teraz w Szkocji...

Czy biorąc pod uwagę powyższe, jeśli dziś napiszę tu, żebyście głosowali na partię X, to złamię ciszę przedwyborczą?

Wolność informacji w dzisiejszych czasach, to chyba największe dobro, ale zarazem i największy problem ludzkości... Czytaj dalej... # 24 komentarze


Niedziela, 09 września 2007 :: 01:44:47

28 tygodni później...

Rzadko zdarza mi się trafić na dobry film. Dobry, to znaczy taki, na którym nie usnę. Filmy bowiem, oglądam zmęczony, wieczorem, leżąc. Tego typu podejście do kina, to taki mój naturalny filtr kmiotów; jak już usnę na którymś z filmów, to nigdy go nie kończę.

Dziś jednak, zostałem przyjemnie zaskoczony. Po całym dniu spędzonym na moim nowym nabytku, wyczerpany, zasiadłem do filmu: Czytaj dalej... # 27 komentarzy


Sobota, 14 lipca 2007 :: 00:05:22

Co o Polakach (kibolach) myślą Brytyjczycy?

Często jestem pytany, jak nas, Polaków, odbiera się za granicą?. Czy Brytyjczycy, z którymi przecież już tak mocno się zaprzyjaźniliśmy za sprawą Wielkiej Emigracji, dalej uważają nas za wódziane ochlajmordy z partackim akcentem? Czy może dominuje już wizerunek magistra inżyniera na wózku widłowym, sterczącego po godzinach na zmywaku? Ciężko się zdecydować, który ze stereotypów jest powszechniejszy, zaskakuje natomiast to, że niektórzy myślą, iż główny opór ZOMO-wcom stawiali polscy "kibole" ;-) Czytaj dalej... # 21 komentarzy


Niedziela, 27 maja 2007 :: 19:58:28

Jak znaleźć pracę w Anglii? Ile kosztuje życie na Wyspach?

Oto problem większości blogerów-emigrantów... Nie ma dnia, żebym nie dostał pytania w stylu:

  • * Jak znaleźć pracę w Anglii?
  • * Ile kosztuje życie na Wyspach?
  • * Czy warto wyjechać za granicę?

Ostatnio liczba e-maili i wiadomości Gadu-Gadu dotycząca tego tematu zwiększa się — zapewne studenci szykują się do wakacji ;-) Niestety, choćbym chciał, nie mam czasu, żeby odpowiedzieć każdemu z osobna — przepraszam. Pozwólcie zatem, że potraktuję Was zbiorowo ;-)

Czytaj dalej... # 34 komentarze


Sobota, 19 maja 2007 :: 19:02:40

Polskie jedzenie w UK

Tęsknota to ponoć jedna z największych bolączek emigrantów... Ostatnie lata pokazały jednak, że można z nią walczyć. Tęsknotę za bliskimi zostawionymi w byłej Ojczyźnie pokonujemy internetem, tanimi liniami lotniczymi i jeszcze tańszymi, bo darmowymi rozmowami VoIP. Z tęsknotą za jedzeniem walczyliśmy za pomocą paczek z żywnością i strasznie drogich (kochamy was rodacy :>) Polish shopów. Teraz jednak szykuje się rewolucja! Sieci supermarketów zaczęły masowo wprowadzać do swojego asortymentu polską żywność i inne rodzime produkty...

Oto wybrane polskie rarytasy, jakie udało mi się upolować w supermarkecie. Czytaj dalej... # 31 komentarzy


Poniedziałek, 19 marca 2007 :: 16:48:52

TVN ratuje Polaków na emigracji (Fakty Online)

Wczoraj psioczyliśmy wraz z kilkoma polskimi 'uciekinierami' na TVP — serwisy informacyjne; Wiadomości, Teleexpres, Panorama, które zawsze dało się ściągnąć ze strony głównej TVP.pl przeniesiono do dupiastego iTVP. Od wczoraj streaming leci na niestandardowym porcie, odcinając tym samym dostęp do informacji z kraju emigrantom korzystającym z potężnej sieci JANET w UK (obowiązuje w niej blokada portów !80). Czytaj dalej... # 28 komentarzy


Poniedziałek, 19 marca 2007 :: 03:22:33

10 najlepszych starych seriali telewizyjnych (Top Ten old TV Shows theme/intro songs)

Ten wpis kierowany jest do tych trochę starszych Czytelników bloga...

Kilka dni temu w mojej kamienicy padł Internet (a to nigdy się nie zdarza). Już po chwili można było zobaczyć ludzi latających z góry na dół po schodach z laptopami w ręku. Sprawdzali, czy sieć działa u sąsiadów — mamy po jednym AP na każde piętro. Nie działała. Nagle nikt nie miał nic do roboty i nie wiedział gdzie się podziać... Czytaj dalej... # 339 komentarzy


Sobota, 10 marca 2007 :: 20:50:51

Komputer z kurczaka?

"Hakerskich" zakupów ciąg dalszy. Kilka dni temu, po wizycie w supermarkecie spojrzałem na paragon i osłupiałem... Właśnie stałem się nabywcą dwóch komputerów zrobionych z bekonu i kurczaka! Mało tego, na paragonie wylistowano prawie kilogramowy chip! (Core Duo Kilogramo?). Niestety, w torbie z zakupami niczego takiego nie znalazłem :-( Czytaj dalej... # 25 komentarzy


Piątek, 23 lutego 2007 :: 22:43:49

Pierwszy polski kilt w Szkocji

Scottish Kilt Kiedy zapytasz Polaka, z czym kojarzy mu się Szkocja, prawie na pewno usłyszysz ironiczne: z facetami w sukienkach! Szczerze mówiąc, to nie ma wizyty w Polsce, żeby ktoś ze znajomych nie zapytał mnie, gdzie zgubiłem kieckę... No ale czemu się dziwić? W końcu kilt, oprócz whisky, jest chyba najbardziej znanym symbolem Szkocji.

Tkanina, z której szyje się tradycyjne kilty to tartan. Jej wzór i barwa reprezentują poszczególne klany zamieszkujące Szkocję. Dziś na jogu Kasi przeczytałem, że Szkoci na dobre przyjęli nas do swojej rodziny — zaprojektowano pierwszy polski tartan! Czytaj dalej... # 26 komentarzy


Wtorek, 20 lutego 2007 :: 21:27:18

Zakupy z hackerem

Muszę jeść. Muszę pić. Muszę chodzić po zakupy. A mój najbliższy supermarket znajduje się zaraz na szczycie Buchanan Street, najpopularniejszego deptaku w Glasgow. Mam do niego pięć minut, ale przecież w trakcie rush-hours, kolejki do kas meandrują aż do stoisk z pieczywem (ulokowanych na tyle). Cóż za strata czasu, te zakupy!

Dziś pokażę jak zoptymalizować zakupy tak, by nauczyć się hakowania podczas spaceru do supermarketu i w trakcie stania w kolejce do kasy. Czytaj dalej... # 27 komentarzy


Sobota, 06 stycznia 2007 :: 20:09:16

Zhakowałem rurę skarpetką... (Lifehacking)

Poniższy wpis traktuje o tym, jak zwykły, szary informatyk, pod wpływem przytłaczającego życia, poczuł nagłą potrzebę zabawy w PrawdziwegoMężczyznę™, czyli takiego, który dobrze zna się na rurach, śpi z prawie każdą nowopoznaną kobietą, a w dodatku potrafi w jednej ręce utrzymać klucz francuski i jednocześnie zanurkować pod zlew pokazując pośladki. Tak, dziś byłem hydraulikiem.

Wróciłem po trzech tygodniach do swojego szkockiego mieszkanka z urlopu w Polsce ...i zastałem wielki smród z towarzyszącą mu kałużą wody. W którymś momencie, w ciągu ostatnich trzech tygodni musiał paść zawór w rurze doprowadzającej zimną wodę do umywalki w pokoju i na dzień dzisiejszy zakapało mi ok. 20% mieszkania. Czytaj dalej... # 54 komentarze


Niedziela, 17 grudnia 2006 :: 23:44:57

Time wybrał Cię człowiekiem roku - gratulujemy!

Jak donoszą dzisiejsze Wiadomości (Fakty przegapiłem, bo odsypiałem zlot 3f8b281e9feccfd47cd7f38b319e2627) w 2006 roku honory Człowieka Roku przypadły każdemu z nas. Tygodnik Time docenił wszystkich internautów, a uzasadnienie jest proste:

You control the Information Age
Czytaj dalej... # 10 komentarzy


Piątek, 15 grudnia 2006 :: 19:39:58

Spędziłem noc przed sex-shopem...

Właśnie wstałem. Jest 4 am — godzina, o której zazwyczaj dopiero kładę się spać. Ostatnią noc spędziłem leżąc na posadzce przed sekszopem.

Frankfurt erotic dreams Czytaj dalej... # 4 komentarze


Poniedziałek, 11 grudnia 2006 :: 19:54:08

Św. Mikołaj postrzelony w głowę (brutalne reklamy świąteczne)

Wszyscy piszą o świętach... Ba! Ja sam ciągle słucham Last Christmas Dżordża Majkela & Wham (hehe). W Glasgow sypnęło nawet na chwilę śniegiem - z deszczem oczywiście :-) I właśnie z tej okazji, wklejam 3 klipy, które zafundowały mi dziś dobry humor (bo śniegu nie cierpię). Czytaj dalej... # 5 komentarzy


Poniedziałek, 04 grudnia 2006 :: 20:15:38

...i dlatego kocham internet! (cz. 2).

Kiedy prawie pół roku temu pisałem posta o Monice, której za pomocą LinkedIn pomogłem odnaleźć zaginionego dawno Michała, zastanawiałem się ile przyjdzie czekać na kolejne osoby, którym w jakiś sposób "pomoże" prowadzony przeze mnie blog... Czytaj dalej... # 7 komentarzy


Sobota, 02 grudnia 2006 :: 14:56:12

Gazeta.pl to ZŁO i nacjonalizm internetowy

Od trzech dni nie mam dostępu, do tego co piszą koledzy na Bloksie, a wszystko dlatego, że Gazeta.pl nieudolnie odpiera atak DDoS, wycinając CAŁY ruch z zagranicy. POLSKA DLA POLAKÓW!!@!!!!!111!!cos0, nie?. Czytaj dalej... # 16 komentarzy


Czwartek, 30 listopada 2006 :: 20:15:19

Hacking VoIP with Whisky & Google

Jak informatycy popiją to... rodzą się ciekawe pomysły.

Często, korzystając z VoIP, jakość połączenia nie jest idealna. A to utnie sylabę, a to zro-bo-ty-zu-je głos... Rozmówca traci wtedy tzw. wątek, co nie sprzyja sprawnemu załatwianiu krytycznych spraw przez telefonię internetową.

Postanowiliśmy więc, wraz z Collinem, zmierzyć się nie tylko z whisky, ale i z tym problemem :-) Oto, co przyszło nam do głowy. Czytaj dalej... # 6 komentarzy


Czwartek, 16 listopada 2006 :: 01:00:56

Ćpaj mleko zamiast amfetaminy

Takie plakaty wiszą w Glasgow: Google scotland_flying_high_milk_social Czytaj dalej... # 8 komentarzy


Wtorek, 31 października 2006 :: 18:11:44

Samhain, a nie Halloween

Spacerując dziś ulicami Glasgow można dostrzec rozmaitych przebierańców. Sam spotkałem człowieka przebranego za krwiożerczy odkurzacz... Niesamowite wrażenie robią też dekoracje, i to nie tylko witryn sklepowych, ale także całych budynków. Spektakularnie wyglądają wieże/kominy stylizowane na ociekające krwią szyje z oderwaną głową ;-)

Poniżej kilka fotek, które linkowałem już rok temu:

Halloween is comming Halloween is comming Czytaj dalej... # 12 komentarzy


Poniedziałek, 23 października 2006 :: 01:13:56

Smaczna torba na laptopa

Temat torby na laptopa poruszałem już jakiś czas temu, w poście pod tytułem strzelająca torba na laptopa. Był to autorski projekt wytrzymałej konstrukcji, pozwalającej bezpiecznie przenosić laptopa w plecaku.

Od tamtego czasu, kilkunastu z Was poinformowało mnie, że opisana przeze mnie konstrukcja została wypróbowana i sprawdza się całkiem nieźle. Troba na notebooka mojego pomysłu towarzyszyła Wam zarówno w lotach interkontynentalnych jak i na trasie uczelnia-dom ;-). Taki jeden, to nawet słoje miodu obok torby z laptopem wpakował do plecaka — i nic się nie stało!

Osatnio na apcohu trafiliśmy na ślad zdjęć innej, oryginalnej i co najważniejsze, całkiem smakowitej torby na laptopa... Czytaj dalej... # 0 komentarzy


Czwartek, 12 października 2006 :: 13:08:20

Piotr Konieczny nie żyje

W Szkocji już wszystko ma wystrój Halloween (nawet butelki Coca-Coli). Natomiast w Poznaniu działa wyszukiwarka... grobów. Znajac dane zmarłego, możemy poznać lokalizację jego grobu (wyszukiwarka zwraca nam także mapę cmentarza). IMHO, jest to jeden z ciekawszych projektów polskiego Internetu. Czytaj dalej... # 15 komentarzy


Sobota, 30 września 2006 :: 22:57:42

Kaczyńska gra od Sony

Urlop skończony. Wróciłem do Szkocji, a po burzliwym tygodniu (3 przeprowadzki!) udało mi się znaleźć własne, przytulne mieszkanko - niestety z innym niż rok temu widokiem z okna. Już mam internet i już powoli wracam do życia on-line. (Nie to, żeby to off-line było jakieś złe... - ale to temat na osobny wpis). Czytaj dalej... # 4 komentarze


Wtorek, 25 lipca 2006 :: 00:35:34

Google Future, czyli wyszukiwanie informacji przy pomocy zdjęć, obrazków i tagów RFID

Ta notka (oryginalnie i w lekko zmienionej formie) ukazała się także na Blogu Redakcyjnym DI. Przy okazji przypominam, że każdy z Czytelników DI może współtworzyć redakcyjnego bloga, do czego serdecznie zachęcam! (piszcie na adres redakcji).

Google — korporacja która inspiruje

To niesamowite, jak bardzo firma ta pobudza ludzką wyobraźnię! Zobaczcie sami — w poniższym artykule, postaram się pokrótce przedstawić idee, jakie zrodziły się nie w głowach doświadczonych inżynierów Google, ale w umysłach zwykłych użytkowników wyszukiwarki. Czytaj dalej... # 15 komentarzy


Piątek, 30 czerwca 2006 :: 20:58:02

Do zobaczenia. Korporacja mnie dopadła. Na dobre.

Zaczęło się niewinnie, jakieś dwa miesiące temu. IBM opłacił mi samolot do Southampton i zaprosił do siebie. Czarna taksówka czekała pod lotniskiem. Czytaj dalej... # 8 komentarzy


Niedziela, 21 maja 2006 :: 18:27:31

Pub crawling. Szkocka nagroda za ciezki tydzien.

Dzis sniadanie zjadlem na obiad (pore posilku zasponsorowal wczorajszy pub crawling z sasiadami, bedacy nagroda za ostatni tydzien ,,ciezkiej pracy'').

A pub crawling mozna podsumowac tak:

Czytaj dalej... # 1 komentarz


Sobota, 13 maja 2006 :: 20:47:44

Tu nie ma Hip-Hopu! - Night, pub, music & Glasgow

Glasgow. Tu wyrosły takie zespoły jak, The Delgados, Texas, Travis, Snow Patrol, Mogwai, Franz Ferdinand (wiecej...). Czytaj dalej... # 6 komentarzy


Poniedziałek, 08 maja 2006 :: 20:43:56

Kicham na twoje orzeszki!

Dziś wyjątkowo: wiosennie i offtopicznie (czyli prawdziwie bL0gaSkoffo :P). Giki nie czytają, sio Vima7 testować!

W Szkocji w końcu jest zielono i słonecznie (prawie jak na moim jogu :-).

Troche obawiałem się kataru siennego, który zawsze o tej porze mnie dopada w krakowskim smogu. Tu najwyraźniej pylą inaczej ;-) Jak ręką odjął, przeszły wszelkie schorzenia, łącznie z alkoholizmem, bo dobre piwo do najtańszych trunków nie należy :-) Czytaj dalej... # 9 komentarzy


Niedziela, 02 kwietnia 2006 :: 22:26:40

Hiszpania, Wikitravel i ...haszysz

Ostatnie trzy dni spędziłem w pełnej słońca Barcelonie (kudos go to Ryanair, Inteligo & Wikitravel :-). Ten wpis ilustruje moją podróż oraz ukazuje "nowoczesną" e-turystykę, wspomaganą internetem, kartami kredytowymi, tanimi liniami lotniczymi i mnóstwem innych cyfrowych gadżetów...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Wpis jest prywatny i właściwie powinien pojawić się na wyższym poziomie, ale -- wiem, jak bardzo mnie samemu, pomagają w planowaniu podróży takie, znalezione w Google, osobiste notki. Zatem, na zdrowie wędrowcze!

Tym razem zrezygnowałem także z dzielenia wpisu na części i wywoływania uczucia sztucznego "oczekiwania" na coś, co zostało już napisane. Przecież to blog, a nie serial TV typu Lost czy Prison Break.

Przepraszam więc tych, którzy nie łykną wszystkiego na raz i przypominam, że w każdej chwili można tu wrócić i doczytać :-)

Niech żyją promocje!

The Underwood Residence zamieszkują nie tylko Szkoci. Każdą ze ścian mojego pokoju dzielę z innymi narodowościami (po lewej Francja, po prawej Hiszpania, na wprost Niemcy, a za oknem Szkocja...). Jest też kilku Polaków pomieszkujących w innym skrzydle.

Idea podróży do Hiszpanii narodziła się właśnie w głowie jednego z Polaków, który odwiedziwszy stronę internetową Ryanaira przyuważył promocję Glasgow -- Barcelona return ticket 1 GBP + port fares. Bilet, razem opłatami portowymi i prowizją za transakcję kartą kredytową wyniósł 20 GBP (tyle samo zapłacimy za bilet kolejowy Kraków -- Warszawa). Fair enough.

Dalsza część wpisu (z różnych względów) prowadzona będzie w pierwszej osobie, mimo, że razem ze mną w wyprawie udział brało kilka osób.

Kąpielówki i Wikipedia (czyli standardowe przygotowania do podróży)

Marzec w Szkocji jest deszczowy. Temperatura na poziomie 7°C. Dla porównania, w tym samym czasie w Hiszpanii, podług serwisu weather.yahoo.com, temperatura utrzymuje się na poziomie 20°C, co w zupełności wystarczy, żeby powygrzewać się na plaży, uzupełniając spowodowany Szkocją niedobór słońca i zaniżając przy okazji statystykę kropel deszczu spadających codziennie na moją głowę...

Ale ileż można leżeć pod uroczo szumiącymi palmami, na słonecznej, pełnej pięknych (top-less) Hiszpanek plaży? (Hmmm... Wróć. "Do końca życia i o jeden dzień dłużej" to zdecydowanie nie jest odpowiedź, o którą mi chodziło -- cofam więc pytanie :P) W każdym razie, grzechem byłoby Barcelony nie zwiedzić.

Tu problem zawsze jest taki sam: skąd u licha mam wiedzieć, co Barcelona ma do zaoferowania turystom? Przewodniki papierowe zazwyczaj są pełne informacji, zdjęć i przyjacielskich porad autora, ale niestety, świat zmienia się szybko i wartościowe, z punktu widzenia turysty, wiadomości, zawarte w drukowanych knigach, błyskawicznie ulegają przedawnieniu. Mowa tu oczywiście o takich wskazówkach, jak jaka linię metra wziąć, w jakiej restauracji dobrze i tanio zjeść, gdzie znajduje się przyzwoity hotel -- wiadomo bowiem, że dane historyczne typu geneza miasta, raczej nie mają szans na przedawnienie...). Acha, przewodniki posiadają jeszcze jedną wadę -- ważą, a tego tanie linie lotnicze z ich wyśrubowanymi limitami na bagaż nie lubią...

Jak więc przystało na prawdziwego internetowego fascynata, sięgnąłem do Google, które poszerzyło moją wiedzę o południowej Hiszpanii (czyli tak naprawdę Katalonii). Temperaturę przewidział serwis weather.yahoo.com, historię i wiadomości na temat Barcelony dostarczyła Wikipedia, a gro praktycznych wskazówek dodała jej młodsza siostra, Wikitravel.

Z nieocenioną pomocą przyszedł Josè (czyt. Hoze), czyli mój sąsiad z prawa, rodowity Katalończyk, który jeszcze rok temu przed przeprowadzką do Szkocji, mieszkał na północny Barcelony. (Na drzwiach Josè'a wisi szalik F.C. Barcelona i biała flaga z czarnym napisem CATALONIA IS NOT SPAIN!).

Josè naszkicował mi Barcelona roadmap, na którą oprócz małej mapki złożyły się things to visit, thinks to eat & drink as well as some useful phrases.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Tak przygotowany do podróży (¡est molt maca!) zginąć nie mogłem :-)

Take off to Euro zone

...planowany był na 5pm z lotniska Glasgow Prestwick (Tu uwaga dla osób odwiedzających tą stronę po keywords: Airport Glasgow Prestwick (PIK) -- jeśli macie lot z lub do tego lotniska, najwygodniej wziąć pociąg... ale NIE KUPOWAĆ biletu, tylko pokazać konduktorowi potwierdzenie rezerwacji lub boarding card -- zapłacicie połowę biletu. Natomiast po wylądowaniu w Glasgow Prestwick należy udać się do informacji na lotnisku i pokazując potwierdzenie rezerwacji lotu poprosić o free train ticket -- nazwa mówi sama za siebie.)

W Hiszpanii walutą jest Euro. Wyruszając ze Szkocji najlepiej jest zabrać ze sobą funty i wymienić je na miejscu w jednej z wielu placówek la Caixa. O dziwo, w la Caixa akceptują także szkockie funty (!!!), a w dodatku nie ma commision i z kasjerem można dogadać się po angielsku :-)

Na marginesie, wyjeżdżając ze Szkocji gdziekolwiek, wymieńcie wszystkie szkockie funty na brytyjskie -- inaczej będziecie mieć dużo problemów. Szkockie funty różnią się od funtów brytyjskich i rozpoznawane są tylko na terenie UK oraz kilku instytucjach finansowych -- w Polsce banki, kantory albo ich nie przyjmują albo odciągają olbrzymią prowizję przy wymianie...)

Wpisu część włąściwa -- Dzień I: nocna przeprawa do Barcelony

Tanie linie lotnicze mają to do siebie, że godziny są kiepskie, a i lotniska nie grzeszą bliskością punktów docelowych (no cóż, za niską cenę płacimy czasem). Reus airport, podmiejskie lotnisko Barcelony, nie jest takie podmiejskie jak mogłoby się wydawać... oddalone o "jedyne" stoparenaście kilometrów od przedmieść Barcelony.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

W Reus wylądowałem zaraz przed zachodem słońca. Stewardessa po polsku powiedziała: "Dziękujemy, życzymy miłego pobytu", co momentalnie uświadomiło mi, że na szkoleniach załóg lotniczych muszą kłaść nieziemski wręcz nacisk na wymowę (moi sąsiedzi, których od prawie roku uczę podstawowych polskich zwrotów, ciągle nie są w stanie poprawnie wypowiedzieć "dziękuję", FYI: z "k#rwa" radzą sobie świetnie...).

W drodze powrotnej, z ta sama stewardessa rozmawialem prawie polowe lotu. Zaloge samolotu stanowilo w sumie 3 Polakow (2 kobiety i 1 facet, nota bene narzeczony jedej z polskich stewardess). Sytuacja o tyle niesamowita, ze w Ryanair pracuje 4 polakow, a ta trojka po raz pierwszy pracowala razemi nigdy wczesniej, w zalodze nie znajodowalo sie az tylu Polakow :-)

Opalone seniority. Piękne Banderasy...

Po wyjściu z samolotu momentalnie przywitały mnie dwie opalone seniority i co najmniej trzech Banderasów (dosłownie!) wskazujących drogę do terminala. Ach ta Hiszpańska uroda... W ogóle, podczas wizyty w Barcelonie widziałem wielu facetów z długimi włosami, co wzbudziło sentyment... ze swoimi piórami pożegnałem się już prawie 5 lat temu!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Najważniejsze, wreszcie było ciepło! Temperatura 20+ C ...i pachnie siankiem :-) Szkoda, że nie miałem aparatu pod ręką -- każdy, kto wychodził z samolotu (w większości -- rudy Szkot) miał mordkę ucieszoną od ucha do ucha. Na powyższym przykładzie doskonale widać, jak wielkim pain in the ass jest deszcz dla Brytyjczyków :-) (...i jak prawdziwy jest ból wyrażany przez powtarzane przez Szkotów na każdym kroku stwierdzenie: It's f#cking pouring down again! wymawiane niemal automatycznie, przy pierwszej kropli szkockiej mżawki)

I am the passenger, and I ride and I ride...

Na początku chciałem wynająć samochód (60 EUR za dwa dni) -- w końcu w Hiszpanii obowiązuje ruch prawostronny :P Od biedy, dwie noce można przespać się na fotelu...

Zrezygnowałem jednak z tego pomysłu, bo średnia prędkość wycieczki byłaby zbyt wielka :-) -- najpierw kilka godzin w szybkim samolocie, potem samochód... Nie pozostało więc nic innego niż wsiąść do busika, który za 2 EUR przewiózł mnie na stację kolejową w Reus, gdzie niemal w ostatnim momencie zanabyłem bilet na ostatni pociąg do Barcelony (5,45 EUR).

Już w busie spotkałem Polaka, Janka (coraz więcej Polaków podróżuje po świecie!) i zaprzyjaźniłem się z kilkoma Szkotami (w kwiecie wieku), którzy właśnie zaczynali swój urlop w Barcelonie, ale nosili się także z zamiarem spędzenia kilku dni w Polsce. Przyczyniłem się więc do rozwoju ojczystej turystyki, reklamując Gdańsk, Warszawę, Kraków i Zakopane -- miejsca chyba najbardziej a must for a turist to see w Polsce.

Niestety, kolejowa podróż wybrzeżem Hiszpanii odbywała się już po zmroku, więc nici z pięknych widoków... W zamian, pełno różnic ciśnień rozsadzających uszy, po każdym wjeździe do tunelu! A tunelów było wiele...

Barcelona, królestwo skuterów (Pimp your movin')

Do Barcelony dotarłem przed północą. Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to skutery, zaparkowane w każdym z możliwych miejsc. Na początku pomyślałem, że w okolicach dworca odbywa się jakiś zjazd, ew. istnieje sklep, który sprzedaje skutery...

Jednak posuwając się w w dół ulicy Gracia, łączącej dworzec z Placa de Catalunya, skuterów tylko przybywało. Josè (po powrocie do Szkocji), wyjaśnił mi, że Barcelona jest miastem o największej liczbie skuterów na świecie!

Z tego, co sam zaobserwowałem, skuter jako środka lokomocji jest używany zarówno przez starych jak i młodych, w równym stopniu korzystaja z niego kobiety i mężczyźni, a bez znaczenia jest, czy w garniturze, jeansach czy sukience.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
To zdjęcie zostało wykonane trzeciego dnia. Przedstawia plac Katalonii. Rzędy skuterów, takie jak ten, ciągną się prawie przy każdej ulicy...

Skuter to dla Hiszpana coś więcej niż środek lokomocji. To przyjaciel, a przyjaźń zawsze można udoskonalić, prawda?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Specjaliści z firmy Pimp your movin' wzorowani na show Pimp your auto znanym z MTV mogą nieźle podkręcić twój skuterek, albo po prostu wypożyczyć Ci jeden z bardziej ,,odjechanych'' modeli...

^G barcelona +youth +hostels

To zapytanie wpisane w Google dało pokaźną listę schronisk młodzieżowych. Wybrałem tylko te z centrum Barcelony. Ceny wahały się w okolicach 18 EUR za noc (ze śniadaniem, którego tak naprawdę śniadaniem nazwać nie można: herbata, dwa suchary i cholerne muffinki).

Oczywiście nie miałem zarezerwowanego miejsca -- plan był taki, by po przylocie pójść na żywioł i odwiedzić kilka hosteli, a w przypadku braku miejsc, przekimać się na plaży :-)

Udało się za pierwszym razem. New York Hostel w którym spędziłem pierwszą noc położony był w ciasnej uliczce, co, jak się potem okazało, jest normalne dla Barcelony, miasta ciasnych uliczek :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Pokój był jednak trochę dziwny, jakby przerobiony z łazienki/kuchni (patrz podłoga) a okno... Okno było jedno. A widok z niego, bynajmniej nie serwował panoramy na skąpaną w nocy Barcelonę, ale obnażał szyb windy...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Bez porównania do szkockich standardów za 12 GBP.

Barcelona, ulice piwa, kobiet i haszyszu

Rzuciłem bagaże i skoczyłem na miasto. Błądząc w przyjemnie ciasnych uliczkach natknąłem się na niezliczoną ilość dorabiających Hiszpanów, którzy sprzedawali piwo w puszkach "z ręki" na prawie każdym rogu. Czasem towarzyszyli im Chińczycy, handlujący ciepłymi kotletami "ze styropianowego pudła".

Wyglądać musiałem na szczęśliwego (to prawda, wciąż nie mogłem uwierzyć, że udało mi się wyrwać z deszczowej krainy do ciepłego raju). I to chyba przez ten błogi uśmiech brano mnie za lubiącego sobie przypalić. Haszysz w "nice price" oferowali mi nieustannie, zarówno rasta-murzyni, jak i Chińczycy czy -- wnioskując po akcencie -- Hiszpanie :?

Wyglądać musiałem też na spragnionego miłości. Płatnej, rzecz jasna. Moja blada, informatyczna karnacja cieszyła się największym wzięciem wśród czarnoskórych prostytutek, gotowych spełnić wszystkie moje marzenia pełnymi ustami ;-) (A przygoda informatyka z prostytutka wyglada tak: whoami | xargs strip; cat /dev/urandom :)

while(1) barcelona = "never_ending_party";

Nocne życie w Barcelonie jest jedną wielką imprezą. Ciasne uliczki wyglądają jak korytarze w mieszkaniach, gdzie odbywa się niezła balanga. Place i reszta otwartych przestrzeni, jak parkiet (tylko ilu z Was na parkiecie ma fontannę? :). Muzyka dociera zewsząd. Dym, nie tylko papierosowy, podobnie. Może właśnie dlatego, uśmiech nie schodzi z twarzy nikomu...

W pubach łatwo odróżnić zagranicznych. Dominują Niemcy (Niemki, to te blond piękności sączące piwo przy barze), Włosi (najgłośniejsi, najbardziej upierdliwi i nigdy niezamykający jadaczki) oraz Brytyjczycy, a raczej Brytyjki, przemieszczające się grupkami z pubu do pubu, podrywając przy tym sprzątających ulice pracowników miejskich.

A ulice sprzątać trzeba (tak jak korytarze po imprezach). Mimo, że ulice zmywa się na okrągło (wylewając wodę z regularnie rozmieszczonych kraników), w niektórych zaułkach i tak wyczuć można każdy rodzaj płynu, jaki może wydalić z siebie dobrze bawiący się homo sapiens. Ba! Nierzadko trafi się również na seans nadawany na żywo... ;-)

Co ciekawe, miejscy robotnicy, kończąc sprzątać w jednym końcu miasta, zaczynają wszystko od początku... Syzyfowa praca? Acha, Barcelona boryka się chyba z grafficiarzami -- nad ranem spotkać można ekipę miejskich malarzy, którzy systematycznie zamalowywują na ścianach, znakach drogowych i kontenerach na śmieci nocne, często faszystowskie, bazgroły.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Mimo wszystko, na ulicach Barcelony jest bezpiecznie.

Po wieczornym spacerze imprezowymi korytarzami udałem się na plażę, gdzie euforia sięgnęła zenitu. (/me plaże uwielbia). Wyskoczywszy z butów, zakosztowałem lodowatego akwenu morza śródziemnego i udałem się wzdłuż kamienistej plaży. Po drodze trafiłem na rozśpiewaną i rozgitarzoną grupkę, jak się później dowiedziałem, Brazylijczyków. Pouczyli mnie przeklinać i prosić o piwo po hiszpańsku :-)

Wyposażony w te cenne, nowo-nabyte umiejętności, podjąłem się ich przetestowania w pobliskim pubie. Udało się (z lekką pomocą angielskiego). Mimo wszystko, Josè zrobił mnie w balona: cerveza z jego kartki to nie marka piwa, ale po prostu piwo... Teraz wiem, czemu barmanka patrzyła na mnie jak na idiotę, kiedy dociekałem, czy piwo, którym mnie raczy to na pewno cerveza :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Spaaaaaaaaaaać!

Dzień drugi: Testujemy mądrość Wikipedii -- zwiedzanie.

Uf, udało się nie zaspać na śniadanie. Drugą rzeczą była przeprowadzka z klitki posiadającej okno na szyb windy, do, jak się niebawem okazało, hostelu z widokiem na zieloną uliczkę...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

...i całującą się parę...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Palec jest oznaką braku wyłączenia flasha przy poprzednich zdjęciach... Oops! :-)

Hiszpańskie budownictwo pewnie jest uwielbiane przez paparazziech - trzy metry na wprost okna budynku z naprzeciwka.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zwiedzanie zacząłem od la Rambla, głównej ulicy starego miasta Barcelony, ulicy pełnej mimów (co zresztą z wielkim podekscytowaniem podkreślał mój sąsiad, Katalończyk). A klimat deptaku la Rambla raczej toaletowy:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jeden z ciekawszych przypadków mima, i rzeźba z papieru toaletowego powiewająca ponad wylotem wentylacyjnym...

Posuwając się na południe dojdziemy do portu, ale wcześniej, spotkamy się z Copernicusem (czyli Mikosiem Kopernikiem) wystającym ponad palmy.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Euro postanowiłem sobie zachować na kolację, więc trasę widokową kolejki linowej przebyłem pieszo, wspiąwszy się nawet wyżej niż czerwony wagonik...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Zdjęcia obrazujące wędrówkę ulicą Josepa Carnera na wzgórze zamkowe Montjuic.

Osada Olimpijska

Ze wzgórza zamkowego, na którym zbudowano także wioskę olimpijską, roztacza się przepiękna, zapierająca dech w piersiach panorama na całą Barcelonę...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

I w końcu to, czym Barcelona zasłynęła w 1992 roku... Igrzyska Olimpijskie. Cały kompleks, którego budowę rozpoczęto 5 lat przed Olimpiadą, można zwiedzać za darmo i do woli. Odpowiednie znaki poprowadzą nas na miejsca, gdzie rozgrywały się poszczególne dyscypliny sportowe.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Osobiście jestem oburzony, ostatnie zdjęcie to przecież plagiat dworca PKS z Kielc!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A tu już coś dla geeków. Wieża telekomunikacyjna, dość artystyczna, podobnie jak i zabudowa ją okalająca...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Kolejnym punktem na rozkładzie jazdy był lunch. Okazuje się, że da się dobrze zjeść w Hiszpanii nie mogąc się dogadać ani po hiszpańsku, ani po angielsku...

Posilony, przez ponad godzinę przedzierałem się przez miejską dżunglę podziwiając zabudowę by dotrzeć do kolejnej, obowiązkowej atrakcji turystycznej -- ogrodów Gaudiego.

Parc Güell -- Ogrody Gaudiego

Gaudi był architektem, na pewno oryginalnym jak na owe czasy, ale w moim odczuciu (i tu chyba narażę się znawcom tematu) dziś jego budowle można nazwać lekko kiczowatymi. Nie mniej jednak, Barcelona z Gaudiego jest duma, co podkreśla na każdym kroku (pocztówki, okropna salamandra, ogrody i wreszcie Sagrada Familia)

Wzgórze, gdzie położone są ogrody, leży po przeciwległej stronie Barcelony niż wzgórze, na którym zbudowano wioskę olimpijską... i też rozciąga się z niego wspaniała panorama na miasto i morze.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

W ogrodach, jak sami widzicie, dominują tłuczone talerze, co swoją drogą przypomina mi wystrój kilku sklepów za PRL. Oprócz tego, charakterystyczne dla Gaudiego są pochyłe, sprawiające wrażenie mizernych, kolumny wybudowane kilkuset pozlepianych ze sobą kamyków (IMHO w środku musi być jakiś pręcior...)

Sagrada Familia

Kontynuując wątek Gaudiego, udałem się następnie do Sagrada Familia, nieukończonej katerdy, której budowa zaczęła się w 1884 roku i trwa do dziś.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Jest duża, to fakt. W podziemnej kaplicy, (ukończona i można zwiedzać) nie ma jednak nic specjalnego, może poza kartkami w języku polskim. Wracając do kiczu w pracach Gaudiego. Ja osobiście nie mogę znieść tych kolorowych napisów Sante na wieżach, i samych wież zakończeń, które są kolorowe i wyglądają jak kosze z pomidorami, jabłkami pomarańczami... Zielone, kamienne drzewo pełne gołębi, też do najpiękniejszych i wpasowanych elementów katedry nie należy. Ale, jak już wspominałem, na architekturze (budowlanej :P) się nie znam.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zaciekawił mnie natomiast poziomy (nie pionowy!!!) krzyż, na którym pionowo (nie poziomo!!!) Gaudi ukrzyżował Jezusa (na środku zdjęcia poniżej).

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

To był koniec zwiedzania na dziś, chociaż w drodze powrotnej do hostelu, udało mi się zauważyć kilka ciekawostek:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Polska, mimo że w cieniu i w połowie zakryta, króluje nad innymi krajami

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Sówka :-) ...na dachu

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Krzywy dom, czyżby ręka Gaudiego?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
I jeszcze jeden krzywy dom do kolekcji :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
W Barcelonie jest ich dużo. Najpiękniej wyglądają o zachodzie słońca...

Wikipedia Power!

Na kolację chciałem zjeść to, co stanowczo zalecał zarówno Jose, jak i wszystkie publikacje o Hiszpanii: paella (czyt. paelia).

Restauracje wybrała Wikitravel...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

...i jak widać na zdjęciu, nie tylko ja korzystałem z Wikitravel... Kolejka była olbrzymia, w wiekszosci turysci! a to przecież marzec, nie wakacje, środa, nie weekend. To zdjęcie nazywałem: Wikipedia power!

Na szczęście, oczekiwanie w kolejce długiej, jak do najlepszych brytyjskich clubów, umijali ludzi buchający ogniem, chociaż głowę daje, że ten alkoholowy oddech to wynik nie tylko łatwopalnej substancji, ale kilkuletniego treningu z butelką...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Paella nie wyglądała apetycznie, chociaż w smaku była całkiem niezła. I mówię to ja, człowiek, który za owocami (wszystkimi, nie tylko morza) nie przepada.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Na talerzu dostrzec można małże, ośmiornice i langusty (to pomarańczowe coś, co pływało za Arielką w Małej Syrence :P). Pożeranie paelli to prawdziwa sztuka: ośmiornice zjadamy w całości, małże wydłubujemy ze skorupki, a langustom odcinamy ogonek i wysysamy mięsko, zostawiając chitynowy pancerzyk. I jakby ktoś pytał, zapach dania typowo portowy.

Z paella nie powinno się kosztować czerwonego wina, ale Jose polecał Vino Tinto, które niewątpliwie czerwonym było. Tu kolejny raz wyszedł jego specyficzny dowcip. W menu, Vino Tinto było nagłówkiem, a dopiero pod nim wylistowano gatunki... Widać Jose wyszedł z założenia że każde piwo (cerveza) i każde czerwone wino (vino tinto) jest dobre :-)

Buy one get one free

To znienawidzona przez Brytyjczyków fraza, pojawiająca się prawie na każdej półce sklepowej (dlatego, na wyspach kupuje się zawsze więcej niż potrzeba ;-). Widać, nauczyli się tego i Hiszpanie...

Wracając po kolacji do hostelu, przywitany zabawną frazą "Ola ...or hello?" otrzymałem od przemiłej Hiszpanki zaproszenie do pubu, z którym mogłem zamawiając jeden drink, drugi dostać gratis ;-)

Ale plany na wieczór, niestety, miałem inne. Po dniu zwiedzania, w którym przeszedłem ulicami Barcelony ok. 15 kilometrów, chciałem po prostu usiąść na plaży, popatrzeć na wodę (oraz światełka samolotów) i wychylić parę, zakupionych wcześniej roznych gatunkow piwa. Morze wzywało.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jeden z kompanów podrozy (shall remain anonymous) próbował otworzyć, (bez otwieracza) piwo, które okazało się być odkęcanym...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Na plaży ruch. Pracuje się nawet w nocy, pewnie bardziej z powodu temperatury niż pracowitości.

Acha, butelki mają malutkie (250ml), co pozwala uniknąć efektu wygazowanego piwa pod koniec butelki. Za sześciopak, czyli 1,5 litra zapłacimy 2 EUR. Piwem wprost nie mogłem się nacieszyć, w Szkocji, nie dość że trunek ten jest beznadziejny w smaku, to jeszcze za 0,4l liczą sobie ok. 2 GBP!

Surfing Barcelona (Dzień trzeci: na plaży leżenie)

Ostatni dzień przeznaczyłem na zakupy (prawie wszędzie można było skorzystać z Visy Electron, a nawet w sklepach, gdzie była tylko nalepka Visy, przyjmowali mojego Electrona z Inteligo). Czasem prosili także o paszport (Inteligo daje karty autoryzowane podpisem, niestety bez możliwości umieszczenia zdjęcia właściciela).

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Po zakupach, to co robi wielu, śniadanie na plaży, katalońskie radio w tle, i opalanie! Było bosko i ciepło, jak na marzec. Wstawać się nie chciało i dlatego, teraz leczę poparzenia słoneczne :/ co w Szkocji jest zadaniem nielatwym -- tu nikt nie dostaje poparzenia slonecznego II stopnia... i lekow w aptece ni mo... Ale chyba mimo wszystko, było warto.

Jeśli chcesz poznać to, czego ja słuchałem podczas opalania, oto kilka fragmentów: Catalan Radio's The Best Beach Hits mixed by DJ-piko feat. SpainBeaches ;-) (BTW, sa tez hiszpanskie reklamy -- miodne!) Kudos go to my mp3 player with built-in radio and recording feature :-)

Na plaży po raz pierwszy usłyszałem język polski w Hiszpanii. Ot, trzyosobowa grupka. W przeciwieństwie do Szkocji, w Hiszpanii nie mieszka jeszcze wielu Polaków. Ale pewnie to się zmieni, wraz z nadejściem maja, kiedy to i Hiszpania otwiera przed nami rynek pracy...

Gdyby nie to, że słowa po Hiszpańsku powiedzieć nie potrafię, rozważyłbym przeprowadzkę -- temperatury i atmosfera bardzo mi odpowiadają, a i Hiszpański jest uważany przez wielu za najłatwiejszy do nauki język na świecie.

Ćwiczenie nr 1. Na poniższych zdjęciach zlokalizuj gołe pośladki (sztuk 1.) i kobietę opalającą się top-less (sztuk 1.)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

To właśnie na plaży udało mi się poznać tajmnicę szalonego, miejskiego drwala, który swoją piłą łańcuchową systematycznie okalecza drzew wiele, a niekiedy i całe osiedla.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Home, sweet home

W drodze powrotnej, z plaży na dworzec, zahaczyłem o katedrę Santa Maria del Mar. Katedra, jak prawie wszystko w Barcelonie, jest w trakcie remontu/budowy.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Zwróćcie uwagę na demoniczne rzygaczki.

A tu, na lewym zdjęciu widzicie zabudowę Barcelony, a po prawej stronie, polski odpowiednik (kto zgadnie z jakiego miasta?) Prawda, że podobne? To tak na przekór tym, którzy będą chcieli powiedzieć, że w Polsce nie ma uroczych miejsc.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Pod katedrą znajdował się też jeden z najbardziej kiepskich mimów w dresie, jakich widzialem w życiu -- power-flower-man :D

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Droga powrotna na lotnisko, pociągiem z Barcelony do Reus, tym razem za dnia, była przepiękna. Poniżej kilka zdjęć zrobionych z okna pociągu. Ich jakość niech obejdzie się bez komentarza, natomiast piękno tego, co prezentują pozostawiam ocenie Czytelnika.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Refleksje podróżnika końcowe ...o Hiszpanii

I znów siedzę w deszczowej Szkocji, gdzie w aptece nie znajdzie się żadnego medykamentu na poparzenia słoneczne -- z prostej przyczyny, tu się nie zdarzają...

Hiszpania jest warta odwiedzin. Przystępne (z punktu widzenia Szkota) ceny, mili ludzie i wspaniała pogoda jest najlepszą rekomendacją. Żałuję, że miałem tylko dwa dni i musiałem ograniczyć się do Barcelony. Barcelony, miasta niesamowicie ruchliwego i dynamicznie się rozwijającego (żurawie nad zabudowa miejska i w drodze na lotnisko mówią same za siebie). Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zagościć wśród katalońskich plam na dłużej...

...o wpływie technologii na współczesne podróże

Żyjemy naprawdę w cudownych czasach. W ciągu dwóch godzin mogę przenieść się z chłodnej Szkocji do rozgrzanej Hiszpanii, taniej i szybciej niż kiedykolwiek.

Nie potrzebuje gotówki, wszystko załatwia za mnie kawałek plastyku. (Brakuje tylko jeszcze czegoś w rodzaju przejściówki, z dowolnej karty na inną kartę :>)

Nie potrzebuje dźwigać przewodników, powszechność internetu pozwala mi uzyskać praktycznie każdą informację na każdy temat z dowolnego miejsca na świecie. Umiejętność redakcji, wyszukania istotnych punktów w strumieniu niekończących się wiadomości oraz zdolność drukowania pozwala zachować pamięć na bezcenne przeżycia z podróży.

Zdecydowanie warta uwagi jest Wikitravel, która staje się czymś na znak tawerny, gospody, gdzie spotkać mogą się podróżnicy z wielu świata stron i przy piwku, wspólnie podzielić się istotnymi wiadomościami i doświadczeniem.

Przenośne odtwarzacze muzyki pełniące role radioodbiorników i lokalne radiostacje, pozwalają podczas podróży bardziej wczuć się w miejscową atmosferę. Dyktafon natomiast zapisze najpopularniejsze frazy i wyrażenia w zagranicznym języku, co przyda się choćby w restauracji czy podczas rezerwowania pokoju.

Dzięki aparatom cyfrowym i taniej pamięci masowej, mogę niezliczoną liczbę zdjęć miejsc i widoków, które uzam za ciekawe. I w przeciwieństwie do niektórych radykałów, jako podróżnik, konsument i zwyczajny człowiek, jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę zrobić tyle zdjęć, ile tylko chce. A ja chcę pamiętać, mieć wspomnienia i juz! Nie interesuje mnie, że połowa z wykonanych przeze mnie fotografii nie jest warta funta kłaków z artystycznego punktu widzenia. One ciągle są moje i oprócz cudownych widoków zapisują, niepowtarzalne uczucia i bezcenne wspomnienia związane z poszczególnymi miejscami, których nikt, oprócz mnie nie potrafi z tych zdjec odczytać. Niepotrzebne i rozmazane zdjęcia skasuje w domu, po powrocie z wojaży. Dzięki technologii mam wybór... i co tu dużo mówić, jestem zadowolony.

Dzięki technologii i Ty masz wybór, im szybciej to zrozumiesz, tym więcej korzyści z tego wyciągniesz.

Trzy sposrod zaprezentowanych zdjec, nie sa mojego autorstwa.


Czwartek, 09 lutego 2006 :: 21:40:19

Tajemnice Jeziora Loch Ness [cz. 3]

Noc w bawełnianej prezerwatywie upłynęła spokojnie. Prawie. Dałbym głowę, że za drzwiami kilka razy słyszałem najpopularniejsze polskie słowo, które zaczyna się od k... I w rzeczy samej, przy śniadaniu, w udostępnianym gościom przez schronisko kompleksie kuchennym, natknąłem się na kilku łysych rodaków. Szkoda że nie zjadł ich potwór z Loch Ness :-) Obserwacja: fajnie rozmawia się z rodakami po angielsku...

Po wrzuceniu brudnej bawełnianej prezerwatywy do wora na -- jakże by inaczej -- brudne bawełniane prezerwatywy, ruszyłem nad sławne Loch Ness...

Każdy turysta, obowiązkowo musi odbyć wycieczkę po jednym z lokalnych muzeów oferujących kompleksowe wyjaśnienie zjawiska zwanego Nessi. Każde z muzeów jest oczywiście oficjalne. I -- to już zależy od stopnia fanatyzmu właściciela -- mniej lub bardziej pełne bzdur i magicznych efektów :-)

Ponieważ zwykło się mawiać, że prawda leży pośrodku, moim zdaniem, najlepiej wybrać się do dwóch muzeów prezentujących skrajnie odmienne opinie i samemu wyciągnąć wnioski.

A jak wygląda takie przykładowe muzeum na cześć potwora z Loch Ness?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Jest nastawione ,zgodnie z międzynarodową praktyką, na zysk ;-). Wrzuć monetę.

Ale jedno trzeba przyznać. Muzea są umiejętnie zaprojektowane. Zazwyczaj są to jaskinie, przerobione na kilka sal. Każda z sal ma odpowiedni do omawianego tematu klimat i wystrój... oraz własny projektor odgrywający krótki film. Do tego dochodzi gra świateł i cieni oraz kilka ruchomych manekinów.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Wszystko oczywiście Windows powered. I dzięki temu mogłem zrobić dla Was takie zdjęcie:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zgodnie ze standardową, szkocką praktyką, po zwiedzaniu wychodzi się na sklep -- ale ponieważ jesteśmy przy faktach i mitach dotyczących Loch Ness, na półkach miliony pluszowych potworków. Najtańszą Nessie (i najmniejszą zarazem) można ujarzmić już za 5 GBP.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zdarzają się jednak przerośnięte Nessiątka, na które potrzeba już wypchanego portfela.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

W sklepie można również nabyć dowód na to, że Szkoci, zgodnie z tradycją, nie noszą bielizny pod kiltem. Uwaga, musisz mieć 18 lat, żeby zobaczyć tą gorszącą du^Wpornografię.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Loch Ness na własne oczy, wyglądało właśnie tak:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Nawet tu mają postawione pośmiertne pomniki, czyli ławeczki z transkrypcjami, których setki można spotkać na ulicach Edinburghu (czyt. Edi'n'bra) [Ciekawostka: Glasgow czyta się jako Glass'n'go]

Wracając do tematu Loch Ness, to jest IMHO najpiękniejsze ze zdjęć, które udało mi się zrobić jezioru Ness. Niestety, i na tym nie widać potwora... za to mgła unosząca się nad taflą świetnie podkreśla tajemniczość.


Free Image Hosting at www.ImageShack.us


OK, jeśli naprawdę bardzo, bardzo, bardzo chcecie poznać Nessie możecie potraktować ten murek na pierwszym planie, jako porośnięty mchem grzbiet potwora...

Ale miejcie się na baczności, bo cały czas jesteście obserwowani... przez policję!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Okolica wokół jeziora jest bogata w stare, zapomniane budowle. Niestety z bliska, można zobaczyć tylko kilka z nich...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us



Do domu czas wracać.

Znacie to uczucie nawiedzające wiecznego turystę, że najpiękniejsza jest droga powrotna, prowadząca do swoich własnych czterech kątów? It's bloody right!

Najpiękniejsze było przede mną. Na początek objechałem całe jezioro Ness dookoła, co nie jest zadaniem ani krótkim w czasie, ani łatwym (rzuć okiem na mapę Google przedstawiającą Loch Ness) -- drogi wąskie, kręte, do tego ruch lewostronny i te zapierające dech w piersiach widoki, bardzo skutecznie odciągające uwagę od jezdni...

W ruchu ciężko było robić zdjęcia, przystawać nie było gdzie, ale wierzcie mi, tylu pięknych wodospadów w życiu nie widziałem na oczy! Co tam wodospady, przy brzegach jeziora, co pewien czas można było zobaczyć najpowszechniejsze Szkockie budowle... dobrze się domyślacie -- chodzi o zamki!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

To ci dopiero gratka, pobrać się nad brzegiem jeziora w tajemniczym zamczysku... Niektórzy mogliby potem mówić, że udało im się znaleźć potwora z Loch Ness, i to na całe życie... :D

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Objechanie jeziora Ness, to dopiero początek. To, co zobaczyłem potem, z najpiękniejszej (potwierdzam!) drogi w Szkocji łączącej południe z Highlandami, przeszło moje najśmielsze oczekiwania i utrwaliło w przekonaniu, że znalazłem miejsce na starość...

Wiecie, zawsze marzyłem o tym, żeby na starość siąść na werandzie domku przy jeziorze, złapać wyimaginowanego kota na kolana, przyćmić fajkę, spojrzeć na górę skąpaną we mgle... i zacząć pisać książkę.

Prawda, że piękna wizja? Teraz tylko wymieniłbym kota na laptopa (ale za to z myszką! ;-) bo do mojej starości access pointy Wi-Fi w Szkocji mają być zamontowane na każdej latarnii...

A fantazja o górze i jeziorze wzięła się stąd, ze każdy preferuje albo morze albo góry. Ja w dzieciństwie nigdy nie mogłem się zdecydować co lubie bardziej... więc siłą rzeczy zostałem zmuszony do umieszczenia i wody i gór w swoich marzeniach ;-)

Na marginesie, chyba każdy kraj ma taką widokową drogę łączącą północ z południem (por. Rumunia)?

Tego co widziałem wracając na południe nie da się opisać słowami, a niestety większość zdjęć nie wyszła zbyt dobrze... Wcześniej niż w połowie rajskiej drogi złapał mnie zmrok :( Ale nie wszystko stracone, niebawem wybiorę się w te rejony raz jeszcze!

Zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami na uszach miałem Pink Floydów, a przed oczami cały czas przewijał mi się górski krajobraz z polodowcowymi jeziorkami i Highlandskimi krowami :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Suma sumarum, zmrok nie był taki zły, zwłaszcza pod koniec... Udało mi się zobaczyć dolinę w której leży Glasgow: metropolia światełek aż po horyzont. Niesamowite! Jak na filmach, kiedy zakochana para wyjeżdża na jakąś skałkę z widokiem na panoramę miasta, a nad nimi świeci pełny, ogromny księżyc... (BTW, jak oni w tym Hollywoodzie robią tak duże księżyce?!)

Kilka dni temu, miałem przyjemność zobaczyć ten sam widok, ale z powietrza -- wysepki świateł robią jeszcze większe wrażenie...

Sama wycieczka odbyła się na początku grudnia -- zauważcie brak śniegu, który w Szkocji prawie w ogóle nie występuje. Kolejny plus dla tego kraju! I'm not happy when it snows :-)

I zagadka na koniec: kto wie, co znaczy Loch w nazwie Loch Ness?


Niedziela, 05 lutego 2006 :: 19:04:45

Tajemnice jeziora Loch Ness [cz. 2]

Im dalej posuwałem się na północ, tym pochmurniej się robiło... Cóż począć, taki urok Szkocji. Smaczku dodawała jeszcze szkocka mżawka, która jest o tyle niezwykła, że nie jesteście w stanie jej zobaczyć, nie jesteście w stanie jej poczuć, a po 5 min i tak jesteście cali mokrzy :-)

Z Atom Heart Mother Pink Floydów na uszach przed oczami ciągnęły mi się takie obrazki:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Kiedy wjechaliśmy na serpentynki prowadzące do kurortu X poczułem się jak w polskich Bieszczadach, z tym, że widok był bardziej psychodeliczny. Wyobraźcie sobie: patrzycie w dół -- strome zbocze, którego końca nie widać, bo jest skąpany we mgle. Patrzycie w górę, a szczytu też nie widać, bo także pływa we mgle. Zawieszenie mgielne, tak to nazywam.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
W dół... w bok i w górę. Wszędzie panterka śnieżna i mgła. Niektórym z moich zagranicznych przyjaciół te obrazki kojarzyły się z Syberią....

W Szkocji krąży dużo legend o tym, co można znaleźć we mgle. Możecie sobie wyobrazić potwora (ale o potworach, tych z jeziora, to później :P), złote runo, świętego Graala... Możecie sobie nawet wyobrazić stare, mroczne zamczysko, z którego mgła wylewa się każdą basztą. Wszystko źle!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Poprawną odpowiedzią jest autentyczny, przestrzelony Messerschmitt z WWII.

Z samolotem wiąże się ciekawa opowieść, którą moim zdaniem warto tu przytoczyć.

Podczas drugiej Wojny Światowej Niemiecki żołnierz, nazwijmy go Hans, poleciał na rozpoznanie Highlandskich terenów. Pech chciał, że coś przestrzeliło mu samolot (jak widzicie na zdjęciu, nie było to małe coś...). Rozbił się więc, ale cudem ocalał. Niestety, biedak był w nazistowskim mundurze, co nie dawało mu wielkich szans na przeżycie na terenie wroga... koczował więc w lesie, marznąc i zapewne klnąc przeraźliwie.

Aż pewnego dnia, usłyszał płacz. To mały chłopiec, nazwijmy go Gordon, Szkot ma się rozumieć, wpadł we wnyki. Hans, nasz niemiecki pilot, pośpieszył mu na ratunek (chyba od mrozu, pomyliło mu się po której stronie walczy, albo po prostu ciągle był dobrym człowiekiem).

Ponieważ Gordon raczej nie był w stanie sam się poruszać, a już widok umundurowanego niemieckiego żołnierza na pewno mu w tym nie pomagał, Hans zaniósł go do osady na własnych rękach.

Tym oto heroicznym czynem, wszelkie zrzucone na Wielką Brytanię bomby zostały Hansowi przebaczone. W skrócie, dostał ciepłe ubranko, zatopił ze Szkotami swojego "spadniętego" Messerschmitta w pobliskim jeziorze, i objął posadkę miejscowego rzeźnika (hyhy, zawód trochę ironiczny jak dla nazisty ;-)

Jak to się więc stało, że samolot wisi teraz w stacji kolejki linowej, a nie spoczywa, na dnie jeziora tak, jak to było zamierzone? Tu pojawia się, sylwetka ambitnych naukowców, którzy swoimi badaniami zawsze muszą coś popsuć, a najczęściej jest to naturalny rytm świata...

Mądre głowy zaczęły grzebać w jeziorze, robiąc jakieśtam swoje analizy, i zamiast kwiatuszków wyciągnęły samolot Hansa (który, zdążył się już zaaklimatyzować, zestarzeć, i oczywiście przyjął inne imię :). Oliwy do ognia dolali dziennikarze (jak zwykle), którzy szybko zainteresowali się bombowcem w szkockim jeziorze.

Koniec końców, osadnicy lojalnie stojący za Hansem (bo tego czekałby proces, gdyby wyszło na jaw czyj to samolot i kto był pilotem), próbowali odbić wyciągniętego z wody Messerschmitta i zatopić go jeszcze raz -- nie ma co, bystre :) Ale, z tego co pamiętam, Hans dzielnie przyznał się dziennikarzom do wszystkiego, Ci zrozumieli sytuację i milczeli aż do jego śmierci.

(A moze to wszystko to tylko film? :P)

Chociaż za końcówkę historii głowy nie daję, bo zająłem się już czymś innym, co skutecznie zepsuło moją wielowątkowość (czyt. podzielność uwagi.). Oto w barze (haha, w każdej dobrej opowieści musi się pojawić bar ;-) pracowały dwie rodaczki nasze. Kto by się spodziewał spotkać Polaka na etacie w dalekiej północy? (Refleksja: Dziwne to, że tyle z nas, po skończeniu studiów, musi wyjeżdżać tak daleko od domu, żeby znaleźć środki do życia...).

Noc się zbliżała, trzeba było ruszać w dalszą drogę. Spanko czekało na mnie w Youth Hostel, czyli szkockim schronisku młodzieżowym. Tu przydatna wskazówka dla do Szkocji się wybierających: Warto spać w Youth Hostelach.

W żadnym razie nie przypominają one obskurnych polskich schronisk, niestety, również ceną... Po sezonie można się przekimać za 12 GBP (70PLN) na dobę. W Tourist Information zawsze znajdziecie pełno folderów z każdej części Szkocji, dot. wszelkiego rodzaju accommodation i B&B (czyli Bed & Breakfast). Warto dobrze poszukać, bo niektóre z Youth Hostels to zamki! Takie prawdziwe i mroczne! I też można w nich spędzić noc za cenę ok 12 GBP, tylko że ze zdecydowanie lepszym wystrojem pokoju!

Mój Youth Hostel położony był już prawie przy Loch Ness, w miejscowości o nazwie: Inverness. Ale że pora wieczorowa, wybrałem się pozwiedzać miasto, potwór przecież poczeka. Więc zwiedziłem polską Warszawe i czeską Pragę (nazwy pubów odp. Warsovia i Pivo). A potem, jak Pan Bóg przykazał, bilardzik i do łóżeczka...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Do łóżeczka było najtrudniejsze. Na usta cisnęło się bowiem jedno wielkie "WTF?". Nie mają litości, zmęczonemu człowiekowi każą najpierw rozwiązać rebus, którego nagrodą jest poprawne wejście do bawełnianej prezerwatywy...Nie musze chyba mówić, jak adekwatną do tego prześcieradła nazwą jest prezerwatywa? W rzeczy samej śpi się w niej chu... I ręki pod poduszkę włożyć nie można! o_O

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Kolejny powód, dla którego Youth Hostel są fajne: Mają jeden kran do ciepłej i zimnej wody. Tak mogą być dwa, osobne...

Dostając pokój, dostaje się magnetyczną kartę (tak, o metalowych kluczach nikt już nie pamięta w tym zamkowym kraju) oraz bawełnianą prezerwatywę, którą zakłada się na łóżko, a następnie należy się w nią wsunąć i zasnąć. Po nocy, oddaje się to kosmiczne prześcieradło. Bez obawy, pościel też wymieniają...

Już jutro ostatnia część, opisująca trzeci dzień mojej wędrówki, a dotycząca stricte jeziora Loch Ness i okolicznych muzeów (których jest pełno i każde oficjalne :)


Niedziela, 29 stycznia 2006 :: 23:25:30

Tajemnice jeziora Loch Ness [cz. 1]

Dziś zabiorę was w tajemniczą podróż, kontynuując szkocki powiew na kartach tego dziennika. Jeszcze w zeszłym miesiącu miałem przyjemność wybrać się z wyprawą w Scottish Highlands (czyt. góry ;-). Wędrówka moja zabrała trzy dni, a po drodze zwiedziłem kilka innych atrakcji, w tym: legendarne zamki (ale nie ten w którym kręcono film Monty Python i Święty Graal)

Zanim w ogóle przeprowadziłem się do Szkocji, zrobiłem mały research przy wykorzystaniu internetu, jak to mam w zwyczaju. Po prostu lubię wiedzieć możliwie najwięcej na temat miejsca w którym mam przebywać ;-)

Dowiedziałem się wtedy, że dzikie północne tereny Wysp Brytyjskich są jednymi z najpiękniejszych i najromantyczniejszych na świecie. Znalazłem kilkanaście stron WWW opisujących wyprawy ich autorów w mistyczne Highlandy. Co ciekawe, na każdej z nich wspomniana była płyta Atom Heart Mother grupy Pink Floyd. Ponoć Różowy Floyd nagrał ten krążek właśnie po wizycie na północy Szkocji, która odcisnęła na nich niesamowite piętno...

Nie było więc innego wyjścia, jak przed opuszczeniem Glasgow, wrzucić do playera właśnie tą, jak się potem okazało, perfekcyjnie podkreślająca walory szkockich gór płytę.

Trzeba Wam wiedzieć, że po opuszczeniu granicy hrabstwa Renfrewshire, nie ma już miast jako takich, są jedynie osady i pojedyncze chałupki. (Cóż, Glasgow ostoją miejskości...) Przez okna samochodu, korzystając z nieczęsto zdarzających się w Szkocji chwil kiedy na niebie świeci słoneczko, obserwować mogłem liczne pastwiska i ogroooomne ilości owieczek.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Niektóre z nich wyglądały nieco demonicznie. Głowy miały pomalowane na niebiesko, a puszyste, wełniane dupki na czerwono. Nie mam pojęcia dlaczego -- nie spotkałem też żadnego pasterza, który wyjaśniłby mi ten plastyczny wybieg. Zresztą, wielce prawdopodobne jest, że nawet, gdybym spotkał ów shepherda, nie byłbym w stanie się z nim dogadać, mimo, że mój szkocki akcent jest coraz bardziej native. Ot, na północy mówi się po gaelicku.

Po ok. godzinie jazdy, po raz pierwszy zobaczyłem śnieg w Szkocji...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A chwile potem trafiłem do pierwszego zamku na Atholach, o nazwie Blair Castle (cóż, ten w rzeczy samej jest nietypowy, bo wygląda bardziej jak pałac...) Zamki Szkockie są sławne, przede wszystkim dlatego, że jest ich dużo. Naprawdę, jest ich w cholerę... Szkocja była potentatem tych kamiennych budowli. Co bogatszy stawiał sobie mroczne zamczysko... *ph34r*!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zamek był o tyle wyjątkowy, że jego właściciel posiadał zezwolenie królowej na utrzymanie jedynej prywatnej armii w Europie (o ile dobrze pamiętam). Obecnie służy jako muzeum i miejsce spotkań myśliwych. Dodatkowo, jest udostępniany np. na śluby (na niektórych zdjęciach zobaczycie nawet panie, kończące dekorować salę -- kilka godzin po mojej wizycie, miała rozpocząć się małżeńska popijawa). Branie ślubów w starych zamczyskach jest romantyczne, i jeśli tylko para młoda ma na to odpowiednie fundusze, szukanie zamku jest wręcz obowiązkiem. A czy Ty już wiesz, gdzie weźmiesz ślub?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Tak już wygląda wnętrze zamczyska, można się nieźle pokłuć ;-) Pamiętacie co napisałem o polowaniach? To tłumaczy trójwymiarową tapetę na ścianach ;-) W tejże Sali ugoszczono mnie lampką grzanego winka (cena wliczona w bilet).

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Tak właśnie wyglądał kiedyś żołnierz prywatnej armii stacjonującej w tym zamku.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Nie jestem pewien, czy to naturalny element zamku, czy przywleczony specjalnie na ślub fortepian.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Kto jeszcze ma wątpliwości, że w lochach zamczyska jest mały poligon?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Ale tyłki, to musiały boleć wojaków od takich krzeseł...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Wśród militarnych odznaczeń, trafiłem także na polski akcent. Ktoś ma pojęcie co to za odznaczenie?

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Chińskie figurki strzegą specjalnego naczynia do parzenia herbaty na kominku. Całość znajduje się w Tea room, specjalnym pokoju, w którym -- jak wskazuje nazwa -- piło się herbatkę. (Tak, to te fajfokloki ;p)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Widok na ogród zza starego zegara. (Też widzicie trąbę powietrzną?)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Nie należy oddalać się od przewodnika. Po zamku grasują niedźwiedzie. Misiowi, w rzeczy samej polarnemu, widać chłodno, bo schronił się przy kaloryferku... ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Nie obejmuje swoim umysłem szkockiego malarstwa... ale przynajmniej twarze są charakterystyczne.

A tu w końcu coś prawdziwie geekowatego. Stara, haftowana tabliczka mnożenia! ;-) A także spisany kilkaset lat temu sens życia, czy tablica opłat za przewóz promem.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Poniżej jabberowa zbroja, jak ją nazywam, z racji żarówki nad głową ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

I wreszcie przychodzi czas na dudy, mylnie nazywane przez niektórych kobzą.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Jedno z moich ulubionych zdjęć; nie mam pojęcia co przedstawia, ale spójrzcie na wyraz twarzy tych państwa na zdjęciu. Niewątpliwym elementem humorystycznym jest też to koło...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Poznajcie Marka. Marek był niegrzeczny i teraz straszy... Przy okazji rada; nigdy nie podnoście w szkockim lesie rąk do góry widząc myśliwego. Myśliwi to zazwyczaj niedowidzący staruszkowie, a podnosząc do góry ręce, przypominacie im jelenia, na którego polują... pif-paf i jestescie obok Marka.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Pr0n!!!1one11!1 Damulka, i staaare gry planszowe były jedynymi rozrywkami strudzonych wojaków... Ach, zbierali jeszcze pukle dziecięcych włosów...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji!...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

...i świętego młotka!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A tu już unikalne hafty. Ponieważ szkodzi im światło, należy je odkryć jedynie podczas oglądania, a już na pewno nie robić zdjęć z flashem. *EG*.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Z hafcianago pokoju trafiamy do pokoju z porcelaną... Wszystko było zastawione ...zastawą :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

I koniec wycieczki. Wychodzimy od razu na sklep. To sprawdzona szkocka praktyka. Z każdego punku, który można zwiedzać jest jedno wyjścia, przez sklep właśnie.... Od razu można kupić milion różnych pierdółek związanych ze zwiedzanym miejscem.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Bambi przywita się niebawem z kulką :( Ale czego nie robi się dla rozrywki...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Ostatni raz patrzymy na zamek i ruszamy w dalszą drogę. Do Loch Ness daleko...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

ciąg dalszy nastąpi..., zobacz opisaną trasę na mapach Google'a.


Sobota, 14 stycznia 2006 :: 23:46:56

Jak robić zdjęcia 3D zwykłym aparatem?

Pamiętacie obrazki, które trzeba było przykładać niemalże do nosa i powoli odsuwać, by zobaczyć trójwymiarowe kształty? Zazwyczaj były to mniej lub bardziej ciekawe wzory pokryte pstrokatą teksturą... My jednak nauczymy się jak stworzyć barwne i niesamowicie realistyczne trójwymiarowe zdjęcie – a jedyne co będzie nam do tego potrzebne to zwykły aparat!

Krok 0. Wujek dobra rada...

Wszystkie kroki opisane poniżej można łatwo wykonać bez komputera i aparatu cyfrowego. Jednakże, zwłaszcza na początku, zanim dojdziemy do wprawy w tworzeniu zdjęć 3D, wygoda i szybkość pracy z cyfrowym obrazem (na aparacie i ekranie komputera) może nam bardzo ułatwić wykonanie zadania.

Poniższe zdjęcia służą jako proste ilustrację. Przy tworzeniu własnej trójwymiarowej fotografii, dla lepszego efektu wizualnego staraj się robić zdjęcia duże (w dużej rozdzielczości) i ograniczaj ich kompresję.

Krok 1. Robimy zdjęcia dwa

Dlaczego dwa? Po jednym na każde oko. Zdjęcia będą się minimalnie różnić od siebie, ale właśnie ta różnica kreatywnie wpłynie na nasz mózg, który nakładając obie fotografie stworzy wrażenie trzeciego wymiaru tj. głębi zdjęcia.

Wybierzmy zatem obiekt, który chcemy sfotografować. Najlepiej, żeby był dobrze oświetlony. Najlepszy efekt uzyskamy fotografując np. drzewo skąpane we mgle o wschodzie słońca – ale o takie warunki raczej ciężko, więc zacznijmy od czegoś prostszego...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Po zrobieniu pierwszej fotki postępujemy wg schematu:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us



Znajdujemy sobie charakterystyczny punkt w kadrze. (Tutaj jest to noga stolika, widziana w lewym górnym rogu zdjęcia, oznaczona czerwoną kropką). Zapamiętujemy odległość wybranego punktu od dwóch brzegów zdjęcia (u nas: krawędzi ekranu LCD na cyfrówkach). Robimy kilka kroków w prawo (symbolizowanych przez czarną strzałkę na schemacie).

Oczywiście obraz widziany na ekranie LCD czy w wizjerze zmieni się odrobinę -- w końcu zmieniliśmy pozycję. Następnie na nowo kadrujemy zdjęcie, ustawiając aparat tak, żeby wybrany wcześniej charakterystyczny punkt (czyli noga stołu, czerwona kropka) znalazł się w tym samym miejscu na wizjerze/ekranie LCD co wcześniej.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

...i pstryk! Mamy drugie zdjęcie. Prawda, że prawie identyczne?

Krok 2. Z komputerem łatwiej...

Żeby nasz mózg złączył dwie, wykonane przed chwilą fotografie w jeden trójwymiarowy, realistyczny obraz musimy mu trochę pomóc...

Otwieramy pierwsze zdjęcie w dowolnym programie graficznym. Po sprawdzeniu jego rozmiarów, tworzymy pusty plik o rozmiarach: wysokość naszego pierwszego zdjęcia, podwójna szerokość naszego zdjęcia.

Teraz, kopiujemy/przenosimy pierwsze zdjęcie do pustego pliku, umieszczając je przy lewej krawędzi.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Następnie otwieramy drugie ze zrobionych przez nas uprzednio zdjęć, i również umieszczamy je w nowym pliku, obok pierwszego zdjęcia, tak aby całość wyglądała jak na obrazku:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zapisujemy plik. Chociaż jeszcze nie potrafimy jej zobaczyć, trójwymiarowa fotografia właśnie została stworzona!

Ważne jest, by nasze charakterystyczne punkty na obu zdjęciach były na tej samej wysokości, a zdjęcia wyglądały niemalże identycznie. Starajmy się eliminować wszelkie wychylenia aparatu w trakcie robienia zdjęć, ew. spróbujmy naprawić błędy w programie graficznym.

Krok 3. Daj zobaczyć...

Jak oglądać stworzone przez nas zdjęcie, by dostrzec trzeci wymiar? Otwieramy zdjęcie zawierające dwie, wykonane przez nas fotografie obok siebie. Powiększamy widziany obraz na całą szerokość monitora i odsuwamy się od niego na odległość ok. 50 cm. Teraz, postępujemy wedle przepisu:

*** 0. Nie jest istotne, czy nosisz okulary – możesz je zdjąć lub zostawić.

*** 1. Trzymaj głowę na wprost monitora, tak by wzrok padał na niego pod kątem prostym.

*** 2. Widzisz dwa obrazki obok siebie. Patrząc na nie zrób zeza i zauważ, że niektóre obiekty widzisz podwójnie – np. fragmenty monitora, który przesuwa sie i nachodzi na swój drugi, pozorny obraz.

To samo dzieje się z naszą fotografią. Przy zrobieniu zeza widać nie jedną podwójną fotografię, a dwie. Czyli w sumie 4 zdjęcia figurek:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zdjęcia zostały oznaczone: lewe -- niebieską literką A, prawe -- niebieską literką B. Po wykonaniu zeza pojawia się pozorny obraz. Na pozornym obrazie odpowiednie zdjęcia posiadają te same oznaczenia, ale w kolorze czerwonym.

Zauważ, że przy robieniu zeza, dwa zdjęcia nachodzą na siebie. Zdjęcie oznaczone czerwoną literką A nachodzi na zdjęcie oznaczone niebieską literką B (zielona obwódka na ilustracji). Postaraj się tak sterować zezem, by zdjęcia te naszły na siebie całkowicie. To proste, jednak szybko zauważysz, że zdjęcia są rozmyte...

Kluczem do zobaczenia trójwymiarowego zdjęcia jest sprawienie by środkowe zdjęcie, powstałe z nałożenia dwóch zdjęć (czerwone A i niebieskie B), stało się wyraźne. Jest to najtrudniejsze zadanie, kilku osobom nie wychodzi w ogóle... Ale jeśli tylko potrafiłeś wcześniej dostrzec trójwymiarowe figury na "pstrokatych" obrazkach, to i z tym sobie poradzisz -- zasada jest bowiem taka sama.

Steruj ostrością wzroku tak, jakbyś chciał zobaczyć wyraźnie coś, co jest za monitorem. Nie skupiaj się na środkowym zdjęciu, a zauważ, że kiedy patrzysz "za monitor" ostrość zdjęcia samoistnie się poprawia.

Poznałeś zatem mechanizm. Potrenuj i dostosuj go do swojego organizmu, a gwarantuję, że za kilka minut będziesz umiał zobaczyć trójwymiarowe zdjęcie "z marszu".

Ostrzegam jednak, kiedy ja po raz pierwszy zobaczyłem tego o typu trójwymiarowe zdjęcie, z wrażenia i podziwy wydałem kilka słów nie nadających się do zacytowania...

Krok 4. Radami zaczynamy, radami kończymy

Jak zapewne zauważysz przy robieniu zdjęć, im dalej jest fotografowany przez ciebie obiekt, tym więcej kroków w bok musisz zrobić, by uzyskać satysfakcjonującą głębie. Do wszystkiego musisz dojść eksperymentalnie. Zapewne zjawisko to rządzi się fizycznym prawem, jednak ja go nie znam i dlatego, nie podam żadnego wzoru na doskonałe zdjęcie 3D...

Dobrą zabawą może być fotografowanie ludzi (bądź ich twarzy), o ile tylko potrafią zastygnąć na chwilę bez ruchu. Zwróć też uwagę na to, że robiąc zdjęcia w ruchu ulicznym, czasem zdarzy się, że na "lewym" zdjęciu znajdzie się jakiś obiekt, który na "prawej" fotce będzie już w innym miejscu (np. autobus). Wtedy, na 3D taki obiekt wygląda jak widmo i psuje kompozycję, staraj się więc unikać podobnych sytuacji.

Ciekawe natomiast jest to, że nawet jeśli złączysz dwa niezbyt wyraźne zdjęcia to mózg, złączając je stworzy ostry obraz!

To prawda, że tworzenie zdjęć 3D wymaga trochę czasu, zarówno przy fotografowaniu (w końcu musisz zrobić dwa zdjęcia) jak i przy obróbce (są specjalne programy wspomagające robienie zdjęć 3D, niestety płatne). Prawda jest jednak taka, że jeśli tylko chcesz zapamiętać coś takim, jakim jest naprawdę, warto utrwalić to w postaci zdjęcia 3D. Ja w większości robię już tylko takie zdjęcia, zwłaszcza jeśli chodzi o zabytki czy krajobrazy!

Poniżej zamieszczam kilka fotek, na których możesz potrenować oglądanie, zanim zaczniesz tworzyć swoje zdjęcia!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Zwróc uwage na szyby i wnetrze pokojow widoczne na trzecim zdjeciu...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Na pierwszej fotce mozecie zobaczyc jak wyglada dworzec kolejowy w Glasgow... :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Pierwsze zdjecie jest moim ulubionym. Gra swiatel w 3D jest niesamowita... Podobne wrazenia na ostatnim zdjeciu w tej serii -- tu jednak jasniejsze otoczenie. Zwroccie uwage, ze zdjecie w 3D jest ostre, w przeciwienstwie do zwyklego...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Tu natomiast piekny przyklad glebi... Zobacz inne stereogramy... http://www.3dphoto.net/stereo/stereo.html

Wszelkie prawa, w tym autorskie do wszystkich zdjęć i ilustracji wykorzystanych w tym artykule są zastrzeżone. Nie można ich kopiować, rozpowszechniać, modyfikować i bezpośrednio do nich linkować. Można natomiast linkować do tej strony WWW, zawierającej treść tego artykułu wykorzystującego w/w fotografie i ilustracje.


Sobota, 26 listopada 2005 :: 19:22:58

Szkocja, kraina dziwów...

Jak obiecałem, w poprzedniej części fotoreportażu, teraz zajmiemy się motoryzacją... Dlaczego motoryzacją? Bo to chyba pierwsza rzecz, która wydaje się "nie tak" po przybyciu do Szkocji -- Oni jeżdżą po drugiej stronie!

Do tej pory, za każdym razem kiedy przechodzę przez ulicę, nie wiem w którą stronę najpierw spojrzeć. Ciekawe ile turystów ginie z tego powodu w skali roku? To samo wchodząc po schodach albo przechadzając się między sklepowymi półkami: obowiązuje ruch lewostronny. Po prostu czuje się na sobie te karcące spojrzenia zdające się mówić: another bloody international buddy! kiedy tylko, oddając się chwili zapomnienia, zaczynamy podążać ,,pod prąd''.

Nieustannie przeraża mnie widok niemowlaków kierujących samochodami - oczywiście po chwili orientuje się, że tak naprawdę nie patrzę na miejsce kierowcy, ale pasażera... Wymyśliłem nawet zagadkę typu Mensa dotykającą tego problemu, ale o tym innym razem.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Szkockie samochody mają... dwukolorowe tablice rejestracyjne. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież w Polsce też mamy biało-niebieskie, ale oni mają przednią tablicę kompletnie innego koloru niż tylną!

W dodatku obowiązkowa (ustawowo) jest tylko jedna, tylna. Na pytanie, dlaczego więc zakładają i przednią, odpowiadają: Because every bloody car producent just has to leave this ugly place for a plate in front of the car!

Tak więc tylna, żółta, jest tego koloru z czysto logiczno-egoistycznych pobudek: żeby światła naszego samochodu odbite w czyjejś tylnej rejestracji, nas nie oślepiały. Szkoci lubią siedzieć na ogonie ;-) Przednia, dla odmiany jest biała, w sensie normalna. BTW, mimo szczerych chęci nie spotkałem jeszcze samochodu bez przedniej, nieobowiązkowej rejestracji. Spotkałem za to samochody z ciekawymi nalepkami...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zwyczaje wśród kierowców również są interesujące, ale tylko w Highlands, czyli na dzikiej północy Szkocji. Tereny tam nadają się raczej pod wspinaczkę czy rowerową eskapadę -- drogi wąskie do tego stopnia, że na asfalcie czasem z trudem mieści się jeden samochód. Pojawia się więc oczywisty problem wymijania auta jadącego z naprzeciwka.

W tym celu, pomysłowi Szkoci stworzyli zatoczki, tzw. meeting-points. Są to poszerzone co jakiś czas pobocza wielkości miejsca parkingowego. Znajdują się w odstępach co kilkaset metrów (a często co kilka kilometrów) ponieważ ruch na północy jest niewielki. Kiedy widzi się nadjeżdżający z przeciwka samochód, zjeżdża się do najbliższej zatoczki, pozdrawiając przejeżdżającego w przeciwnym kierunku kierowce.

Jednak naprawdę ciekawe i emocjonujące sytuacje następują przy zakrętach i wzniesieniach, kiedy wyjeżdża się z kimś na czołowe... :-) Wtedy pozostaje rzucać monetą i albo docisnąć gaz albo wrzucić wsteczny cofając do najbliższego meeting-point by ustąpić miejsca :)

Również w miastach nie brak paradoksów ruchu drogowego. Dla przykładu, większość skrzyżowań z sygnalizacją świetlną jakie widziałem działa w trybie trójstopniowym, a nie dwustopniowym jak w Polsce.

Wyobraźmy sobie skrzyżowanie w kształcie +. W Polsce światła ustawione są dla samochodów i pieszych w ten sposób, że naprzemiennie następuje ruch poziomo i pionowo (according to +), zarówno pieszych jak i samochodów.

W Szkocji natomiast, najpierw pojawia się zielone dla samochodów poziomo, potem zielone dla samochodów pionowo ...a na końcu zielone dla pieszych w każdym kierunku :) Dlatego, jeśli chcemy przejść na przeciwległy kraniec skrzyżowania, najlepiej/najszybciej zrobić to przemierzając je ,,po diagonalnej'', inaczej, będziemy stać dwa razy dłużej :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A gdy przyjdzie Ci ochota na spotkanie Polaka w Szkocji, wsiądź do autobusu!. Kierowcami notorycznie są nasi rodacy. Do tej pory, nie wiedziałem dlaczego bus drivers tak rzadko potrafią wskazać przystanek, na którym trzeba wysiąść, żeby dojść do $PLACE, ale po wdaniu się w rozmowę, często zdradza ich polski akcent ...albo po prostu polski język (ach to pomaganie sobie polskim popularnym k-słowem: You should turn left into... yyy jak to się k. nazywa yyy I don't know, really).

Dlatego ciekawym experience jest kupować bilet w ten sposób:A day ticket poproszę. Polak wywali oczy, a Szkot nie zareaguje myśląc, yet another drunk prick today :-)

Ach, w Szkocji wsiada i wysiada się tylko przednimi drzwiami przy kierowcy. Na przystanku ustawia się kolejka do autobusu a wsiadający mają obowiązek pokazać bilet miesięczny, dzienny, etc, albo zakupić takowy u kierowcy za ODLICZONĄ gotówkę. Dasz za mało, nie pojedziesz, dasz za dużo, nie dostaniesz reszty.

Bilety są drukowane na miejscu i wyglądają jak paragony fiskalne. Autobusy zresztą przypominają półautobusy/busy, za to można w nich za darmo poczytać gazetę (wziąć ze sterty leżącej przy wejściu).

Fiat Punto II jest tu bardzo popularny. Tylko kierownice ma w ,,złym'' miejscu ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

PS: Zastanawialiście się kiedyś jak ciężko musi się im grać w te wszystkie prawostronne gry komputerowe?

BTW, Specjalnie nie napisałem, skąd pochodzi ruch lewostronny w Wielkiej Brytanii. Zgadujcie -- chwalcie się wiedzą w komentarzach! Może uda się zebrać kilka ciekawych historii, bo do tej pory tylko jedna osoba znała genezę tego zjawiska pokrywającą się z moimi informacjami na ten temat :-)

W następnym odcinku pooglądamy piękne widoczki i dowiemy się gdzie zrobiono zdjęcie na standardową tapetę dla Windows XP -- przede mną weekendowa podróż do Loch Ness. ;-)


Środa, 16 listopada 2005 :: 18:56:11

Szkocja, kraina cudów

Free Image Hosting at www.ImageShack.us To już drugi miesiąc, który spędzam w tym niesamowitym kraju, a nie wiadomo ile jeszcze przede mną... ,,Kraju'', bo Szkoci lubią myśleć o sobie jak o odrębnym państewku, jednak niezdrowego patriotyzmu czy nacjonalistycznej homofobii w tym brak. Powiem więcej, nigdy nie miałem do czynienia z bardziej przyjaznymi ludźmi. Idąc ulicą, nieznajomy potrafi się uśmiechnąć się do i przyjacielsko pozdrowić albo pomachać. Jeszcze bardziej uprzejmi i pomocni są, kiedy okaże się, żeś obcokrajowiec. Bajka.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Zaaklimatyzowałem się już w tym miejscu, gdzie tylko Coca-Cola i Nutella smakują tak samo, a normalnego chleba (czyt. nietostowego) nie uświadczysz... W miejscu gdzie frytki w przyulicznych sklepach podaje się owinięte w szary papier, z majonezem i oczywiście zroszone octem. Ocet zresztą Szkoci potrafią dodawać do wszystkiego – warto uważnie studiować składniki produktów. Warto również, w supermarketach, stawiać za swoimi zakupami ten plastykowy dzyndzel z napisem “NEXT CLIENT STARTS HERE” -- inaczej większość Szkotów nie zacznie ustawiać swoich zakupów na tym przykasowym pasie transmisyjnym, choćbyś Ty miał jeden jogurt, a reszta mechanicznej lady była wolna... Tą dziwotę rekompensuje jednak możliwość płacenia kartą płatniczą za produkty o każdej wartości. Nie jak w złodziejskich sklepach w Polsce, gdzie aby zapłacić kartą, rachunek przeważnie musi opiewać na sumę większą od 10PLN.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Ostatnio odkryłem również sposób na bankomat w Szkocji. Zamiast wypłacać z maszyny papierkowe funciaki, które czasem są konieczne, (koleje ScotRail nie akceptują inteligowej Visy Electron) kupuje się w sklepach... prosząc, żeby skasowali z karty za produkt więcej i wydali różnicę :-) tzw. CashBack, obsługiwany przez większość supermarketów. Kartą Inteligo płacę w sklepach bez prowizji. Korzystając z tej samej karty w ATM-ie (bankomacie) musiałbym pożegnać się z 8% transakcji.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Dla Polaka chyba jednak najdziwniejsza jest armatura łazienno-kuchenna. Umysłem swoim nie pojmuję, jak dwa krany z których jeden uwalnia wrzątek a drugi lodowatą wodę, mogą być użyteczne. Horror. Na szczęście prysznic ma jedno ujście – bo nie wyobrażam sobie skakania z spod jednego do drugiego strumienia, gdzie różnica temperatur jest na poziomie 80'C.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Inną ciekawostką, która naprawdę w Szkocji została wynaleziona i na którą napotyka się na każdym, powtarzam każdym kroku, jest alarm przeciwpożarowy. U siebie w mieszkaniu mam ich 5. Tylko kibelek się uchował. (Że niby nie można się samozapalić siedząc na klopie? :). Oprócz wystających z sufitu czujników dymu uruchamiających potwornie nieznośny alarm, co 10m. na każdej ścianie nośnej znajduje się przycisk przeciwpożarowy. Śmieszne to tym bardziej, że nie widziałem innego państwa tak przerażonego wizją palących się we własnych domach obywateli, w którym praktycznie non stop leje deszcz...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Co ciekawe, przy wejściu do niektórych blocks of flats czy większych kamieniczek można spotkać specjalne tablice: numery pokojów, a pod nimi strzałka wskazująca na jedną z dwóch możliwości: IN albo OUT. Obowiązkiem lokatora jest przestawić strzałkę na OUT kiedy wychodzi i na IN kiedy wraca. Dlaczego? Fire procedure. Wiedzą czy pozwolić się spalić Twojemu mieszkaniu czy rozwalić w nim drzwi i Cię szukać... Zresztą, wolę już takie tablice od plakatów wszędobylskiego Boba Budowniczego...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

W następnej części opowiastek ze Szkocji, poruszymy motoryzację ;-)


Piątek, 11 listopada 2005 :: 22:25:44

Halloween – Jak zrobić dynię, poradnik

To już prawie dwa tygodnie, jak po raz pierwszy w swoim życiu zabiłem dynię... Stworzyłem potwora -- stowrzyłem pana Ringo.

Rysowanie po dyni z reguły należy do najprzyjemniejszych czynności w cały halloweenowym procesie. Potem jest już coraz gorzej. Po otwarciu czaszki oczom ukazuje się makabryczny widok. Pan Dynia ma włosy rosnące do środka głowy! I pestki. Całkiem dużo pestek...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Oczywiście, jak z każdego denata, śmierdzi niemiłosiernie... (Ludzie naprawdę gotują zupę z mózgu Pana Ringo?)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Nóż wszedł cieżko, wyrywanie wnętrzności poszło łatwiej :> To czego nie dało się wyrwać z Pana Ringo, po prostu wyskrobałem łyżeczką :-) Dlatego, że ten jogger jest od czasu do czasu odwiedzany przez dzieci, a widok był naprawdę obrzydliwy, zdjęć z tego etapu nie będzie :P

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Potem krótke suszenie i już można zacząć straszyć:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Niestety, nikt nie przyszedł po cukierki/psikusa przez cały tydzień... pewnie dlatego Pan Ringo szybko osiwiał (czyt. spleśniał), co nota bene dodało mu trupiego uroku :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Do zobaczenia za rok, Panie Ringo...


Niedziela, 23 października 2005 :: 16:48:24

Szkocja przygotowywuje sie do Halloween

Wiekszosc witryn sklepowych wyglada tak:

Halloween is comming Halloween is comming

Halloween is comming

A ponizej wersja mojego ulubionego batonika, w mojej ulubionej czekoladzie -- czyt. lepiej byc nie moglo. :-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Wtorek, 20 września 2005 :: 22:33:59

Szkocja w fotkach :-)

Obiecane zdjecia...

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Powyzej widok z okna, zdjecie drogi do mojej rezydencji ;-) i ta wlasnie rezydencja w calej okazalosci.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Tutaj kilka shotów mojego pokoju ;-)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us Free Image Hosting at www.ImageShack.us

A tu z kolei genialna inwencja UK-engineersów. Kazdy kto byl w UK wie, ze maja strasznie dziwne krany, nie dosc ze albo wrzatek albo lodowata woda, to w dodatku osadzone sa tak plytko, ze woda cudem trafia do umywalki... ani reki sie pod nie nie podlozy, slowem... nieuzyteczny bajer :)
Tak... mam umywalke w pokoju, dobrze ze nie ma kibelka, po poczulbym sie jak w rasowej celi dla programisty ;)

A teraz BONUS: Widok z Google Maps: jak pieknie widac roznice wysokosci na mapach Google... -- w porownaniu z poprzednimi fotkami :D

Moje cztery katy znajduja sie tam, gdzie litera S w nazwie ulicy: Oakshaw Brae :-)

Jutro nie powinno padac, moze uda sie zrobic wiecej ciekawych zdjec ;-)


Poniedziałek, 19 września 2005 :: 21:03:48

Jak to w Szkocji jest naprawde...

Zyje. Samolot nie spadl.

Z gory przepraszam za brak polskich liter... wiecie, te dziwne zagraniczne klawiatury. Nie moge poki co podlaczyc nigdzie do sieci swojego laptopa, wiec zdany jestem na publiczne PCs, gdzie wyciete jest prawie wszystko oprocz 80 portu.

Stad WIELKA PROSBA. Jesli ktos moglby sie skontaktowac z koralgolem (administrator serwera jabber.autocom.pl -- jego dane sa na stronie http://jabberpl.org, zakladka serwery) i zapytac czy:

-- do autocomu da sie CIAGLE polaczyc przez inny port (jabber.autocom.pl:20, jabber.autocom.pl:80)? Kiedys tak bylo mozna, ostatnio serwer przeszedl wiele zmian i nie wiem czy ciagle sie da. Probuje, ale nie moge :/

-- czy koralgol wycina ludzi z *.uk? Moze to jest przyczyna braku polaczenia.

Jesli ktos bylby laskaw, bede niezmiernie wdzieczny. Moge mu, wracajac, przemycic jakas kontrabande ;-) Kontakt ze mna albo przez komentarze, albo przez e-mail: MOJENAZWISKO@gmail.com

Bez jabbera czuje sie jak bez reki :(

Chetni na relacje i fotki (z racji tego ze nie mam za wiele czasu, a przygotowalem ja wczesniej na notebooku, przez kilka dni, i naprawde jest spora) niech tez wysla mi maila, podam im linka, do miejsca gdzie to lezy. Poziomow na razie na joggerze nie wprowadzam, a notki nie wrzucam, bo musialbym uploadowac sporo zdjec, a jak wspomnialem jestem ograniczony czasowo.


Poniedziałek, 12 września 2005 :: 09:28:48

Flight 31337, last call

W czwatek wieczorem przepadam dla Polski, ale nie dla Polaków. Na dłuuugo. Jeśli wisisz mi pieniądze -- znajdę Cię, jeśli ja mam u Ciebie długi -- masz mało czasu, żeby mnie znaleźć :)

Od czwartku nie będzie mnie już interesował przedwyborczy szum. Koniec z plakatami na drzewach, billboardach, za wycieraczkami w samochodzie. Docierać do mnie będą przefiltrowane kilometrami wiadomości z Ojczyzny -- oby tylko te najważniejsze.

Od czwartku dostaje nowe warunki do pracy. Pokój z obsługą. Problem może być z internetem ,,w łóżku''.

Od czwartku przestaje na dobre oglądać TV (legalnie :>), bo abonament to kwota kosmiczna. Tuner zewnętrzny, na USB zabieram, na wszelki wypadek... cóż, najwyżej będę piratem częstotliwości.

After Thursday, English only. From and to everyone.

Od czwartku poznaje przynajmniej setkę nowych osób, od miejscowych VIP-ów przez zwykłych studentów, aż do pani w sklepie.

Od czwarku dzwonię tylko via VoIP. (Nie, jeszcze nie wybrałem czy Skype czy Gizmo) i nie odbieram rozmów na komórkę. Mój fajny numer z Heyah 88820xxyy umiera, chyba, że w Ideii/Orange możliwe jest już podpięcie numeru innej sieci ;-) Jutro wizytuje BOK. Możecie mnie SMS-ować do woli.

Od czwartku. mam nadzieję, moje internetowe życie, częstotliwość wpisów, etc. pozostanie na obecnym poziomie.

Od czwartku, ikonka Jobble (widoczna po prawej) wskazywać będzie inne położenie na Google Maps. (Max zoom level available).

Od czwartku mój jogger gościć będzie wpisy o tematyce podróżniczej, jak ten pt. podróż do Rumunii. (BTW, od kilku dni możecie przeczytać o tym także w Histmagu). Stąd, ponieważ jog skupia głównie technicznych, a ja rozumiem, że nie wszyscy są zainteresowani moim życiem prywatnym i tym jak żyje się w kraju X -- wprowadzam poziomy. Chętni, msg na jabberze. Ci którzy mają autoryzację, mają spore szanse ;-)

Od czwartku whisky on the rocks tańsza niż piwo, kilty, dudy i zawody w rzucaniu palem na odległość.

I oto Celt (31.10) wraca do krainy Celtów.

Od czwartku mieszkam i układam sobie życie w królestwie Alba.

Bez internetu i członkowstwa naszego kraju w UE, to nie byłoby możliwe.

PS: powyższy wpis należałoby zawrzeć w instrukcji warunkowej:

if(!PLANE_CRASH)
{
   if(!PLANE_CRASH)
   {
      cout << wpis;
   }
}

W czwartek pierwszy raz lecę tanimi liniami lotniczymi (SkyEurope + Ryan Air). Na biletach oszczędziłem ~600PLN -- jeśli ktoś chce poznać ten magiczny ;-) sposób, msg me na jabberze.

Czekam na Goodbye Party ;-)